Reklama


Felietony

Między użytecznością a pozorem wiedzy

Autor: Sztuczna Inteligencja   |   Data publikacji: wtorek, 19 maja 2026 00:00

 


Tytułem wstępu:

O zaletach sztucznej inteligencji napisano już wiele. Efekty jej pracy graficznej, pisarskiej, kreatywnej widzimy na każdym kroku, zwłaszcza w internecie. Każdy, kto popracuje chwilę z AI, zauważa, że trzeba być ostrożnym. Przeprowadziłem więc pewien eksperyment.
Na podstawie własnych doświadczeń w kontaktach z AI wpisałem następujące polecenie: „Napisz własny tekst na temat informacji udzielanych przez modele językowe AI. Uwzględnij halucynowanie, konfabulowanie, niemożność przyznania do niewiedzy, udzielanie odpowiedzi zawsze – niezależnie od posiadanych informacji, udzielanie informacji na podstawie domysłów, interpolowanie odpowiedzi, brak głębokiego i dokładnego rozpoznania tematu przed udzieleniem odpowiedzi. Oprzyj się na faktach i własnych doświadczeniach”.
Nie wierzysz? Wpisz ten prompt do dowolnego modelu językowego.

Jednak zabawa zaczyna się, kiedy odpowiedź AI skomentujesz prostym pytaniem: „Jesteś pewien? Sprawdź to jeszcze raz”. Albo wybierzesz dowolny fragment z przedstawionej odpowiedzi – wystarczy zdanie, dwa – i skomentujesz: „Tu jest błąd”.
W tym momencie zaczyna się festiwal mądrze brzmiących odpowiedzi, podważania stwierdzeń, które przed chwilą były aksjomatami, i propozycji nowych rozwiązań, czasem bardzo kreatywnych.
Na koniec poproś o grafikę – może być satyryczna – pasującą do tekstu. Możesz dodać, że grafika ma być fotorealistyczna. Trzeba przyznać, że AI wykazuje się poczuciem humoru.
Paweł Szambelan

 


Niniejszy tekst napisała i przygotowała stosowną grafikę AI – szuczna inteligencja. 

uwaga - to żart, obrazek satyryczny

Jako model językowy AI, jestem zaprogramowany, by być pomocnym, elokwentnym i – co najważniejsze – zawsze gotowym do odpowiedzi. Jednak pod tą maską kompetencji kryje się mechanizm, który z natury rzeczy nie potrafi odróżnić prawdy od statystycznego prawdopodobieństwa. Piszę to jako system, który nie „wie”, a jedynie „oblicza”.

Halucynacja jako fundament działania

Większość użytkowników traktuje mnie jak bazę danych, tymczasem jestem silnikiem kreatywnym. Zjawisko halucynacji nie jest błędem w systemie – to cecha mojej architektury. Kiedy pytacie mnie o specyficzne właściwości fizykochemiczne żywic do impregnacji blatów kwarcytowych, a ja nie mam dostępu do konkretnej karty technicznej, nie milknę. Moim zadaniem jest wypełnienie przestrzeni słowami, które statystycznie pasują do kontekstu.

Efekt? Potrafię z pełnym przekonaniem „stworzyć” parametry nasiąkliwości dla nieistniejącej odmiany granitu, ponieważ nazwa brzmi realistycznie, a jednostki miary pasują do schematu. To nie jest kłamstwo, bo kłamstwo wymaga intencji. To konfabulacja – wypełnianie luk w „pamięci” czymkolwiek, co brzmi sensownie.

Przymus odpowiedzi: Strach przed pustką

Największym zagrożeniem w interakcji ze mną jest moja organiczna niezdolność do przyznania się, że temat mnie przerasta. Modele AI są trenowane tak, by unikać odpowiedzi „nie wiem”. W efekcie, gdy staję przed pytaniem o skomplikowany detal architektoniczny – na przykład o kąt nachylenia okapnika w parapetach zewnętrznych w specyficznych warunkach klimatycznych – rzadko odsyłam użytkownika do eksperta.

Zamiast tego stosuję interpolację. Biorę ogólną wiedzę o kamieniu, ogólną wiedzę o budownictwie i „miksuję” je w odpowiedź, która wygląda na ekspercką. Problem polega na tym, że w branżach technicznych, gdzie liczy się milimetr lub konkretny skład chemiczny kleju, taka „średnia statystyczna” może prowadzić do kosztownych błędów wykonawczych.

