Z wieloletniego doświadczenia, podczas którego przez zakłady kamieniarskie przetoczyła się całkiem spora gromadka uczniów szkół branżowych, wynika, że wszystkiego po trochu.
Wyzwanie, bo na „dzień dobry” biurokracji trochę trzeba odrobić. Sprawdzić definicję rzemieślnika, wymagane dokumenty, czyli dyplom mistrzowski i zaświadczenie z kursu pedagogicznego, a umowę o pracę musi podpisać nie tylko uczeń, ale też rodzic młodocianego, dyrektor szkoły, a samą umowę trzeba jeszcze zgłosić do Cechu. No i na końcu jeszcze Hufiec Pracy, który refunduje wypłacane uczniowi niewielkie wynagrodzenie. To wyzwanie trwa jednak tylko przez chwilę. Kolejne jest inne, bardziej wymagające.
Proces nauki młodego człowieka, który ma różną motywację i niewielkie życiowe doświadczenie, nie jest łatwy. Piętnastolatek, który trafia do zakładu pracy, nie zawsze od razu dobrze sobie radzi w środowisku dorosłych. To nie dom, to nie szkoła, trzeba go nauczyć nie tylko samej kamieniarki, ale również funkcjonowania w firmie. I jest to proces realizowany przez całe 3 lata nauki.
Punktualność, odpowiedzialność, sumienność, przestrzeganie zasad bezpiecznej i higienicznej pracy to cechy, które młodemu człowiekowi trzeba wpajać każdego dnia.
Przebrnięcie przez wspomniane wyzwania doprowadza na szczęście do korzyści. A jest ich niemało. Uczeń w zakładzie to potencjalnie spora pomoc. Od czyszczenia, pakowania, pomagania, przez proste obróbki, aż po obsługę maszyn i urządzeń młody człowiek w zakładzie ucząc się, jednocześnie staje się coraz bardziej przydatny. I tu pojawia się największa korzyść. O ile w trakcie nauki przydatność ucznia jest wynikową procesu nauki, to kończąc szkołę, zdając egzamin, abiturient trafia na rynek pracy. Mistrz zna go już doskonale (w drugą stronę tak samo to działa), więc wie, czy jest to atrakcyjny dla niego pracownik. Z każdym przyjmowanym na okres próbny pracownikiem mamy zdecydowanie większą loterię. Pod warunkiem, że zgłaszają się kandydaci do pracy i tu należy przejść do konieczności.
Rynek pracy ciągle się zmienia, raz pracownicy szukają pracy, innym razem pracodawcy mają kłopot ze znalezieniem pracowników. W przypadku zawodów rzemieślniczych, w tym również kamieniarstwa, jest jednak jeszcze jeden kłopot. Fachowość. Można kogoś na szybko nauczyć jakiejś czynności, czy obsługi jakiegoś prostego urządzenia, maszyny. Ale to nie tworzy profesjonalisty, bo do niego droga jest bardzo długa i składa się na nią wiele różnych etapów. Dlatego przyjęcie na praktyczną naukę zawodu młodocianego ucznia szkoły branżowej to doskonały sposób wczesnego rozpoczęcia przygotowywania przyszłego pracownika – profesjonalisty.
Krzysztof Skolak
Granex sp. z o.o., Strzegom
„Aktualnie, po trzech latach, kończy u mnie praktyczną naukę zawodu dwóch uczniów. Zakładając, że wyniki egzaminów są pomyślne, kończy się etap ich przygotowania do pracy w kamieniarstwie. Czy zaproponuję pracę? Tego jeszcze nie wiem, ale wiem, że mam wybór i wiem czego się mogę po nich spodziewać. I nie mam ciśnienia – co roku ktoś kończy naukę w moim zakładzie.”

Dotyczy to każdego drzewa na każdym terenie: prywatnym, zakładowym, firmowym. A sprawa dotyczy nie tylko ewentualnej wycinki, ale również zamierania drzew oraz ich uszkadzania – bez znaczenia czy zamierzonego czy przypadkowego. Opiszę to na przykładzie gospodarowania drzewostanem na terenie kopalni, bo ten przykład najlepiej odzwierciedla różne życiowe sytuacje.
