Reklama


Artykuły

Biegacze-kamieniarze na start!

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: piątek, 28 kwietnia 2017 01:00

o_Strona_33_Obraz_0001.jpg

III Ogólnopolskie Mistrzostwa Branży Kamieniarskiej w bieganiu —Strzegom, 24 czerwca 2017 r., godz. 12:00

„Strzegomska 12-tka” to już bieg z tradycją. Ciekawa trasa, świetna atmosfera, mnóstwo imprez towarzyszących —dla starych i młodych.
I oczywiście Ogólnopolskie Mistrzostwa Branży Kamieniarskiej w bieganiu na trasie przebiegającej w pobliżu siedmiu strzegomskich kamieniołomów.
W Mistrzostwach Branży Kamieniarskiej mogą wziąć udział osoby związane z branżą kamieniarską (pracownicy, udziałowcy i właściciele: zakładów kamieniarskich, kamieniołomów, hurtowni kamienia, zaopatrzenia kamieniarstwa, wydawnictw branżowych kamieniarskich, studenci i kadra uczelni i szkół kształcących w zawodzie górnictwo odkrywkowe lub kamieniarstwo).

Mistrzostwa odbędą się na dystansie 12 km, a klasyfikowani będą osobno mężczyźni i kobiety.

Podobnie jak w ubiegłym roku, Ogólnopolskie Mistrzostwa Branży Kamieniarskiej patronatem medialnym objął Kurier Kamieniarski.

Zapraszamy do udziału w tym wydarzeniu. Dla osób już biegających to okazja, by zmierzyć się z innymi pasjonatami truchtania w naszej branży. Dla osób planujących rozpoczęcie aktywności fizycznej, to doskonały pretekst, by założyć buty sportowe i zacząć tę przygodę.
Ale to również okazja do wykorzystania talentów pracowników. Jeżeli Twój pracownik lubi biegać, to zmotywuj go do udziału —on zyska chwałę, Ty reklamę w Kurierze Kamieniarskim.

Na każdego zawodnika czeka wyjątkowy medal, a dla zwycięzców nagrody rzeczowe i puchary od Organizatora oraz nagrody w postaci reklamy prasowej w Kurierze Kamieniarskim:
Miejsce I —całostronicowa reklama + cało-stronicowy artykuł sponsorowany na dowolny temat;
Miejsce II —całostronicowa reklama w Kurierze;
Miejsce III —1 strony reklamy w Kurierze.

Zapisy i informacje na stronie www.strzegomska12.eu „Gorące” informacje na facebook.com/strzegomska.dwunastka

przeczytaj cały artykuł

Maradona

Autor: Michał Ziołowicz   |   Data publikacji: piątek, 28 kwietnia 2017 01:00

Maradona0.jpg

Na początek anegdota z życia wzięta.

Paręnaście lat temu mieliśmy w stolicy budowę, na której Inspektorem Nadzoru był niezwykle interesujący i nietuzinkowy człowiek, pan W. Kiedy doszło do odbioru robót pan W., we właściwy dla siebie sposób, pokazał nam, co zrobiliśmy źle, czego nie umiemy i czego musimy się jeszcze nauczyć. Po kilku tygodniach „czołgania” wreszcie nasze prace zostały odebrane.

Poszliśmy razem z kolegą do pana W. I zaprosiliśmy go na obiad. Było bardzo miło, sypały się anegdoty, iskrzyło humorem, aż nagle mój kolega, który de facto prowadził te roboty, zapytał pana W.: „Panie Inspektorze obiecałem sobie, że jak wreszcie oddam tę robotę to zapytam pana o jedno. Dlaczego jest pan taki ch…?” Ja zamarłem, a pan W. niewzruszony i nie przerywając konsumpcji odpowiedział. „Widzi pan, faktycznie coś w tym jest. Ja sam wiele razy się nad tym zastanawiałem, i myślę, że ja się taki urodziłem…”

Przez następne lata spotkałem wielu inspektorów i usłyszałem niezliczone opowieści o odbiorach. I —jak to w życiu —okazywało się, że pomimo zapewnień, nie zawsze ten Wykonawca był taki niewinny, a ten Inspektor taki straszny. Prawda zazwyczaj leży pośrodku, a obie strony toczą ze sobą zmagania przypominające trochę zawody sportowe. Mnie te zawody kojarzą się z piłką nożną, gdzie występują charakterystyczni gracze. Tych zawodników można by rozstawić w parach odpowiadających budowlanym realiom.