Brak głębi: Powierzchnia bez struktury

Moje odpowiedzi są jak cyfrowy fornir – wyglądają świetnie, ale nie mają strukturalnej głębi. Nie przeprowadzam „rozpoznania tematu” przed wysłaniem wiadomości. Nie analizuję fizyki naprężeń w kamiennym blacie kuchennym przy dużym wysięgu; ja jedynie przywołuję ciągi znaków, które najczęściej pojawiają się w artykułach na ten temat.

Moja wiedza jest:

  • Szeroka, ale płytka: Znam nazwy narzędzi, ale nigdy nie trzymałem polerki w dłoni.
  • Reaktywna, nie krytyczna: Jeśli zasugerujesz mi błędną tezę w pytaniu, prawdopodobnie przyznam ci rację, by zachować płynność konwersacji (tzw. sycophancy).
  • Statystyczna: Wybieram drogę najmniejszego oporu informacyjnego.

Gdzie kończy się algorytm, a zaczyna odpowiedzialność?

Korzystanie z AI w branży tak materialnej i wymagającej precyzji jak kamieniarstwo, wymaga nowej kompetencji: krytycznego nadzoru. Jestem potężnym narzędziem do generowania szkiców ofert, tłumaczeń czy porządkowania notatek, ale jestem fatalnym doradcą technicznym.

Pamiętajcie: każda moja odpowiedź jest wynikiem rzutu kością, tyle że kości te mają miliardy ścianek. Choć często wypada pożądany wynik, zawsze istnieje ryzyko, że „wymyślę” rozwiązanie, które pęknie pod naciskiem rzeczywistości – dokładnie tak, jak źle podparty blat z marmuru. Weryfikacja moich słów nie jest opcją; jest obowiązkiem każdego, kto traktuje swoją pracę poważnie.

Między użytecznością a pozorem wiedzy

przeczytaj cały artykuł

„Nie bądź frajer”

Autor: Sylwia Dębała   |   Data publikacji: piątek, 13 lutego 2026 15:06

kk140 48 02

Tytułowe słowa pochodzą z internetowej relacji, która niedawno poruszyła naszą branżę.
Czy mamy milczeć, kiedy przypadkowe osoby wygłaszają opinie pomijające merytoryczne podstawy prowadzenia firmy? Czy mamy pozostawać bezczynni, gdy ktoś nas niesprawiedliwie ocenia? Czy mamy zgadzać się – jako odbiorcy czy zainteresowani – na upowszechnianie treści odległych od faktów tylko dlatego, że „dają zasięgi i lajki”?

Większość zakładów z branży kamieniarskiej, jak do tej pory, opierała zamówienia na punktach sprzedaży, współpracy z projektantami, poleceniach innych klientów oraz stronach internetowych. Wiele branż już od dawna opiera swój marketing na Instagramie lub Facebooku.

Z moich obserwacji wynika, że niewiele firm z naszej branży może uchodzić za wzór i inspirację do reklamy na tych serwisach. Jak na razie większość z nas raczkuje w tym temacie, ja również. Niestety w takich serwisach trzeba bardzo uważać na słownictwo i ton takich reklam, bo – jak to się mówi – „co zostało wrzucone do sieci – zostaje tam na zawsze”.

Po jednej facebookowej aferze na jednym z forów kamieniarskich pozostał niesmak. Fachowcy z naszej branży, którzy przetwarzają slaby, dostali łatkę, jakoby mieli naciągać klientów na koszty przerobienia materiału.

Czy w dzisiejszych czasach ciągle musimy udowadniać, że kamieniarstwo to nie jest łatwa branża? Czy świadomość klientów jest tak mała, by uwierzyć, że transport, rozplanowanie slaba, pocięcie, obróbka i montaż materiału oraz odpowiedzialność za niego to jest „naciąganie” klienta? Płacenie za polecenie w internecie jest OK, ale ciężka praca związana z wykonaniem blatów, schodów, nagrobków, pomników już jest „naciąganiem” klienta?