Zarządzanie kopalnią wiąże się z licznymi trudnościami administracyjnymi związanymi stricte z przedmiotem jej działalności. Oprócz wyzwań priorytetowych dochodzą rozliczenia, księgowość, kadry, utrzymanie biura oraz inne obowiązki zależne od rozmiarów kopalni, jej zatrudnienia, sprzedaży i lokalizacji. Do tego wszystkiego dochodzą obowiązki wynikające z potrzeby ochrony środowiska.
Jednak w porównaniu do obszernych decyzji środowiskowych, koncesji i innych zezwoleń często zapominamy o dość marginalnie traktowanej w porównaniu do reszty dziedzinie, jaką jest gospodarka drzewostanem. Obowiązek ten dotyczy zarówno właścicieli prywatnych, jak i dużych przedsiębiorstw. Polskie przepisy nakładają na wszystkich obowiązek uzyskania zezwolenia na usunięcie drzew, lecz nie są jedynymi istotnymi aspektami do uwzględnienia przy prowadzeniu kopalni.
Oczywiście zezwolenia na usunięcie wymagają jedynie drzewa o określonych rozmiarach, a konkretnie o obwodzie większym niż 50 cm, 65 cm i 80 cm w zależności od gatunku. Pomiaru dokonuje się na wysokości 5 cm od poziomu gruntu.
Brak aktualnej wiedzy w tym zakresie bywa problematyczny, co zaobserwowałem m.in. przy współpracy z jedną z dolnośląskich kopalni.
W kolejnych latach miałem do czynienia jeszcze z dwoma innymi dużymi obiektami odkrywkowymi, gdzie tylko w jednym przypadku świadomość i wiedzę dotyczącą właściwym zarządzaniem drzewami oceniłbym jako odpowiednią. Pewne problemy, na jakie wspólnie natrafiliśmy, nakłoniły mnie do napisania tego artykułu.
Obowiązek uzyskania zezwolenia na usunięcie drzew jest przepisem najbardziej powszechnym. Szczegóły tego zezwolenia to jednak element, z którym zaznajamiamy się czytając tzw. decyzję wycinkową i robiąc wielkie oczy. W swojej praktyce spotkałem się z nieumiejętnym napisaniem wniosku z powodu poszerzenia eksploatacji kopalni, późniejszym brakiem odwołania i w efekcie decyzją zezwalającą na wycinkę drzew, ale z warunkiem nasadzenia w stosunku 1:1 za wszystkie drzewa, jakie pojawiły się we wniosku. Niewykonanie nasadzeń lub ich obumarcie przez okres trzyletni wiąże się z obowiązkiem uiszczenia opłat, które w tamtym przypadku wynosiły kilkaset tysięcy złotych, a nasadzeń było 500 szt. Mimo iż większość z drzew objętych zezwoleniem była martwa z powodu suszy i szkodników – i nie miało to związku z działalnością kopalni – to organ administracji publicznej uwzględnił jedynie poszerzenie odkrywki jako przyczynę usunięcia. Za drzewa martwe opłat nie naliczył, jednak nałożył obowiązek nasadzeń. Odpowiednie wsparcie dendrologa byłoby zbawienne.
Organ zezwalający na wycinkę wydaje decyzje w granicach uznania administracyjnego, a więc warunki decyzji są od niego zależne. Nie jest ono jednak nieograniczone i odpowiednie argumenty przedstawione we wniosku, czy podzielenie go na drzewa martwe i żywe mogłyby skutecznie zmniejszyć liczbę nasadzeń do kilkudziesięciu sztuk. Oczywiście prawo w Polsce mamy jednakowe, ale uznanie administracyjne daje pełen kalejdoskop możliwości w zależności, w jakiej gminie na terenie kraju się znajdziemy.
