Reklama


Felietony

Targi kamieniarskie w Polsce

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: środa, 18 grudnia 2024 00:00

W ostatnim czasie praktycznie w każdej mojej rozmowie z branżystami słyszałem pytanie: „co myślisz o targach w Warszawie?”

Temat targów kamieniarskich w Polsce na łamach Kuriera był poruszany wielokrotnie. Trudno cokolwiek dodać. Pomysł organizacji targów w Nadarzynie (pod Warszawą) – choć wałkowany od kilku lat – trochę zmienił sytuację i zmienił perspektywę widzenia. O ile jakaś perspektywa istniała. Ale po kolei.

Targi Stone 2024 w Poznaniu jakie były, każdy widział. Kto się wystawił – miał co robić. Na każdym stoisku byli ludzie i trwały rozmowy. Więc z punktu widzenia wystawcy, to pewnie był efektywny czas. Kto przyjechał jako zwiedzający raczej nie zostawiał suchej nitki na targach licytując się anegdotkami ile czasu zajęło obejrzenie wystawy. Odnotować należy, że program wydarzeń towarzyszących był naprawdę bogaty.

Znów organizator nie poradził sobie z problemem handlu na chińskich stoiskach – stamtąd nadal wychodzili ludzie obładowani tarczami, wagonami, linami… Oczywiście organizator bronił się, że każdy z wystawców chińskich podpisał zobowiązanie do przestrzegania regulaminu targów, w którym „sprzedaż detaliczna na stoisku wystawienniczym” jest niedozwolona. Ale w tym samym punkcie regulaminu jest również napisane: „W przypadku niewykonania powyższego, MTP (…) dokonają zamknięcia stoiska na koszt i ryzyko uczestnika targów.” Czy ktoś widział na targach jakieś zamknięte stoisko?

Ja rozumiem, że część kamieniarskiej braci chętnie zaopatruje się na chińskich stoiskach. Bo ceny tam – zapewne pomijające podatki i cło – mogą być atrakcyjne. Z drugiej strony niech nie dziwi nieobecność na targach wystawców oferujących ten sam asortyment. Koszt atrakcyjnego stoiska jest niebagatelny, a ceny produktów – po uwzględnieniu podatków, ceł i innych danin państwowych – niekonkurencyjne do chińskiej oferty targowej. A bycie zapleczem gastronomicznym dla „chińskiego bazaru” raczej nie jest najważniejszym celem udziału w targach.

Wracając do pytania: „co myślisz o targach w Warszawie?” Centrum Polski to dobra lokalizacja. Nawet jeśli Nadarzyn leży kilka kilometrów od Warszawy. Rynek warszawski to interesujący kawałek tortu zupełnie różny od rynków w innych regionach kraju. Tylko, że targi w Ptak Expo były zapowiadane i odwoływane już kilkakrotnie.

Pierwsza informacja o nowych targach w Ptak Expo w Nadarzynie pojawiła się w 2019 roku. Mocna promocja imprezy o nazwie „Marble Warsaw Fair” odbywała się również w Poznaniu w terminie targów Stone 2019. Nawet w Kurierze Kamieniarskim rozpoczęła się kampania reklamowo-informacyjna. Wybuchła pandemia, targi zostały odwołane, a reklamy w Kurierze nie zostały rozliczone, bo „…osoba z która się z panem dogadywała już tu nie pracuje”.

Od 2021 roku, gdy pojawiały się nowe daty targów w Nadarzynie, było wiele prób kontaktu między Ptak Expo a Kurierem Kamieniarskim. Nim wyjaśniłem kolejnemu rozmówcy czym jest Kurier Kamieniarski i jak możemy się wzajemnie wesprzeć, okazywało się, że „osoba już tu nie pracuje”. I tak w koło Macieju, co kilka miesiecy od nowa ta sama historia.