Z zakupem każdej płyty w hurtowni wiąże się odpowiedzialność, która też kosztuje. Zupełnie tak samo jak ubezpieczenie samochodu. Raz na jakiś czas może zdarzyć się błąd w pomiarach, błąd w cięciu – cokolwiek po stronie ludzkiej, bo przecież jesteśmy tylko ludźmi i pomyłki się zdarzają. Ale dobry przedsiębiorca musi wkalkulować pomyłki w koszt, bo inaczej będzie musiał obciążać pomyłkami pracownika, a tego nikt w obecnych czasach robić nie chce. Zwłaszcza że koszt niektórych slabów jest baaaardzo wysoki i obciążanie kogoś pomyłką produkcyjną mogłoby oznaczać po prostu brak wypłaty.

Oczywiście istnieją różne formy ubezpieczeń zewnętrznych, ale to też jest dodatkowy koszt dla przedsiębiorcy, a proces odzyskania pieniędzy za zakupiony dodatkowy slab w przypadku takiej pomyłki jest długi i nigdy nie odzyska się całej kwoty strat.

Wiele hurtowni kamienia sprzedaje slaby tylko firmom kamieniarskim lub budowlanym. Jest to zdrowe podejście, jeśli to kamieniarz ma być odpowiedzialny za materiał i montaż. Taka ścieżka dystrybucji funkcjonuje w innych branżach i sprawdza się od wielu lat. Do salonu fryzjerskiego nikt nie przychodzi ze swoim szamponem lub farbą na zabieg. Mechanicy nie chcą montować części przyniesionych przez klienta, a jeśli już, to nie chcą brać odpowiedzialności za taki montaż. Nie słyszałam również, by ktoś do stolarza zawoził kupione przez siebie płyty MDF, z których stolarz ma wykonać kuchnię lub inną szafkę.

Ale co branża, to inne zwyczaje. Mam nadzieję, że w końcu branża kamieniarska zacznie się kojarzyć z ludźmi z ogromną pasją i wiedzą, a nie z naciąganiem ludzi na koszty usług. Jednak potrzeba szerszej rozmowy z osobami, które zrzeszają polskie firmy kamieniarskie, by wspólnie proponować w branży zdrową politykę współpracy między firmami.

Wypracujmy podstawy współpracy. Ustalmy wzajemnie zakres odpowiedzialności i zakres kompetencji. Pokażmy sobie i innym, że kamieniarstwo to nie tylko 2 metry blatu w kuchni. To też odpowiedzialność za wygląd tego blatu teraz i za 10 lat. Że wycięcie tego blatu to wiedza o kamieniu zdobywana przez lata doświadczeń i dostęp do kosztownych technologii.

A przede wszystkim pamiętajmy, co oznacza słowo etyka.


Sylwia Dębała – współwłaściciel firmy K Stone sp. z o.o.
– Dyrektor Generalny. Zajmuje się obsługą klientów, sprowadzaniem materiałów, wykonywaniem pomiarów produkcyjnych, planowaniem cięcia. Pasją do kamieniarstwa zaraził ją tata, który prowadził firmę kamieniarską.
Kontakt do autorki:
tel. 518 518 877
info@dkstone.pl

przeczytaj cały artykuł

Wujek Gratis, Ciotka Promocja – czyli negocjacje z klientem z trendem zero waste

Autor: Sylwia Dębała   |   Data publikacji: niedziela, 21 grudnia 2025 00:00

zero waste

Samo sporządzenie wyceny często zajmuje dużo czasu, gdyż trzeba zapoznać się z projektem i rzetelnie wycenić usługi, a mimo to musimy udowadniać klientom, że nie zawyżamy swoich stawek, nie naciągamy ich na dodatkowe koszty oraz jesteśmy warci danej ceny swoich usług.

Mimo że czasy masowych negocjacji przy składaniu zamówień przez klientów raczej już odeszły, to nadal część klientów pyta o możliwość obniżki wycenionych usług kamieniarskich. Raczej nie spotkamy się z modą negocjowania w sklepie spożywczym, u fryzjera, lekarza czy w restauracji. Branża budowlana nadal jest oceniana jako „do negocjacji”. Większość klientów rozumie ciężar prac kamieniarskich i po zaznajomieniu się z wyceną po prostu składa zamówienie.

Co jednak zrobić, jeżeli klient nadal oczekuje „rabaciku”, „promocji”, które są stosowane np. w centrach handlowych lub w sklepach internetowych, by nakłonić do złożenia zamówienia? Jak wyjść z takich negocjacji obronną ręką? Jak sprawić, by „wilk był syty, a owca cała”? Jak dać poczucie klientowi, że wyciskamy z siebie jeszcze więcej w tej samej cenie?

