Kamieniarzu! Nie daj się okraść.
Pod takim hasłem 7 grudnia 2016 roku w Strzegomiu odbyło się kolejne spotkanie branżowe organizowane przez Związek Pracodawców Branży Kamieniarskiej i Klaster Kamieniarski. Tym razem panel dyskusyjny dotyczył ochrony praw autorskich i zastrzegania wzorów przemysłowych. Gościem spotkania byli przedstawiciele RODLEW z Rybnika, którzy mają praktyczne doświadczenia z ochroną praw autorskich oraz przedstawiciel Kancelarii Patentowej Rejman s.c.
Na spotkanie przybyło 30 osób zainteresowanych tematyką, która coraz częściej pojawia się w praktyce zakładów kamieniarskich. Rosnąca ilość spraw sądowych związanych z kopiowaniem wzorów nagrobków i chęć ochrony tego, co powstaje w naszych zakładach to wystarczający powód, aby zagłębić się w temat.
Obecni nie mogli być rozczarowani. Dyskusje trwały długo – pewnie dzięki temu, że zagadnienie omawiano zarówno pod kątem prawnym jak i praktycznym.
Jak zapowiedział zarówno Zarząd Związku jak i Klaster, następstwem tego spotkania będą działania, które zmierzające do upowszechniania wiedzy na temat możliwości ochrony produktów. W Kurierze Kamieniarskim rozpoczynamy cykl artykułów o tej tematyce. Będą teksty merytoryczne oraz porady praktyczne osób, które mają już doświadczenia w tej dziedzinie. Zapewniamy, że wcale nie jest to takie skomplikowane jak wydaje się na pierwszy rzut oka.
Artykuł

Czy przedmioty będące wytworem kamieniarza mogą być chronione w Urzędzie Patentowym Rzeczpospolitej Polskiej? Czy przedmioty upiększające miejsca pochówku naszych bliskich mogą być otaczane nie przez kwiaty i znicze, a przez artykuły i paragrafy ustaw?
Będąc na cmentarzu niejednokrotnie zatrzymujemy się przy grobach, które przyciągają nasze oko z powodu wyglądu pomnika, czy też jego elementu, który nam się podoba. Nie zastanawiamy się wtedy nad tym, kto to wykonał, tylko nad tym, że też chcielibyśmy, aby miejsce pochówku bliskiej nam osoby było tak przyozdobione.
Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że nie wszystkie elementy, które nam się spodobają, można kupić czy zamówić u każdego wykonawcy zajmującego się elementami oprawy miejsca wiecznego spoczynku.
Wynika to z faktu, że rzecz stworzona przez osobę trzecią może podlegać ochronie, a my zamawiając ten przedmiot u osoby, która nie jest twórcą tego rozwiązania, powodujemy, że osoba realizująca nasze zamówienie może naruszać prawa przysługujące komuś innemu.
Nagrobek, a ściślej mówiąc jego zewnętrzny wygląd, może być przedmiotem zgłoszenia do ochrony w Urzędzie Patentowym RP. Kategorią ochrony, o jaką możemy się ubiegać w przypadku chęci ochrony zewnętrznej postaci nagrobka, tabliczki, wazonu, czy też innego charakterystycznego elementu, jest między innymi wzór przemysłowy.
Czym musi się charakteryzować przedmiot, aby Urząd Patentowy RP przyznał ochronę?
Zgodnie z art. 102 ust. 1 ustawy Prawo Własności Przemysłowej „wzorem przemysłowym jest nowa i posiadająca indywidualny charakter postać wytworu lub jego część, nadana mu w szczególności przez cechy linii, konturów, kształtów, kolorystykę, fakturę lub materiał wytworu oraz jego ornamentację”. Z tego artykułu wynikają dwie przesłanki, które musi spełniać przedmiot, aby ochrona w postaci prawa z rejestracji została przyznana: nowość oraz indywidualny charakter wytworu lub jego części.
Przedmiot, a więc wzór, będzie uważany za nowy, jeżeli przed datą zgłoszenia identyczny wzór nie został udostępniony publicznie. To udos-tępnienie publiczne może polegać na wystawieniu, umieszczeniu w materiałach reklamowych, umieszczeniu na stronie internetowej, wykonaniu wyrobu i jego sprzedaży. Wzór będzie również uważany za identyczny z udostępnionym pub-licznie, gdy różni się od niego jedynie nieistotnymi szczegółami. Jeżeli wzór nie mógł dotrzeć do wiadomości osób zajmujących się zawodowo dziedziną, której wzór dotyczy to nie uważa się go za udostępniony publicznie.
