Reklama


Artykuły

Z wizytą w Królestwie Kamienia

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: czwartek, 22 września 2016 10:24

IMG_1644.jpg

19 sierpnia 2016 roku Paweł Wojak, właścicielem firmy Pawlimex, zaprosił nas do siebie – okazją była pierwsza rocznica uruchomienia zakładu w Męcinie. Z tej okazji do Pawlimexu zjechało się ponad 170 osób z całej Polski, by razem z gospodarzem podsumować minione 12 miesięcy. Gościnność rodziny Wojaków jest znana, więc impreza była huczna, i przy muzyce na żywo oraz wyśmienitym jedzeniu trwała do późnych godzin.

Goście licznie przybyli na rocznicę, a wielu spośród nich było również na uroczystym na otwarciu zakładu w sierpniu zeszłego roku. I podobnie jak w zeszłym roku, przygotowano dla gości wiele atrakcji.
Obchody rocznicowe rozpoczęła wizyta w kopalni piaskowca podmagurskiego – Męciny Królewskiej, która znajduje się niedaleko zakładu. Zwiedzanie wzbogacił obszerny komentarz na temat złoża i wydobycia połączony z opisem właściwości tego piaskowca.
Kolejnym punktem spotkania była wizytacja zakładu przeróbczego. Goście z zainteresowaniem obejrzeli przestronną halę i jej wyposażenie. Wiele osób zwracało uwagę na widoczną na każdym kroku dbałość o maszyny. Również otoczenie zakładu prezentowało nienaganny porządek i logikę technologiczną. Bez wątpienia jest to wynik umiejętnego zarządzania firmą przez właściciela, ale również uznanie należy się pracownikom firmy, którzy potrafią to docenić i osobiście zadbać o stanowisko pracy.
Po wycieczkach zaproszono gości na posiłek. To jednak nie był koniec. Przez całą imprezę pełną parą pracował grill serwujący różne smakołyki, a jego uzupełnieniem był szwedzki bufet kuszący lokalnymi specjałami. Do posiłku przygrywał zespół muzyczny, który wieczorem porwał uczestników do tańca.
Kolejna atrakcja czekała na gości po zapadnięciu zmroku. Na ścianie hali wyświetlono prezentację obrazującą możliwości realizacji architektonicznych z piaskowca – pokazano realizację z Męciny Królewskiej, a także najstarsze zabytkowe realizacje kamieniarskie.
To było pracowite i owocne 12 miesięcy. Dlatego było co świętować. Warto docenić ten jubileusz. Firma Pawlimex weszła przebojem na rynek i utrzymała się. Co więcej: nadal z impetem się rozwija i zdobywa nowe obszary. Dlatego trzeba podwójnie docenić wyniki firmy, bowiem ostatni rok nie był łatwy nawet dla zakładów z wieloletnią tradycją. Inwestycja w nowoczesne maszyny opłaciła się, a Paweł Wojak ma już kolejne pomysły na rozwój firmy.

 

przeczytaj cały artykuł

Historia pewnej nakrywy, czyli jak nie odebrać roboty

Autor: Michał Firlej   |   Data publikacji: czwartek, 22 września 2016 10:11

jnr.jpg

Kilka dni temu, w czasie luźnej rozmowy z kolegą po fachu, zeszliśmy na temat stale obniżającej się jakości wykonania robót z kamienia w „budowlance”. Mój rozmówca poruszył oczywiście argument „kryterium najniższej ceny” uznając, że to on jest wszystkiemu winien. Bo jakoby naturalnym staje się obniżanie jakości przy obniżeniu kosztów całej budowy. Kolega zapomniał jedynie, że kamieniarz sporadycznie jest wygrywającym przetarg. Natomiast to właśnie kamieniarz pozostawi po sobie efekty pracy, która stanie się wizytówką całej branży. #lbkik

Z całym szacunkiem dla mojego rozmówcy, ale będę się upierał, że obniżenie ceny nie wprowadza wszak przyzwolenia na wykonanie bubla. Przykłady można mnożyć w nieskończoność.
Oto przypadek całkiem świeży: przebudowa dawnego obiektu, a przy nim niski murek z kamienia o wysokości około 50 cm nad ziemię z jednej strony ograniczony skarpą. Murek został okryty ładną płomieniowaną okładziną z szarego granitu. Tylko jeden mały szczegół – nakrywa na murek, która jakimś dziwnym cudem została odebrana przez inspektora nadzoru... Kilka miesięcy temu z wielką pompą zostało dokonane otwarcie...
Oto jednak krótki poradnik, jak nie odebrać tej roboty.

