
Czym jest nagrobek? Dla jednych kolejnym dniem pracy, dla innych wszystkim, co zostało ze wspomnień.
Czy pracując codziennie na nekropolii zdajemy sobie jeszcze sprawę, jakie myśli wywołuje u większości ludzi już sam widok cmentarnej bramy? Jak często zdarza się, że kamieniarz chce zrozumieć, ile emocji budzi w jego klientach moment wyboru pomnika? Czy kolejne modyfikacje wynikają tylko z niezdecydowania zamawiającego? Czy standardowe pomniki – nawet te „modne w tym sezonie” – oddają to, co ktoś chciałby powiedzieć o bliskiej osobie?
„To co nas spotkało ponad 4 lata temu… brak słów. Nasz Krzysiu wyjechał i miał wrócić następnego dnia przed dwudziestą drugą. Krzysiu miał 25 lat! Ta sytuacja jest tak trudna, że żadne słowa nie są dobre! Nasz Syneczek, nasze Dziecko…”
Tymi słowami zaczyna swoją opowieść pani Elżbieta Piekielniak. To swoistego rodzaju katharsis, które odbiera się, jakby słuchało się kogoś siedzącego naprzeciw – opowieść pełną emocji i uczuć.
Pani Elżbieta stała się klientką dla zakładów kamieniarskich. Rozpoczęła poszukiwania firmy, która pomoże jej upamiętnić syna. Szukała w całej Polsce. Swoje zapytania, adresowane do potencjalnych wykonawców, uzupełniała długimi i obrazowymi opisami więzi emocjonalnych.
„Zawsze dzwoniłam, pisałam – każdego dnia dużo rozmawialiśmy i pisaliśmy. Dlaczego tym razem za dużo wymyślałam i nie zadzwoniłam, nie napisałam! Dlatego choć słowo „kochamy” na płycie byłoby namiastką tego, czego nie zrobiłam.”
Wszystko to miało służyć lepszemu przekazaniu swoich oczekiwań wobec sposobu, w jaki chciała zatrzymać pamięć o swoim synu. Wyjątki z życia, fragmenty rozmów, wspomnienia o nieobecnym, cytaty z korespondencji sms-owej. Znamy to? Tak. Każdy pewnie miał kontakt z klientem, który jest w jednej z faz przeżywania żałoby. Ale kto z nas, po setnym sprzedanym pomniku, potrafi jeszcze wczuć się w tę sytuację?
„Pojawiły się różne propozycje – pisze pani Elżbieta – a wśród nich było zaproszenie do Pracowni rzeźby pana Rafała Frankiewicza: »A może by Pani przyjechała do nas w odwiedziny? Mam parę pomysłów, ale bez Pani ciężko coś wybrać.«”. Dalej jest jak w powieści epistolarnej – poznajemy fakty i postępy prac czytając korespondencję między bohaterami. I tu nadal emocje i uczucia stanowią oś między zlecającym a wykonawcą.
„Dziękujemy za fotoreportaż. Trzymamy kciuki!”
„Cały czas myślimy o Panu i co u Krzysia? Dziękuję za informacje z frontu... może jutro uda nam się spotkać.”
„Ze zdjęć, które zasyłam, mam do poprawy lewą stronę dolnej wargi i prawdopodobnie lewe oko. Może trochę więcej je otworzyć?”
„Panie Rafale, dziękujemy za dziś!!! Krzysiu się uśmiecha, ja czuję ten uśmiech.”
Czy w kontenerze nagrobków ściągniętym, by przygotować „wystawkę”, jest miejsce na takie relacje? Jedna strona chce szybko dobić targu, druga – bardziej niż praktycznej porady o kolorze kamienia – często potrzebuje po prostu wysłuchania.
Skończoną pracę pani Elżbieta opisuje następująco: „Efektem tych prac jest prawdziwe dzieło sztuki – piękne, jedyne! Jest to żywa postać, wiernie odtworzona.”
To podwójna rzeźba: postać 3-letniego Krzysia i postać 25-latka – alegoria krótkiego życia syna pani Elżbiety. Rzeźba o tak mocnej wymowie, że każdy przechodzący obok niej zatrzymuje się choć na chwilę. Wiele osób przechodzi nawet przy każdych odwiedzinach nekropolii, nierzadko nadkładając drogi, bo – jak wszyscy zauważają – „tu, przy tej rzeźbie, zawsze się coś dzieje”.
Oczywiście nie każdy jest zainteresowany lub ma możliwość poświęcić tyle uwagi jednemu klientowi. Nie każdy klient chce zainwestować w nagrobek tyle uczuć, czasu, uwagi... Jednak pamiętajmy, że za każdym nagrobkiem chowają się jakieś emocje. Zwykle bardzo silne.
„Rzeźba spełniła nasze oczekiwania, obrazuje uczucia, pamięć. Całość dopełnia nazwa rzeźby: „Portret podwójny Hommage a Krzysztof Piekielniak – w hołdzie Krzysztofowi Piekielniakowi” – kończy pani Elżbieta.
Do przeczytania całej opowieści pani Elżbiety zapraszamy na naszą stronę internetową. By nie uronić ani jednego niuansu, zamieszczamy ją zachowując stuprocentową zgodność z oryginałem. To niesamowita lektura. Nie zamieścimy jej na fanpage, aby nie zniknęła przykryta kolejnymi wpisami „co słychać?” i „relacjami na żywo”. Jest warta tego, by trwać.
www.kurierkamieniarski.pl/krzys

