Reklama


Felietony

Chomik w głowie

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 06 marca 2024 11:45

W zasadzie wszyscy to mamy. Czasem podejmujemy złe decyzje wbrew oczywistym faktom. Wbijamy sobie w głowę jakąś koncepcję i pomimo oczywistych argumentów, że pomysł jest zły – realizujemy go. To tak, jakby w naszej głowie był chomik ze swoim kołowrotkiem – karuzelą. Dla chomików to świetna zabawka zapewniająca solidną porcję rozrywki i ruchu, ale one mają swój rozum i potrafią wycofać się z biegania w kołowrotku.

Niestety, nasz mózg może aktywować się w tryb karuzeli, bez refleksji i szans na rezygnację z biegania w kółko. W życiu przykładów jest wiele. Kiedyś miałem szefa, który był typem naukowca, który ciągle szuka lepszych rozwiązań. Pamiętam, jak kiedyś, po głębszych studiach literatury naukowej, wymyślił nowy system wynagradzania pracowników, którzy mi podlegali.

Wyglądało to nieźle, więc zacząłem wdrażać nowy system. Jak łatwo się domyślić, ludzie nie byli zadowoleni. Podejrzewali, że nowy system będzie dla nich niekorzystny i zarobią mniej. Tak nie było, ale kilka dni rozmawiałem z całą grupą – oraz z każdym z osobna – aż w końcu ich przekonałem. Czekałem na koniec miesiąca, żeby po nowemu rozliczyć ludzi. Nagle wzywa mnie szef i mówi, że poczytał i ma nowy pomysł na liczenie wynagrodzeń. Chomik ruszył.

Wśród firm kamieniarskich też nie brakuje przykładów.
Dość typowe jest usiłowanie za wszelką cenę stworzenie w firmie – jak to się nazywa w marketingu – nowej jednostki biznesu. To cenna koncepcja, ale ta nowa działalność powinna opierać się – jak każda – na racjonalnych przesłankach: wiedzy o tej działalności, możliwości pozyskania pracowników, wiedzy o rynku w wybranej branży, czy konkurencji jaką spotkamy. Niestety dość często sam pomysł powstający w głowie przedsiębiorcy jest wystarczający, aby chomik w głowie wszedł na karuzelę.

Znam przynajmniej kilka przykładów, gdy właściciel firmy kamieniarskiej powołał nową działalność w postaci, na przykład, restauracji. Byłem w takiej. Nieduża miejscowość, miejsce dość przypadkowe. Spora restauracja, raczej odległa od centrum czy jakiejś trasy przelotowej. Byłem tam około 16 – zamówiłem kawę i okazało się, że personel ma problem z wydaniem reszty z 50 zł. Miły kelner stwierdził, że do teraz ma utarg 20 zł i nie ma jak wydać.
Chomik w głowie nie wchodzi na karuzelę tylko u szefów firm.

W jednej z firm kamieniarskich nowy magazynier wbrew narzuconym zasadom postanowił zmodyfikować system składowania narzędzi. Ponieważ nie orientował się w samej kamieniarskiej robocie, to chomik w głowie podpowiedział mu ciekawe rozwiązanie. Przeorganizował magazyn. Po robocie uznał, że jest pięknie. Lokalizacja była według kolorów opakowań – i tak na jednej półce znalazły się niebieskie rzepy, tubki kleju w niebieskich opakowaniach oraz wiertła – jak łatwo zgadnąć – w niebieskich pudełkach. Starzy pracownicy mówili mu, że to głupie, ale on uważał, że tylko szef może mu coś polecić – a on ma ważniejsze sprawy i nie będzie z nim takich spraw uzgadniał.

