Reklama


Ludzie i miejsca

Ratujmy co się da

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: poniedziałek, 27 czerwca 2016 11:19

rcd1.jpg

Herb na fasadzie.

Pałac w Sieroszowie to barokowy budynek wzniesiony na początku XVIII jako letnia rezydencja Opatów Henrykowskich. Na początku XIX wieku przeszedł w ręce prywatne, a po II wojnie światowej został upaństwowiony i założono w nim PGR. Po likwidacji PGR-u, od lat 80-tych XX wieku, pałac nie miał zaangażowanego gospodarza i wraz z przyległymi zabudowaniami popadał w ruinę. Od 2013 roku stał się własnością rodziny Zbyl – właścicieli firmy Zbylbruk sp. z o.o. Nowi właściciele zatrzymali proces degradacji i postanowili tchnąć w to miejsce nowe życie.

Historia pałacu Sieroszów jest równie ciekawa jak planowana dla niego przyszłość. Dlatego wrócimy do niej w następnym numerze Kuriera Kamieniarskiego. W tym artykule poświęcimy nieco uwagi tym elementom, które zwykle najbardziej rzucają się w oczy przyjezdnym i turystom.
W roku 2013 dawny ogród Opatów Henrykowskich w Sieroszowie był 8,5-hektarową zaniedbaną posiadłością, na terenie której znajdował się ruiny pałacu oraz ruiny przyległych do niego zabudowań gospodarczych i folwarcznych. Wszystko otoczone zarośniętym i chylącym się ku upadkowi kamiennym murem. W otaczającym pałac parku trudno było dopatrzyć się pomysłu projektanta czy echa dawnej świetności. Teren był niestrzeżony, zabudowania zrujnowane i spalone. Nietrudno się domyślić, że w takich okolicznościach z zespołu powoli znikało wszystko, co dało się podnieść i wrzucić na taczkę, do bagażnika czy na przyczepę ciągnika.

rcd2.jpg

Nowi właściciele, świadomi stanu nieruchomości, zaczęli od zabezpieczenia zespołu pałacowo-folwarcznego przed dalszą degradacją. Pałac doczekał się opracowania nowego programu zagospodarowania. Kolejnym krokiem – niestety koniecznym – była rozbiórka ruin po większości zabudowań folwarcznych ponieważ ich stan uniemożliwiał odbudowę i stwarzał zagrożenie.

I w tym miejscu rozpoczyna się nowa historia starych rzeczy pochodzących z tego miejsca. Materiał pochodzący z rozbiórki zawalonych budynków był ręcznie sortowany. Kamienie odzyskane w ten sposób – głównie lokalne dolomity i gnejsy – zostały przeznaczone na odbudowę muru okalającego posiadłość. W trakcie rozbiórki ruin i porządkowania terenu znajdowano wiele przedmiotów pochodzących z różnych okresów istnienia pałacu. Odnaleziono też wiele elementów kamiennych pochodzących z budowli. Każdy z nich został zabezpieczony – dzięki temu odnaleziono i zidentyfikowano wiele fragmentów elewacji. Choć ich ilość jest w zasadzie równie szczątkowa jak dokumentacja fotograficzna czy ikonograficzna tego miejsca, to z mroków dziejów powoli zaczął się wyłaniać obraz, do jakiego chce dążyć nowy właściciel pałacu.

Już dziś pałac nabiera rumieńców. Na jego fasadę wrócił odrestaurowany herb, a całość zyskała podświetlenie. O ile podświetlenie wydaje się interesującym zabiegiem, bo nadaje specyficznego uroku temu miejscu po zmroku, o tyle zamocowanie herbu na tle poszarpanych otworów okiennych wydaje się raczej bezsensownym zabiegiem. Jednak cała tajemnica tkwi w materiale z jakiego jest wykonany herb. To piaskowiec Długopole. A to oznacza, że nawet w dobrych warunkach magazynowych szybciej ulega niszczącemu działaniu erozji niż w normalnych, zewnętrznych warunkach atmosferycznych.

rcd4.jpg

Brama wjazdowa przed odbudową

rcd3.jpg

Brama wjazdowa po odbudowie.