W Chełmie (woj. lubelskie) powstaje kolumbarium, które pod wieloma względami może stać się wzorem dla kolejnych tego typu inwestycji. Dla naszej branży istotne jest to, że do wykonania wszystkich okładzin segmentów z niszami na urny użyto kamienia. Niestety, nie obyło się bez problemów wynikających z braku wiedzy po stronie projektanta, inwestora i braku chęci do skorzystania z porady kamieniarzy.
Przetarg na budowę kolumbarium wygrała firma Road Memory Sławomir Chudoba – rodzinna firma kamieniarska z Grabowca (woj. lubelskie). Po kolumbarium oprowadzali nas: właściciel Sławomir Chudoba i manager Marcin Chudoba – prywatnie bracia.
Sławomir Chudoba: Przetarg rozstrzygnięto w czerwcu 2017 roku. Budowa miała trwać dwa lata. Na 12-arowej parceli powstało 27 segmentów, w których znajdują się 744 nisze na po-nad 2 tysiące urn.
Marcin Chudoba: Uporaliśmy się z tym zadaniem w rok – do końca czerwca 2018 roku zakończymy drugi etap. Pierwszy etap, 432 nisze, był gotowy jesienią ubiegłego roku.
S.C.: Kolumbarium jest realizowane na podstawie bardzo ładnego i atrakcyjnego projektu. Nie jest to długa ściana, jaką najczęściej spotyka się na cmentarzach. To segmenty, z których każdy mieści 24 lub 30 nisz. Ustawienie segmentów względem siebie powoduje, że tworzą bardzo elegancką strefę sacrum – z ławeczkami i zielenią.

M.C.: Projekt jest nietuzinkowy, ale przygotowywali go projektanci, którzy nie mieli doświadczenia w realizacji inwestycji, w których jest zastosowany kamień naturalny. Co krok napotykaliśmy problemy, które wynikały z braku orientacji w zagadnieniu i w rynku. Zaczęło się od tego, że w specyfikacji technicznej było napisane, że segmenty mają być wybudowane z dostępnych „od ręki” na rynku prefabrykatów. Takich prefabrykatów nie było, a specyfikacja nie przewidywała dodatkowych środków na opracowanie projektu i wykonanie formy. Poradziliśmy sobie z tym zadaniem. Nie licząc prac projektowych i testów, sam koszt wykonania form do odlewów betonowych prefabrykatów pochłonął ponad 100 tysięcy złotych. Ale za to teraz staliśmy się producentem prefabrykatów do budowy kolumbariów, których wzór został zastrzeżony.
S.C.: Cieszy, że już na etapie projektowania przyjęto kamień jako materiał wykończeniowy. Może to dowód na to, że projektanci nie boją się kamienia. Do realizacji tego zadania wykorzystaliśmy około 2.000 metrów kwadratowych okładzin kamiennych. Niestety, nie obyło się bez spięć.
M.C.: W projekcie przewidziano zastosowanie kamienia pochodzącego z Chin. Nie pomagały nasze tłumaczenia, że z tym kamieniem będą problemy. Pokazywaliśmy urzędnikom realizacje wykonane przez inne firmy z szarych chińskich granitów, na których wychodziły koszmarne plamy. W obecności specjalistów i urzędników zrobiliśmy próby klejenia chińskiego materiału na jeden z prefabrykatów. Efekt był taki sam jak na tych nieszczęsnych realizacjach, które pokazaliśmy inwestorowi. Jedyna odpowiedź była taka, że to wykonawca bierze odpowiedzialność za swoje dzieło. A my otrzymaliśmy z kancelarii prawnej obsługującej urząd kilkustronicowe pismo o zakazie wypowiadania się na temat jakości materiałów zaprojektowanych do wykonania tej inwestycji.

