Rok 2025 zapisał się wśród administratorów danych jako czas ostatecznego przejścia od „teoretycznej zgodności” do „realnej odpowiedzialności”. Można stwierdzić, że Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych zakończył okres edukacyjny, zastępując miękkie zalecenia rygorystycznymi decyzjami finansowymi.
Dla biznesu był to rok, w którym suma nałożonych kar administracyjnych osiągnęła rekordowy poziom, przekraczając 65 mln zł.
Sankcje w liczbach
W minionym roku UODO nie tylko przyspieszył procedowanie spraw, ale także zmienił metodologię wyliczania kar, kładąc większy nacisk na obrót przedsiębiorstwa oraz stopień lekceważenia procedur naprawczych.
• Liczba nałożonych kar: 142 decyzje
• Najwyższa jednostkowa kara: 27 mln PLN
• Łączna liczba skarg: blisko 13 500 zgłoszeń
• Średnia wysokość kary dla MŚP: ok. 45 000 zł.
Katalog naruszeń 2025
Największy wzrost odnotowano w obszarach, które bezpośrednio dotykają codziennej prywatności Polaków.
Analiza kluczowych decyzji PUODO z 2025 roku
| Sektor | Powód nałożenia kary | Sankcja |
|
E-commerce |
Brak szyfrowania bazy danych i wyciek haseł 40 tys. użytkowników. | 4,2 mln zł |
|
Fintech |
Profilowanie klientów bez poinformowania ich o logice algorytmu. | 1,8 mln zł |
|
HR / Outsourcing |
Brak umowy powierzenia przetwarzania danych z podwykonawcą. | 210 tys. zł |
|
Sektor |
Publiczny Publikacja danych wrażliwych na stronie BIP (błąd urzędnika). | 100 tys. zł |
W 2025 roku dało się zauważyć, że PUODO przestał karać wyłącznie za „brak papierka”. Teraz liczy się to, czy administrator realnie panuje nad swoimi procesorami i czy potrafi udowodnić, że przeszkolił pracowników. Najwyższe kary nie wynikały z samego faktu ataku hakerskiego, ale z opieszałości w informowaniu o nim poszkodowanych osób.
Wnioski dla Administratorów
Z historii 2025 roku płynie kilka kluczowych lekcji, które powinny zostać wdrożone w każdym zarządzie:
Weryfikacja procesorów: Jeśli korzystasz z zewnętrznego IT, księgowości czy agencji marketingowej, musisz realnie sprawdzać ich zabezpieczenia. Papierowa umowa to za mało – UODO wymaga dowodów na przeprowadzanie audytów u podwykonawców.
Higiena baz danych: Regularne czyszczenie baz z danych nieaktualnych lub takich, dla których wygasł cel przetwarzania, drastycznie zmniejsza ryzyko wysokiej kary w przypadku wycieku.
Transparentność AI: Firmy wdrażające narzędzia sztucznej inteligencji do rekrutacji muszą liczyć się z koniecznością szczegółowego wyjaśnienia, jak zapadają decyzje dotyczące osób fizycznych.
Rok 2025 udowodnił, że ochrona danych to nie koszt, lecz polisa ubezpieczeniowa dla reputacji firmy. W dobie rosnącej świadomości społecznej administratorzy, którzy uważają RODO wyłącznie za biurokratyczny ciężar, ryzykują nie tylko karą, ale przede wszystkim utratą zaufania rynku.
Artur Majchrzycki – Inspektor Ochrony Danych, ekspert ds. ochrony danych osobowych, audytor Wewnętrzny Systemów Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji zgodnego z ISO/IEC 27001.
Kontakt do autora:
tel. 501 15 11 15
email: a.majchrzycki@moment24.pl

Dlaczego kamieniarz powinien rozmawiać z architektem, zanim powie „da się”?