Kolejnym zaskoczeniem dla właścicieli nierucho-mości będzie sytuacja, w której po złożeniu wniosku na wycinkę drzew martwych urząd zawiesza postępowanie, wszczynając inne: w sprawie zniszczenia lub uszkodzenia drzew. W podobnej sytuacji jako biegły musiałem obiektywnie ocenić wpływ działalności kopalni na stan zachowania drzew. Nie trzeba ich naciąć, złamać lub zalać, by była podstawa do wymierzenia administracyjnych kar pieniężnych.
W nadmienionej sytuacji na korzyść kopalni zadziałała przygotowana wcześniej przez niezależnego dendrologa inwentaryzacja dendrologiczna. Mimo to części kar nie dało się umorzyć, jednak brak dokumentacji sprzed złożenia wniosku z dużym prawdopodobieństwem miałby dużo gorsze skutki. Udowodnienie, że niektóre z drzew obumarły z przyczyn niezależnych od posiadacza nieruchomości (bez związku z działalnością kopalni) było możliwe tylko dzięki tej dokumentacji. Czasami pomocne są także zdjęcia satelitarne, jednak w przypadku braku materiału dowodowego zwykle przewagę ma organ czyli urząd. Pisząc o tej przewadze zwracam uwagę, iż niejednokrotnie jest to pojedynek na argumenty, w którym pomoc dendrologa jest nieocenionym narzędziem.
Niejednokrotnie drzewa obumierają lub są osłabione w związku z szeroko pojętą działalnością kopalni, a czasem to na jej terenie dochodzi do uszkodzenia czy zniszczenia drzew przez osoby trzecie. W takiej sytuacji istnieje nie tylko kara administracyjna za zniszczenie zieleni, która trafia do budżetu gminy. Co z zadośćuczynieniem dla właściciela drzew?
Niewiele osób wie, że obecnie wartość odtworzeniowa drzew jest traktowana w sądach jako podstawa wymiaru wysokości odszkodowań w toku odrębnych postępowań. W sytuacji, gdy sprawca zostanie ukarany przez gminę, wartość odtworzeniowa drzew daje prawo ubiegania się o odszkodowanie. Dotychczas w Polsce wartość drzew wyceniano na podstawie wartości drewna opałowego pozyskanego podczas wycinki. Obecnie już stosuje się wartość odtworzeniową, czyli wartość wycenioną na podstawie funkcji ekosystemowych, jakie drzewo pełni w przestrzeni. Nie jest tajemnicą, że są to kwoty kilkaset razy wyższe. Wartość odtworzeniową możemy również zastosować w przypadku drzew niewymagających zezwolenia na wycinkę, gdzie organy administracji publicznej zmuszone są postępowanie umorzyć z powodu jego bezprzedmiotowości.
Podsumowując, muszę przyznać, iż w większości znanych mi przypadków odpowiednie wczesne przygotowanie inwentaryzacji drzew dało szeroki wachlarz możliwości w planowaniu dalszego funkcjonowania kopalni. Zabezpiecza to również na wypadek – na przykład – podejrzeń nielegalnej wycinki czy wpływu niektórych działań na stan drzew.
Rafał Jaworowski, autor tekstu,
jest Certyfikowanym Inspektorem Drzew oraz Inspektorem Nadzoru Dendrologicznego w procesie inwestycyjnym
Kontakt:
tel. 790 437 910
biuro.dendroproject@gmail.com
Unia Europejska Dyrektywą UE 2019/1937 z 23.10.2019 w sprawię ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii wprowadza szeroką ochronę sygnalistów.
Kto to taki Sygnalista? Sygnalista (inaczej: zgłaszający naruszenie prawa) to osoba, która ma dostęp do informacji dotyczących nieprawidłowości i zgłasza je albo w ramach wewnętrznego systemu raportowania u swojego pracodawcy, albo dokonuje zgłoszenia tzw. zewnętrznego do właściwych organów (porządku publicznego), albo dokonuje ujawnienia publicznego, oczekując, iż zostaną podjęte odpowiednie środki w celu usunięcia stwierdzonych naruszeń.