Inwestycje to też pole do popisów z chomikiem w głowie. W firmie potrzebna jest nowa wydajniejsza maszyna do polerowania. Oczywiście to poważna decyzja, więc szef sporo o niej myśli. No i rusza chomik w głowie. Leasing czy kredyt? Dwa razy wydajniejsza od tej co mamy, czy może jeszcze większa, bardzo wydajna? Jakoś chomik podpowiada „większa” i myśli skupiają się na finansowaniu. Damy radę! I tak w zakładzie staje maszyna wielokrotnie przewymiarowana – za to kredyt do płacenia jest ogromny. Na dodatek rynek, który obsługujemy, jest znacznie mniejszy od możliwości nowej zabawki.
Podsumowując, jeśli dopadnie nas jakiś genialny pomysł, nie analizujcie go samodzielnie. Pytajcie, rozmawiajcie z fachowcami i pracownikami. Nigdy w samotności. Pamiętajcie, gdzieś w głowie może być chomik ze swoją karuzelą.

 

 

przeczytaj cały artykuł

Kumulacja

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: piątek, 22 grudnia 2023 10:05

127_kumulacja2.jpg

Są słowa, które mają co prawda wiele znaczeń lub używane być mogą w różnych kontekstach, ale w społecznym odbiorze utrwaliło się ich jedno konkretne znaczenie.

Ostatnio w wielu rozmowach – zarówno wśród znajomych niezwiązanych z kamieniarstwem, jak i branżystów – zadawałem pytanie o to, jak kojarzą słowo kumulacja. Ta moja mała ankieta przyniosła ciekawy wynik.

Otóż pierwsze skojarzenie przeważającej ilości rozmówców, to był „totolotek”. O czym to świadczy? O naszym optymizmie. Bo przecież wygrana na loterii, na dodatek ze skumulowaną nagrodą, to oczekiwanie szczęśliwych zdarzeń.
A przecież według słownika kumulacja to nagromadzenie lub skupienie się czegoś w jednym miejscu lub czasie; też: sumowanie się jakichś działań, doświadczeń itp.

Kończy się rok, który w opinii wielu branżystów był bardzo trudny. Niepewna sytuacja gospodarcza związana z wydarzeniami politycznymi w kraju i za granicami. Niepewny kurs walut, ograniczenie inwestycji, ograniczenie dofinansowań nie tylko w kamieniarstwie, ale przede wszystkim na rynku budowlanym. Wszystko to spowodowało spłycenie rynku i trudności z utrzymaniem normalnego poziomu produkcji. Medale należą się tym, którzy dali radę w takich warunkach przetrwać, a czasem nawet rozwijać swoje firmy.

Niezależnie, jak wam się udało poradzić sobie z problemami, nadal kumulacja kojarzy się z wygraną. Nawet wtedy, gdy w konkretnym dniu kumulacja to awaria maszyny, choroba najlepszego pracownika i wycofanie się inwestora z dużego zlecenia.
Optymizm jest jednym z najważniejszych elementów w budowaniu sukcesu firmy. Oczywiście tylko taki, który opiera się na racjonalnych przesłankach i aktywnym przemyślanym działaniu. Trudne czasy to właśnie ten moment, w którym aktywne działanie, mądre inwestycje i sensowne zmiany w organizacji firmy, dają świetne efekty.

Przeraża mnie, kiedy słyszę, że firmy rezygnują z działań marketingowych, niezbędnych inwestycji czy zmniejszają zatrudnienie. Redukcja kosztów za wszelką cenę to droga, która nie rozwiązuje problemów. Wręcz tworzy nowe. Jeśli w nowym roku rynek ulegnie poprawie, to ze zredukowanym zatrudnieniem nie będzie możliwości realizowania większej ilości zleceń. A chyba wszyscy przekonali się już, że o pracowników na rynku trwa walka. Jeśli redukcja dotyczyła inwestycji sprzętowych, to spadnie wydajność i jakość. Redukcja kosztów marketingowych to też droga w dół.
Jeśli mamy konkretne, atrakcyjne w naszym mniemaniu, propozycje dla rynku, ale ich nie zaprezentujemy potencjalnym klientom, to ich sprzedaż będzie prawdopodobnie niższa, niż to wynika z jej atrakcyjności. Firma z dobrym wizerunkiem, na którym zbudowała swoją pozycję na rynku, powoli zacznie tracić, jeśli nie będzie tego wizerunku podtrzymywać. Problem jest taki, że w pierwszym momencie zmiana będzie niezauważalna. Zwykle, jeśli po jakimś czasie odczujemy, że jest mniej zleceń, obarczymy winą wszystko, tylko nie zaniechania w podtrzymywanie dobrego wizerunku firmy.