W 2024 roku wszyscy byliśmy świadkami intensywnej kampanii telefonicznej zapraszającej do udziału w targach Stone Expo w lutym 2025 r. Również do redakcji Kuriera co kilka, kilkanaście dni ktoś dzwonił, by sprzedać stoisko. Za każdym razem, do znudzenia, powtarzałem, że proszę o kontakt z osobą, która będzie mogła porozmawiać o współpracy między organizatorem a gazetą. I tak mijały tygodnie. W połowie listopada wreszcie skontaktowała się osoba, która zaczęła rozmowę o współpracy. Rozmowy trwały miesiąc i nim doszło do uzgodnień dostałem informację, że „targi zostały zamknięte ze strony medialnej ze względu na zebranie wystarczającej listy wystawców”, „budżet [medialny] na nie przeznaczonyzostał wykorzystany”. I to by było na tyle w temacie współpracy między oragnizatorem a Kurierem.

Więc „co sądzę o targach w Warszawie?”. Jedno jest pewne. Kamieniarze zauważyli umiarkowane ceny zaproponowane przez Ptak Expo na targach oraz proponowane przy tej okazji bonusy. Na pewno nie bez znaczenia jest też efekt nowości oraz intensywna kampania telefoniczna – zarówno z punktu widzenia potencjalnego wystawcy jak i zwiedzającego. Choć mam mieszane uczucia, to obserwuję poczynania organizatora. Bo jeśli te targi się odbędą, to pod koniec lutego będziemy mieli nowy punkt widzenia na targi kamieniarskie w Polsce. 

przeczytaj cały artykuł

Pigeon 2025?

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: czwartek, 14 listopada 2024 13:07

132_72_1.jpg

Zauważyłem niepokojące zjawisko braku utożsamiania się kamieniarskiej braci z branżą. Niby w rozmowach wszystko jest ok. Tyle, że jeśli interes branży wymaga od konkretnej osoby jakiegoś zaangażowania, a szczególnie poniesienia jakichś kosztów, to większość chce, aby to inni się angażowali – nie oni sami.

Za chwilę odbywać się będą targi Stone w Poznaniu. Jak się domyślam, zabraknie na nich wielu kluczowych na rynku firm. Ci, którzy przyjadą jako zwiedzający, będą oceniali, że targi są beznadziejne, bo nie ma co oglądać. Informacja od nich pójdzie w świat i kolejni branżyści zrezygnują z udziału.

Można zadać sobie pytanie, czy targi kamieniarskie są w Polsce potrzebne? Oczywiście większość powie, że niezbędne. Ale sami kalkulują, że wystawienie się to spore koszty, które nie zwrócą się w postaci konkretnych zamówień.

Wszystkie opinie są podobne – lepsze efekty daje reklama w Internecie czy ogłoszenia na portalach aukcyjnych. Spotykam coraz więcej ludzi, którzy z coraz większą nieufnością patrzą na oferty z sieci. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. W sieci znajdują się czasem oferty delikatnie mówiąc nieaktualne i trudne do zweryfikowania. Przykładowo znalazłem w sieci ofertę na impalę w cenie sprzed dziesięciu lat. Zbudowanie wizerunku sieciowego jest proste i stosunkowo niedrogie. Patrząc na pięknie zrobione profile internetowe można odnieść wrażenie, że prezentująca się tak firma to potentat. Kiedy jednak zdecydujemy się odwiedzić firmę w jej siedzibie, prawda okazuje się okrutna. Mały plac, w zakładzie kilka mocno przestarzałych maszyn i dramatyczne warunki produkcji. Materiały na placu też raczej trzeciej klasy.

Oszczędzając na udziale w targach, tracimy możliwość bezpośrednich spotkań z klientami, poznania ich oczekiwań – czasem sygnalizowanych w rozmowie bardzo delikatnie.
Ciekawe, że ci najmocniej promujący – lata temu – przeniesienie targów z Wrocławia do Poznania też w znacznej liczbie zniknęli z listy wystawców, podobnie jak wielu kluczowych uczestników rynku. Targi stały się niereprezentatywne. Brak kluczowych w branży firm nie pomaga w pozyskiwaniu zwiedzających targi.