S.C.: Musieliśmy podjąć jakieś działania. Zastosowanie kamienia wpisanego do specyfikacji było jak proszenie się o kłopoty. Reklamacjom nie byłoby końca. Na szczęście specyfikacja przetar-gowa przewidywała, że wykonawca może zastosować materiał minimum równoważny lub lepszy, posiadający wyższe parametry użytkowe.
M.C.: Wysokiej jakości parametrami charakteryzuje się materiał o nazwie handlowej Tarn Extra z Francji. Przeprowadziliśmy badania, których wyniki pokazywały, że ma właściwości lepsze niż materiał z Chin. I Tarn Extra został użyty przy budowie tego kolumbarium.
S.C.: Dla zamawiającego wartość kontraktu nie uległa zmianie. My, jako wykonawcy, postawiliśmy na jakość i ponieśliśmy koszt zastosowania lepszych materiałów. Uważam jednak, że warto było. Uniknęliśmy przyszłych problemów z wątpliwymi materiałami i z podniesioną głową możemy chwalić się tą piękną realizacją.
M.C.: Nietrudno policzyć, jaki to był koszt – 2.000 metrów kwadratowych razy różnica w cenie między Tarn Extra a „chińczykiem”.
To był pokaz wyższości władzy urzędniczej nad wiedzą techniczną. Na szczęście nasz upór i determinacja doprowadziły do zastosowania właściwych kamieni. Natomiast niektórzy urzędnicy, którym przyszło nam tłumaczyć te różnice, nie piastują już zajmowanych wcześniej stanowisk.


Debiutuję dziś na łamach Kuriera Kamieniarskiego. Jestem rzeźbiarzem z 25-letnią praktyką kucia w kamieniu. Swoją przygodę z dłutem zacząłem podczas studiów na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, gdzie pokazując dwie głowy kute w otoczakach dostałem dwie nagrody. Było to podczas konkursu im. Władysława Strzemińskiego, który rokrocznie organizuje po dziś dzień łódzka ASP. Po tej nagrodzie przyszły zlecenia na figuratywne rzeźby dedykowane na cmentarz – i tak w branży funeralnej siedzę po dziś dzień.
W ramach dzielenia się doświadczeniami z Wami opiszę realizację sprzed paru lat – zwykłej, z pozoru, tablicy na kolumbarium na Powązkach Wojskowych. Tablica jak tablica: 3 cm, Indian Black, ale litery… O Panie!
Zleceniodawca zażyczył sobie, aby były to litery miedziane(!), wpuszczone w kamień. Rzecz w tym, że maksymalna szerokość elementu litery z kroju przez niego wybranego – to 1,75mm. Porażka!
Co robić? Kołki? Klej supercośtam?
Postanowiłem wypiaskować gniazda na litery większe od nich samych o 0,1 mm na stronę i w nie wkleić litery. Koncepcja była taka: 1 mm na wpuszczenie liter w kamień. Zatem 1,5 mm będą wystawać – czyli blacha może mieć 2,5 mm grubości...
Czy ktoś z Was wyjmował kiedyś litery cięte wodą węższe niż grubsze? Na to trzeba mieć benedyktyńską cierpliwość, bo one wcale nie zamierzają same opuścić swej blachy. Do tego trzeba zaopatrzyć się w imadełko modelarskie, by każdą z ich lekko opiłować – wiadomo przecież, że waterjet zostawia zadziory.