Zauważcie, że tytułowe słowo „kumulacja” ma taki odbiór przez stałą promocję lotto.
Oczywiście rozumiem firmy, które szukają możliwości zmniejszenia kosztów. Patrząc w excelowe tabelki widzimy dokładne kwoty, w tym te wydatkowane na marketing. To są konkretne kwoty. Wykreślenie ich to redukcja kosztów, na której nam zależy. Ale w tych tabelkach nie widać kosztów złej organizacji pracy, nadmiaru odpadów produkcyjnych czy kosztów paliwa zużytego na źle zaplanowane wyjazdy lub montaże, na których zabrakło jednej tubki silikonu albo kleju.

Wydaje się, że największe rezerwy w kamieniarstwie to pozyskiwanie zleceń, które trafiają do branży ceramicznej. To ogromny rynek, w którym drzemią wielkie rezerwy dla naszej branży. Ale niestety to wymaga inwestycji marketingowych. Tworzenia luksusowych ekspozycji, prezentowania kamienia w bardzo wielu miejscach i udziału w różnych imprezach targowych. Za chwilę nadejdzie nowy rok, nowy sezon i nowe wyzwania. Zadbajmy w tym nowym sezonie, żeby słowo „kamień” stało się jak „kumulacja” i miało same pozytywne skojarzenia – luksus, piękno, łazienka, parapety, posadzki. Bo na razie, dla większości ludzi, to po prostu coś, co leży na ich drodze.

przeczytaj cały artykuł

Zbudować dom (nie za swoje)

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: czwartek, 16 listopada 2023 13:58

126_felieton.jpg

Dla wielu osób własny dom to rzecz nie do przecenienia. Jak to kiedyś powiedziano: prawdziwy mężczyzna powinien posadzić drzewo, spłodzić syna i wybudować dom. O ile syn i posadzenie drzewa nie stanowią problemu, to budowa domu jest sporym wyzwaniem, zwłaszcza od strony finansowej. Jak rozwiązać ten problem – otóż ostatnio usłyszałem historię pracownika w naszej branży, który podszedł do tematu bardzo kreatywnie.

Zacznijmy jednak od początku. Dwadzieścia kilka lat temu do dużej dobrze funkcjonującej firmy kamieniarskiej ze stolicy przyjął się młody człowiek (nazwijmy go „X”). Nie miał wykształcenia ani doświadczenia, ale miał dobre chęci. Był bystry i szybko się uczył. Dzięki tym predyspozycjom kariera w firmie rozwijała się szybko. Od pomocnika pilarza, przez kilka kolejnych stanowisk, aż do szefa produkcji i „prawej ręki” szefa. Zyskiwał ogromne zaufanie, a co za tym idzie uprawnienia i decyzyjność.

Zarabiał zupełnie godnie, ale miał poczucie konieczności zostania prawdziwym mężczyzną – syn, drzewo, dom. Żona też chciała mieć u boku prawdziwego mężczyznę, ale zwykłe mieszkanie kłóciło się ze wspomnianym wizerunkiem.
Ostatnimi czasy właściciel firmy miał sporo problemów zdrowotnych, co spowodowało, że często nie było go w firmie. Nie martwił się o firmę. Wszystko był dobrze zorganizowane, a „X” zastępował szefa bez zarzutu.