Nieobecność na targach dotychczasowych liderów branży nieco zmienia rynek. I to ze szkodą głównie dla nich samych. W ten sposób dotychczasowi potentaci zrobili miejsce dla innych, mniejszych, ambitnych firm. Sam znam kilka przedsiębiorstw, które pokazując się na targach, urosły i zaczynają odgrywać coraz większą rolę na rynku. Zyskały i stały się istotną konkurencją dla dotychczas wiodących firm. Mam tylko nadzieję, że będzie ich więcej i wypełnią lukę. Jeśli nie, to MTP też będą kalkulowały, bo to działalność komercyjna, i jeśli rachunki wykażą, że targi kamieniarskie to gorszy interes niż przykładowo wystawa gołębi, to może się okazać, że w miejsce targów Stone 2025 zobaczymy Pigeon 2025. Może się więc okazać, że targów kamieniarskich w Polsce nie będzie wcale.

Ten sam problem dotyczy też związku i stowarzyszenia. Pomimo wielu działań liczba członków jest mała. Niby przyrasta, ale w odniesieniu do liczby firm na rynku, to nadal bardzo mało. A to przecież też znakomita okazja do spotkań i wymiany informacji.
Prasa branżowa również traci reklamodawców. A przecież to właśnie w niej można znaleźć sporo informacji branżowych i to tych dotyczących naszego polskiego podwórka. Rezygnacja z reklam to utrata szansy dotarcia do sporej liczby klientów, ale też, w sensie ogólnym, brak wsparcia dla źródeł informacji. Dla czasopism oznacza to konieczność redukcji kosztów i pogorszenie jakości informacyjnej.

Jeśli ten proces będzie narastał, to będziemy spotykać się wyłącznie na targach w Weronie, i czytać czasopisma kamieniarskie z Niemiec, Włoch, USA czy Chin. Zapiszemy się do niemieckiego lub włoskiego związku kamieniarskiego, ofert szukać będziemy na chińskim Aliexpress, a nasi klienci – w ramach protestu – zaczną ignorować oferty polskich firm. Czy na pewno o to nam chodzi?

przeczytaj cały artykuł

Krety

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: niedziela, 15 września 2024 19:01

131_56_2.png

Sporo osób mających ogródek doskonale zna problem kretów. To nie złośliwość tych stworzeń, tylko ich natura sprawia, że tam, gdzie się znajdą, powstają kopce. Właściciele trawników dostają białej gorączki, gdy widzą, jak ich zadbany trawnik z dnia na dzień jest coraz bardziej zdewastowany. Problem jest spory, bowiem krety są pod ochroną, i nie można wobec nich zastosować bardziej radyklanych metod.

Poza tym są bardzo pożyteczne - zjadają larwy ogrodowych szkodników, więc są naszymi sprzymierzeńcami w walce z nimi. Tyle, że niestety cierpi nasz trawnik. Z tego powodu pytanie, jak pozbyć się kreta z naszego ogrodu, jest jednym z najczęściej pojawiających się zapytań w Internecie.
Ale nie o krecie chciałem pisać.

Firmy to przede wszystkim ludzie - nasi pracownicy, kontrahenci i konkurenci, a wszyscy oni są bardzo różni. Mają swoje zalety, mają i wady. Oczywiście o kopanie dołków najłatwiej podejrzewać konkurencję. Bywają jednak tacy konkurenci, którzy potrafią wspomóc kawałkiem brakującego materiału, czy pomóc przy transporcie. Oczywiście bywają też tacy, którzy wzywają policję i ludzi z organizacji ochrony zwierząt - pod pretekstem, że pies, który w nocy pilnuje naszego zakładu, ma za mały wybieg.
Ciekawe, że zdarzają się sytuacje, w których to klientów odbieramy jako tych, co właśnie zniszczyli nasz piękny trawnik. „Są roszczeniowi, chcą jakichś cudów, a płacić chcą jak najmniej!”. No i czepiają się przy odbiorach wszystkiego. Tego nie rozumiem – oczywiście zawsze zdarzają się klienci bardziej wymagający, ale to jest rynek, i może właśnie dzięki tym bardziej wymagającym klientom podnosimy poziom pracy naszego zakładu i jakość produkcji.
Wymogi klientów są motorem rozwoju firmy – chcąc im sprostać, staramy się o jak najlepszych pracowników, których wyposażamy w coraz lepszy park maszynowy.