Odbudowano bramę wjazdową, a na jej szczyt wrócił piaskowcowy hełm odtworzony na podstawie starej fotografii. Największe jednak wrażenie na każdym, kto odwiedza Sieroszów, robi kamienny mur okalający park z pałacem. Oryginalnych odcinków zostało niewiele. Ale wraz w bramą został już odbudowany na długości kilkuset metrów. Ma wysokość około 2-2,5 m, ale w niektórych miejscach pełni rolę muru oporowego pomiędzy wywyższonym terenem parku a drogą okrążającą park i jego wysokość przekracza 5 m. Do budowy użyto kamieni z rozbiórki zabudowań folwarcznych. Właściciele szacują, że na budowę muru już zużyto 450 ton kamienia. A końca jeszcze nie widać
Posiadanie takiej nieruchomości to niekończący się potok wydatków. Jednak pokażcie mi hobby, które nie jest kosztowne.

Dla ciekawych: pałac w Sieroszowie ma swój profil na Facebooku, na którym umieszczane są aktualne informacje z postępów prac.

 

przeczytaj cały artykuł

„Arcydzieła” według Barry’ego X Ball’a

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: poniedziałek, 09 maja 2016 10:23

bar1.jpg

Tym razem naszą uwagę przykuło zdjęcie rzeźby „Śpiąca Hermafrodyta” (Sleeping Hermaphrodite) wykonanej przez Barry’ego X Ball’a.
Poszukując informacji o tej rzeźbie i jej autorze znaleźliśmy zdjęcie prawie identycznej rzeźby, pod tym samym tytułem, znajdującej się w Luwrze.
Jak się okazało rzeźba w Luwrze ma długą historię. Uznaje się, że pierwowzór rzeźby został wykonany w II wieku p.n.e. przez nieznanego autora. Rzeźba w Luwrze to kopia pierwowzoru wykonana przez nieznanego rzeźbiarza w II wieku n.e. – został odkryta w pobliżu term Dioklecjana w 1608 roku i poddana restauracji w 1619 roku przez Davida Larique. Wtedy też dodano rzeźbie będący podstawą, który wykonał Gianlorenzo Bernini. Na przestrzeni wieków rzeźba doczekała się wielu kopii. Niektóre z nich wystawiane są do dziś w wielkich muzeach światowych.

Ale wróćmy do rzeźby, której zdjęcie nas zainteresowało.
Barry X Ball urodził się w Pasade-nie (USA) w 1955 roku. Obecnie mieszka i pracuje w Nowym Jorku. Jest bardzo cenionym amerykańskim rzeźbiarzem, a „Sleeping Hermaphrodite” pochodzi z cyklu rzeźb pod nazwą „Arcydzieła”.

bar3.jpg

bar2.jpg

„Arcydzieła” są jednocześnie współczesne i klasyczne. Styl pracy nad nimi był bardzo nowatorski – Ball w swojej pracy nie tylko pracował w tradycyjny sposób, ale wykorzystywał też najnowsze technologie. Korzystał ze skanowania 3D – zarówno żywych obiektów jak i historycznych, obróbki komputerowej oraz robotów rzeźbiących CNC. Jednak finalny poler zawsze wykonywany był ręcznie.
Wykonanie „Śpiącej Herafrodyty” zajęło 5 000 godzin pracy. Oczywiście pracował nie tylko sam autor, ale wielu młodych rzeźbiarzy - asystentów. W tym względzie Ball zbliża się do koncepcji dziewiętnastowiecznych pracowni rzeźbiarskich, w których artyści zatrudniali młodych adeptów rzeźbiarstwa wspomagających mistrza zarazem poznając tajniki pracy. Wielu asystentów Barry’ego X Ball’a to rzeźbiarze pracujący już samodzielnie, ale nadal doceniający pracę pod okiem mistrza.