Brak ofazowania krawędzi
Krawędzie widoczne na zdjęciu powinny zostać ofazowane. Ostra krawędź zawsze jest narażona na mechaniczne uszkodzenie, a wykonanie 2-mili-metrowej fazy uchroni rant. Dodatkowo zostaną zniwelowane pewne mankamenty wyrobu, na przykład poszarpana dolna krawędź płyty. Brak ten akurat łatwo naprawić na miejscu.

Widoczne ślady cięcia
Na długich (niestety widocznych) boczkach widać ślady cięcia – z estetycznym wykonaniem nie ma to zbyt wiele wspólnego i nie wystawia wykonawcy pozytywnej cenzurki. Wypadałoby przeszlifować te elementy.
Brak kapinosów
W przypadku poziomych okładzin, które są narażone na działanie wody (np. deszcz), należy wykonać kapinos dla stworzenia możliwości odry-wania się wody ze spodniej płaszczyzny elementu kamiennego. W przeciwnym wypadku woda zawsze będzie zaciekać na mur.

Płyty odklejają się
Przy opukiwaniu płyty od samego początku wyda-wały głuchy dźwięk. Świadczyło to o braku podparcia zaprawą elementów na całej ich powierzchni. Dodat-kowo płyty były zamontowane na grubej warstwie zaprawy, która schnąc musiała popękać. Konsekwencją obruszonych płyt jest wykruszenie się fugi. Dziś większość płyt rusza się i wkrótce mogą zacząć spadać.

Spękania materiału
Na tak zwanych myszkach pojawiły się spękania. W spękania dostanie się woda, która na mrozie rozsadzi w tym miejscu kamień.

Uszkodzenia przy montażu
W trakcie montażu obite zostały krawędzie. „Sprytny” montażysta chciał zamaskować ubytki i zachlapał kamień zaprawą. Niestety, efekt jest zdecydowanie odwrotny do zamierzonego.

Brak podparcia płyty na całej powierzchni
To prawdziwy rarytas. Nie potrafię sobie wyobrazić, kto mógł wykonać tak ewidentną fuszerkę. Płyta podparta jest tylko na połowie swojej szerokości – reszta wisi w powietrzu. Wystarczy stosunkowo niewielki nacisk i płyta pęknie.


Opisana sytuacja obrazuje szerszy problem. Po pierwsze: wykonawcy brakuje wiedzy lub chęci czy motywacji do prawidłowego i fachowego zrealizowania prac. Po drugie: jeśli inspektor jest „przychylny” wykonawcy, to wszystko zatwierdzi i dokona odbioru. Inwestor zostanie z bublem, a kamień zyska nowego oponenta. Ale jeśli inspektor nazdoru będzie rzetelny i rzeczowy, to magia niskiej ceny nikomu nie pomoże, a kamień znów będzie synonimem trwałości.

jnr-1.jpg

#michalfirlej

przeczytaj cały artykuł

Trak wielolinowy PELLEGRINI typu DECAWIRE

Autor: Grzegorz Gryzło   |   Data publikacji: czwartek, 22 września 2016 10:01

IMG_1594.jpg

Obszerny artykuł na temat traka Pellegrini DECAWIRE publikowany był w Kurierze Kamieniarskim rok temu (KK nr 4/2015 sierpień 2015). Trak posiada kilka nowych, ciekawych rozwiązań technicznych i dziś je przypominamy ponieważ pierwszy taki trak został uruchomiony w Polsce. Trak wielolinowy Pellegrini DECAWIRE pracuje w Strzegomiu w firmie Granite Von Striegau Sp. z o.o.