Jeszcze gorzej, gdy o krecią robotę oskarżamy własnych pracowników. Oni są bardzo różni. Ideałów nie ma – jeden jest biegły w obsłudze CNC, lecz nie radzi sobie z obróbką ręczną. Za to wybitny fachowiec od ręcznej obróbki często spóźnia się do pracy, i ma skłonności do zapominania. Zresztą o zaletach i wadach pracowników można by napisać książkę.
Jednak, jak mawia stare hasło - nikt nie jest doskonały. Jeśli nawet pozbędziemy się kogoś z załogi, kogo wady bardzo nam przeszkadzają, to ktoś, kto przyjdzie na jego miejsce, też będzie miał swoje zalety i wady. Może się okazać, że w naszych oczach będzie bardziej niszczył nasz wymuskany trawnik niż jego poprzednik.
A my sami? Czy nie popełniamy błędów, czy nie podejmujemy błędnych decyzji? Problem w tym, że prawie nikt nie potrafi przed samym sobą się do nich przyznać.

Wszystkie te krecie kopce to realia funkcjonowania firmy. Skarbówka, ZUS, Inspekcja Pracy, działają w określonych celach i mają swoje zasady. I chociaż często bardzo nam utrudniają życie, to trzeba się z tym pogodzić.

Wracając do naszego trawnika, to też mam ogródek, i szukałem w Internecie porad, jak się skutecznie pozbyć kreta. Była ich ogromna ilość. Od opcji delikatnych, typu przepłaszania kreta urządzeniami emitującym ultradźwięki, czy zapachami, których nie znoszą, po opcje „atomowe” typu karbid.
Próbowałem kilku z nich. Po zainstalowaniu emitera ultradźwięków na drugi dzień dookoła urządzenia były cztery kopce.
W końcu znalazłem w Internecie poradę: Jak denerwuje cię kret i jego kopce – wyprowadź się do miasta - temat zniknie.

To absolutnie najlepsza rada - i dotyczy również naszych problemów w firmie.
Konkurencja, klienci, pracownicy, urzędnicy czy obowiązujące prawo to normalne otoczenie rynkowe (wewnętrzne i zewnętrzne). Jeśli te elementy powodują twoje nerwowe działania, to „wyprowadź się do miasta”, czyli zlikwiduj firmę. A jeśli nie chcesz, to pogódź się z realiami.

przeczytaj cały artykuł

Piec do płomieniowania

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 24 lipca 2024 06:47

kk130_felieton.jpg

Zaczyna się już od dziecka, które nie może pogodzić się z decyzją matki, że nocowanie w ogrodzie w namiocie, gdy jest zimno i leje deszcz, nie jest dobrym pomysłem, i nie pozwala. Zwykle taki młody gniewny szuka wsparcia, i rusza do ojca, który ma rozstrzygnąć spór. W oczach młodego ojciec jest wybitnym fachowcem i uzna wbrew rozsądkowi, że można.

Realia są jednak takie, że ojciec może mieć wystarczającą wiedzę oraz wyobraźnię, i potwierdzi decyzję matki. Jeśli jednak ich nie ma, to zabawa w biwakowanie może skończyć się chorobą młodego miłośnika surwiwalu.
W praktyce nigdy nie jest tak, że spory są jednoznaczne do oceny. Na naszym kamieniarskim podwórku też. Klienci mają czasem zastrzeżenie do wykonanych przez nas robót, a my z tymi zastrzeżeniami się nie zgadzamy. Pozostaje rozstrzygnięcie sporu przez osoby niezaangażowane w umowę. Potrzebna jest ocena rzeczoznawcy. Dobrze, jeśli strony umowy zgodzą się na konkretną osobę i pogodzą się z jej opinią. Warto w takich sprawach zaproponować rzeczoznawcę z list związków kamieniarskich. Zarówno Polski Związek Kamieniarstwa, jak i Ogólnopolskie Stowarzyszenie Producentów Wyrobów z Kamienia mają swoich rzeczoznawców, którzy prezentują odpowiednie kwalifikacje do rozstrzygania sporów.