Popularne jest twierdzenie, że kopiowanie to nie sztuka. Ale pozostaje pytanie: czy, wykonując rzeźbę człowieka, nie kopiujemy? Według Ball’a sztuka to dążenie do pracy na najwyższym poziomie, do doskonałości. Autor reinterpretuje rzeźby dodając im nowego wyrazu przez perfekcję wykonania jakiej nie miały oryginały.

Istotnym elementem pracy dla autora jest dobór materiałów. Niekonwencjonalny wybór materiałów z kamieniołomów na całym świecie pozwala na – jak stwierdza Ball – „najlepsze połączenie z naturą”. To element innowacji w jego pracy. W przypadku „Śpiącej Hermafrodyty” autor zdecydował się na czarny marmur z Belgii, a podstawę wykonaną z Bianco Carrara.
W oryginale rzeźby cała dolna część twarzy była niedokończona. Ball w swojej interpretacji uzupełnił ten brak. Warto zauwa-żyć, że zwykle kopie rzeźb są mniej precyzyjne od swoich pierwowzorów. W przypadku pracy Ball’a jest odwrotnie. Aby osiągnąć taki rezultat Ball opiera się na rozbudowanym systemie wsparcia. Większość prac prowadzą wyszkoleni asystenci, specjalizujący się w różnych aspektach procesu. Są specjaliści od skanowania, programiści poprawiający wady oryginału na modelu cyfrowym (ubytki, zadrapania itp.), wreszcie obsługa urządzeń rzeźbiących CNC. Na koniec pracę wykonują specjaliści od ręcznego polerowania.
Prace artysty wystawiane są w dziesiątkach galerii sztuki na całym świecie. Opisywana „Śpiąca Hermafrodyta” znajduje się w prywatnej kolekcji w Nowym Jorku. Dzieła pracowni Barry’ego X Ball’a osiągają wysokie ceny – od 135 tysięcy do pół miliona dolarów.

bar4.jpg

Barry X Ball „Puritas” Antonio Corradini „Puritas”
(o twórczości Corradiniego pisaliśmy w Kurierze Kamieniarskim nr 1/2015)

Foto: Barry X Ball

Dziękujemy twórcy za pomoc w przygo-towaniu artykułu i udostępnienie zdjęć.
(We thank creator Barry X Ball for his help in preparing this article and sharing photos.)

 

Więcej zdjęć na:
facebook.com/KurierKamieniarski.

przeczytaj cały artykuł

Rzeźbić całym sobą

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: poniedziałek, 09 maja 2016 09:45

niem1.jpg

Z Grzegorzem Niemyskim i jego pracami mieliśmy okazję zapoznać się podczas spotkań rzeźbiarzy w Strzegomiu. To były tylko zdawkowe rozmowy, ale na tyle interesujące, że postanowiliśmy umówić się na dłuższą rozmowę, aby poznać jego rozumienie sztuki i pracy w trudnym materiale jakim jest granit. Grzegorza Niemyjskiego odwiedziliśmy w pracowni rzeźby na Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu.

Z Grzegorzem Niemyjskim
rozmawia Dariusz Wawrzynkiewicz

Dariusz Wawrzynkiewicz: Kiedy i jak zaczęło się zamiłowanie do sztuki?

