Reklama


Artykuły

Jerzy Zysk –rzeźbiarz ze Strzegomia

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: wtorek, 28 kwietnia 2015 07:55

 alt

O sobie mówi: „Pracownia rzeźbiarska jest dla mnie miejscem, w którym moje myśli wirują między dłutem a kamieniem tworząc to, co zostanie zamknięte na zawsze w projekcie. 

Rzeźba w kamieniu pozwala mi oderwać się od świata i wirować w otchłani czasu, który bezlitośnie pędzi. Gdy zaczynam rzeźbić —czas zamiera.

Podejmuję różne wyzwania: rzeźbę sakralną i monumentalną, architektoniczną i również ogrodową.”

Urodził się w 1976 roku i jego życiową drogą miała być obróbka drewna —szkołę średnią ukończył z dyplomem technologa drewna. Jednak jego losy potoczyły się inaczej. W 1999 roku ukończył wydział artystyczno-reklamowy Policealnego Studium „Creo” we Wrocławiu. Przez kilka lat pracował zakładzie kamieniarskim u Bronisława Kuleby —dziś mówi o nim „mistrz”. Przez półtora roku wykonywał tylko proste prace kamieniarskie —nie dostał do ręki dłuta i mógł jedynie obserwować kucie w kamieniu. Kiełkowało w nim przekonanie, że kamień to jego przyszłość. Kiedyś skorzystał z okazji i skończył napis zaczęty przez mistrza —gdy mistrz zobaczył jego pracę nie mógł uwierzyć, że opanował jego technikę wyłącznie przez obserwację. Od tego momentu Jerzy Zysk nie rozstaje się z dłutem.

W 2010 roku, na plenerze rzeźbiarskim w Strzegomiu, poznał rzeźbiarzy Andrzeja Szarka, Adama Wyspiańskiego i Jerzego Fobera: „Zaprzyjaźniliśmy się. Gdy pokazywałem im jak pokonać szybciej kamień, oni pokazywali mi jak patrzeć na kamień —za swoje wywrotowe techniki szybkiego obrabiania wielkich brył dostałem przydomek „pogromca kamienia”. Przy okazji zaraziłem się ich pasją.” 

Za swój rzeźbiarski debiut uważa wykonanie, wspólnie ze Zbigniewem Kulasem, 2,5-metrowej rzeźby jelenia dla pałacu Trzebosz koło Rawicza. „Od tej rzeźby wszystko się zaczęło. Poczułem wenę i poszedłem za ciosem. Dwa lata później, w 2012 roku, również ze Zbyszkiem Kulasem, wykonaliśmy rzeźbę św. Barbary do skansenu górniczo-hutniczego w Leszczynie koło Złotoryi.” W roku 2012 Jerzy Zysk rozpoczął również samodzielną działalność.
Dziś jego pracownia zajmuje się wykonywaniem różnych prac z kamienia. Są to rzeźby, płaskorzeźby, elementy architektoniczne, nagrobki rzeźbione oraz kute, gadżety i ozdoby wykonywane z kamienia.

jelen.jpg

przeczytaj cały artykuł

Czeski film, czyli świat pełen absurdów

Autor: Jarek Mirowski   |   Data publikacji: wtorek, 28 kwietnia 2015 07:45

Była pompa i wielkie otwarcie —miałem jechać metrem, wraz z setkami osób, na zakupy bożonarodzeniowe. Otworzyli, zamknęli —na zakupy nie pojechałem. Czeski film, nikt oficjalnie nie wie o co chodzi.

Mroczny, podziemny przedmiot pożądania przeszedł setki odbiorów, poprawek, łatań tunelu cieknącego wodą. Później pompy (na szczęście w tunelu na Powiślu też) już nie było, ósmego marca metro zostało otwarte i zaczęło wozić zwykłych śmiertelników. W końcu można było wejść i obejrzeć wykonane roboty kamieniarskie, a kamienia na warszawskie metro poszło sporo.

Stacje są utrzymane w zupełnie innej stylistyce niż stacje linii pierwszej, dodatkowo, inaczej niż na linii pierwszej, wszystkie w tej samej. Są bardziej kolorowe i mnie osobiście się nie podobają —de gustibus... Niestety, złą robotę zrobił tu również nasz kamień użyty na posadzkach, który w szlifie dał efekt zabrudzonych, poplamionych powierzchni. Ogólnie kamień i tak jest najciekawszym elementem wystroju, nie wypada się go czepiać. Dużo jest elementów rzeźbionych i blokowych, bazalt użyty na ścianach nie wygląda źle. Dziś jednak nie o tym.