Druga przesłanka dotyczy indywidualnego charakteru, który musi posiadać wzór przemysłowy i nie jest ściśle zdefiniowana. Wzór będzie odznaczał się indywidualnym charakterem, „jeżeli ogólne wrażenie, jakie wywołuje na zorientowanym użytkowniku, różni się od ogólnego wrażenia wywołanego na nim przez wzór publicznie udostępniony przed datą, według której oznacza się pierwszeństwo”.
Jednym zgłoszeniem wzoru przemysłowego mogą być objęte odmiany wzoru przemysłowego. Czyli wzory, które mają wspólne istotne cechy, ale liczba tych odmian nie może przekraczać 10. Przeglądając „Wiadomości Urzędu Patentowego” możemy tam znaleźć udzielone prawa z rejestracji na nagrobki, urny na prochy, lampiony nagrobne i inne elementy związane z tematyką cmentarną.
Koszt zgłoszenia wzoru przemysłowego do Urzędu Patentowego RP wynosi 300 zł za jeden wzór, też w przypadku zawarcia w tym zgłoszeniu 9 jego odmian.
Urząd Patentowy RP przyznaje prawo z rejestracji na wzór przemysłowy na 25 lat od daty dokonania zgłoszenia w Urzędzie Patentowym RP, przy czym ochrona jest podzielona na pięcioletnie okresy. Jeśli chcemy, aby ochrona trwała przez cały 25-letni okres musimy wnosić do Urzędu Patentowego RP co 5 lat opłatę za ochronę. W chwili obecnej pierwszy okres ochrony obejmujący pierwsze 5 lat trwania ochrony wynosi 150 zł, drugi okres ochronny kosztuje 250 zł, zaś następne 5-letnie okresy ochronne 500 zł, 1.000 zł i 2.000 zł. Nie ma możliwości wniesienia jednej opłaty z góry za cały okres 25 lat i należy je systematycznie wnosić co 5 lat.
Prawo z rejestracji zostaje udzielone na rzecz zgłaszającego po stwierdzeniu przez Urząd, że zgłoszenie wzoru zostało sporządzone prawidłowo, a zgłaszający uiścił opłatę za pierwszy okres ochrony. Cechy nowości oraz indywidualnego charakteru zgłoszonego wzoru są zazwyczaj badane w przypadku wystąpienia przez osobę trzecią z wnioskiem o unieważnienie wzoru.
Uzyskując prawo wyłączne na wzór przemysłowy w Urzędzie Patentowym RP nabywamy prawo wyłącznego korzystania z wzoru przemysłowego w sposób zarobkowy lub zawodowy na terytorium Polski. Oznacza to, że mając świadectwo rejestracyjne z Urzędu Patentowego RP mamy możliwość jako jedyni produkować, oferować do sprzedaży, reklamować, wystawiać na targach czy też w internecie, importować czy eksportować produkt, w którym wzór jest zawarty bądź zastosowany, a na który uzyskaliśmy ochronę.
Tym samym mamy możliwość zabronienia osobie trzeciej wykonywania czynności zastrzeżonych tylko dla nas w stosunku do każdego wzoru, który na zorientowanym użytkowniku nie wywołuje odmiennego ogólnego wrażenia.
W przypadku, jeśli chcielibyśmy rozszerzyć naszą działalność i wystawiać się na targach w innych krajach albo eksportować do innych krajów swoje wyroby, musimy pamiętać, że prawa wyłączne, jakie przyznał nam Urząd Patentowy RP na zgłoszone do ochrony wzory przemysłowe, nie obowiązują na terytorium innego kraju. Jeżeli chcemy posiadać ochronę w innych krajach niż Polska, musimy wystąpić do Urzędu Patentowego danego kraju lub, od momentu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, do Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO). Urząd ten przyznaje ochronę na wzory wspólnotowe, których ochrona obejmuje terytorium wszystkich krajów należących do Unii Europejskiej. Uzyskując ochronę na wzór wspólnotowy w tym Urzędzie mamy wyłączne prawo, które pozwala nam oferować, reklamować czy też produkować i sprzedawać wyrób zastrzeżony we wszystkich krajach nale-żących do Unii Europejskiej. Zarejestrowany wzór wspólnotowy podlega ochronie w okresie 5 lat od daty zgłoszenia, a uprawniony może przedłużyć ochronę na jeden lub więcej okresów pięcioletnich, łącznie do 25 lat.