Grzegorz Niemyjski: Już jako małe dziecko, jak wspominali moi rodzice, chętnie spędzałem czas rysując. Kiedy więc nadszedł czas wyboru średniej szkoły, w zasadzie nie widziałem innego sensownego dla mnie wyboru, jak liceum plastyczne we Wrocławiu. Studia na wrocławskiej ASP okazały się naturalną kontynuacją. Chciałem dostać się na malarstwo – próbowałem dwa razy, ale bezskutecznie. Wtedy kolega namówił mnie do zdawania „na rzeźbę”, bo według niego było mniej chętnych i większe szanse. Spróbowałem i okazało się, że zaliczyłem ten egzamin, jako najlepszy kandydat.
Oczywiście plan był taki, że przeniosę się na malarstwo. Jednak po kilku miesiącach już wiedziałem, że zostaję. Odnalazłem się w rzeźbie i nawet nie myślałem o zmianie. Na dodatek można było brać udział w zajęciach fakultatywnych – oczywiście wybrałem malarstwo. To była dobra decyzja. 

DW: Ukończone studia i co dalej?

GN: Jak większość absolwentów studiów artystycznych miałem wrażenie, że znalazłem się w czarnej dziurze. W głowie sztuka, ale coś trzeba robić, aby móc normalnie żyć. Po kilku miesiącach, wobec przyziemnych problemów natury finansowej, założyłem własną małą firmę korzystając z dotacji Urzędu Pracy. To była działalność o charakterze artystycznym – wykonywanie statuetek, tablic pamiątkowych, małych form rzeźbiarskich, medali itp.
Jakoś funkcjonowałem. Ciągle byłem w kontakcie z uczelnią. Zawsze miałem dobre relacje z młodymi ludźmi, więc zarazem wielką chęć do pracy na uczelni. Kiedy pojawiła się możliwość pracy na Akademii, nie wahałem się ani chwili. I tak jestem tu i z radością współpracuje z młody-mi ludźmi w Pracowni Podstaw Rzeźby.

DW: A kiedy miał pan pierwszy kontakt z kamieniem? Czy na uczelni były już takie możliwości?

GN: Na uczelni mamy zajęcia z technik rzeźbiarskich w kamieniu. Jednak nie jest na nie przewidziane za dużo godzin zajęciowych, więc granit odpada.
Ale w piaskowcu można popracować. A to pozwala na wstępne zrozumienie, czym jest kamień jako materiał rzeźbiarski.

niem2.jpg

DW: Kiedy zatem miał Pan pierwszy kontakt z granitem?

GN: W Strzegomiu na plenerze w 2012 roku – to była rzeźba „Matka”.
U rzeźbiarza jest coś takiego: rozumie formę, czuje kształt, ale musi poznać specyfikę materiału, w jakim pracuje. Jak się go pozna technolo-gicznie, na czym polega „gryzienie” tego materiału, wtedy możliwe jest tworzenie pracy zgodnej z zamierzeniami.

DW: Zrozumienie obróbki danego materiału jest trudne – szczególnie kiedy, tak jak Pan, pracuje się w różnych materiałach. Przecież ludzie pracujący z kamieniem na co dzień dopiero po wielu latach zaczynają rozumieć niuanse obróbki tego materiału. Pewnie podobnie jest z innymi materiałami, np. metalem.

GN: Tak, to zawsze wymaga wiedzy czysto technologicznej, czasem dość trudnej. Mam wiele pokory dla tej wiedzy. Ciągle się uczę i cały czas z wdzięcznością korzystam z wiedzy i doświadczeń ludzi ze Strzegomia, którzy pracują w granicie. To nie są wykształceni rzeźbiarze akademiccy, ale na co dzień mają kontakt z kamieniem, więc ich wiedza o tym materiale jest ogromna.

niem4.jpg

DW: Jak zatem prezentuje się Pana dorobek w rzeźbie granitowej?

GN: „Matka” to była pierwsza rzeźba granitowa wykonana całkowicie własnoręcznie, a właściwie z pewną pomocą pracowników firmy Pana Gromca, za co jestem bardzo wdzięczny. Wcześniej pracowałem przy ciekawym obiekcie w Legnicy. Zrobiłem projekt i model oraz miałem nadzór nad realizacją. To była średniowieczna studnia odnaleziona na legnickim rynku, podczas prac remontowych, którą władze miasta postanowiły zrekonstruować. Poproszono mnie wtedy o zaprojektowanie jej obramowania. Zaprojektowałem dość nowoczesną formę, ale taką, która dobrze wkomponowuje się w płytę rynku. Roboty kamieniarskie zrealizował Jan Krzeszowiec ze swoimi ludźmi, na terenie firmy Kiszkiel. Sam bym tego nie był w stanie wykonać, ze względu na narzucony krótki termin realizacji i moje małe doświadczenie.