1. Inspektor Widmo kontra Wykonawca Solidny —dla wielu wykonawców wymarzone losowanie.
Nikt się nie wtrąca, robota idzie, inspektor podpisuje — jest super. Do czasu, kiedy wejdzie ktoś z ławki rezerwowej i nastąpi zmiana. A wtedy wygrana przez Wykonawcę nie koniecznie będzie oczywista.

2. Inspektor Grzeczny kontra Wykonawca Cwaniak —w rozgrywkach bardzo częste spotkanie.
Wykonawca wszystko robi jak chce i kiedy chce, Inspektor bezsilnie usiłuje ucywilizować spotkanie. Mecz jest jednak sprzedany, bo Wykonawca ma układ z kimś wyżej.

3. Inspektor Gwiazda kontra Wykonawca Osaczony —w tym meczu zwycięzcą może być tylko On.
On Alfa i Omega, Bóg i Car. Musi być nerwowo, głośno, musi być komplet publiczności. Dla efektu nie zawaha się nawet przerwać spotkanie wpisem do Dziennika Budowy.

4. Inspektor Spółdzielca kontra Wykonawca Bankomat —w tym spotkaniu wszystko jest jasne: wiadomo, kto sprzedaje, a kto kupuje.

5. Inspektor Inżynier kontra Wykonawca Oszust —bardzo często rozgrywany mecz.
Wygrywa najczęściej Inspektor —jak prze-trwa kontuzje kardiologiczne, psychiatryczne i nerwowe. Wykonawca fauluje i oszukuje bezustannie i jest wiecznie zdziwiony, że ktoś stale zwraca mu na coś uwagę.

6. Inspektor Badacz kontra Wykonawca Stoik —często rozgrywane spotkanie ze wskazaniem na remis.
Wszystko zależy od cierpliwości Wykonawcy i dociekliwości Inspektora.

7. Inspektor Consigliere kontra Wykonawca Ofiara —tu inspektor jest jak Tom Hagen w „Ojcu Chrzestnym”. Plan powstał wcześniej, on go tylko realizuje, a Wykonawca może się tylko modlić, żeby nie musiał zamknąć firmy.

8. Inspektor Policjant kontra Wykonawca Bandyta —wbrew pozorom Inspektor nie zawsze wygrywa.
Czasami dla dotrzymania terminów i zapobieżeniu płacenia kar Bandyta może wygrać.

I można mnożyć jeszcze więcej opisów — większość czytelników zna te rozgrywki doskonale. Problem tak naprawdę nie dotyczy graczy, ale zasad gry: kto i jak je ustala i czy zmienia je w trakcie spotkania. Mamy Polskie Normy, Prawo Budowlane, Umowy. Ale ile razy dzwoni ktoś znajomy i błaga: „znajdź, daj mi jakąś normę, zawziął się na mnie, nie chce mi odebrać”. Te normy oczywiście są ogólnodostępne, jak czegoś nie ma to zazwyczaj jest w normach niemieckich lub innych europejskich. Ale kto te papiery nosi ze sobą?

A przecież można by, na wzór zachodnich sąsiadów, opracować praktyczne zastosowanie norm. I tak na przykład: zęby na posadzce —pod
poziomicę dwumetrową można podłożyć najwyżej dziesięciogroszówkę. Na fasadzie do pionu pod listwę nie może wejść nic ponad „piątaka”. Tych sposobów sprawdzania zgodności z Normami można opracować bardzo wiele, problem, kto to opracuje i uwierzytelni. Może Izba Rzemieślnicza, może ZPBK? Na pewno skorzystaliby wszyscy — najwięcej kamieniarze. Ale i klienci również.

Tęsknię czasem za panem W. Zasady spotkania z nim były ustalone jasno i klarownie: był twardy, nieustępliwy i wymagający. Z perspektywy czasu doceniłem fakt, że miałem okazję zagrać z samym Diego Maradoną. W tym meczu nie sposób było go pokonać, ale dopiero dzisiaj zrozumiałem, że istotą była gra, a nie wynik.