Współpraca kamieniarza z architektem najlepiej działa wtedy, gdy obie strony jasno komunikują swoje założenia i potrzeby, a także regularnie konsultują szczegóły techniczne na każdym etapie projektu. Dzięki temu możliwe jest uniknięcie nieporozumień i stworzenie rozwiązania, które będzie zarówno estetyczne, jak i funkcjonalne. Architekt pokazuje klientowi efekt, klimat, proporcje i pomysł na wnętrze. Klient akceptuje wizualizację, bo widzi piękną kuchnię, łazienkę albo kominek.
Potem projekt trafia do kamieniarza i zaczyna się codzienna praktyka: materiał, płyty, formaty, ciężar, łączenia, podparcia, kolejność montażu, kontakt ze stolarką, ścianą, posadzką i wszystkimi decyzjami, które na wizualizacji wyglądają lekko.
Tu pojawia się pierwszy błąd, który jako branża popełniamy zbyt często: traktujemy projekt jak rozkaz.
Skoro jest narysowane, to trzeba zrobić. Skoro architekt to zaprojektował, to pewnie wie. Skoro klient już widział wizualizację, to lepiej nie zadawać trudnych pytań, bo jeszcze pomyśli, że komplikujemy. I wtedy pada najniebezpieczniejsze zdanie w naszej pracy: „da się”.
Oczywiście bardzo często naprawdę się da. Kamień, konglomerat i spiek pozwalają dziś zrobić rzeczy, które kilkanaście lat temu byłyby trudne albo nieopłacalne. Problem nie leży w samym „da się”, tylko w tym, kiedy ono pada. Jeżeli mówimy je przed analizą projektu, materiału, detalu i warunków montażu, to nie jest to profesjonalna deklaracja. To jest obietnica złożona trochę na wyczucie.
Architekt nie potrzebuje kamieniarza, który od razu mówi „nie”.
Ale nie potrzebuje też takiego, który dla świętego spokoju przytakuje, a potem na końcu realizacji tłumaczy, że jednak trzeba było coś zmienić. Dobra współpraca zaczyna się od innego podejścia: projekt jest punktem wyjścia do rozmowy, nie instrukcją bez prawa zadawania pytań.
To ważne rozróżnienie. Projektant wnętrz odpowiada za koncepcję, estetykę i spójność całości. Kamieniarz odpowiada za realne wykonanie elementów z kamienia. To są dwa różne obszary odpowiedzialności, które muszą się spotkać. Jeżeli kamieniarz nie powie na początku, że dany detal wymaga doprecyzowania, to później trudno mieć pretensje, że projektant tego nie przewidział. Czasem po prostu nie miał podstaw, żeby to przewidzieć.
Z naszych doświadczeń w E-Stone wynika, że takie historie powtarzają się zaskakująco często. Na początku wszystko wydaje się proste – okładzina ściany nad blatem zostaje wykrojona z płyty tak, aby jak najlepiej wykorzystać materiał. Montujemy całość i dopiero wtedy pojawia się refleksja: dlaczego użylenie kamienia nie przechodzi płynnie z blatu na ścianę? Okazuje się, że aby uzyskać taki efekt, należałoby zaplanować zupełnie inny rozkrój i sięgnąć po dodatkową płytę, co automatycznie podnosi koszt realizacji. W tym momencie pojawia się kluczowe pytanie, które warto zadać już na początku: co jest ważniejsze – ciągłość wzoru czy budżet? Jeśli sami założymy, że priorytetem jest koszt, możemy później stanąć przed trudną rozmową z klientem, który oczekiwał efektu wizualnego i poczuje się rozczarowany jego brakiem.
Najlepsi projektanci, z którymi pracujemy jako branża, wcale nie obrażają się na pytania.
Często wręcz ich oczekują. Problemem nie jest pytanie: „Czy możemy tu omówić łączenie?”. Problemem jest pytanie zadane za późno, kiedy klient już wybrał materiał, stolarz wykonał meble, a termin montażu jest za dwa dni.
Kamieniarz powinien być dla architekta filtrem praktycznym.
Nie po to, żeby niszczyć koncepcję, tylko po to, żeby ją obronić w realnym świecie. Czasem wystarczy drobna korekta, inne miejsce łączenia, wcześniejsza konsultacja ze stolarzem, doprecyzowanie podparcia albo uczciwa rozmowa o tym, co klient zobaczy po montażu. To są rzeczy oczywiste, ale właśnie na oczywistościach najczęściej się wykładamy.