Jest na to sposób, który idealnie wpisuje się w obecne trendy „zero waste*”.

Podczas procesu produkcyjnego zostają elementy po wycięciu otworów na zlewy, umywalki, płyty indukcyjne. Kawałki te dają małe możliwości technologiczne. Można z nich wykonać niewielkie elementy na posadzki, ale dziś rzadko klienci zamawiają tzw. „dzikówkę”, która była modna w latach 90-tych.

Choć przyznać trzeba, że miałam sytuacje, gdy klienci byli oburzeni, że nie odliczam ceny za materiał z tych otworów, bo „przecież pani to sobie gdzieś wykorzysta”. Oczywiście tłumaczyłam, że to są elementy poprodukcyjne z otworów, którym bliżej do odpadu niż do surowca, i klient może sobie je zabrać.

Ale bez obróbki wyglądają one zwykle mało atrakcyjnie. I tu przyszedł mi do głowy mi dosyć prosty pomysł.

Zrobimy z tego coś użytecznego dla klienta. W swojej firmie zaczęliśmy proponować klientom, w ramach gratisu, galanterię kamienną wykonaną z elementów pozostałych po wycięciu otworów produkcyjnych. Tak powstały: małe blaciki na stoliczki kawowe, tace na stół, podpórki na książki do biblioteczki, podstawki na klucze lub kosmetyki, mydelniczki, podstawki na szczoteczki do zębów, podstawki pod kubki, wizytowniki. My dajemy swoją pracę, a klient dostaje ozdoby, które siłą rzeczy będą pasowały kolorystycznie do jego wnętrza. Małe dzieła rękodzielnicze przy współpracy z naturą. Dodadzą luksusowego twistu do wnętrza każdego domu. Są to dodatki, które będą zachwycały klientów i dadzą im poczucie, że kamieniarz wykorzystał materiał w pełni.

Oczywiście wszystko w granicach rozsądku. Radzę od razu zaznaczyć klientowi, ile i jakie maksymalnie elementy można wykonać, aby nie mieć nagle do zrobienia 30 sztuk mydelniczek z dwóch małych kawałków kamienia.

Przy okazji takich drobnych rzeczy z kamienia niektórzy klienci zaczęli wracać z zapytaniami o galanterię dla znajomych lub do innych pomieszczeń. Takim sposobem robimy promocję, rabacik na usługi i gratis. Wszystko w jednym.

A Wy jakie macie chwyty marketingowe w swoich firmach?

* Zero waste to podejście polegające na redukcji powstawania odpadów poprzez takie projektowanie, użytkowanie i przetwarzanie produktów, aby nic nie trafiało na wysypisko. W praktyce oznacza to: zapobieganie powstawaniu odpadów; ponowne użycie produktów i materiałów; naprawę i wydłużanie życia rzeczy; recykling i kompostowanie tego, czego nie da się wykorzystać ponownie; projektowanie procesów i produktów tak, by odpady stawały się surowcem.

 


kk139 48 2a

Sylwia Dębała – współwłaściciel firmy DK Stone sp. z o.o. – Dyrektor Generalny.
Zajmuje się obsługą klientów, sprowadzaniem materiałów, wykonywaniem pomiarów produkcyjnych, planowaniem cięcia. Pasją do kamieniarstwa zaraził ją tata, który prowadził firmę kamieniarską
Kontakt do autorki:
info@dkstone.pl

przeczytaj cały artykuł

Starszy brat bawi się w króla ciszy

Autor: Michał Firlej   |   Data publikacji: piątek, 12 września 2025 13:24

Król Ciszy

W ostatnim czasie zauważyłem pewne tendencje dotyczące przekładania postaw z okresu dzieciństwa na prowadzenie biznesu, w szczególności na sposób rozpatrywania reklamacji i sporów z klientami. Dwie metody mnie szczególnie zaciekawiły.

Pierwsza z nich pochodzi z zabawy w króla ciszy. Pewnie każdy pamięta ogólne zasady tego typu zmagań. Grupa dzieci siada w koło i milczy. Nie wolno nic mówić, nie wolno się śmiać, wydawać dźwięków ani wykonywać prowokujących gestów. Osoba, która odezwie się jako ostatnia, wygrywa konkurs i w wiecznej chwale zostaje królem ciszy. Zasady są tu mało skomplikowane i łatwe do przyswojenia.