Potem był „Ring” w Legnicy – czyli uprzestrzennione logo legnickiego Festiwalu Srebra. Ta praca wykonywana była na terenie Zakładu Piramida w Strzegomiu i też, poza projektem i modelem, nadzorowałem wykonanie. Na kolejnym plenerze w Strzegomiu w 2014 roku wykonałem rzeźbę „Trzeci miesiąc”, siedzącą postać kobiecą z dłonią spoczywającą na brzuchu .

niem3.jpg

Ostatnią pracą z zeszłego roku był Pomnik Sybiraków, który powstał na placu Sybiraków w Legnicy. To duża wieloelementowa praca, kształtem odnosząca się do unoszących się ku górze torów kolejowych, jakby schodów ku niebu zamknięta bryłą z wyłaniającym się z draperii orłem. Orzeł jest odlewem z brązu.

Szczęśliwie możliwości do pracy w kamieniu mam więcej. Przykładowo: podczas pleneru dla studentów, w zakładzie pana Krzysztofa Skolaka w Strzegomiu. Kiedy uczestnicy pleneru pracowali w wapieniu, ja mogłem w międzyczasie wykonać mniejszą w skali formę, w granicie Impala – tak powstała rzeźba „Runo Gedeona”, którą obecnie można zobaczyć w plenerowej galerii rzeźby w Przesiece pod Jelenią Górą.

DW: Rzeźbienie w kamieniu to ciężka fizyczna praca, przy której jeszcze należy pamiętać o idei powstania rzeźby. To chyba trudne do pogodzenia?

GN: Niech odpowiedzią na to pytanie będzie stwier-dzenie mojej pani profesor świętej pamięci Alfredy Poznańskiej, która uczyła mnie rzeźby. Zauważyła, że rzeźbię rzeczy delikatne, mniejsze i powiedziała: „Jesteś silnym, młodym męż-czyzną – rzeźb prace całym sobą, aby to, co tworzysz, wynikało zarówno z Twojego intelektu jak i Twojej fizyczności". Rzeźbienie to nie tylko praca intelektualna, to też wchodzenie w relacje fizyczne z materiałem, który stawia opór, z którym trzeba się dogadać. Dopiero z tego dialogu powstaje jakaś wartość.

Takie rozumienie tworzenia jest mi bliskie. Koncepcja i model to ledwie wstęp – dopiero to fizyczne zmaganie się z materią może doprowadzić do powstania dzieła sztuki. Granit, z racji swojej specyfiki, narzuca swoje zdanie, jego twardość i kruchość sugerują, że tutaj można iść w głąb, a tam z kolei nie. Trzeba przy tym pamiętać o przyjętej koncepcji – dlatego dla mnie to zawsze dialog z kamieniem. Ten materiał jest bardzo wymagający, ale w rezultacie daje wielką satysfakcję.

niem7.jpg


DW: Jakie plany na przyszłość? Kolejna wizyta w Strzegomiu?

GN: W tym roku w plenerze strzegomskim nie biorę udziału, ale mam nadzieję, że jeszcze w przyszłości zawitam do Strzegomia. Szczególnie dlatego, że nabrałem już trochę doświadczenia w pracy z kamieniem, a strzegomski szary granit przypadł mi do gustu. W nim jest jakieś specjalne ciepło i specyficzna cielesność. Uświadomiłem sobie to po czasie – głównie po doświadczeniu pracy nad „Matką”.