Warto też pamiętać, że dla inwestora efekt jest jeden. Klient nie dzieli później kuchni na część projektanta, stolarza i kamieniarza. On widzi całość. Jeżeli kamień pięknie wygląda, ale nie pasuje do mebli albo detal jest niezgodny z tym, co widział na wizualizacji, to nie będzie analizował, kto zawinił. Powie, że „coś nie wyszło”, zacznie mieć pretensje do architekta, a ten z kolei do kamieniarza i w ten sposób łatwo może popsuć się dobra relacja między projektantem a kamieniarzem.
Dlatego kamieniarz, który chce budować dobrą relację z architektami, powinien myśleć nie tylko o swoim fragmencie, ale też o tym, jak jego praca wpisuje się w cały projekt.
Nie chodzi o to, żeby zdradzać projektantom wszystkie swoje techniczne rozwiązania. Nie chodzi też o to, żeby uczyć wszystkich wszystkiego. Chodzi o elementarną kulturę współpracy: jeżeli widzimy ryzyko, nazwijmy je wcześnie. Jeżeli czegoś nie wiemy, zapytajmy. Jeżeli projekt wymaga decyzji, nie podejmujmy jej po cichu za architekta i klienta.
Dobre pytanie zadane na początku rzadko psuje relację. Milczenie psuje ją dużo częściej. Zwłaszcza wtedy, gdy na końcu trzeba tłumaczyć, dlaczego coś wygląda inaczej, kosztuje więcej albo wymaga poprawki.
Dobry kamieniarz nie jest od tego, żeby powiedzieć architektowi: „Tego się nie da”. Dobry kamieniarz jest od tego, żeby powiedzieć: „Sprawdźmy, jak zrobić to mądrze, żeby klient dostał efekt, który zaakceptował”. To niewielka różnica w słowach, ale ogromna różnica w podejściu.
Karol Twardowski – właściciel firmy E-Stone – od lat zajmuje się obróbką i montażem kamienia naturalnego oraz materiałów wielkoformatowych. Mistrz w zawodzie kamieniarz.
Kontakt do autora: karol@e-stone.pl
tel. 501 179 501
www.e-stone.pl
#karoltwardowski

Praca z polskimi granitami — strzegomskim i kośmińskim — jako materiałem nawierzchniowym w przestrzeni publicznej wymaga od projektanta decyzji, których konsekwencje są trudne do przewidzenia bez wiedzy i doświadczenia specjalisty kamieniarza.
W praktyce szczególnie ważnych jest kilka obszarów, w których eksperckie wsparcie dla architekta na etapie projektowania jest nieocenione.
Pierwszym z nich jest wpływ metody obróbki powierzchni na wygląd i kolorystykę materiału.
Płomieniowanie — dziś dominująca technika nadawania nawierzchni właściwości antypoślizgowych — może uwydatnić tlenki żelaza obecne w strukturze kamienia i zmienić jego barwę z szarej w kierunku ciemnych, rudawych odcieni. Efekt ten bywa trudny do przewidzenia bez znajomości konkretnej partii materiału i może istotnie odbiegać od zakładanej kolorystyki.
Alternatywą pozostaje groszkowanie, które zapewnia wymaganą szorstkość materiału bez ingerencji w chromatykę kamienia. Jednocześnie groszkowanie nadaje nawierzchni bardziej matowy wygląd, gdyż – w przeciwieństwie do płomieniowania – nie powoduje powstawania „szklanych” drobin dających efekt błyszczenia nawierzchni.
Przy bardzo wymagających przestrzeniach znaczenie dla kolorystyki ma również kierunek cięcia bloku, który wpływa na nasiąkliwość płyt. Część elementów może po opadach utrzymywać ciemne zabarwienie znacznie dłużej niż pozostałe, zaburzając spójność optyczną całej nawierzchni.