Po całym dniu pracy udało się! No to teraz piaskujemy gniazda… I tu kolejny problem: piaskowanie z „ręki” się nie sprawdza, bo krawędzie rozchwiane i o pasowaniu „na żyletkę” nie ma co marzyć…
„Ma ktoś piaskarkę, co piaskuje zachowując kąt prosty i jeździ po płycie ze stałą prędkością?” Nie? Trudno, będę musiał sobie kupić.
Tylko ta włoszczyzna (nie padnie tu nazwa firmy – RODO!) dała radę. Ale co zrobić z końcówkami prostymi liter? Piaskarka zaokrągla gniazdo. Więc? Trzeba je wykuć z dłuta…
Kuł ktoś dłutem widiowym o szerokości 1 mm? To fajne zajęcie – ... dla wszystkich, którym się nie spieszy.
W końcu wkleiłem litery i splanowałem ich płaszczyznę przy pomocy papieru ściernego naklejonego na deseczkę. Ręczna, ostrożna robota – litery wystawały może 1,5 mm, więc istniała obawa porysowania poleru.
Dumny, że sprostałem tak trudnemu zdaniu zawiozłem i wkleiłem tę płytkę na stołecznym cmentarzu.
Można by zapytać zasadnie: „Po co tak się męczyć? Skoro wielu odpuszcza…” Po pierwsze: kamieniarza nic nie zraża, a rzeźbiarza zwłaszcza! Po drugie: nie robię tego, co potrafią inni – robię to, czego nie potrafią inni!
P.S. Ze względu na dużą ilość spalin w powietrzu na Powązkach zaszła inna reakcja chemiczna niż się spodziewałem. Mimo to jestem zadowolony – zamiast patynowej zieleni litery uzyskały tajemniczy, matowy charakter.

#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz

Na wieszakach wiszą ubrania. Więc sukienka wisząca na wieszaku nie jest niczym zaskakującym. Jednak gdy sukienka jest z marmuru, to zaskoczenie pojawia się samorzutnie.
I my poczuliśmy zaskoczenie widząc marmurowe ubrania wiszące na wieszakach. Ich twórcą jest młody rzeźbiarz Alasdair Thomson mieszkający i pracujący w Edynburgu w Szkocji. W jego artystycznym dorobku znajdują się rzeźby między innymi odzieży i butów.
Alasdair opowiedział nam, że do stworzenia tych dzieł skłoniła go fascynacja wdziękiem spływającej tkaniny. Choć temat ten powraca w rzeźbiarstwie w każdej epoce, to zaskakujący wygląd prac jest efektem dostrzeżenia również we współczesnej, codziennej odzieży tego samego uroku ukrytego w swobodnie spływającej tkaninie. Nie dziwne więc, że i dziś młodzi ludzie zauważają przedmioty, które ich otaczają i w nich odnajdują artystyczne inspiracje.
Alasdair Thomson obronił tytuł magistra historii sztuki na Uniwersytecie w Edynburgu w 2004 r., ale na tym nie zakończył edukacji. Fascynowała go rzeźba, dlatego kontynuował naukę w Scuola Edile w Sienie we Włoszech, gdzie w 2010 roku uzyskał dyplom w rzeźbie.
Pomimo młodego wieku ma już na swoim koncie znaczące sukcesy. W 2013 roku zdobył nagrodę „People's Choice Award” na otwartej wystawie w Edinburgh Royal Scottish Academy.
Obecnie pracuje w Carving Studio & Sculpture Center w West Rutland.





Artysta zaprasza do kontaktu:
alasdair.c.thomson@gmail.com
zdjęcia: alasdaircthomson.com