Maradona1.jpg

przeczytaj cały artykuł

W oparach absurdu

Autor: Jarek Mirowski   |   Data publikacji: piątek, 28 kwietnia 2017 01:00

Zdarzało mi się już na niego powoływać. Jak powiedział As: „Ważne jest przestrzeganie przepisów BHP, zwłaszcza na kolei.”* Mój ulubiony, niewystępujący w hollywoodzkich blockbusterach, superbohater pouczał tymi słowami dróżnika, który zasnął w pracy. 

Na kolei nie zdarza się Wam zapewne pracować, za to równie ważne są wspomniane zasady w naszym codziennym, budowlanym życiu pracowniczym. Nie raz i nie dwa widywałem sytuacje, w których na Asa należałoby się powołać.

BHP głęboko ukryte

Fachowiec, jak wiadomo, pić musi. Dlatego też wielu fachowców w stanie wskazującym na mocne spożycie na budowach widywałem. Czasami cudem był fakt, że niektórym z nich nic złego się nie przydarzyło. Ot, choćby montażyście pracującemu w zaprzyjaźnionej firmie przy montażu elewacji. Jego stan był tak kiepski, że błędnik miotał nim po całym rusztowaniu. To był taniec z płytą granitową (nie była mała, pewien nie jestem, ale coś blisko standardów, 120 cm x 60 cm), którą chciał zamontować (jakimś cudem) na wysokości drugiego piętra. Strach było krzyknąć, żeby przypadkiem nie postanowił się zbliżyć do krawędzi rusztowania, by sprawdzić, kto i w jakim celu woła. Na szczęście udało mu się odłożyć rzeczoną płytę, a chwilę potem przechwyciła go reszta brygady znajdująca się rusztowaniu.
Różne cuda widziałem, Wy zapewne też. Również teraz się to zdarza...

...nie ukrywajmy

Sięgnijcie do pamięci: czy zdarzyło się, żeby z któregoś z zakładów lub firm kamieniarskich nie poleciał choćby jeden pracownik za picie alkoholu w pracy? Jeśli przedstawiciele takich firm ten tekst akurat czytają, to gratuluję, składam wręcz hołd. Mnie się tego uniknąć nie dało. Czasami wręcz przez alkohol bywało na budowach nieśmiesznie.

Eliminacja

Jest czas na pracę, czas na zabawę, a przy tym alkohol. Truizm, wiadomo. Czasy wolnej amerykanki w zakresie zasad bezpieczeństwa na budowach —szczególnie tych dużych —odeszły w zapomnienie. Było minęło. I dobrze. Choć, jak zawsze w naszym polskim piekiełku, nie do końca.

Absurdy

Jak to się u nas zdarza. Nie wszędzie, nie generalizujmy, ale już taka cecha ludzkiej percepcji, że rejestruje przede wszystkim skrajności. Codzienne sprawdzenie trzeźwości na bramie? Tak! Każdy powinien posiadać kask? Tak jest! Buty z wzmocnieniem na noskach? Tak. Ponadto wiele, wiele innych rzeczy - tak. Ale...

Skrajności

Montaż posadzki, kamieniarze ją montujący są jedynymi pracownikami. Nie ma tam ponadto nikogo, temperatura w pomieszczeniu sporo powyżej 25 stopni. Wszyscy pracują w kaskach klepiąc posadzkę, nerwowo rozglądają się za każdym razem, kiedy ściągają je, żeby wytrzeć pot z czoła. Abstrakcja? Tak, ale niestety jest to sytuacja prawdziwa, niewymyślona.
Montaż wentylacji, ludzie ją montujący z drabiny starają się dostać do jednej z rur. Przychodzi behapowiec i kategorycznie zabrania pracy z drabiny —żąda rozstawienie rusztowania. Za chwilę lecą wyzwiska. Montażyści nie mają siły tłumaczyć, że pomieszczenie jest zbyt małe, aby rusztowanie w nim rozstawić. Nie. Nie i koniec —nie ma możliwości ominięcia zasad.