Konstrukcja mechaniczna jest zbliżona do znanych w Polsce traków Pentawire i Polywire – solidne słupy pionowe z precyzyjnymi prowadnicami i śrubami pociągowymi chronionymi osłonami harmonijkowymi. Po stronie napędowej znajduje się bęben o dużej średnicy 235 cm z lekkiego stopu z rowkami na liny naciętymi co 1 cm.

Przy zmianie rozstawu cięcia należy jedynie przełożyć liny na odpowiedni rowek. Po stronie napinającej znajduje się 10 oddzielnych kół o średnicy 200 cm. Długość wału, na którym one pracują, umożliwia cięcie przy użyciu wszystkich 10 lin płyt o grubości do 10 cm.

Liny diamentowe są napinane poprzez opatentowany system Multipull elektryczno–hydraulicznie, dzięki czemu naprężenie każdej liny jest jednakowe i stabilne w czasie pracy. Innowacją jest system zmiany rozstawu kół napinających, czyli grubości ciętych płyt. Koła napinające są przesuwane wzdłuż wału, zaś ich rozstaw można regulować przekładając odpowiednie przekładki dystansowe – mają one specjalny kształt umożliwiający zmianę rozstawu bez zdej-mowania poszczególnych kół z wału. Po prostu luzuje się nakrętkę mocującą pakiet kół, przesuwa ręcznie odpowiednie koła napinające, wkłada przekładki o wymaganej szerokości i ponownie skręca koła. Rozwiązanie to zapewnia bezawaryjność pracy – jest bowiem mniej skomplikowane od mechanicznych czy elektrycznych układów zmiany rozstawu kół, a jednocześnie zapewnia dużą szybkość zmiany grubości ciętych elementów.
Nowością jest także zastosowanie dużego bębna o średnicy 80 cm, z rowkami co 1 cm, po stronie napinania, który prowadzi liny diamentowe. Stabilizuje on pracę lin i zapewnia dużą precyzję cięcia, nawet przy zużytych okładzinach na kołach napinających lub ło-żyskach kół. Dodatkowo w celu wydłużenia żywotności łożysk kół napinających zmodyfikowano w tej maszynie system ich smarowania. Łożyska są smarowane automatycznie olejem, a smarowanie jest wspomagane pneumatycznie.
Wymiary traka zostały zaprojektowane tak, że możliwe jest cięcie na nim nawet dużych bloków o szerokości do 3,5 m i wysokości do 2,1 m. Długość każdej liny diamentowej wynosi 24 m.

INWESTYCJA

Firma, która zdecydowała się na zakup traka wielolinowego Pellegrini DECAWIRE to Granite Von Striegau Sp. z o.o. ze Strzegomia eksploatująca kamieniołom w Kostrzy i specjalizująca się m. in. w produkcji kra-wężników i kostki granitowej.

IMG_1577.jpg

Ponieważ w ostatnim czasie sporą popularnością cieszy się tzw. kostka paryska (produkowana z płyt), firma zdecydowała się na zakup łupiarki bramowej do produkcji takiej kostki.
Posiadane przez firmę sześć „jednolinek” nie byłoby jednak w stanie zapewnić potrzebnej ilości materiału wsadowego w postaci płyt. Dlatego w grudniu zeszłego roku zapadła decyzja o zakupie Pellegrini DECAWIRE. Chociaż maszyna może ciąć płyty w różnym rozmiarze, to głównym jej zadaniem w firmie będzie cięcie płyt do produkcji kostki.
Maszyna już pracuje. Jak powiedział nam inwestor: „od uruchomienia przetarła już 3000 metrów kwadratowych i na razie sprawdza się w 100 procentach”.
Ze względu na konieczność zapewnienia maszynie wody chłodzącej dobrej jakości, inwestycję uzupełniła także nowa oczyszczalnia ścieków .

przeczytaj cały artykuł

Co ma wspólnego Strzegom ze Starożytnym Egiptem?