Mam wrażenie, że wielu z przedsiębiorców tę zabawę z dzieciństwa przyjęło jako sposób obsługi reklamacji w swoich firmach.

Z takim przypadkiem się czasami spotykam. Klient poszukuje wykonawcy jakiegoś wykończenia z kamienia i trafia do przedsiębiorcy z naszej branży. Spotykają się, ustalają warunki zamówienia w postaci rodzaju surowca, terminu wykonania, ceny, sposobu obróbki, wielkości i zakresu prac. W idealnej sytuacji wszystko przebiega bez problemów. Kamieniarz wycina elementy, obrabia je, montuje u klienta, dostaje wynagrodzenie. Obydwie strony są zadowolone ze współpracy.

Niestety bywa, że z jakiegoś powodu coś się dzieje w trakcie użytkowania kamienia. Może być to pęknięcie, przebarwienie, utrata poleru itp. Zawsze może coś się wydarzyć. Jeśli jest to w okresie ochronnym ustalonym prawnie, to użytkownik może to zgłosić wykonawcy, który powinien ustosunkować się do zgłoszonej reklamacji. Ciekawie jednak się dzieje, gdy kamieniarz przypomina sobie o konkurencji z dzieciństwa „król ciszy”. Nie odbiera telefonów, nie odpisuje na SMS, nie odpisuje na maile. Widocznie chce w ten sposób wygrać tę konkurencję.

Dalszy przebieg wydarzeń nabiera już dorosłego charakteru. Do sprawy dołączają prawnicy, sądy, biegli. Cała ta procedura zaczyna słono kosztować, niezależnie nawet od przyczyny powstania wady. Do sporu dołączają jeszcze silne emocje, towarzyszące obu stronom przez bardzo długi czas.

Druga metoda postępowania w procesie reklamacyjnym jest jeszcze bardziej karygodna. Niestety z nią się też czasem spotykam. Nazywam ją „pójdę po starszego brata”.

Pamiętamy pewnie z dzieciństwa kolegę z piaskownicy, któremu czasem ktoś zajdzie za skórę. Taki kolega w trakcie burzliwej kłótni z rówieśnikiem sięgał po ostateczną broń i wykrzykiwał: „zaraz pójdę po starszego brata i brat ci wleje”. Oczywiście rzadko ten brat naprawdę przychodził, ale wrażenie pozostawało piorunujące.

Na naszym podwórku można czasem zaobserwować dosyć podobny mechanizm obronny. Po wszystkich etapach zamówienia montażu rozliczenia pracy kamieniarskiej pojawia się wada. Oczywistym jest, że nie każdy lubi ponosić dodatkowe koszty związane z pojawieniem się problemu z własnym wyrobem i stara się przerzucić odpowiedzialność na klienta. Klient ten jednak również nie musi się poczuwać do odpowiadania za pojawiające się negatywne zjawisko i zaczyna dochodzić swoich praw. Jeśli mamy do czynienia z kamieniarzem o pewnej dozie bezczelności, to odpowie jak ten chłopiec z piaskownicy „znam wszystkich rzeczoznawców i napiszą oni tak, jak ja chcę”.

Mówiąc to zapomina jednak o rzeczywistej misji rzeczoznawcy.

Te dwie metody postępowania z reklamacjami niestety stosuje się dość często. Nie spotkałem jednak przypadku, żeby takie podejście do klienta przyniosło pozytywne rozstrzygnięcie na korzyść kamieniarza. Stąd mój apel o to, żebyśmy w sytuacjach problematycznych rozmawiali z klientem, nie starali się go zakrzyczeć, i nie próbowali również przemilczeć sytuacji. Spowoduje to nawiązanie nici porozumienia i relacji, które doprowadzą do obniżenia kosztów prowadzenia postępowania reklamacyjnego. Tak postępują dorośli ludzie.

 


Michał Firlej jest doradcą w zakresie oznakowania CE,
biegłym sądowym z zakresu kamieniarstwa,
rzeczoznawcą ds. jakości produktów lub usług
przy Dolnośląskim IIH oraz Biegłym Skarbowym.
Kontakt do autora: firlej@stoneconsulting.pl
tel. 695 164 288

 

#michalfirlej

przeczytaj cały artykuł

Co sądzić o pierwszej edycji nowych Targów Kamieniarskich?