Niestety czasem sprawy trafiają do sądów. Tu zaś sprawy oceniają biegli sądowi. Niestety nie zawsze ocena jest merytorycznie poprawna. Wprawdzie biegli, aby być zaprzysiężeni, muszą spełniać określone prawnie warunki, ale… Jednym z warunków jest poświadczenie swoich kwalifikacji przez organizacje, związki, stowarzyszenia, uczelnie, i temu podobne, ale bez wskazania konkretnych. I tak niektóre sądy faktycznie zwracają się do związków kamieniarskich o potwierdzenie kwalifikacji konkretnego kandydata na biegłego, ale są też takie, dla których wystarczająca jest opinia potwierdzająca kwalifikacje wydana przez organizacje ogólne (przykładowo izbę rzemieślniczą, NOT, czy stowarzyszenia budowlane).

W rezultacie niektórzy mocno dziwią się, czytając opinię „biegłego”. Przykładów nie brakuje.
W jednej z opinii dotyczącej pęknięcia płyty kamiennej „biegły” napisał, że płyta była płomieniowana w piecu w wysokiej temperaturze, a to mocno osłabia strukturę kamienia.
W innej sprawie sąd do oceny kwestionowanego koloru kamienia powołał biegłego z drugiego końca Polski. Ten stwierdził, że to za daleko i opinię napisał na podstawie zdjęć!
Czy poważnie można traktować opinię biegłego, który napisał w opinii – „Nie uzyskał efektu WOW”. Albo – „ inaczej mówiąc gdyby było inaczej, to byłoby inaczej”. Inny biegły ocenił, czy płyty elewacyjne były dobre, na podstawie oględzin płyt zdemontowanych z elewacji.
Czasem sami tworzymy sobie problemy. Jeden z kamieniarzy wpisał w umowie dożywotnią gwarancję na wykonany nagrobek. Kiedy okazało się, że kamień na tym nagrobku ma swoje wady, sprawa trafiła do sądu, który na podstawie opinii biegłego w zakresie umów cywilno-prawnych stwierdził, że nagrobek ma być naprawiany do końca życia.

W części sądów przyszły biegły musi w sposób bezdyskusyjny udowodnić swoje kwalifikacje do wydawania opinii. Niestety, są też takie, w których merytoryczna wiedza oceniana jest na podstawie faktu długoletniej pracy w kamieniarstwie. I tak biegłym oceniającym wykonanie elewacji zostaje mistrz kamieniarski, który wykazał się wieloletnią pracą w zakładzie kamieniarskim, tyle, że wykonującym wyłącznie roboty nagrobkarskie. Aż prosi się, aby biegli z dziedziny kamieniarstwa mieli jeszcze przypisane konkretne kwalifikacje. Czym innym jest ocena materiału, czym innym montaż posadzki, a czym innym montaż nagrobka.

Opinie biegłych powinny być niepodważalne ze względów merytorycznych. Procesy sądowe i tak toczą się długo. Wadliwe opinie to kolejne wnioski do sądu, a to jeszcze bardziej wydłuża procesy.
Wszyscy popełniamy błędy, więc co jakiś czas spotyka nas konieczność poddania się weryfikacji naszej pracy przez rzeczoznawcę lub biegłego sądowego. Niech takie opinie wydają ludzie posiadający niezaprzeczalne kompetencje, których żadna ze stron nie będzie mogła podważać.