Kolejnym istotnym aspektem jest zapobieganie przemieszczaniu się kostek w trakcie eksploatacji pod wpływem obciążeń dynamicznych od intensywnego ruchu samochodowego.
Powszechnie stosowane obecnie kostki o precyzyjnie ciętych bokach nie klinują się między sobą tak, jak tradycyjna kostka łupana. W miejscach narażonych na intensywny ruch kołowy może to prowadzić do stopniowego przemieszczania się elementów i zaburzenia zaprojektowanego przez architekta wzoru nawierzchni. Ryzyko to można ograniczyć, wskazując w dokumentacji technicznej konieczność uszorstkowienia powierzchni spodniej i bocznej kostek. Ważny jest też wzór układania: nawierzchnia w regularnych rzędach eksponuje każde przemieszczenie i w ciągach z ruchem pojazdów się nie sprawdza. W takich miejscach warto sięgać po tradycyjne schematy lub wzory z przesunięciem spoin.
W komponowaniu wzoru należy również pamiętać o tym, że cienkie elementy kamienne — paski, kliny, wstawki — mimo technicznej możliwości wykonania wykazują w długoterminowej eksploatacji podwyższoną podatność na pękanie.
Doświadczony kamieniarz pomoże architektowi ustalić zasady układania i docinania materiału, które wyeliminują zbyt małe elementy z projektowanej kompozycji.
Kamieniarz może również pomóc architektowi w ustaleniu zasad przygotowania mock-upu nawierzchni i jego odbioru.
Wykonanie odpowiednio dużego mock-upu (czyli próbnego fragmentu nawierzchni) jest niezbędnym etapem inwestycji, który powinien poprzedzić prace brukarskie, ale również zamówienie materiału na budowę. Granit jako materiał naturalny wykazuje zmienność — różnice w odcieniu i strukturze ziarna bywają wyraźnie widoczne po ułożeniu, zwłaszcza na dużych powierzchniach. Precyzyjne ustalenie na początku współpracy, w jaki sposób ta zmienność będzie kontrolowana i w jakim zakresie akceptowana, jest elementem rzetelnej koordynacji między projektantem a wykonawcą.
Wreszcie — specyfikacja techniczna materiału.
Parametry takie jak mrozoodporność, nasiąkliwość, wytrzymałość na ściskanie czy dopuszczalne tolerancje obróbki wykraczają poza kompetencje projektowe architekta. Rzetelna specyfikacja techniczna kamienia nie może być opracowana przez architekta samodzielnie — powinna powstawać we współpracy z doświadczonym kamieniarzem, który zna właściwości konkretnego materiału. Tak przygotowany dokument to nie tylko zabezpieczenie kontraktowe, ale przede wszystkim gwarancja, że zaprojektowane rozwiązanie jest technicznie wykonalne i będzie służyć przez lata.
Architekt potrzebuje więc od kamieniarza wiedzy eksperckiej oraz wsparcia merytorycznego na etapie projektowania, ale również nadzorowania inwestycji. Współpraca powinna zacząć się od wczesnej rozmowy o materiale, jego właściwościach i ograniczeniach, zanim decyzje projektowe zostaną wpisane w dokumentację.
Aleksandra Kucka jest architektką, prowadzi własną pracownię architektoniczną w Poznaniu. Niniejszy tekst powstał na podstawie doświadczeń zdobytych podczas pracy nad projektem nawierzchni kamiennych dla przebudowy Rynku i ul. Dworcowej w Kostrzynie, który jest obecnie w fazie realizacji.
#aleksandrakucka

W kamieniarstwie nagrobkowym często jest tak, że o końcowym efekcie decydują szczegóły. Niby płyta, kształt, kolor kamienia są najważniejsze, ale dopiero dodatki pokazują, czy całość jest dopracowana. Jednym z takich dodatków są litery ze stali nierdzewnej. I kiedy wydaje się, że już wszystko było…
Do tej pory na rynku były głównie litery płaskie wycinane albo odlewane z brązu. Każde z tych rozwiązań ma swoje miejsce, ale albo jest zwykłą płaską blaszką, albo blokiem, który bywa wizualnie ciężki.