Niestety, myśli o godnym życiu w nowym domu zaczęły przeważać nad zwykłym uczciwym realizowaniem służbowych zadań. Był na tyle bystry, że zbudował system, który pozwalał na okradanie firmy w taki sposób, że nie było widać, jak firmowe pieniądze wyparowują. W sumie można powiedzieć, że założył spółdzielnię. Wszedł w porozumienie z szefem sprzedaży oraz firmą, która na co dzień realizowała montaże dla macierzystej organizacji.
Układ wpiął się w normalne funkcjonowanie zakładu. Handlowiec, kiedy trafił na odpowiedniego klienta, proponował zrealizowanie zamówienia bez niepotrzebnych kwitów. Zlecenie wykonania elementów trafiało na produkcję, gdzie rządził „X” – szef produkcji. Wykonywano potrzebne elementy z materiałów organizacji – po latach istnienia firmy w magazynie były spore zapasy, więc nie było problemów z materiałami.
Klient płacił firmie zaliczkę, na podstawie której w zgodzie z zamówieniem wykonywano elementy. Zlecenie było realizowane przez firmę współpracującą ze „spółdzielnią”. Ta wystawiała jak zwykle fakturę za montaż, a organizacja – po zatwierdzeniu faktury przez „X” – płaciła za robotę. Klient natomiast za całość płacił gotówką panu „X”.

Sztuczka „spółdzielni” polegała na tym, że zleceń tak realizowanych poza firmą nie było dużo i nie były to wielkie zlecenia w odniesieniu do normalnych obrotów firmy. Ot, na przestrzeni roku około 5%. Niby niedużo, ale przy rocznych obrotach sięgających 15 milionów, to kwota „ledwie” 750 tysięcy złotych. Proceder trwał 2 lata.

Był jeszcze jeden problem. Co rok przeprowadzano inwentaryzację magazynu. Tyle, że głównym jej realizatorem był „X” i szef działu handlowego. Jak łatwo przewidzieć, inwentaryzacje nie wykazywały żadnych nieprawidłowości. Wszystko grało. „X” budował dom.
Ciekawe, że zwykle w firmach o zakupie nowego auta przez pracownika, czy budowie domu, zwykle wszyscy wiedzą. W tym przypadku o inwestycji pana „X” nie wiedział nikt. Dom powstał.

Po wyjściu na jaw procederu członkowie „spółdzielni” zostali zwolnieni, a wnikliwa inwentaryzacja wykazała, że w magazynie brakuje materiału za ponad pół miliona złotych. Kiedyś było takie powiedzenie, że w biznesie pierwszy milion trzeba ukraść. No cóż, pan „X” – po zwolnieniu – założył własną firmę z kolegami ze „spółdzielni”. Nie wiem, czy posadził drzewo, czy ma syna, ale najtrudniejsze, czyli wybudowanie domu, ma za sobą.

Zastanawia mnie tylko, czy żona uważa, że jej mąż to prawdziwy mężczyzna. Trudno chwalić się, że to oszust i złodziej, nawet jeśli wybudował dom, za którego oknem wyrośnie drzewo przez niego posadzone.

przeczytaj cały artykuł

Wypadki się zdarzają

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 13 września 2023 11:55

kk125_261.jpg

W trakcie normalnej pracy, nawet jeśli przestrzegamy wszystkich możliwych zasad, wypadki i tak się zdarzają. Potem – wiadomo – komisja powypadkowa, sprawdzanie BHP, czasem kontrole zewnętrzne, jeśli wypadek był poważny.

I tu zwykle nie ma zabawnych sytuacji. Potem jednak chcemy uzyskać jakieś odszkodowanie od ubezpieczyciela. I konieczne jest wtedy opisanie wypadku w dokumentach dla towarzystwa ubezpieczeniowego. A to czasem bywa naprawdę śmieszne.
W tym momencie wielu ubezpieczonych rozkwita literacko, chcąc oddalić od siebie podejrzenie celowości działań lub zaniedbań i uzyskać odszkodowanie. Jeden ze słynniejszych zapisów w protokołach dla ubezpieczycieli to: „Siedziałem z zaparkowanym aucie kiedy zauważyłem, że z przeciwka nadjeżdża kiosk z warzywami.”

Rozmawiałem ze znajomym ubezpieczycielem i ten znalazł dla mnie kilka perełek tego gatunku literatury w kamieniarstwie.