Nagłośnione przez sygnalistów przypadki korupcji, prania pieniędzy czy oszustw mają często bardzo szeroki zasięg i dotyczą interesu publicznego. Podobne sytuacje zdarzają się także w przedsiębiorstwach, urzędnicy w Brukseli stwierdzili, że zgłoszenie naruszeń prawa do organów porządku publicznego (prokuratury) to za mało, gdyż zgłaszający wtedy był pozostawiony sam sobie, pozbawiony gwarancji ochrony przed działaniami odwetowymi za dokonanie zgłoszenia. Utrata pracy, blokada awansu czy innego rodzaju utrudnienia ze strony pracodawcy będącego podmiotem zgłoszenia, to tylko kilka przykładów tego, na co narażeni mogą być sygnaliści. Dyrektywa jest odpowiedzią na konieczność zagwarantowania bezpieczeństwa takim osobom.
Katalog osób objętych ochroną ustawy przy zgłoszeniach wewnętrznych jest szeroki i dotyczy nie tylko samego sygnalisty, ale i osób z jego otoczenia. W ustawie znajdujemy zatem osobę, która zgłasza lub ujawnia informację o naruszeniu prawa, ale i osobę pomagającą w dokonaniu zgłoszenia oraz osobę powiązaną ze zgłaszającym, w tym współpracownika lub członka rodziny.
Dla sygnalisty kwestią podstawową jest ochrona jego danych osobowych. Projekt ustawy o zgłaszających naruszenia prawa wprowadza zasadę, iż dane osobowe zgłaszającego oraz inne dane pozwalające na ustalenie jego tożsamości – nie podlegają ujawnieniu. Dlatego ustawa wymagać będzie, aby dane osobowe przechowywać osobno od samego zgłoszenia.
W konsekwencji w rejestrze zgłoszeń, które musi prowadzić pracodawca, nie będą umieszczane dane osobowe. Taka konieczność usuwania ze zgłoszenia danych osobowych i przenoszenia ich do innej lokalizacji wymagać będzie od pracodawców sprawnie działającego systemu obsługi zgłoszeń oraz utworzenia wyspecjalizowanego zespołu do ich przyjmowania. A przyjmowanie zgłoszeń powinno umożliwiać złożenie pisemne (e-mail, formularz online intranetowej lub internetowej obsługi, fizyczne skrzynki na skargi i wnioski) i ustne (telefonicznie, innych systemów komunikacji głosowej lub na spotkaniu na wniosek osoby zgłaszającej w rozsądnym terminie).
Z uwagi na nieuchwalenie polskiej ustawy w terminie wskazanym w Dyrektywie czyli do 17 grudnia 2021 r., wiele organizacji stanęło przed dylematem, czy i jak przygotować się na nowe przepisy. Szczególnie że w projekcie przewiduje się sankcje za brak wewnętrznej procedury zgłaszania naruszeń prawa. Obok grzywny jest kara ograniczenia wolności do lat 3.
Z Dyrektywy wynika, że podmiot zatrudniający od 250 pracowników będzie miał wyłącznie 14 dni na wdrożenie ustawy, organizacje zatrudniające od 50 do 249 pracowników będą mogły skorzystać z okresu vacatio legis zapisanego w ustawie krajowej. W tym czasie organizacja powinna przygotować się do nowych regulacji, wdrożyć m.in. system zgłoszeń, dokonać zmian w regulaminie, który musi ustalić ze związkami lub przedstawicielami pracowników. Należy pamiętać, że każda zmiana w Regulaminie musi być ogłoszona z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Widać gołym okiem brak czasu na jakiekolwiek działania analityczne.
Artur Majchrzycki – Inspektor Ochrony Danych,
ekspert ds. ochrony danych osobowych,
audytor Wewnętrzny Systemów Zarządzania Bezpieczeństwem
Informacji zgodnego z ISO/IEC 27001.
Kontakt do autora:
tel. 501 15 11 15
email: a.majchrzycki@moment24.pl

Nieograniczony dostęp amerykańskich służb do danych osobowych staje się ponownie prawnym problem w legalnym transferze i przetwarzaniu danych europejskich użytkowników internetu.