Opłaty urzędowe za uzyskanie prawa wyłącznego na jeden wzór wynoszą 350 euro i obejmują opłatę za rejestrację i publikację wzoru (a więc również ochronę na 5 lat). Koszt zgłoszenia kolejnego wzoru wspólnotowego, jeśli zgłaszamy równocześnie ten wzór wraz z pierwszym wzorem, a oba wzory mieszczą się w tej samej klasie np. wzór nagrobka oraz krzyż, wynoszą dla kolejnego wzoru 175 euro (i również obejmują opłatę za rejestrację i publikację). Jeśli tych wzorów wspólnotowych mamy więcej, każdy kolejny – aż do dziesiątego wzoru – będzie kosztował 175 euro, a następny powyżej dziesiątego już tylko 80 euro. Koszty przedłużenia ochrony na kolejne 5-letnie okresy ochrony dla każdego wzoru wynoszą 90 euro, 120 euro, 150 euro i 180 euro. Należy jednak pamiętać, że brak zapłaty za kolejny 5-letni okres ochrony wzoru skutkuje wygaśnięciem prawa z rejestracji.
Tak jak w przypadku rejestracji wzoru w Urzędzie Patentowym RP, tak też w przypadku rejestracji wzoru wspólnotowego w EUIPO, uprawnionemu przysługują również roszczenia zakazowe względem każdej osoby, która narusza lub grozi naruszeniem prawa m.in. wytwarzając, wprowadzając do obrotu, wystawiając czy też reklamując lub przechowując produkty, w których ten wzór jest ucieleśniony.
Czy warto zgłaszać do ochrony produkty, które wykonuje się w swoim zakładzie? Moim zdaniem warto, ponieważ koszt zgłoszenia takiego wzoru i ochrony choćby tylko na 5 lat w Urzędzie Patentowym RP jest niewspółmiernie niski w stosunku do kosztów, jakie przyjdzie ponieść w przypadku konieczności obrony przed zarzutem naruszenia prawa wyłącznego osoby trzeciej. Nawet biorąc pod uwagę łączną sumę opłat do Urzędu i kosztów na rzecz pełnomocnika.
Jeśli chcą Państwo skorzystać z fachowej pomocy w dziedzinie ochrony swoich wyrobów, najlepszym rozwiązaniem wydaje się skorzystanie z fachowej pomocy rzecznika patentowego. Ma on profesjonalne przygotowanie zarówno prawnej, jak i technicznej natury, które umożliwią nie tylko opracowanie zgłoszenia, ale i wybór optymalnej ochrony.

O poprawkach już kiedyś było. Jak zapewne wszyscy (łącznie ze mną) wiedzą, dotyczą one przede wszystkim tak zwanych dużych budów. Nie jest to reguła, ale statystyczna większość. Niestety, odkąd tamten felieton napisałem, świat się ani trochę nie poprawił.
Głupich nie sieją, sami się rodzą”
Tak mówi stara mądrość ludowa. Są chwile, gdy człowiek czeka na oklaski zza kadru, bo to, w czym bierze udział, może być tylko komedią sytuacyjną, w którą przypadkiem się wmieszał. Nic innego: komedia i to koniecznie tania.
Reklamacja
Słowo które przyprawia o ból zębów nie tylko nas, ale wszystkich sprzedawców towarów lub usług. Wiadomo, kupujący ma prawo żądać nieodpłatnej naprawy przedmiotu zakupu lub wymiany na przedmiot nowy. Nowelizacja, wprowadzona Ustawą o prawach konsumentów z dnia 30 maja 2014 r. wydłużyła terminy odpowiedzialności z tytułu rękojmi. Sprzedawca odpowiada za wady fizyczne rzeczy stwierdzone przed upływem dwóch lat od dnia wydania rzeczy kupującemu (poprzednio rok), a w przypadku nieruchomości pięciu lat (wcześniej trzy lata). Zwiększa to szanse na kontakt z klientem rodem ze skeczów granych w Za chwilę dalszy ciąg programu panów Materny i Manna.
Zaczniemy delikatnie
Telefon po kilku tygodniach używania blatu i posadzki w łazience (typowej blokowej, wymiary dwa na dwa metra – powierzchni więc, że ho-ho). Materiał w satynie, pani projektant świadoma praw i obowiązków twierdziła, że klient orientuje się jak z blatem i posadzką w takim wykończeniu żyć i czego się spodziewać. Przyjeżdżamy.