Cudze chwalicie

Tym razem niestety nie do końca optymistycznie: nie tylko nasz kraj, to kraj pełen absurdów i delikatnie mówiąc dziwnych nakazów i zachowań urzędników państwowych. Również metro —tylko tym razem w Pradze.
Dziura w ziemi obok stadionu na Letnej straszyła mnie kilka lat z rzędu —bodajże dwa lata temu widziałem ją po raz ostatni. Za każdym razem kiedy ją mijałem, pojawiała mi się w głowie myśl, że gdyby taka sytuacja miała miejsce w Polsce, prasa zjadłaby władze miasta, wykonawcę, włącznie z kamieniarzem, który miał wykonać schody granitowe, których wciąż nie ma. Dziura żyła własnym życiem, aż do kwietnia roku bieżącego. Udało się. Otwarto cztery nowe stacje kolei podziemnej. Tuż po otwarciu absurd porównywalny z puszczaniem metra warszawskiego pod dnem Wisły. Miasto postanowiło oszczędzić i… nie wykonało schodów ruchomych. Teraz musi zatrudniać bagażowych, którzy pomogą wnosić podróżnym bagaże po schodach.

Jak most zaginął —również Praga

Niegdyś, po minięciu dziury na Letnej, szliśmy piechotą —nadkładając drogi —przez park Letenské sady do centrum przez Most Karola. Trwały tam prace remontowe przeprawy upamiętniającej imię jednego z najsławniejszych czeskich królów —Karola IV.

Demontowane bloczki kamienne grzecznie leżały poukładane na paletach umieszczonych na remontowanej części mostu i tuż obok niego. Wszędzie rusztowania. Oczyszczone bloczki cyframi arabskimi —ponumerowane a rzymskimi pogrupowane. Teoretycznie wszystko jak należy. Miło popatrzeć. 

Niestety, pozory mylą. W 2010 roku z mediów dowiaduję się, że demontowane bloczki, zamiast do renowacji, trafiały do kruszarek (jak twierdzą firmy wykonujące most —ze względu na oszczędność czasu, ponieważ szybciej wykonać nowe) lub do ogródków... jako elementy ozdobne. Zapewne znalazło się również kilku kolekcjonerów, którzy chętnie zapłacili, aby kawałek Mostu Karola mieć w swoim domu. Czeski film pełną gębą.

Absurd goni absurd

Zatem absurdy towarzyszą nie tylko nam. Można je również spotkać u naszych południowych sąsiadów, często stawianych nam za wzór. Oni także muszą się zmagać z głupotą i przekrętami. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma —okazuje się, że inni też nie mają dobrze. I nie jest to pocieszające... Wszystkim nam pozostaje tylko walka z nimi, choć czasem to walka godna Don Kichota.

Oby sił nie zabrakło, przestano kręcić czeskie filmy, a absurdów w naszym życiu było jak najmniej!

 

przeczytaj cały artykuł

Masterchef

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: wtorek, 28 kwietnia 2015 07:40

Od pewnego czasu w telewizji panuje moda na programy kulinarne —często zajmujące się kuchnią i gotowaniem na tzw. restauracyjnym poziomie.
Dlaczego chętnie oglądamy te programy? Bo dużą przyjemność sprawia patrzenie na profesjonalizm w pracy i umiejętność wzbogacenia tworzonego produktu wyłącznie dla jego dobra.

Taki masterchef do przygotowania dania często używa ponad 30 produktów i potrafi je opisać w następujący sposób: „Smażona wątróbka z żabnicy z okrą i fasolnikiem chińskim” lub „Zielone szparagi otulone w kurczaku i szynce z sosem miodowo-musztardowym”. I to działa. Nie tylko za pośrednictwem tej tajemniczej nazwy, ale również dlatego, że mistrzowie zawodu starają się wyróżnić poszukiwaniem nowych rozwiązań. Rozwiązań, które przynoszą nie tylko zaskakujące zestawienia produktów (np. pączki z boczkiem), ale również niepowtarzalny smak potraw, który jest w tym przypadku kluczowym rezultatem. Na szczęście słowo smak ma również inne znaczenie, nie tylko kulinarne.