Tak powstały litery wypukłe.

Pierwszy wariant to litery wykonywane z blachy nierdzewnej o grubości 2 mm. Są wycinane ze stali kwasoodpornej, a później odpowiednio formowane, żeby uzyskać wypukłość i lekki łuk. Dzięki temu litera zaczyna pracować światłem. Nie jest płaska, nie wygląda technicznie, tylko ma w sobie odrobinę przestrzeni i miękkości.

Drugim rozwiązaniem są litery wypukłe pełne, wykonywane z pełnego materiału. I tu efekt jest jeszcze bardziej widoczny. Litera ma swoją grubość, zaokrąglenie, przestrzeń i masę. Nie jest to cienki element udający przestrzenny wyrób, tylko pełny znak, który z bliska naprawdę wygląda solidnie. Przy odpowiednim świetle widać zaokrąglone krawędzie, łuk i głębię materiału. To właśnie robi największą różnicę.
Najciekawsze jest to, że taki kształt bardzo dobrze pasuje do współczesnych nagrobków. Pasuje również tam, gdzie pojawiają się półwałki, promienie, łuki, zaokrąglone krawędzie. Płaska litera nie zawsze dobrze z tym współgra. Natomiast litera wypukła, szczególnie pełna, naturalnie wpasowuje się w taki projekt – nie wygląda jak doklejona w końcowym etapie, tylko staje się częścią całej kompozycji.

Dużo czasu zajęło projektantom dopracowanie samej krzywizny. Litera miała być widocznie wypukła, ale nie przesadzona, elegancka, a nie toporna. Przy takich produktach milimetry mają znaczenie, bo od nich zależy, czy napis wygląda lekko, czy zaczyna dominować nad całym nagrobkiem.
Ważny był też montaż. Kamieniarze dobrze wiedzą, że wiercenie w gotowej płycie zawsze wiąże się z ryzykiem i stratą czasu. Dlatego opracowano system mocowania bez potrzeby wiercenia otworów w kamieniu. Litery wypukłe pełne można montować na przygotowanych podkładach z wykorzystaniem taśm 3M. Dla zakładu oznacza to prostszy montaż, mniej nerwów i szybszą pracę.
Dostępne wykończenia też dają wiele możliwości wyboru. Litery są dostępne w wariantach: stal polerowana, stal matowa, malowane proszkowo na czarno i złoto. Jest również autorskie wykończenie SuperGold, czyli polerowane złoto. Wygląda bardzo efektownie, a przy właściwej pielęgnacji zachowuje trwałość porównywalną ze stalą nierdzewną polerowaną.
Czy to jest rewolucja?
W naszej branży rewolucje rzadko wyglądają spektakularnie. Częściej polegają na tym, że bierze się znany element i robi się go lepiej. Tak właśnie producent patrzy na litery wypukłe i wypukłe pełne. To nadal litery na nagrobek, ale wykonane w sposób, który daje nowy efekt wizualny i większe możliwości projektowe.
Jerzy Rojek, prezes Rodlew QMD: Dla nas te litery są efektem długoterminowych i żmudnych prac badawczo-rozwojowych. Mówiąc po ludzku: długo sprawdzaliśmy, jak zrobić literę, która będzie praktyczna, ale ładniejsza i inna niż to, co było dotąd dostępne. Testowaliśmy kształt, łuk, materiał, montaż i wykończenia. Dopiero po połączeniu tych elementów powstał produkt, który ma sens zarówno dla producenta, jak i dla kamieniarza.
I chyba o to w tym wszystkim chodzi. Żeby kamieniarz miał w ręku produkt, który dobrze wygląda, łatwo się montuje, pasuje do nowoczesnych realizacji i pozwala wyróżnić gotowy pomnik bez przesady i bez zbędnego kombinowania.