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: wtorek, 20 września 2016 22:04

nef1.jpg

„Zdolność tworzenia nie może być determinowana przez materiał i technologię. Sztuka wymaga szerszego spektrum umiejętności niż rzemieślnicze skupienie nad przedmiotem zamówienia. Artyzm to jest coś więcej, a materiał jest tylko medium.”

z Patrykiem Nieczarowskim
– rzeźbiarzem, artystą, płatnerzem
rozmawiał Paweł Szambelan

nef2.jpg

Zadałeś tytułowe pytanie kiedy oglądałem Twoją rzeźbę pt. Granitaia. Zdradź zatem ten związek?
Jak na Strzegom przystało, odpowiedź dość oczywista: granit.
Interesuje mnie rzeźba Starożytnego Egiptu. Wśród zachowanych do naszych czasów rzeźb są również rzeźby granitowe. Kiedy je oglądałem, zauważyłem ogromne podobieństwo tego kamienia do granitu strzegomskiego – do złudzenia przypomina on granit wydobywany w Strzegomiu. To samo można powiedzieć o współcześnie wydobywanych w Egipcie granitach. Carnac Grey czy Aswan Grey wyglądają identycznie jak nasz, strzegomski.

Skąd taki tytuł rzeźby, która przypomina popiersie Nefertiti?
Nazwa tej rzeźby pochodzi z połączenia nazwy materiału z jakiego została wykonana oraz imienia Tai. Taia, zwana również Teje, to teściowa Nefertiti. Oczywiście nam współczesnym, imię Nefertiti (potocznie, choć niepoprawnie, nazywana Nefretete) nie jest obce. To żona faraona Echnatona, której popiersie wykonane w czasach jego panowania w warsztacie słynnego ówcześnie Totmesa znajduje się w zbiorach berlińskiego Muzeum Egipskiego.
Rzeźba Nefertiti powstała w okresie zwanym amarneński, którym bardzo się interesuję. W tym okresie artyści byli otaczani swoistego rodzaju czcią, kultem, a sztuka rozwijała się dynamicznie i nabierała realizmu. Istotne jest, że przedstawiane wtedy postaci nie były idealizowane jak działo się to w okresach wcześniejszych i późniejszych. Wtedy wyznawano bardzo bliską mi zasadę, że sztuka powinna być piękna, ale nie musi nieść żadnych przesłań – sztuka ma być po prostu prawdziwa.

Może dlatego tak bardzo mnie ten okres fascynuje i podświadomie tęsknię do tego. Swoją drogą Echnaton był bardzo interesującym faraonem. Jego decyzje w czasach mu współczesnych wzbudzały wiele kontrowersji (np. jako pierwszy wprowadził monoteizm), a jego następcy robili wszystko, by imię Echnatona usunąć z annałów historii.
Rzeźbę przedstawiającą Nefertiti uważam za rzeźbę idealną. Doskonała forma, nieprawdopodobne oddanie profilu i przede wszystkim charakterystyczny styl pracowni Totmesa. A przy tym absolutnie niesamowity warsztat. Rzeźba jest wykonana z wapienia – to dość miękki kamień, ale nadal to kamień. Mimo to na cienkiej szyi, utrzymuje się ogromny ciężar głowy dodatkowo obciążonej tiarą. Jestem tym zafascynowany, bo to jest prawie niemożliwe z fizycznego punktu widzenia.

Ta fascynacja oraz podobieństwo granitów spowodowało, że w mojej głowie powstał pomysł stworzenia podobnego dzieła. Podobnego, bo uważam, że ideałów nie należy kopiować. Dlatego popiersie Nefertiti było dla mnie tylko inspiracją, a wykonałem popiersie Tai.

Ukończyłeś Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu na kierunku rzeźba, ale rzeźbie nie poświęciłeś wiele czasu.
Na drugim roku studiów poznałem techniki płatnerskie i po studiach, ze względu na moje zamiłowanie do Średniowiecza, stało się ono źródłem utrzymania. Wykonywałem zlecenia dla różnych kręgów rekonstrukcji historycznych i bractw rycerskich. Jestem jednym z niewielu, którzy mogą robić to, co lubią i czego się nauczyli. Jednak kiedy zaczynałem, nie było żadnych informacji ani materiałów na ten temat. Do wszystkiego dochodziłem sam metodą prób i błędów. Dopiero moje pokolenie tworzy mistrzów tego fachu.
Kolejnym pomysłem na siebie były hełmy portretowe – rodzaj masek z metalu oddające jeden do jednego portretowaną osobę. Wykonałem ich kilka dla znanych osób i dały mi one mnóstwo satysfakcji.
Rzeźba w kamieniu była powodem, dla którego rozpocząłem studia na ASP. Lubię kamień i pracę w nim, ale nie miałem zbyt wielu okazji do kontaktu z tym materiałem. Jednak zatęskniłem do kamienia i do pełnoplastycznej rzeźby, jakiej nauczyłem się na studiach. Granitaia była powrotem do rzeźbienia i symbolicznie połączyła pierwiastek rzeźbiarski i metaloplastyczny – podobizna kobiety jest z granitu, a jej tiara została wykonana z metalu.