Realizując roboty kamieniarskie, aż się prosi żeby efektem pracy w kamieniu —materiale trudnym, ale trwałym —były rzeczy gustowne i wysmakowane. Oczywiście są specyficzni klienci i jeśli wymyślą sobie, że w nowoczesnym wnętrzu ma powstać secesyjny kominek, to trudno ich odwieść od takiej realizacji. Ale patrząc na to, co czasem powstaje myślę, że zbyt często nie staramy się przekonać klienta do rozwiązań, którymi będziemy chcieli się pochwalić w katalogu firmowym lub na własnej stronie internetowej. No i nie wszyscy mamy ten zmysł cechujący masterchefa —większość z nas jest po prostu świetnymi rzemieślnikami.

Ostatnio w jednej z firm spotkałem się z przypadkiem, w którym szef zdawał sobie sprawę z potencjału, jaki daje wsparcie kogoś o zmyśle artystycznym —potrafiącym przewidzieć ten smak granitowego dania jakie przygotowuje się dla klienta. W tej firmie zatrudniono projektanta, który poznał możliwości kamienia i jego obróbki. Ciekawe było to, że kiedy akurat nie zajmował się konkretnym zleceniem, to szkicował różne rozwiązania lub przeglądał internet w poszukiwaniu inspiracji. Dzięki temu, kiedy zjawiał się klient, potrafił zaproponować mu coś więcej niż „schabowego z frytkami”.

Zagadnienie, o którym piszę, daje nie tylko satysfakcję z interesującej realizacji — to też szansa na zwiększanie zakresu zleceń. Wyobraźmy sobie klienta, który chce zrealizować zwykłą łazienkę w płytkach granitowych. Najczęsciej po prostu robimy to, co zamówione. Ale... W takiej łazience można przecież wypiaskować lub wygrawerować wzór na niektórych płytkach. Można zaproponować jakiś element płaskorzeźby czy mozaiki. Albo wśród tańszych płytek umieścić kilka sztuk wykonanych z luksusowego i drogiego materiału. Możemy też zaproponować ustawienie wanny na podwyższeniu ze schodkiem. Pomysły można mnożyć. Przy okazji, przy takiej ofercie, klient nie może porównać ceny do konkurencji. Natomiast przy zwykłym układaniu płytek porównywanie jest proste: koszt konkretnego materiału i koszt ułożenia to najłatwiejsze do zestawienia parametry.

Niesztampowe realizacje to również możliwość odróżnienia się od konkurencji. To z kolei podstawowy element budowania sukcesu. Oczywiście można zatrudnić doświadczonego projektanta. Warto również spróbować samodzielnie przygotować projekt lub dać szansę młodemu pokoleniu. Ale należy sprawdzić, czy zdolności i wyczucie pozwoli przygotować danie smaczne i, jak mówią kucharze, o zbalansowanym smaku. Nietrudno bowiem stworzyć coś „niezjadliwego”.

Inna sprawa, że słuchając handlowców w niektórych firmach i ich opowieści o unikatowym materiale z drugiego końca świata (w tej roli Orion) oraz zaawansowanej obróbce (ćwierćwałek), spodziewamy się „dorady duszonej w harrisie z różami, kuskusem i duszoną botwinką”, a otrzymujemy zwykłego hamburgera na papierowym talerzyku.

przeczytaj cały artykuł

O zauroczeniu, które nie wygasło

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: wtorek, 28 kwietnia 2015 07:28

kant.jpg

O początkach w branży kamieniarskiej, targowych wspomnieniach i o nowych perspektywach, mówi Marzena Kantor, dyrektor Geoservice Christi i członek Zarządu Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej.

Kurier Kamieniarski: W roku 2009 objęłaś stanowisko dyrektora Geoservice-Christi, ale z samą firmą jesteś związana dłużej.

Marzena Kantor: Tak, to prawda. Z firmą Geoservice-Christi jestem związana od 2004 r., ale moja przygoda z kamieniem, i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, zaczęła się 4 lata wcześniej. W 2000 r., dobrze znając język włoski, rozpoczęłam współpracę z włoską firmą z Carrary, właścicielem kilku kamieniołomów. Myślałam, że będzie to chwilowe zauroczenie kamieniem, ale od tego momentu minęło już 15 lat, a moje życie zawodowe zostało ściśle związane z branżą kamieniarską. Cieszę się, iż miałam okazję poznać branżę z dwóch różnych perspektyw, od strony firmy kamieniarskiej i od strony organizatora targów kamieniarskich, pozwoliło mi to na jej lepsze poznanie i zrozumienie jej potrzeb.