DW: Chciałbym zapytać o jeszcze jedną rzecz, która nurtuje mnie od jakiegoś czasu. W historycznej architekturze rzeźba była jej nieodłącznym składnikiem. Współcześnie, chociaż czasem realizuje się bardzo kosztowne inwestycje budowlane, tych elementów rzeźbionych brak. I nie mówimy tu o jakiś secesyjnych elementach na nowoczesnych obiektach. Przecież współczesna rzeźba jest równie nowoczesna jak te budynki. Dlaczego, według Pana, takie budynki z elementami rzeźby współczesnej nie powstają?

GN: To pytanie jest bardzo aktualne – sam sobie je zadaję. Faktycznie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby rzeźbiarskie elementy kamienne stanowiły dopełnienie współczesnych brył architektonicznych. Przy obecnych możliwościach obróbki granitu, pojawia się bardzo szeroki zakres możliwość uszlachetnienia przestrzeni urbanistycznej.

Ciekawie poprowadzone kształty granitowe mogą nadać swoistej energii bryle architektonicznej. Wydaje się, że poza kostka brukową, płytami chodnikowymi i krawężnikami ten materiał jako tworzywo jest niedoceniany. To nie są chyba aż tak duże koszty.

DW: Może brak współpracy architektów z rzeźbiarzami? Oni mają czasem bardzo interesujące rozwiązania w zakresie bryły obiektów, ale nie są rzeźbiarzami i nie dostrzegają możliwości, jakie niesie rzeźba.
GN: Może jest nadzieja na zmiany. Mam zajęcia na pierwszym roku i pojawiają się studenci, którzy studiują równocześnie lub już ukończyli architekturę. Może to pokolenie będzie bardziej otwarte na powrót rzeźby do architektury.
Tak teraz myślę, że można pokusić się o przygotowanie dużej konferencji dla kamieniarzy, architektów i rzeźbiarzy, poświęconej tej problematyce. Może to uświadomiłoby tym środowiskom, że mogą z pożytkiem dla każdej ze stron ze sobą współpracować, mieć wiele wspólnych pomysłów i wspólnie realizować dobre projekty. Myślę, że idealnym miejscem takiego spotkania mógłby być Strzegom.

DW: Dziękuję za rozmowę i z zainteresowaniem będę wyczekiwał na kolejne granitowe realizacje.

niem6.jpg

 

przeczytaj cały artykuł

Cavedigger

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: środa, 02 marca 2016 13:19

cave1.jpg

Oto niezwykła historia rzeźbiarza Ra Paulette ze Stanów Zjednoczonych.

Urodził się w 1940 roku w północnej Indianie. Gdy obchodził swoje 50-te urodziny postanowił stworzyć sobie proste, spokojne miejsce do życia. Pomysłem było wykopanie jaskini w wapiennej skale w pobliżu miejscowości Embudo. Rozpoczął prace.

Wieści rozchodziły się szybko i budowa jaskini zaczęła przyciągać coraz więcej ciekawskich i gapiów. Jaskinia powstawała na terenach publicznych. Na prace rzeźbiarz nie miał żadnych zezwoleń dlatego szybko ukrył efekty swojej dotychczasowej pracy. Ale nie porzucił pomysłu budowania jaskini i ruszył w poszukiwaniu miejsca.

W czerwcu 1994 roku spotkał Davida Heath’a i John’a H.Johnsona III – właścicieli ośrodka wypoczynkowego Ojo Cliente Mineral Spring na północy Nowego Meksyku. Zaproponował im wybudowanie jaskini w skale piaskowcowej, z której rozciągał się fantastyczny widok na góry Jemez.
– Propozycja była dziwna – jak wspomina Heath. – Zastanawialiśmy się kim jest ten dziwny człowiek w bermudach i kapeluszu panama.
Ra Paulette pokazał zdjęcie ze swojej pierwszej próby drążenia jaskiń. Zapewnił, że jaskinia będzie miejscem dostępnym dla turystów i po kilku miesiącach przekonał właścicieli terenu. Ustalone wynagrodzenie było niewielkie, ale prace ruszyły.