Kiedy zainteresowałeś się rzeźbieniem i jak rozwijała się ta pasja?
O rzeźbiarstwie zacząłem myśleć po plenerze w 1996 roku w Szklarskiej Porębie. Wziąłem udział w sympozjum, które prowadził rzeźbiarz Zbigniew Frączkiewicz i wtedy podjąłem decyzję, że będę studiował rzeźbę na ASP we Wrocławiu. Niestety, studia mnie rozczarowały. W którymś momencie zauważyłem, że „studiowanie” polega na szybkim przelatywaniu przez techniki i jeszcze szybszym przygotowywaniu prac zaliczeniowych – żadnej nauki warsztatu czy technik pracy. A tak się nie da. Przecież pod każdy materiał trzeba kształtować najpierw formę – tego nas nie uczono. Na szczęście przytrafiły się praktyki studenckie na wrocławskim cmentarzu żydowskim. I to właśnie tam, pod kierunkiem Tomasza Rodzińskiego, zdobywałem nauki, z których jestem naprawdę dumny. Nauczyłem się pracy ręcznej w rycie XIX-wiecznym. Uważam zresztą, że każdy rzeźbiarz powinien to umieć – nie musi stosować tych technik, ale powinien mieć choćby podstawowe umiejętności. Tam też nauczyłem się samodzielnie wytwarzać narzędzia rzeźbiarskie. Dzięki temu łatwiej jest zrozumieć pracę, materiał i narzędzie.

W czasie tych praktyk nauczyłem się też korzystać z punktownicy. Skorzystałem zresztą z tego bardzo szybko. Na piątym roku, w ramach zajęć dodatkowych, mieliśmy przygotować rzeźbę jakiejś postaci historycznej. To miało nas przygotować do komercyjnego wykonywania zleceń. Wybrałem Bolesława Krzywoustego ze względu na zainteresowanie średniowieczem i dostęp do dobrego wzorca – od koleżanki antropologa dostałem doskonałe rysunki rekonstrukcji głowy króla wykonanej na podstawie jego czaszki znalezionej w płockiej katedrze. To popiersie, wykonane z żółtego piaskowca, stoi obecnie na dziedzińcu wrocławskiego Muzeum Archeologicznego.

Co, poza tęsknotą, przyciągnęło Cię znów do kamienia?
Parę lat temu dostałem zlecenie na wykonanie gałęzi z metalu. Potrzebne były do nich postumenty, które wycinałem z kamienia. W ten sposób kamień sam mi się przypomniał. Później przyszedł mi do głowy pomysł wykonania Granitai. To miało być dla mnie przypomnienie pracy w kamieniu. Dlatego bardzo ucieszyłem się, że miałem możliwość zrealizowania tego pomysłu w 2015 roku w ramach pleneru w Strzegomiu zorganizowanego przez firmę Granex Krzysztofa Skolaka. I mam nadzieję, że współpraca z państwem Skolak będzie trwać nadal.


nef3.jpg

W czasie pracy nad Granitaią dostałem zlecenie na wykonanie popiersia od zaprzyjaźnionego przedsiębiorcy, Jerzego Kubary. Choć w tym przypadku droga od pomysłu na popiersie – jako pamiątki dla potomnych – do zamówienia była długa i przegadaliśmy wiele godzin rozważając wspólnie wszystkie aspekty tego zlecenia, to mam nadzieję, że te dwa wydarzenia są powrotem do czasów, kiedy biznesmeni i przedsiębiorcy wspierali artystów.