KK: Jak retrospektywnie oceniasz twoje minione 15 lat?

M.K.: W tym czasie sporo się wydarzyło, było dużo wyzwań i trudnych decyzji, ale też i wiele wydarzeń, które bardzo mile mnie zaskoczyły. Pamiętam jak przed laty czytałam o działaniach p. Stanisława Sitarza, aktualnego Prezesa Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej, wtedy nawet do głowy by mi nie przyszło, że kiedyś zasiądę obok niego w Zarządzie ZPBK.
Rozpoczynając pracę w Geoservice-Christi nie przypuszczałam też, że kiedyś będzie mi dane zostać jej wspólnikiem. Oba te wydarzenia to dla mnie naprawdę miłe wyróżnienie. W ciągu ostatnich 15 lat poznałam wielu wspaniałychi ciekawych ludzi, z niektórymi z nich dzisiaj, oprócz kontaktów zawodowych, łączy mnie również przyjaźń. Organizacja targów i tworzenie nowych projektów dla branży kamieniarskiej były dla mnie naprawdę wielką przyjemnością i dały mi wiele satysfakcji - bardzo się rozwinęłam, zdobyłam nowe doświadczenia i miałam okazję sprawdzić swoje umiejętności w wielu projektach.

KK: I co dalej?

M.K.: Czas na zmiany :-) Przede mną nowe wyzwania zawodowe i nowe szlaki do przetarcia. Po kilku latach targi KAMIEŃ powróciły do rodzimego portu. Ubiegłoroczna edycja była udana i została bardzo dobrze odebrana przez branżę, a trwająca już sprzedaż powierzchni na KAMIEŃ 2015 wygląda obiecująco
i zapowiada jeszcze lepsze rezultaty. Dlatego ze spokojem pozostawiam targi KAMIEŃ w dobrych rękach. Jestem przekonana, że tak dobrze przygotowany zespół, którym miałam zaszczyt i przyjemność kierować, wykorzysta szanse i znakomicie poradzi sobie z wyzwaniami, jakie przyniosą kolejne edycje targów KAMIEŃ i inne projekty Geoservice-Christi.

KK: Żegnasz się z branżą na dobre?

M.K.: W odpowiedzi na informację o moim odejściu usłyszałam, że z branży kamieniarskiej tak łatwo się nie odchodzi i zostałam zaszczycona propozycją zostania honorowym członkiem Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej, którą oczywiście z radością przyjęłam. Przede mną nowe wyzwania zawodowe, ale z pewnością będę śledzić dalsze wydarzenia i starać się wspierać działania branży kamieniarskiej i Geoservice-Christi.

Jednym z bardzo ważnych elementów mojej pracy była możliwość współpracy z wieloma wspaniałymi ludźmi zarówno w obrębie firmy, jak i poza nią. Dziękuję Pani Prezes za zaufanie i wsparcie a całemu zespołowi za wspólne dokonania i radość wspólnego tworzenia. Chciałabym też serdecznie podziękować wszystkim tym, z którymi miałam przyjemność współpracować. Dziękuję za życzliwość, serdeczną atmosferę rozmów i spotkań oraz za wiele uśmiechu i niezapomnianych chwil. Mam nadzieję, że z wieloma z Państwa pozostanęw kontakcie. Do zobaczenia we Wrocławiu, na targach KAMIEŃ 2015. Choć nie będę już stała za sterami, to na pewno pojawię się na Targach, tym razem w nowej roli - gościa.


”Ufaj Panu, bądź mężny, niech się twe serce umocni, ufaj Panu” (Psalm 27,14)

Droga Marzeno!
Serdecznie dziękujemy Ci za wieloletnią pracę w Geoservice-Christi, Twoje osobiste
zaangażowanie, lojalność i sumienność. Za troskę o firmę i za pomysły, które wniosły
nieoceniony wkład w organizację targów KAMIEŃ i innych projektów.
Życzymy Ci realizacji marzeń oraz aby dotychczasowe sukcesy były
inspiracją do dalszej działalności zawodowej i osobistej.

Prezes Geoservice-Christi
wraz z Zespołem

przeczytaj cały artykuł

Marketing w nagrobkarstwie cz. 3

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: wtorek, 28 kwietnia 2015 07:17

W teorii marketingu występuje zagadnienie marketingu skoordynowanego.