W czasie tegorocznych targów STONE w Poznaniu zostały rozegrane I Mistrzostwa Polski w Ręcznej Obróbce Kamienia. W szranki stanęło sześciu zawodników, którzy przez dwa dni mieli do wykonania trzy zadania konkursowe. A wszystko przy użyciu wyłącznie narzędzi ręcznych.
Organizatorami Mistrzostw byli: Związek Pracodawców Branży Kamieniarskiej i Międzynarodowe Targi Poznańskie.
Aby wziąć udział w Mistrzostwach należało przesłać swoje zgłoszenie wraz z opisem doświadczenia i kwalifikacji oraz zdjęciami pięciu wykonanych wcześniej prac. Spośród kilkunastu nadesłanych zgłoszeń do Mistrzostw zakwalifikowało się sześcioro uczestników.
Konkursowe zadanie było 3-etapowe:
wykonanie detalu architektonicznego na podstawie rysunku technicznego, wykonanie prac literniczych i wykonanie rzeźby lub płaskorzeźby na zadany temat.
Każdy z uczestników otrzymał blok wapienia pińczowskiego 40 x 40 x 40 cm, z którego należało wykonać ćwiartkę głowicy kolumny – wizualizację do tego zadania uczestnicy otrzymali dwa dni przed rozpoczęciem Mistrzostw, natomiast zwymiarowany rysunek techniczny w momencie rozpoczęcia rywalizacji.
Drugim etapem było wykonanie napisu „ZPBK” w dowolnej technice i dowolnie wkomponowanego w dostępne elementy kamienne.
Trzecim etapem było wykonanie dowolnej pracy o tematyce ogólnej związanej z Poznaniem.
Wszystkie prace wykonywane były bez użycia narzędzi pneumatycznych i elektronarzędzi – wyłącznie narzędziami ręcznymi i tradycyjnymi technikami kamieniarskimi.
Prace oceniało 7-osobowe jury w skład którego wchodzili:
Michał Firlej – przewodniczący – biegły sądowy z zakresu kamieniarstwa, członek komisji egzaminacyjnej w zawodzie kamieniarz, członek Zarządu ZPBK;
Stanisław Niemczyk – renomowany architekt, nazywany „polskim Gaudim”;
Radosław Keler – artysta rzeźbiarz, asystent w Pracowni Kamienia w Katedrze Technik Rzeźbiarskich na Wydziale Malarstwa i Rzeźby ASP we Wrocławiu;
Michał Ziołowicz – właściciel firmy zajmującej się montażem kamienia, członek komisji egzaminacyjnej w zawodzie kamieniarz;
Bogusław Skolak – mistrz w zawodzie kamieniarz, założyciel firmy zajmującej się wysoko wyspecjalizowaną obróbką kamienia;
Paweł Wojak – właściciel firmy wydobywającej i obrabiającej kamień, mistrz kamieniarski, członek komisji egzaminacyjnej w zawodzie kamieniarz;
Robert Mieldziuk – dyrektor projektu Targów Branży Kamieniarskiej STONE, przedstawiciel MTP.
Jury oceniało następujące aspekty prac: dokładność odwzorowania detalu architektonicznego, dokładność wykonania prac w kamieniu, nowatorskie podejście do zadanej tematyki dla płaskorzeźby (rzeźby), zgodne z zasadami wykonanie prac literniczych, ergonomia i zasady BHP w pracy z kamieniem, poszanowanie surowca naturalnego, umiejętne posługiwanie się narzędziami, umiejętność zastosowania różnych technik kamieniarskich oraz zasady fair play.
W tajnych obradach jury wyłoniło zwycięzcę – Mistrzem Polski w Ręcznej Obróbce Kamienia został Jerzy Zysk. Mistrz otrzymał „Złoty Knypel” i nagrody rzeczowe.
Wszyscy uczestnicy Mistrzostw otrzymali dyplomy oraz nagrody rzeczowe. Dodatkowo uczestnicy zmagań docenili również pomoc, jaką wzajemnie sobie udzielali w czasie pracy. Nagrody „Fair Play” otrzymali Dariusz Dembiński i Jerzy Zysk. „Granitowa Galeria” wręczyła również nagrodę specjalną – otrzymała ją Klaudia Matusiak, jako jedyna kobieta, która uczestniczyła w rywalizacji.
II Mistrzostwa Polski w Ręcznej obróbce Kamienia prawdopodobnie już w przyszłym roku.
Stanisław Niemczyk – członek jury
Zasady były tak skonstruowane, że chodziło przede wszystkim o prawidłowe odczytanie rysunku technicznego. Wykonanie detalu rzeźbiarskiego nie wymaga trzymania się planu, wiec trudno było ocenić czy wykonawca realizował jakiś plan. Podobnie było z liternictwem. W regulaminie, na pierwszym miejscu, wymieniony był detal architektoniczny wykonany zgodnie z rysunkiem technicznym. Zatem pierwszy detal był rzutujący na końcową ocenę.
Prace były bardzo różne, w niektórych momentach na bardzo różnym poziomie wykonania. W większości były dojrzałe, prezentujące dobry warsztat. W drugim i trzecim etapie było też miejsce na pochwalenie się dobrym wyczuciem kompozycji rzeźbiarskiej. Kwestia wyboru tematu pracy dowolnej świadczyła o umiejętnościach i świadomości materiału.
Jednak dla mnie, jako odbiorcy – nie, jako inwestora – jest ważne, aby detal architektoniczny był nie tylko zgodny z rysunkiem. Dlatego osobiście zwracałem uwagę na fakturowanie powierzchni, a widać tu było bardzo różne podejście. Uważam też, że zbyt duża dokładność, precyzja wykonania, odbiera prawdę o materiale, z którego element wykonano.
Żadna z prac nie uzyskała maksymalnej liczby punktów. W pewnym momencie sugerowałem, aby ogłosić wynik ex aequo, ale mistrz musiał zostać wyłoniony.
Takie imprezy powinny być kontynuowane. A prace na nich wykonane powinny być zachowane.
Michał Firlej – Przewodniczący jury, Komisarz zawodów
Mistrzostwa miały być wydarzeniem na targach STONE, które przyciągnie uwagę zwiedzających. Uważam, że tę rolę spełniły doskonale. Dzięki temu mieliśmy możliwość zaprezentowania szerokiej publiczności rzemiosła kamieniarskiego. Przy okazji miała to być okazja do pokazania, że elementy kamienne da się wykonać bez użycia nowoczesnych maszyn, tylko przy użyciu siły mięśni i tradycyjnych technik kamieniarskich.
Dodatkowym przesłaniem skierowanym do widzów było, że wśród kamieniarzy nadal są ludzie, którzy potrafią pracować i czerpać z tego zadowolenie. I oczywiście była to też promocja samych uczestników i ich umiejętności.
Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie wzajemna relacja, jaka powstała między zawodnikami: podpatrywali swoją pracę i wzajemnie sobie pomagali. Podobała mi się ta współpraca, zwłaszcza, że nie była to tylko rywalizacja. Atmosfera w trakcie zawodów była absolutnie świetna.
To, że wszystkie trzy prace konkursowe były wykonywane w jednym kawałku kamienia też nie było przypadkiem. Taka idea – wynikającą z poszanowania materiału – leżała u podstaw wszystkich działań wynikających z organizacji tego wydarzenia.
Również wybór grona sędziowskiego nie był przypadkowy. Jurorzy mieli reprezentować różne środowiska: kamieniarze (członkowie komisji egzaminacyjnych w zawodzie), architekt, rzeźbiarz z ASP oraz ktoś niezwiązany z branżą, ale znający ją (MTP), żeby dodać troszkę świeżego podejścia. Ważne też, że jurorzy pochodzili z różnych regionów kraju (dolnośląskie, świętokrzyskie, śląskie, wielkopolskie, małopolskie). Chodziło o spojrzenie na elementy i pracę kamieniarzy z różnej perspektywy. To wszystko zapewniło bezstronność oceny.
W tym miejscu należy też mocno podkreślić, że podstawowym zadaniem uczestników było wierne odwzorowanie elementu architektonicznego na podstawie otrzymanego rysunku technicznego. To było zagłębienie się w fundamentalną istotę kamieniarstwa – jak wykonanie konkretnego zlecenia kamieniarskiego, bez improwizacji i artystycznych ozdobników. Na artyzm i ozdobniki było miejsce w pozostałych dwóch zadaniach.
Każdy z jurorów działał autonomicznie. Każde zadanie rozpatrywał oddzielnie i miał dla każdego z zadań do rozdysponowania pewną pulę punktów – różną w zależności od wagi zadania. Przyznane przez całe jury punkty zostały zsumowane i na tej podstawie został wyłoniony mistrz.