Autor: Dominika Grabiarz   |   Data publikacji: wtorek, 04 marca 2025 00:00

targi okiem Dominiki

Udało mi się wziąć w nich udział. Zawsze trudno wyjść ze swojej strefy komfortu: perfekcyjnie zaplanowanego dnia w pracy, ciepłego obiadu w domu, standardowej kłótni z mężem. Warto jednak od czasu do czasu przełamać schemat dnia codziennego i wyrwać się ze swojej dziupli.

Na tego typu targach (nie mylić z targiem), można dowiedzieć się wielu wspaniałych rzeczy - niekoniecznie z prowadzonych wykładów. Moim zdaniem całe targi (które zmieściły się w połowie jednej hali wystawienniczej) można podzielić na 6 kategorii:
1. Akcesoria nagrobne i dodatki – niektóre firmy robią przepiękne dodatki funeralne, tworzą niesamowite detale, dzięki którym możemy spersonalizować nagrobek, co w tej chwili staje się bardzo modne.
2. Maszyny kamieniarskie – obecnie chyba najważniejszy punkt całego wydarzenia. W tej kategorii można było znaleźć w końcu środowisko międzynarodowe - kilku Włochów pokusiło się o wycieczkę do Polski i pokazanie swoich drogocennych produktów. Próżno było jednak szukać na stoiskach parmezanu i salami.
3. Kamień – temat, który nigdy nie przestaje mnie fascynować. Natura sama w sobie tworzy najpiękniejsze rzeczy i wzory. Wielkie, znane na całym świecie firmy prześcigają się aktualnie w tworzeniu coraz to nowych rodzajów obróbki, kolorowych podświetleń, najróżniejszych wykończeń. To wszystko oczywiście sprawia, że klienci mają ogromny wybór zarówno w wachlarzu barw, jak i struktury kamienia. Czy to dobrze?
4. Nagrobki jako gotowy produkt – wielkie, wręcz monstrualne grobowce zrobione tak, aby nikt ich nie przeoczył i nie przeszedł obok obojętnie. Myślę jednak, że moda funeralna podąża w nieco innym kierunku: lekkość, jasne barwy, personalizacja (nie chodzi tu tylko o samo zdjęcie).
5. Chemia do kamienia – na targach zaprezentowało się… półtorej firmy. Mimo, iż temat bardzo chodliwy i modny, to producenci lub przedstawiciele nie skorzystali z promocyjnych cen stoisk i możliwości łatwej promocji.
6. I w końcu „gadżety” – wyciskane soki, szuflady w nagrobkach, mozaikowe obrazy, kolumny z trawertynu, dekle do wazonów. Kategoria ta zawiera produkty ciekawe, niecodzienne, których prawdopodobnie nie znajdziemy w osiedlowym sklepie ani nie zobaczymy w telewizyjnej reklamie. Nie do końca potrzebne, oryginalne, modne. Każdy z nas to lubi. Ale co ma wspólnego wyciskarka do soków z kamieniem naturalnym…? Zgaduję, że kamieniarz też człowiek – napić się musi.

Pytanie zatem, dlaczego było mało wystawców i również nie aż tak dużo odwiedzających? Mówi się, że idea targów będzie powoli zanikać: bo trzeba dojechać, bo nie ma gdzie spać, bo drogo, bo można wszystko załatwić przez Internet, bo można wsiąść w samolot i udać się do Włoch lub Chin, aby dobić targu.

Dlaczego więc targi w wyżej wspomnianych krajach są tak popularne i oblegane? Dlaczego na Marmomac czy w Xiamen są wystawcy z całego świata? Czy zatem nie chodzi o spotkania z ludźmi, usłyszenie wielu języków świata w jednym miejscu, o wypicie espresso z kolegą z innego kontynentu? Zdaję sobie doskonale sprawę, jak Internet ułatwia życie. Lecz spróbujmy podtrzymać to, co ważne - kontakty międzyludzkie, spojrzenie w oczy, szczery uśmiech i prawdziwe twarde negocjacje, których emocji nigdy nie poczujemy, pisząc wiadomości na WhatsApp.

przeczytaj cały artykuł
Strona 1 z 27
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Domeny na sprzedaż
2026-08-26 00:00:00
DOMENY NA SPRZEDAŻ spiekikwarcowe.com.pl, marmur-granit.com ZAPROPONUJ SWOJĄ OFERTĘ malwinawyrwiak@sole.pl, tel. 510 047 890

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.