Możliwości amerykańskich służb doprowadziły do uznania przez austriacki i francuski organ nadzorczy, iż korzystanie z Google Analytics narusza przepisy RODO. Francuski organ nadzorczy (CNIL) stwierdził wprost, że transfery danych do USA są nielegalne i nakazuje francuskim menedżerom stron internetowych przestrzeganie RODO i zaprzestanie korzystania z tej usługi na obecnych warunkach.
Google Analytics to usługa, którą można zintegrować ze stronami internetowymi, w celu pomiaru liczby odwiedzin użytkowników Internetu. W tym kontekście każdemu odwiedzającemu przypisywany jest unikalny identyfikator. Ten identyfikator – który stanowi daną osobową – i związane z nim dane są przesyłane przez Google do Stanów Zjednoczonych.
CNIL, we współpracy ze swoimi europejskimi odpowiednikami – także z polskim Urzędem Ochrony Danych Osobowych – przeanalizowała warunki, na jakich dane zebrane za pomocą Google Analytics są przekazywane do Stanów Zjednoczonych. W ocenie regulatora dane osobowe przetransferowane do USA za pośrednictwem Google Analytics nie są odpowiednio chronione przed potencjalnym dostępem amerykańskich służb specjalnych, a transfer ten odbywa się z naruszeniem art. 44 i nast. RODO.
Zauważono, że narzędzia analityczne służące do analizy ruchu na witrynach internetowych powinny być wykorzystywane jedynie do generowania anonimowych danych statystycznych. Takie rozwiązanie pozwoliłoby m.in. na uniknięcie konieczności pozyskiwania zgód osób, których dane dotyczą, na przetwarzanie ich danych osobowych, a w konsekwencji nie prowadziłoby do naruszeń przepisów o ochronie danych osobowych.
Transfery do Stanów Zjednoczonych nie są obecnie wystarczająco uregulowane prawnie. Rzeczywiście, w przypadku braku decyzji stwierdzającej odpowiedni stopień ochrony danych w odniesieniu do RODO, przekazywanie danych może nastąpić tylko wtedy, gdy zapewnione są odpowiednie gwarancje bezpieczeństwa w szczególności transferu.
CNIL stwierdził, że tak nie było. Chociaż Google przyjęła dodatkowe środki w celu uregulowania bezpieczeństwa danych w kontekście funkcji Google Analytics, nie są one wystarczające, aby wykluczyć dostępność tych danych dla amerykańskich służb wywiadowczych.
CNIL zauważa, że dane użytkowników internetu przekazywane są do Stanów Zjednoczonych z naruszeniem art. 44 i nast. RODO. W związku z tym CNIL nakazał administratorom stron, aby dostosował to przetwarzanie do RODO, w razie potrzeby zaprzestając korzystania z funkcji Google Analytics (w obecnych warunkach) lub korzystając z narzędzia, które nie wiąże się z transferem poza UE.
Dotyczy to wszystkich bez wyjątku. Kilka tygodni temu europejski Inspektor Ochrony Danych zauważył bezpodstawne korzystanie z narzędzia analitycznego Google na stronie poświęconej koronawirusowi, prowadzonej przez Parlament Europejski. Na niej również znajdował się kod Google Analytics i korzystanie z niego zostało zakwestionowane.
Wygląda więc na to, że sytuacja wraca do punktu wyjścia i znów nie ma legalnego sposobu na transfer danych za ocean. Jedyny to ich szyfrowanie, tylko że to wyklucza przetwarzanie danych w USA.
Z punktu widzenia przedsiębiorcy nie ma w tej chwili rozwiązań całkowicie bezpiecznych prawnie. Jedyna nadzieja w tym, że będzie nowe porozumienie UE-USA. W praktyce więc firmy, które chcą mieć pewność, że nie łamią prawa, nie mogą transferować danych do USA.

Nie znam człowieka, któremu kompletnie nie zależy na oryginalności. W mniejszym lub większym stopniu, ale jednak odważę się stwierdzić, że zależy na tym każdemu. Z pewnością również stwierdzam, że nikt nie lubi być okradany. Kreujemy nowe pomysły, chwalimy się nimi i lubimy je nazywać własnymi. Zdecydowanie nie lubimy, gdy te pomysły są przywłaszczane przez innych, a szczególnie przez konkurencję.