Radosław Keler – członek jury
Zostałem zaproszony do jury trochę dla równowagi, ponieważ byłem w tym gronie jedynym artystą. Z tego też powodu miałem inne spojrzenie na oceniane prace.
Mistrzostwa to bardzo ciekawe i cenne wydarzenie. To było spojrzenie na rzemiosło. To nie był ani plener ani sympozjum rzeźbiarskie. Tu liczyła się fachowość. Jednak na podstawie prac dowolnych drugiego i trzeciego etapu łatwo było poznać, kto jest rzeźbiarzem, a kto rzeźbiącym kamieniarzem.
To chyba znak naszych czasów. Kiedyś kamieniarz był i rzemieślnikiem i artystą. Przekazywał swoją wiedzę dalszym pokoleniom. Dziś zauważalna jest dość wąska specjalizacja.
Cieszę się, że takie wydarzenie miało miejsce. To dobry początek i moje odczucia są jak najbardziej pozytywne. W swoich ocenach podświadomie faworyzowałem prace artystyczne, co nie oznacza, że nie doceniłem solidnego rzemiosła wykonania.
Michał Ziołowicz – członek jury
To była fantastyczna impreza. Poziom możliwości uczestników był zróżnicowany. Zwróciłem uwagę na świetnie przygotowany kamień przez Jacka Łatę, co spowodowało równe szanse dla wszystkich uczestników. Formuła zawodów kapitalna z punktu widzenia promocji zawodu.
Trzeba jednak pamiętać, że to tylko zabawa i w przyszłości przekonać o tym biorących udział w zawodach kamieniarzy. Miałem wrażenie, że uczestnicy podeszli do sprawy bardzo ambicjonalnie.
To niewątpliwie było święto dla kamieniarskiej braci. Mam nadzieję, że następna edycja będzie jeszcze bardziej rozpropagowana, bowiem znam wielu branżystów równie dobrych jak ci, którzy brali udział, i dobrze byłoby i im dać szansę udziału Mistrzostwach.
Dariusz Dembiński