 

przeczytaj cały artykuł

menu

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: czwartek, 16 maja 2024 10:43

129menu.jpg

- Jagnięcina z tortellini i pomidorami à la italiana
- Wołowina po prowansalsku z ziemniakami i warzywami ratatouille
- Kurczak z ryżem na paellę i warzywami

Brzmi smakowicie i mogłoby się wydawać, że to fragment menu dobrej restauracji. Nic bardziej mylnego. To są nazwy saszetek z karmą dla psa. Coś w tym musi chyba musi być, bo mojemu psu bardzo smakują.
Te nazwy karmy dla pupila rozbawiły mnie bardzo, ale też sprowokowały do przemyśleń nad nazewnictwem. A to już temat bardziej ogólny i znany również w naszej branży.
Chińskie kamienie mają w Chinach dość klarowny system nazewnictwa katalogowego. Jest po prostu G603, G654 i tym podobnie. Ale to wydawało się firmom handlującym kamieniem mało atrakcyjne ze względu na klientów. I nagle pojawiły się przykładowo: Brąz królewski, Brąz wschodu, Srebrny księżyc, czy Biały łabędź.
Te wszystkie atrakcyjne nazwy powstają nie tylko u chińskich producentów, ale również dystrybutorów. Pamiętam, że była kiedyś polska firma handlowa, która sama nadawała oryginalne nazwy importowanym ze wschodu materiałom. W ofercie była między innymi Minnesota i Las Vegas.
Ale atrakcyjne nazwy spotykamy też na co dzień. Przykładem może być mania, jaką widać na wizytówkach. Prawie nie ma handlowców – za to „Account Manager” to popularne stanowisko. Nie ma zaopatrzeniowców – tylko General Supplier. W dwuosobowej firmie jest Dyrektor Naczelny i Dyrektor Handlowy. Jak zatrudnią kierowcę, pewnie zostanie dyrektorem transportu.
Wszędzie pełno prezesów, zastępców prezesów, dyrektorów i managerów. Sekretarka jest dyrektorem biura, a zamiast recepcjonisty spotykamy Guest Relations Manager’a. Przed biurem małej firmy często widzimy napis „Office”. Nie ma już spawacza, tylko metal fixed destination manager, a osoba sprzątająca to Cleaning Staff.
Zastanawiam się skąd to się bierze? Próżność, chęć podbudowania ego czy może uleganie powszechnej modzie używania angielskich nazw.
W zasadzie można powiedzieć, że to taka śmiesznostka i nie należy się nią przejmować. Tyle, że ostatnio czytałem w sieci tekst specjalisty od zatrudnienia, który zwrócił uwagę, że część kandydatów do pracy przegląda ogłoszenia o pracę nie wnikając w szczegóły i oferty z takimi nazwami stanowisk omija, zakładając, że to nie dla nich. A przecież w naszej branży istnieją niedobory pracowników.
Wbrew pozorom kilka takich dziwnych nazw i tytułów jest zainstalowanych w naszej świadomości od lat. Lekarza tytułujemy doktor – chociaż to tytuł naukowy i większość lekarzy nawet się o niego nie otarła. Cóż, to środowisko bardzo chce być traktowane wyjątkowo.
Równie wiele dziwnych określeń można usłyszeć w rozmowach z klientami. Handlowiec starający się błyszczeć przed klientem, też rozkwita. Sam słyszałem – nie do końca prawdziwy – wywód, że „ten kamień, to nie granit, tylko gabro, a to zupełnie co innego”, i że „Orion to egzotyczny unikatowy kamień z Indii i musi kosztować”.
A jeśli ktoś trafi do mnie w porze obiadowej, nie zaproponuję mu dymiącej wieprzowiny w chrupiącej panierce na puree ziemniaczanym zdobionym koperkiem z dodatkiem duszonej bajkowej kapusty po warszawsku, tylko po prostu zaproszę na schabowego z ziemniakami i kapustą.

przeczytaj cały artykuł
Strona 2 z 27
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2026-05-20 00:00:00
Sprzedam: przecinarkę Promasz PW1TK-600, przecinarkę Promasz PDK-01-400, kruszarkę Abra, piaskarkę Abra Junior, ploter tnący Jaguar V, przecinarkę DK 200/350, kompresor Atlas Copco, przecinarkę SIRI 340. stanley.spakowski@gmail.com, Tel. 506 071 887

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.