Wszystkie roboty Ra Paulette realizuje sam, a towarzyszy mu tylko jego pies. Wieloletnia praca zaowocowała powstaniem absolutnie niesamowitego miejsca. Twórca nazywa je „sanktuarium okien ziemi”.

– Ta jaskinia to żywe stworzenie. Nie wiedziałem czym będzie, kiedy zaczynałem – mówi Paulette. – Jestem prawie jak doktor Frankenstein.
W obecnym kształcie to zawiła sieć pomieszczeń, z których niektóre mają nawet kilkumetrową wysokość. Ściany to gładkie, łagodnie powyginane powierzchniami pełne półek, siedzisk i stolików. Wszystko jest bogato zdobione płaskorzeźbami, a wiele elementów zostało inkrustowanych innymi kamieniami.
Wszystkie prace wykonywane są ręcznie przy pomocy prostych narzędzi. Twórca nadal pracuje nad swoim dziełem. Efekty są bardzo zaskakujące.
Paulette bardzo szybko uznał, że nie chce w swojej jaskini mieszkać – ma to być miejsce dla ludzi, którzy chcą przeżyć swoje wewnętrzne emocje. I faktycznie tak jest: niektórzy znajdują tu miejsce do modlitwy, inni medytacji. Ci, którzy nie mają takich mistycznych odczuć podziwiają piękne, imponujące dzieło sztuki.

Postać Ra Paulette i jego dzieło zwróciły uwagę reżysera Jeffrey’a Karoff’a. Jaskinia i jej twórca tak urzekły reżysera, że postanowił nakręcić o tym film dokumentalny. Ta 39- minu-towa opowieść „Cavedigger” powstała w 2013 roku i doczekała się wielu nagród. Największym wyróżnieniem była nominacja do Oskara za najlepszy krótki film dokumentalny w 2014 roku. Film doskonale pokazuje Ra Paulette, jego jaskinię i motywację do tej ciężkiej pracy, którą wykonuje już od ponad 20 lat.
Film można obejrzeć na stronie http://cavediggerdocumentary.com

Więcej zdjęć na: http://www.facebook.com/KurierKamieniarski

Dziękujemy reżyserowi Jeffrey’owi Karoff’a za udostępnienie zdjęć.

cave2.jpg

 

cave3.jpg

cave4.jpg

cave5.jpg

przeczytaj cały artykuł

Mozaika w wielkim świecie

Autor: Lubosz Karwat   |   Data publikacji: poniedziałek, 21 grudnia 2015 10:52

lub1.jpg

Pewnie mało kto wie, że mozaika artystyczna – tak hołubiona w starożytności, zwłaszcza przez Rzymian – zaczyna coraz częściej pojawiać się we wnętrzach naszych domów, a także w przestrzeni publicznej. O tym, że technika ta jest wciąż żywa na całym świecie przekonałem się osobiście.

Oto bowiem otrzymałem zaproszenie z Turcji, od organizatora „Uluslararası Gaziantep Mozaik Yarışması
2015”, do udziału w tym konkursie mozaikowym. Okazuje się, że współcześni Turcy, jak niegdyś starożytni Rzymianie uwielbiają ten rodzaj sztuki. A mozaiki można tu spotkać wszędzie: zdobią ulice, skwery, place, fontanny, frontony kamienic, nie wspominając o wnętrzach domów. Tu także, w liczącym ponad półtora miliona mieszkańców Gaziantep, znajduje się największe zbiory mozaiki na świecie i jak dotąd jedyne poświęcone wyłącznie temu rzemiosłu muzeum mozaiki Zeugma Mosaic Museum.