Mistrz w zawodzie kamieniarz. Z branżą związany od 18 lat. Specjalizuje się w ręcznej obróbce kamienia i rzemiośle artystycznym. Pielęgnuje dawne techniki kamieniarskie. Fascynuje się sztuką i obyczajami średniowiecza. Prowadzi warsztaty ręcznej obróbki kamienia.
– To naprawdę świetny pomysł i świetna realizacja. Jestem bardzo, bardzo zadowolony, że mogłem uczestniczyć w Mistrzostwach.
Zaskoczenie: konkurenci w zawodach – ludzie, którzy jeszcze chwilę wcześniej się nie znali zaczęli sobie pomagać i wspólnie pracować, niczym sprawnie działający i zgrany zespół.
Trudność: za mało czasu – na trzecie zadanie zabrakło go. I żal, że przygotowując kolejne zadania trzeba było niszczyć wykonany element architektoniczny.
Przeszkody: byłem na narożniku i co chwila ktoś mnie zaczepiał rozmową – to było miłe, ale bardzo rozpraszające.
Wymagające: konieczność wykonania elementu według „książkowych” założeń bez miejsca na artystyczną ekspresję.
Zabawne: widzowie byli zdziwieni, że ręcznie da się zrobić takie elementy z kamienia, a nawet porównywali nas do maszyn CNC.
Rafał Frankiewicz

Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Łodzi w 1997. Obróbką kamienia zajmuje się od 1993 roku. Najchętniej pracuje w marmurach i piaskowcach. Związany przede wszystkim z rzeźbą funeralną i figuratywną.
– Bardzo mi się podobało, to, co przeżyłem i to na wielu płaszczyznach. To fantastyczny pomysł na promocję branży. Pokazanie, że są jeszcze ludzie, którzy takie rzeczy potrafią. Że kamieniarstwo może mieć ludzki wymiar. Że to jest pomysł, który może być realizowany przez kilka-kilkanaście następnych lat. No i aż się prosiło, żeby wydłużyć, chociaż o dzień, aby więcej ludzi to zobaczyło.
Wapień pińczowski to fajny materiał, który nie pyli i przyjemnie się go obrabia. Pierwszy raz w nim pracowałem i nie wiedziałem, jakie narzędzia przygotować, więc miałem ich za mało.
Zaskoczenie: ludzie – szybki i niesamowity kontakt z osobami z branży, które spotkałem po raz pierwszy. Przyjechałem sam, ale ani chwili nie czułem się samotny.
Trudność: pozbycie się nadmiaru materiału (postanowiłem nie używać piły).
Przeszkody: stres i pośpiech. I światło – zbyt ostre i niedające światłocienia.
Niespodzianka: dobrze i ciekawie przygotowane stanowiska do pracy z prezentacją każdego uczestnika.
Grzegorz Kwapisiewicz

Ukończył studia na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Otrzymał dyplom w pracowni rzeźby prof. Sławomira Mieleszko w 1986. W latach 1986-1993 pracował, jako wykładowca rzeźby na Uniwersytecie w Lublinie. Od 1994 roku wykonywał specjalistyczne prace z zakresu kamieniarstwa, rzeźby i konserwacji zabytków w Niemczech, Francji i Danii. Od 1998 roku prowadzi firmę KATANGA.
– To było fajne przeżycie. Nie było to trudne, nie raz się ścigałem, nie raz brałem udział w różnych plenerach. Zabrakło trochę informacji: jakie są kryteria oceny, czego dotyczy punktacja, wcześniejsze niż jeden dzień przesłanie materiałów.
Trudność: trzeba się było namachać piłą. Samemu to było trudne i naprawdę męczące.
Zostaje satysfakcja, że nie wyszedłem z wprawy, wszak jestem starym sportowcem. Szkoda tylko, że nie zdążyłem obejrzeć targów.
Zaskoczenie: poza ogłoszeniem, kto został mistrzem nie było żadnej klasyfikacji, – kto był drugi, trzeci... Za kilka lat nikt nie będzie pamiętał ilu było zawodników, a fajnie by było mieć dyplom, na którym byłoby napisane które miejsce zajęło się w tej rywalizacji.
Klaudia Matusiak