Poprzedni artykuł o marketingu w nagrobkarstwie poświęciłem zagadnieniu zadowolenia klienta.  Mam nadzieję, że każdy z czytelników zauważył, że osiągnięcie dobrych wyników bez dbania o klienta i jego zadowolenie nie jest łatwe. W tym odcinku kilka spostrzeżeń dotyczących zagadnień wewnątrz firmowych, ale związanych z obsługą klienta.

Poziom wyszkolenia i motywacji pracowników w firmie, z zakresu obsługi klienta, jest bardzo różny. Najczęstszym błędem jest stawianie pracownikom na różnych stanowiskach odmiennych celów — często niestety tworzących sprzeczność wewnętrzną. 

Przykład z nagrobkarskiego podwórka. Szef firmy wysyłał pracowników sprzedaży na szkolenia marketingowe i mocno uczulał na osiągnięcie zadowolenia klienta. Z drugiej strony pracownikowi odpowiadającemu za produkcję ustalił zasadę bardzo wysokiej wydajności, nawet kosztem małego obniżenia jakości. Za to od osoby odpowiedzialnej za ustalanie cen nagrobków oczekiwał maksymalizacji zysku.

W efekcie walka o wydajność powodowała obniżanie jakości poleru płyt bez względu na to, czy handlowcy zauważyli, że konkretny klient przywiązuje do tego szczególną wagę, czy nie. Pretensje handlowców produkcja komentowała hasłem, że dział sprzedaży, dbając o zaspokojenie potrzeb klienta, nie myśli o interesie firmy. W innym przykładzie w firmie zjawił się klient dysponujący bardzo ograniczonym budżetem na zakup nagrobka. Dla niego sprawa jakości nie była tak ważna, jak niska cena. No, ale produkcja wykonać chciała nagrobek z płyt najwyższego gatunku, a ustalający cenę uwzględnił jeszcze odpowiednio wysoką marżę. Brak koordynacji wewnętrznej spowodował, że klient dokonał zakupu w firmie konkurencyjnej, która potrafiła dopasować koszt materiału i koszt produkcji do możliwości klienta.

Marketing skoordynowany oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze różne funkcje marketingowe —sprzedaż, reklama czy badania rynkowe muszą być wzajemnie skoordynowane z punktu widzenia klienta. Po drugie marketing musi być skoordynowany z innymi działami przedsiębiorstwa —produkcją, finansami czy magazynem. Ba! Nawet pani Krysia, która sprząta, powinna zauważać swój wkład w zadowolenie klienta z pobytu w naszej firmie.

Już słyszę głosy, które wołają: „Jakie działy?! Jaki marketing?! Zatrudniam 4 ludzi na produkcji, panią w biurze, operatora wózka widłowego (magazyniera), 2 handlowców i 2 monterów, a wszystkim kieruję osobiście.” Niby tak. Ale… Pracownicy nie zadbali, aby teren zakładu, parking, otoczenie biura było schludne. Szef, zalatany i przyzwyczajony do wyglądu zakładu, nie zwraca już na to uwagi. Siedząc w biurze nie zauważa też, że klient wysiadający z auta potyka się o jakieś kawałki gruzu, lub tonie w błocie, i klnąc wchodzi do biura. Scenę widzą pracownicy produkcji, ale w zasadzie guzik ich to obchodzi, bo z klnącym klientem będą rozmawiać handlowcy.

Na zagadnienie otoczenia firmy można też spojrzeć z innej perspektywy. Często otrzymuję zdjęcia z hali produkcyjnej, które mam wykorzystać w przygotowaniu reklamy prasowej. Na zdjęciach widać stertę gruzu lub starą, zapomnianą maszynę —gość odpowiedzialny za marketing w firmie prosi o „posprzątanie hali w fotoszopie”. Klient widzi reklamę ze zdjęciem czystej hali produkcyjnej, ale odwiedzając zakład przed oczami ukazuje mu się zupełnie inny obraz. Zauważając „podrasowane” zdjęcie w reklamie zaczyna podejrzliwie traktować opowieść handlowca o wyjątkowej jakości nagrobka, jaki zostanie dla niego przygotowany. A katalog ze zdjęciami zrealizowanych prac przestaje być przekonującym argumentem.

Inny przykład. Przychodzi pierwszy klient w danym dniu —zapraszamy go, by usiadł. Ale, wspomniana wcześniej, pani Krysia wczoraj pielęgnowała kwiatki na oknie i zapomniała o starciu kurzu i suchych liści z fotela. Mina klienta wahającego się, czy usiąść na brudnym fotelu mówi wszystko o szansach na jego zadowolenie.