Na blacie plamy. Pani rozgniatała na nim wiśnie (tak, ja też nie wiem po co, ale rozgniatała – i to nie jedną, a naście). Przeklina człowiek pod nosem, bierze im-pregnat, czyści, odtłuszcza powierzchnię na wszelki wypadek i impregnuje raz jeszcze innym środkiem. Mija dni kilka, telefon od tej samej pani: „nie dzwoniłam od razu po naszej wizycie, ale plamy zaczęły się pojawiać w zasadzie już następnego dnia”. Kolejna wycieczka, powtarzamy te same czynności. Plamy faktycznie znowu były – na szczęście nie po wiśniach. Tym razem parę przykrych słów zebrał nie impregnat, a materiał. Wyjeżdżamy, a kilka dni później telefon w tej samej sprawie. Tym razem przeprowadzamy dochodzenie i przepytujemy panią. Okazuje się, że klientka po każdym z naszych wyjazdów, zmywała obficie blaty acetonem – bo przecież widziała, jak my też tak robiliśmy...
Moja faworytka
Historia już zamierzchła, ale do dziś wywołująca uśmiech (kwaśny) na twarzy. Klientka ze sporą ilością gotówki i sporą ilością kamienia do zamontowania. Między innymi blaty łazienkowe z alabastru egipskiego. Odbiór. Pani zadowolona, będzie się czym pochwalić koleżankom i pod-budować ego. Jakieś drobne poprawki, rozliczenie, potrząśnięcie ręką i rozstanie w przyjaznej atmosferze.
Po kilku tygodniach właścicielka blatów zadzwoniła do nas z pretensją...
Zdarzały się dziwy, nie powiem. Ale czy ktoś na taki powód reklamacji byłby przygotowany? ...z drobnych dziurek, których nie załataliśmy zaczęły wychodzić robaki (sic!). I to nie nasze polskie (czyt. prusak, wołek, ani nawet mrówka faraonka, która nazwą pasowałaby do materiału), ale …egipskie! Odkryła to kiedyś w nocy, gdy znienacka zapaliła światło w łazience, a robaki na to nieprzygotowane wylegiwały się na blacie. Po dziś dzień nie wiem, czy rozpoznała ich pochodzenie po śniadej cerze, turbanie czy arabskich okrzykach.
Niestety, afera była potężna, Pani zażyczyła sobie demontażu, bojąc się plagi egipskich robali. Skończyła się na załataniu dziurek. Ale pretensji było co niemiara.
W ramach pocieszenia
Nie mamy tak źle, drodzy Państwo, nie mamy. Katusze przeżywają przede wszystkim ci, którzy pracują w branży FMCG (Fast Moving Consumer Goods), ze szczególnym wyróżnieniem sprzedaży odzieży. Jakież tam dzieją się cuda!
Marne to wszak dla nas pocieszenie, ale nas ścigają chociaż za coś co kosztowało ileś-set złotych, z tendencją do tysięcy. Tam zaś walki toczą się o złotych dwadzieścia, a klient jest nie mniej roszczeniowy.
Niedługo czas zakupów
Będę szybszy niż reklama popularnego napoju z ciężarówką, reniferami i Mikołajem w roli głównej. Coraz bliżej święta!
I zakupy przy tej okazji będą. Jak najmniej reklamacji i zwrotów życzę – nie miejmy do nich powodów.
Nie szukajmy ich też na siłę. Bo zła karma wraca: ktoś w przyszłym roku przyjdzie i powie, że robal z dżungli amazońskiej wylazł mu z blatu granitowego, a wszystko to Wasza wina.
Czego oczywiście nie życzę.

Stara prawda mówi, że niezależnie od wielkości przedsiębiorstwa, zaangażowane w jego powstanie środki, zakupione maszyny i wybudowane hale, siłą napędową pozwalająca na istnienie firmy na rynku i odnoszenie sukcesów są jej pracownicy.
Odwiedzam wiele zakładów i kiedy chcę się dowiedzieć czegoś o firmie, to pytam pracowników jak długo pracują. Kilka odpowiedzi wystarczy. Jeśli w istniejącym od lat zakładzie ludzie pracują od kilku miesięcy, to mam podstawy by sądzić, że z tą firmą coś jest nie tak.
Większość pracowników nie jest specjalnie chętna do zmiany pracodawcy – ludzie lubią stabilizację. Do płynności kadrowej dochodzi w kilku przypadkach.