Na budowie pracownik montujący kamienną elewację z rusztowania: „Deska będąca elementem rusztowania od zewnętrznej strony, bardzo mi przeszkadzała w odbieraniu podawanych wciągarką płyt. Postanowiłem ją oderwać. Ciągnąłem kilka razy, ale nie chciała puścić. Postanowiłem, że będzie łatwiej, jeśli będę ją pchał. Wyszedłem na zewnątrz rusztowania i stojąc na nim pchałem z całej siły. Zgiąłem tą deskę mocno, ale trzymała. W końcu zabrakło mi siły i puściłem. Zgięta deska wracając uderzyła mnie i zrzuciła z rusztowania. Spadłem z poziomu 1-go piętra i złamałem rękę.”
Inna sytuacja na budowie: „Postanowiłem poprawić jedną płytę na elewacji z drabiny. Przystawiłem drabinę do ściany, ale ta odsunęła się o dobry metr. W wyniku upadku stłukłem bark.”

Następny przypadek to nieszczęśliwy wypadek na placu z płytami. Suwnica miała podnieść płytę ze stojaka. W momencie opuszczania haka ten osunął się gwałtownie o około metr i uderzył w płytę. W rezultacie zniszczeniu uległo 5 płyt. Uzasadnienie: „Tak wiem, że suwnica nie ma aktualnego badania UDT (Urząd Dozoru Technicznego) i było uszkodzone opuszczanie haka, ale mechanik od suwnicy miał się zjawić za dwa dni, a dozór był umówiony na następny tydzień.”

Przy montażu blatu kuchennego montujący, wkładając blat na górę mebli, uderzyli blatem w szafki bardzo drogiej zabudowy. Uległy zniszczeniu trzy szafki. Zeznający pracownicy napisali: „przy wkładaniu blatu na górę „wyspy”, okazało się, że szafki są wyżej, niż zakładaliśmy”. Komentarz likwidatora szkody: „pewnie urosły”.

Teraz znowu praca na rusztowaniu. „Demontowałem rusztowanie. Chcąc zdjąć jeden z elementów nie zauważyłem, że jeśli go zdemontuję, to deska, na której siedzę, straci podparcie. Mimo trudności udało mi się odczepić ten element. W wyniku upadku złamałem nogę.”
Klienci też są pomysłowi. Jeden z nich przyjechał po zakupione dwie grube płyty samochodem osobowym kombi. Sprzedający mówili, że to zły pomysł. Klient twierdził, że pomierzył i się zmieści, a on już tak woził płyty. Jak się okazało, ciężar był zdecydowanie za duży i zawieszenie auta z hukiem się rozleciało. W zgłoszeniu do ubezpieczyciela napisał: „Załadunek materiałów do samochodu osobowego z przestrzenią do przewozu materiałów, przebiegł bez problemu. Okazało się jednak, że zawieszenie uległo uszkodzeniu.”

„Nasz pracownik, chociaż nie ma uprawnień elektryka, wielokrotnie udowadniał, że zna się na instalacjach elektrycznych. Dlatego kiedy zaproponował, że przełączy na inny obwód zasilanie boczkarki, pozwoliliśmy mu to zrobić. W trakcie pracy doprowadził do zwarcia w wyniku, którego uszkodzeniu uległa tablica sterująca. To był po prostu nieszczęśliwy wypadek.”

Rozumiem, że w naszej tradycji mamy wpisane radzenie sobie w każdej sytuacji. Czasem jednak lepiej by było działać tak, jak jest opisane w zasadach i zachować zdrowy rozsądek. Żeby nie pisać potem, że z przeciwka nadjechał kiosk z warzywami.

przeczytaj cały artykuł

Puzzle

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 26 lipca 2023 13:18

kk124_puzzle.jpg

Zabawę w układanie puzzli znają wszyscy. Nic dziwnego – to bardzo stara rozrywka. W encyklopediach podaje się, że pierwsze puzzle stworzył angielski grawer i kartograf, John Spilsbury, już w 1783 roku. Aby ułatwić dzieciom naukę geografii, Spilsbury naklejał drukowane mapy na cienkie mahoniowe deski i rozcinał całość wzdłuż granic państw.