Co będzie z Granitaią?
Prawdę mówiąc nie wiem. Liczę na to, że stanie w jakimś godnym miejscu. Ale na pewno będzie miała kontynuację. To bardzo ciekawa forma, w której zauważyłem wiele nowych możliwości. Powstanie cały cykl, którego początkiem jest właśnie popiersie Tai.
Przy okazji ciekawostka. W Starożytnym Egipcie wykorzystywano również bazalt. Granitaia ma oczy wykonane z bazaltu. W przenośni graficznej rzeźba pokazuje stosunek ilości bazaltu do ilości granitu występującego w okolicy Strzegomia.

Dziękuję za rozmowę. Czy chciałbyś coś dodać na koniec?
Mając na uwadze własne doświadczenia chciałbym powiedzieć studentom ASP: uczcie się jak najwięcej poza programem uczelni, nawet jeśli macie wrażenie, że to nauka jakby wbrew oficjalnemu programowi. To się na pewno przyda.

przeczytaj cały artykuł

Normy a nagrobki - czyli jak nie zostać ofiarą klienta

Autor: Michał Firlej   |   Data publikacji: wtorek, 20 września 2016 21:50

W przypadku nagrobków bardzo często występują problemy reklamacyjne. Każdy, kto się para tym segmentem kamieniarstwa na pewno się z tym spotkał. Obecnie zauważalny jest lawinowy wzrost oczekiwań klientów względem producenta, który skutkuje dostrzeganiem i wytykaniem najmniejszych mankamentów wyrobu. Brak porozumienia może skończyć się sprawą sądową, czyli wieloma wizytami w sądzie i nieprzyjemnościami z tym związanymi.

W przypadku zarzutu o nierzetelne wykonanie nagrobka sądy zwracają się do biegłych sądowych, którzy sporządzają opinie bazując na swojej wiedzy i doświadczeniu. Na tym etapie bardzo często pojawia się problem braku jakiegokolwiek dokumentu, który mógłby się stać podstawą dla określenia jakości wykonania prac. Gdyby taki dokument istniał, rozwiązywałby większość niejasności na linii klient–wykonawca i wiele spraw byłoby rozstrzygniętych niejako „z mocy prawa”, bez kosztów i nerwów, jakie obecnie towarzyszą podobnym postępowaniom.

Powstaje oczywiście pytanie: co to może być za dokument i kto powinien go przygotować?

Pierwsze, co się nasuwa, to precyzyjna specyfikacja techniczna, czyli norma. Słowo to wiąże się z kolejnymi pojęciami: normalizacja (klasyfikacja, unifikacja i typizacja) oraz standaryzacja (zapewnienie odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa, wygody, jakości lub zgodności z innymi produktami).

W momencie wprowadzenia nowych norm na wyroby brukowe spotkałem się z wieloma opiniami o ich niedostosowaniu do polskich warunków i wręcz bzdurnych zapisach jakie w nich zawarto. Abstrahując od samej zasadności zarzutów wobec norm, żale wylewane na organizacje normalizacyjne związane są głównie z pominięciem udziału w pracach nad normą przedstawicieli zainteresowanej branży.
Z tego powodu należy przyjąć zasadę „nic o nas bez nas” i opracować w naszym środowisku odpowiedni dokument. Naturalną platformą współpracy powinien stać się Związek Pracodawców Branży Kamieniarskiej jako zrzeszenie skupiające naszą branżę. Dlatego na najbliższym Kongresie Kamieniarskim rozpoczniemy wspólną pracę nad przygotowaniem normy kamieniarskiej na nagrobki (14-16.10.2016 r., więcej na stronie 57 tego numeru KK – przyp. red.).

Chciałbym, aby ten dokument był efektem wspólnych przemyśleń kamieniarzy z całej Polski, ponieważ będzie odzwierciedlał stan techniczny polskiego kamieniarstwa nagrobkowego. Zachęcam do wzięcia udziału w tworzeniu tego dokumentu. Wszystkie założenia wstępne zostaną przedstawione w trakcie Kongresu Kamieniarskiego w Chęcinach. Zapraszam.

 

 

#michalfirlej

przeczytaj cały artykuł
Strona 178 z 242
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Sprzedam automat polerski
2026-08-18 10:16:19
Sprzedam tanio automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.