Po pierwsze: płace. Jeśli są za niskie, to wcześniej czy później pracownicy szukają lepszych rozwiązań. Najgorsze, że jeśli rodzaj pracy im odpowiada, to często lądują u konkurencji, a posiadając doświadczenie w tej pracy stają się dla niej łakomym kąskiem. Przez to osłabiają firmę, z której odchodzą, a wzmacniają konkurencję.
Ale są też inne powody. Zła atmosfera pracy może prowadzić do znużenia i chęci przerwania takiego stanu. Skutki podobne jak przy zbyt niskich płacach.
Zagadnienie złej atmosfery w zakładzie bywa złożone. Z jednej strony działają tu relacje szef-pracownik, z drugiej wewnętrzne relacje między zatrudnionymi.
Co do relacji szef-pracownik częstą przyczyną złego odbierania atmosfery pracy przez pracowników jest zachwiana proporcja pochwał do wyrzutów. Wyobraźmy sobie, że niezależnie od wyników firmy pracownik przychodząc do pracy i widząc szefa spodziewa się, że zbierze kolejny „ochrzan”. Bo niby dlaczego nie, skoro tak jest codziennie.
Czy rano będzie spieszył się do roboty? Czy o szesnastej, na koniec dnia, zostanie 10 minut dłużej, żeby dokończyć zaczęte zadanie? Na początku tak, chcąc uniknąć reprymendy. Po czasie wyrobi w sobie przekonanie, że i tak będzie zrugany, więc lepiej iść do domu albo z kolegami, przy piwie, ponarzekać na szefa.
Drugi z elementów to relacje między pracownikami. Są często trudne do wychwycenia – tym trudniejsze im bardziej szef oddziela się murem od pracowników i buduje relację bardzo zimną. To też łatwo zauważyć w firmie. Jeśli pracownicy zwracają się do szefa „Panie Prezesie”, to już brzmi podejrzanie. Znacznie lepiej, jeśli w rozmowie używają zwyczajowego „szefie”. Panu Prezesowi pracownik nie powie, że „Jasiek go wkurza, bo non stop usiłuje dyskutować o polityce, a ma skrajnie inne poglądy”. A czasem na złe relacje między pracownikami są proste rozwiązania – nielubiących się pracowników wystarczy skierować do pracy z dala od siebie.
W niektórych firmach powstaje coś na kształt wojskowej fali. Młodzi stażem pracownicy są wykorzystywani przez tych doświadczonych. Jeśli wśród nich są zdolni, rokujący na przyszłość, to nie czując jeszcze związku z firmą, odejdą. W momencie, gdy zauważymy takie zachowania starych pracowników, trzeba interweniować. Ale jest jeden warunek: musimy je zauważyć. Niestety, Pan Prezes raczej nie zobaczy, bo gdy pojawia się na produkcji wszyscy stoją na baczność.
Tych kilka uwag dotyczących relacji w firmie to tylko przysłowiowy czubek góry lodowej. Rola zarządzających firmą nie może pomijać „otoczenia wewnętrznego” firmy – jak ładnie określa to teoria.
Jeśli skupimy się na byciu Panem Prezesem i nie będziemy blisko pracowników, może nas spotkać przygoda jak z dowcipu:
Żona pyta męża:
– Kochanie, co w pracy?
– A nic... Wczoraj nasz szef utknął w windzie.
– I co zrobiliście?
– Nic. Ciągle się zastanawiamy.
Nikt z nas nie jest cyborgiem – to jest pewne. Każdy potrzebuje chwili wytchnienia, relaksu, czasu z rodziną, a przede wszystkim odpoczynku.
Jeśli masz to szczęście, że jesteś pracownikiem, to taki odpoczynek masz zagwarantowany w Kodeksie Pracy. Przysługuje Ci 20, bądź 26 dni w zależności od stażu urlopowego (nie mylić ze stażem u danego pracodawcy). Staż urlopowy to przede wszystkim zsumowane lata nauki, zatrudnienia itp. Jeśli łącznie staż urlopowy wynosi do 10 lat, wówczas wymiar Twojego urlopu to 20 dni. Jeśli zaś przekracza 10 lat masz dodatkowe 6 dni, co łącznie daje 26 dni urlopu wypoczynkowego, czyli aż 5 tygodni i 1 dzień wolności od pracy! Niezależnie od ilości dni wolnych od pracy, cztery razy można skorzystać z tzw. urlopu na żądanie, czyli poinformowania o nieobecności w dniu jej wystąpienia.