Chcąc zapobiec takim sytuacjom przedsiębiorcy, twórcy z różnych dziedzin patentują wynalazki, chronią znaki towarowe, wzory przemysłowe, oznaczenia geograficzne, prawa autorskie i pokrewne. W skrócie: poświęcają pieniądze i energię na ochronę własności intelektualnej. Warto się jednak zastanowić, dlaczego kamieniarze podchodzą do tego tematu z tak małym zainteresowaniem? Dlaczego tak niewielu z nich dba o swoje prawa? Czyżby nie mieli czego chronić?
Nic bardziej mylnego. Przecież własność intelektualna to chociażby znaki towarowe pod różnymi postaciami – słowną, graficzną, przestrzenną. To po prostu logo firmy, które jeśli nie jest chronione przez przedsiębiorcę, może zostać wykorzystane przez każdego, komu się ono po prostu spodoba. Nawet jeśli nazwą firmy jest nazwisko – niechronione może zostać użyte przez każdego. Własność intelektualna to również wzory przemysłowe, czyli to, co określa zewnętrzną postać, formę przedmiotu. Prawie każdy produkt, prawie każde rękodzieło może zostać objęte ochroną jako wzór przemysłowy. Przykładami produktów są: wzory graficzne, etykiety, ale również meble, naczynia, kształty materiałów budowlanych itp. Własnością intelektualną są również wynalazki i wzory użytkowe, topografie układów scalonych, oznaczenia geograficzne i prawa autorskie. Szczegóły można znaleźć na stronie internetowej Urzędu Patentowego w bezpłatnych publikacjach na ten temat.
Wspomniany Urząd Patentowy wyszedł do przedsiębiorców należących do sektora MŚP (małych i średnich przedsiębiorstw) z propozycją, a konkretnie z projektem „Własność intelektualna w Twojej firmie”. Ma on na celu analizę modelu biznesowego, produktów, usług, planów, by następnie zaprezentować raport dotyczący rekomendacji co do strategii ochrony własności intelektualnej w przedsiębiorstwie.
Po takiej analizie przedsiębiorca będzie miał merytoryczne zaplecze pozwalające na podjęcie decyzji: jakie prawa własności intelektualnej powinny zostać zgłoszone, jak rozwijać te już zarejestrowane i jak planować strategie przyszłego rozwoju.
Co, prócz już wymienionych korzyści, można zyskać? Wiedzę dotyczącą tego, jak chronić swoją własność intelektualną i jakie korzyści można z niej czerpać, jak za jej pomocą zwiększyć konkurencyjność swojej firmy i czerpać zyski. Udział w projekcie pozwoli uniknąć spraw podobnych do plagiatu nagrobków. Jest to bardzo dobrze przez wszystkich pamiętany konflikt, który rozegrał się właśnie na tle ochrony własności intelektualnej. Dodatkowo jest to bardzo dobry przykład tego, że kamieniarze mają co chronić.
Projekt będzie pomocny zarówno dla przedsiębiorców, którzy do tej pory niespecjalnie zawracali sobie głowę ochroną własności intelektualnej, jak i tych, którzy tematem zajmują się już od dawna.
Bardzo atrakcyjna jest również możliwość dofinansowania ze środków unijnych – obejmuje ona bowiem pokrycie aż 95% kosztów usługi w przypadku mikroprzedsiębiorstw oraz 90% w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw. Skoro więc cena usługi waha się od 2 tys. do 4 tys. zł, to wydatek poniesiony przez kamieniarza to tylko 100 do 400 zł.
Zainteresowani skorzystaniem z usługi nie mają przed sobą zbyt skomplikowanej drogi – wszystkie informacje znajdują się na stronie internetowej Urzędu Patentowego RP (www.uprp.gov.pl). Bezpośredni link do opisu projektu „Własność intelektualna w Twojej firmie” to msp.uprp.gov.pl.
Wnioski można składać do końca sierpnia 2022 roku.