Więcej informacji:
www.akcesorianagrobkowe.pl
tel. 32 42 20 010

W sporach dotyczących reklamacji materiałów kamiennych często pojawia się opinia rzeczoznawcy. Zwykle jedna ze stron zleca ekspertyzę, płaci za nią i oczekuje, że dokument pomoże jej w sporze. W tym samym czasie druga strona, zwykle równie przekonana o swojej racji, podważa opinię – do czego oczywiście ma prawo – twierdząc, że „skoro zapłacone, to na pewno stronnicze”.
Pytanie, które wraca jak bumerang: czy rzeczoznawca zatrudniony i opłacony przez stronę może być bezstronny? Odpowiedź nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. I właśnie dlatego warto ją uporządkować.
Mit o bezstronności absolutnej
W przestrzeni publicznej funkcjonuje przekonanie, że ekspert powinien być „w 100% bezstronny”. Brzmi pięknie, ale w praktyce jest to ideał niemożliwy do osiągnięcia.
Każdy rzeczoznawca ma swoje doświadczenia, pracuje w określonym środowisku, otrzymuje zlecenie od konkretnej strony, ma świadomość, że jego opinia będzie wykorzystana w sporze.
To naturalnie tworzy ryzyko stronniczości, niekoniecznie zamierzonej, ale obecnej w każdym zawodzie eksperckim. Jednak to nie oznacza, że opinia prywatna jest nierzetelna. Oznacza tylko, że bezstronność osobista nie jest fundamentem opinii. Fundamentem jest procedura i to ona jest kluczowa.
Bezstronność osobista a bezstronność proceduralna
W ekspertyzie (opinii) nie oczekuje się, że człowiek będzie wolny od wpływów.
W zamian za to oczekuje się, że:
To właśnie jest bezstronność proceduralna. To ona decyduje o wartości opinii.
Przykład z praktyki: „Rzeczoznawca pisze pod tezę, bo zapłacone”
W jednej ze spraw, która ostatecznie trafiła do sądu, pozwany zakwestionował opinię prywatną zamówioną przez klienta (powoda), twierdząc, że „rzeczoznawca napisał to, co mu kazano”. Po analizie okazało się, że opinia zawierała pełną dokumentację fotograficzną, pomiary były powtarzalne, odniesiono się do norm PN-EN, a wnioski wynikały z danych.
Sąd, po przesłuchaniu mnie w charakterze świadka, uznał opinię za wiarygodną, mimo że była zlecona przez jedną stronę. Dlaczego? Bo rzetelność i metodologia są ważniejsze niż źródło finansowania.
Rzeczoznawca opiera się przede wszystkim na:
To właśnie te elementy sprawiają, że opinia rzeczoznawcy może być obiektywna, nawet jeśli zleca ją jedna ze stron sporu.
Czym zatem różni się opinia prywatna od opinii biegłego sądowego?
Opinia prywatna to dokument jednej ze stron, ale sporządzony przez profesjonalistę. W postępowaniu sądowym podlega ona takiej samej ocenie jak każdy inny dowód.
Opinia biegłego sądowego jest dokumentem procesowym, sporządzonym na zlecenie sądu.
Obie opinie mogą być rzetelne. Obie mogą być wadliwe. O wszystkim decyduje jakość pracy, a nie źródło finansowania.
Dlaczego mimo wszystko oczekiwanie „stuprocentowej bezstronności” jest błędne?
Ponieważ zakłada, że ekspert jest maszyną. A ekspert jest człowiekiem. Na szczęście pracującym według określonych procedur, które minimalizują wpływ czynników osobistych.
W sporach kamieniarskich często obserwuję sytuacje, w których strona przegrywająca nie kwestionuje faktów, lecz bezstronność. Dzieje się tak, ponieważ jest to łatwiejsze niż zmierzenie się z rzeczywistością i faktami.
W naszej branży, gdzie spory często wynikają z nieporozumień, błędów wykonawczych lub niewłaściwego użytkowania, rzetelna opinia eksperta jest jednym z niewielu narzędzi, które pozwalają oddzielić fakty od emocji.
Podsumowując: ekspert nie jest po to, by wygrać spór, lecz by go wyjaśnić.
#dariuszchrzanowski