Pracuję w kamieniu naturalnym bo uważam, że to najlepszy sposób na wydobycie szczególnego piękna mozaikowych obrazów. Zaproszenie do tak prestiżowego konkursu potraktowałem jako wyzwanie. Skonsultowawszy się z admiratorami moich prac wybrałem jedną z nich. Mozaika nosi nazwę „Uniesienie”: twarz kobiety, mieniąca się na przemian rozmaitymi odcieniami i kolorami wyłącznie kamieni naturalnych.

lub2.jpg

W październiku 2015 roku Lubosz Karwat zdobył I miejsce w Międzynarodowym Konkursie Mozaiki w Gaziantep w Turcji w kategorii „Mozaiki z naturalnego kamienia". Nagrodzona praca to „Uniesienie”.

 

Wysłałem organizatorom zdjęcie pracy i po wstępnej akceptacji zostałem zarejestrowany jako uczestnik konkursu. To był już pierwszy sukces. Liczyłem na to, że może moja technika zaskoczy jury i pozwoli mi zdobyć choćby wyróżnienie. Nie liczyłem na więcej. W Turcji i na świecie jest przecież tylu wspaniałych mozaikarzy.
Pewnego dnia odezwała się do mnie jedna z organizatorek. Sprytnie dawkowała mi informacje. Najpierw dowiedziałem się, że odbyły się już obrady jury. „Ale wyniki – powiedziała – nie są jeszcze jawne”. Potem stwierdziła, że zna wyniki i że może mi je zdradzić – jeśli chcę. Oczywista oczywistość, że chcę! Wreszcie wiadomość: „Masz miejsce”, ale nie powiedziała jakie. Po kilku zdaniach spytała, czy chciałbym przyjechać do Turcji... Już wtedy była wielka radość! Nieważne po które miejsce – jadę do Turcji! Wreszcie na stronie internetowej konkursu przeczytałem: „Laureatem głównej nagrody jest Lubosz Karwat, Polska, Tuchów”. Długo w to nie mogłem uwierzyć skacząc wysoko ze szczęścia.

Sama gala wręczenia nagród była połączona z licznymi wykładami o tureckich zabytkach, prezentacjami artystów i ich dziełach, technikach. Wspaniałe wydarzenie. Siedziałem z otwartą buzią i uczuciem, że nie mogłem sobie wymarzyć lepszej chwili i lepszego miejsca jeżeli chodzi o karierę mozaikarską.
Wszyscy chcieli mieć ze mną zdjęcie, ciągle słyszałem „foto, foto, foto” – gdy tylko chciałem zobaczyć prace konkursowe na wystawie, od razu pojawiał się ktoś i prosił o wspólne zdjęcie i krótką rozmowę. To było oczywiście bardzo miłe, ale na dłuższą metę męczące. Przecież żaden ze mnie celebryta.

Dopiero następnego dnia udało się na spokoj- nie obejrzeć wszystkie prace konkursowe. Mogłem przeanalizować kilkadziesiąt współczesnych mozaik, technikę i materiał. Między mozaikami ze szkła, ceramiki, smalty, kamienia znalazły sie takie rarytasy jak mozaika z kart kredytowych czy mozaika z kamieni nerkowych. Autorka zbierała je pieczołowicie w rozmaitych szpitalach. Do momentu, gdy byłem nieświadomy z jakiego materiału jest wykonana, tak bardzo mnie ciekawiła, że aż chciałem dotknąć. Gdy dowiedziałem się co to jest, mój ciekawski palec gwałtownie się schował.
Cieszę się, miałem okazję znaleźć się w Gaziantep. Moje „Uniesienie” – nagrodzona mozaika – będzie teraz częścią stałej wystawy w Zeugma Mosaic Museum w Gaziantep. I gdy tylko tam pojedziecie, będziecie mogli ją zobaczyć osobiście.

lub4.jpg

 

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 8 z 12
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2026-08-18 00:00:00
Tablice-nagrobkowe.pl plexi, konglomeraty. Henryk Moćko tel. 503 33 46 46

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.