Doświadczenie zdobywała od 2002 roku, głównie w zakładach wykonujących nagrobki pracując na stanowiskach: szlifierz, rzeźbiarz i grawernik. W roku 2015 zdecydowała się na otwarcie własnej pracowni kamieniarskiej skupiającej się na usługowym wykonywaniu prac literniczych i rzeźbiarskich.
– To wspaniała impreza, doskonale przygotowana. Bardzo się cieszę, że mogłam w niej wziąć udział. Organizatorom należą się wielkie podziękowania za przygotowanie i wypromowanie tego wydarzenia – w prasie, w internecie, na terenie targów.
Trudność: ogromny wysiłek fizyczny, – jako kobiecie było mi trudno dotrzymać kroku mężczyznom. To było dla mnie fizycznie ogromne wyzwanie.
Zaskoczenie: łatwość obróbki wapienia – pierwszy raz pracowałam w tym materiale.
Przeszkody: za duży element do obrobienia, za mało czasu, ogromne emocje i stres.
Najprzyjemniejsze: reklama na całą Polskę. Mimo ogromnego wysiłku nic nie straciłam, a zyskałam bardzo dużo. Zwłaszcza ogromne doświadczenie.
Jeszcze raz wielkie podziękowania dla organizatorów za wspaniale przygotowaną imprezę.
Zbigniew Zych

Z pracą w kamieniarstwie związany od 1980 roku, od 1981 roku jest wykwalifikowanym kamieniarzem (dyplom czeladnika). Prowadzi zakład kamieniarsko-rzeźbiarski specjalizujący się w architekturze i rzeźbie sakralnej.
– Świetnie zorganizowana, wspaniała impreza. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania.
To była świetna zabawa i nowe znajomości. Przy obecnym tempie życia nie ma czasu na odwiedzanie innych w celu podpatrywania - tu mogliśmy podpatrywać się wzajemnie ucząc się od siebie. Przez te dwa dni niesamowicie się ze sobą zżyliśmy i wzajemnie sobie pomagaliśmy.
Trudność: odzwyczailiśmy się od ręcznej obróbki, więc najwięcej ucierpiały ręce. Nie do końca znałem ten kamień, więc nie pomyślałem o wszystkich narzędziach, które byłyby przydatne, np. piła. Jednak podstawową trudnością była ograniczona ilość czasu.
Zaskoczenie: doskonałe warunki do pracy i wystrój naszych boksów – wszystko to tworzyło wspaniałą atmosferę i podnosiło atrakcyjność całego „show”. Serdeczne podziękowania dla organizatorów za przygotowanie tego wydarzenia w taki sposób.
Jerzy Zysk

Ukończył Wydział Artystyczno-Reklamowy „CREO” we Wrocławiu. Rozpoczynał swoją przygodę z kamieniem, jako liternik-plastyk w 1997 roku. Obecnie prowadzi pracownię rzeźbiarską. Najchętniej pracuje w piaskowcu dolnośląskim i granicie strzegomskim.
– To była rewelacyjna impreza. Pierwsze Mistrzostwa, więc tym bardziej wielka atrakcja. Niesamowicie integrujące spotkanie, a przy okazji pokazanie tradycyjnych metod obróbki kamienia. Wspaniały materiał, niesamowicie plastyczny i lekki - pierwszy raz pracowałem w wapieniu pińczowskim.
Trudność: czas, stres i zmęczenie mięśni – przez to wszystko stawało się z każdą chwilą coraz trudniejsze. To było jak bieg maratoński – wygrał najlepszy, bo wytrzymał psychicznie i fizycznie i miał odrobinę szczęścia. No i potrafił poprawnie odczytać rysunek.
Zaskoczenie:, że mogę nie podołać temu zadaniu, bo mięśnie odmawiały pracy. Ale możliwość rozmawiania z widzami dodawała mi sił.
Wymagające: najwięcej czasu poświęciłem na odrzucenie zbędnego materiału.
Najprzyjemniejsze: prestiż udziału w pierwszych Mistrzostwach i prestiż wywalczenia tytułu mistrzowskiego.
Organizacja na medal, żadnych potknięć, mimo, że to był pierwszy raz. Świetnie przygotowane miejsce pracy z wydrukami naszych prac, dobre nagłośnienie imprezy i rozreklamowanie.