A wszystko to płatne przez Twojego pracodawcę, bo za urlop wypoczynkowy należy się takie samo wynagrodzenie jak za obecność w pracy.
Skoro mowa o pieniądzach, to pracodawca płaci Tobie również za czas Twojej choroby. Co prawda mniej, bo tylko 80% tego co zarobiłbyś normalnie, ale to nadal jest zapłata. Oczywiście w przypadku dłuższej choroby obowiązek ten przyjmuje (jeszcze istniejący) ZUS. Jednak przez pierwsze 33 dni (jeśli nie ukończyłeś 50 lat) lub pierwsze 14 dni (gdy już ukończyłeś 50 lat) choroby w ciągu roku kalendarzowego ciężar wypłaty spoczywa na barkach i budżecie Twojego pracodawcy.
Zaznaczmy też, że środki te, zarówno przy urlopie jak i „chorobowym”, wypłacane są w tym samym terminie, w którym otrzymałbyś wynagrodzenie, gdybyś chodził do pracy.
Paradoksalnie felieton ten nie ma informować o Twoich prawach, a ma pokazać, że zgodnie z literą prawa za czas Twojego wypoczynku i Twojej choroby płaci Twój pracodawca. To jest ten sam „gościu”, który, gdy Ciebie nie ma w pracy, nie może realizować przyjętych zleceń. Który ponosi straty, bo nie może wyprodukować czy świadczyć usługi jeśli jesteś nieobecny. Który płaci dodatkowo innym pracownikom, aby wykonali pracę za Ciebie w czasie Twojego urlopu lub zwolnienia.
Doceń to, że w ciągu roku masz łącznie ponad 2 miesiące życia na koszt Twojego pracodawcy (urlop wypoczynkowy plus "chorobowe" – nie wspominając o innych dodatkowych dniach wolnych opisanych w Kodeksie Pracy). Nie chodzi mi o dozgonną wdzięczność za pracę, ale o zrozumienie jak duże są obciążenia spoczywające na Twoim pracodawcy i skąd jego niechęć do zwiększania zatrudnienia czy przyjmowania każdego żądania podwyżki. Pamiętaj również, że Twój pracodawca nie może sobie pozwolić na takie przywileje, jakie Ty posiadasz. W jego przypadku za urlop nikt mu nie zapłaci, a miesięczne zwolnienie lekarskie może doprowadzić do upadku firmy. I nawet pieniądze ze swojego „chorobowego” zobaczy nieprędko, bo ZUS – w przypadku pracodawców – kieruje sie innymi zasadami.

11 listopada przypada kolejna rocznica śmierci Jana Himilsbacha. Pisarza, scenarzysty, aktora, ale również kamieniarza.
Jego historia życia splata się z historią powojennego kamieniarstwa Strzegomia. W 1947 roku młodociany Himilsbach trafia do zakładu poprawczego, a potem „w nagrodę” do pracy w strzegomskich kamieniołomach. Był to przełomowy moment w jego życiu. To w Strzegomiu Himilsbach nauczył się czytać, co miało znaczący wpływ na jego późniejszą potrzebę pisania. Dzięki temu stał się literatem, scenarzystą i wreszcie aktorem.
Aby przypomnieć i upamiętnić ten fakt strzegomski artysta Patryk Nieczarowski, wspólnie z „Granitową Galerią” Fundacji BAZALT i przy współpracy ze strzegomską rozgłośnią Radio Sudety 24, ogłaszają konkurs. Konkurs rozpocznie się 10 listopada 2016 r. – należy zadzwonić do Radia Sudety 24 i podać dzień oraz miesiąc urodzin Jana Himilsbacha. Wśród 3 pierwszych prawidłowych odpowiedzi rozdane zostaną unikatowe „granitowe »pięćdziesiątki«” ...nie bez związku z osobą Himilsbacha. Więcej o samych nagrodach na stronach FB „Granitowej Galerii” i Radia Sudety 24.
To jednak nie koniec tej historii.
Czas pobytu Himilsbacha w Strzegomiu to jeden z niewielu w pełni wiarygodnych faktów z jego biografii – biografii pełnej luk i niejasności. Z tego między innymi powodu Patryk Nieczarowski postanowił wyrzeźbić pomnik temu znanemu kamieniarzowi. W tej chwili trwają rozmowy z mecenasami przedsięwzięcia i władzami lokalnymi. O szczegółach i postępach na pewno będzie można przeczytać w Kurierze Kamieniarskim.