Marketing musi być skoordynowany ze wszystkimi działami (pracownikami) firmy. Jak powiedział kiedyś David Packard z firmy Hewlett-Packard —„marketing jest zbyt ważny, aby pozostawić go działowi marketingu”.
Z powyższych powodów poza marketingiem zewnętrznym konieczne jest prowadzenie w firmie marketingu wewnętrznego. Te działania to nic innego jak budowanie u wszystkich pracowników świadomości, że każdy z nich ma wpływ na zaspokojenie potrzeb klienta. Różnych potrzeb, nie zawsze bezpośrednio związanych ze sprzedażą. Warto zatem pod tym kątem spojrzeć na proces zatrudniania pracowników, ich szkolenie i sposoby motywowania. Marketing wewnętrzny musi poprzedzać jakiekolwiek działania marketingu zewnętrznego. Powinien to być pierwszy krok w działaniach marketingowych. Nie ma sensu obiecywać doskonałej obsługi jeśli wszystkie działy (pracownicy) nie będą w stanie jej zapewnić.

Przytoczę ciekawy przykład z książki „Marketing” Philipa Kotlera. Bill Mariott, zarządzający słynną siecią hotelową, uważa, że w dobrze działającej firmie istotne są trzy grupy —klienci, akcjonariusze i pracownicy. Kiedy zatrudnia nowych pracowników stawia przed kandydatami zadanie określenia kolejności, w jakiej należy te grupy zadowolić.
Według niego na pierwszym miejscu powinni być pracownicy. Jeśli będą zadowoleni, będą dobrze dbali o klienta, a to zagwarantuje jego lojalność i stałe dochody.
To tworzy zupełnie nowe podejście do struktury firmy. W klasycznym układzie przedstawia się ją jako piramidę, na której szczycie jest kierownictwo, na dole pracownicy, a u podstaw piramidy klienci. W nowoczesnym podejściu na szczycie są klienci, a tuż pod nimi pracownicy. Natomiast wszystkie niższe poziomy stanowią wsparcie dla budowania relacji pracownicy —klienci.

Mało jest firm tak działających —większość przyjmuje, że prowadzi wystarczające działania marketingowe, bo ma budżet reklamowy i speca od marketingu. To zdecydowanie za mało. Cała firma powinna być zorientowana na klienta i jego potrzeby.
Jak to wygląda w naszych zakładach nagrobkarskich? W wielu jest już osoba zajmująca się marketingiem —ale próżno szukać w jej działaniach czegoś więcej, niż działań reklamowych. Czy został opracowany system zbierania informacji od handlowców i klientów pozwalający określić aktualne potrzeby klientów? Czy prowadzi się statystyki jakie kolory kamieni są pożądane? Czy marketingowiec rozmawia z handlowcami albo klientami? Zwykle odpowiedzi są negatywne.

By lepiej zrozumieć branżę, sam często pytam jakie kamienie (kolory) są popularne. Zwykle otrzymuję odpowiedzi dość ogólnikowe. A zagadnienie jest, wbrew pozorom, złożone. Statystyczne określenie typu: „najlepiej sprzedają się...” jest marnym wskaźnikiem. Według moich ustaleń najczęściej sprzedawane są szare, jasne granity oraz te najciemniejsze. Ale wynika to z ceny! Gros kolorów nie znajduje nabywców nie ze względu na małą atrakcyjność dla klienta, tylko ze względu na cenę materiału. Czy ktoś pytał klientów jaki kolor im się podoba? Może się okazać, że najatrakcyjniejsze dla klienta byłyby np. ciemno-brązowe. Warto więc by było opracować wzory w takich kolorach, ale o zmniejszonym zużyciu materiału —cena byłaby niższa, a zadowolenie klienta wyższe.
Zachęcam zatem do skoordynowania działań, by dowiedzieć się więcej o klientach i ich potrzebach angażując w to wszystkich pracowników. Najlepiej pracowników zadowolonych z pracy.




przeczytaj cały artykuł
Strona 201 z 241
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Domeny na sprzedaż
2026-08-26 00:00:00
DOMENY NA SPRZEDAŻ spiekikwarcowe.com.pl, marmur-granit.com ZAPROPONUJ SWOJĄ OFERTĘ malwinawyrwiak@sole.pl, tel. 510 047 890

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.