Poza Anglią puzzle upowszechniły się w XIX wieku, wtedy też zaczęto ciąć obrazki w kawałki nieodnoszące się do obrazka. W XX wieku zaczęto do wycinania puzzli używać matryc, co wydatnie zwiększyło produkcję i popularność układanek.
Na pewno puzzle uczą cierpliwości, rozwijają pamięć i spostrzegawczość.

Ostatnio byłem u znajomego, którego czteroletnie dziecko układało puzzle. Jak na wiek dziecka było dość skomplikowane i młody człowiek miał problemy.
W pewnym momencie wykazał się pomysłowością – zakręcił się i zauważyliśmy, że w rękach ma nożyczki. Cóż, skoro elementy nie pasują, trzeba je dociąć. Nie pozostawało nic innego, tylko wytłumaczyć młodemu, że to nie jest metoda.

O ile dziecku trudno się dziwić, to popularność „metody na nożyczki” w układaniu zupełnie poważnych elementów zadziwia. Niestety metoda z nożyczkami w roli głównej jest również spotykana w życiu zawodowym.
Na nową boczkarkę może i jest w hali sensowne miejsce, ale trzeba by dodatkowej inwestycji związane z przestawieniem 2 innych maszyn. Szkoda pieniędzy – boczkarkę ustawiono bokiem i co prawda zmieściła się w hali, ale operator musi się nieźle nagimnastykować przy obsłudze. Na dodatek przeszkadza innemu pracownikowi przy polerce.

Elementów w układance – „Nasz zakład” – jest dużo więcej. System wynagrodzeń to delikatny instrument – trzeba go dobrze przymierzyć. O ile więcej powinien zarabiać doświadczony pracownik w stosunku do młodego; jak wynagrodzić młodego, ale bardzo chętnego do nauki i pracy?
Jakie powinny być uprawnienia handlowców w zakresie ustalania cen? Ile zadań i jakie można powierzyć Pani Zosi w biurze? Czy dwie brygady montażowe mogą podzielić się samochodem? Czy w brygadzie potrzebne są dwie ręczne szlifierki, czy wystarczy jedna.
Pytania można mnożyć. Umiejętność zadawania sobie takich pytań i podejmowanie dobrych decyzji to właśnie umiejętność układania puzzli „Nasz Zakład”. Niestety często podejmujemy decyzję w pośpiechu i na skróty. Pracownicy potrzebują nowych ubrań roboczych? – może w następnym kwartale, teraz oszczędzamy. Operator widlaka zgłasza, że cieknie z przekładni – niech jakoś uszczelni. I tak dopasowując nie do końca pasujące elementy, tworzymy faktyczny poziom zakładu. Niestety nie będzie finalnie taki jak na obrazku wzorcowym.

Produkcja jakoś jest realizowana, ale wykonany blat kuchenny będzie miał niedopolerowane boczki, schody będą miały delikatnie różną wysokość stopni, a parapet różną grubość na końcach.
Na dodatek klienci odwiedzający zakład i chcący zlecić wykonanie posadzki z drogiego materiału, na placu zobaczą ciągnący się przez plac ślad wycieku widlaka, pracowników w zniszczonych ubraniach roboczych, a handlowiec ich obsługujący będzie się zmagał przy wyliczaniu ceny z uszkodzoną myszką do komputera.

Aby uniknąć takiego efektu, warto codziennie przypominać sobie dziecko, które usiłuje ułożyć puzzle z nożyczkami w rączkach.

przeczytaj cały artykuł
Strona 3 z 27
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Domeny na sprzedaż
2026-08-26 00:00:00
DOMENY NA SPRZEDAŻ spiekikwarcowe.com.pl, marmur-granit.com ZAPROPONUJ SWOJĄ OFERTĘ malwinawyrwiak@sole.pl, tel. 510 047 890

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.