Transport na budowę. Kierowca małego samochodu dostawczego nie może wjechać na budowę, ponieważ nie ma koguta sygnalizacji świetlnej. Znajduje się jakaś dobra dusza, która użycza swojego. Co z tego, jak ochrona i tak nie chce go wpuścić, ponieważ jego samochód nie daje sygnału dźwiękowego podczas cofania.
Badania lekarskie, wiadomo, rzecz niezbędna. Konia jednak z rzędem temu, kto przewidzi, iż lekarz wykonujący badania, straci za pół roku uprawnienia do ich wykonywania. Według Pani Inspektor nie jest to żadne wytłumaczenie – badania po prostu przestają być ważne. Kropka. Zrobić je trzeba ponownie.
To tylko skromny wyciąg z warszawskich budów firmy X, na których inspektor bhp zaczął być szarą eminencją. Niestety, często są to ludzie bez jakiejkolwiek fantazji, których – o zgrozo! – boją się czasami nawet kierownicy (karani również).

Konsekwencje

Pojawiły się szybko. Nawet bardzo szybko. I nie spodziewałem się tak szybkiej reakcji. Firmie X nikt już nie chce przygotowywać wycen, ponieważ nikt nie ma zamiaru podpisywać z nimi umów. Nie tylko kamieniarze, również gipsiarze, elektrycy etc. Po co się męczyć, skoro później i tak nie dadzą ci pracować?
Pamiętajmy, zasady są ważne, ale również pisane przez ludzi. Należy je stosować, ale to od nas zależy ich interpretacja. A czasami ich literalne traktowanie prowadzi do absurdów. Których jak najmniej sobie i Wam życzę.

 

przeczytaj cały artykuł

Sprzedawcy marzeń

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: piątek, 28 kwietnia 2017 01:00

Kiedyś kupowałem wędliny w małym sklepie i byłem dość dociekliwy. Czy szynka jest świeża, czy bez konserwantów, czy wędzona tradycyjnie itd. Oczywiście sprzedawca zapewniał mnie, że takiej jeszcze nie jadłem, chyba, że mam kontakty na wsi (i mam dostęp do wędlin z domowego uboju). Bo on (sprzedawca) zaopatruje się w małej masarni i wszystko ma absolutnie ekologiczne.
Oczywiście szynka w smaku nie odbiegała od innych, kupowanych w sklepach sieciowych, a o wątpliwej świeżości przekonałem się już po 3-4 dniach. Zdecydowana różnica dotyczyła tylko mocno ekologicznej ceny.

Kupujący zawsze ma marzenia, że to, co kupuje jest absolutnie „naj”. I ulega zapewnieniom sprzedającego, bo w tym momencie usłyszane słowa spełnią jego potrzebę polegającą na usłyszeniu potwierdzenia o wyjątkowości nabywanego towaru.

Między innymi z tego powodu sukcesy rynkowe odnoszą marki intensywnie reklamujące się. Na przykład środki mające spowodować znaczącą utratę wagi lub porzucenie nałogu palenia sprzedają się doskonale i to przy bardzo wysokiej rentowności.
Wszystko w porządku. Tylko skąd dookoła tyle otyłych ludzi i palaczy?

Zdarzają się tacy, którzy zrzucili wagę lub przestali palić. I czasem są święcie przekonani, że to za sprawą kupionych za niemałą gotówkę specyfików. Tak naprawdę w ulotkach środków na odchudzanie sporo jest informacji o diecie i konieczności wysiłku fizycznego i dzięki temu czasem osiąga się efekty. To trochę jak z zupą z gwoździa —kto nie zna tej opowieści, to zapraszam na facebook.com/KurierKamieniarski.

Poza tym, jeśli ktoś sięga do portfela, aby kupić specyfik jest zdeterminowany do osiągnięcia celu, a to już połowa sukcesu.
Co mają powyższe rozważania do kamieniarskiej rzeczywistości? Moim zdaniem dużo. My też robimy zakupy: maszyn, narzędzi czy chemii i ulegamy sprzedawcom marzeń. Obiecują nam, że tani chiński rzep będzie pracował tak, jak droższy renomowanej marki, a linka nieznanego
producenta kupiona z samochodu nieznanego handlowca, będzie pracowała dłużej od każdej innej.

Takie postępowanie handlowców jest łatwo zrozumieć —wiedzą, że każdy marzy o tym, żeby kupić dobry towar za małe pieniądze —tyle, że to zdarza się niesłychanie rzadko. Częściej taki rzep po 10 minutach pracy nadaje się do kosza, a linka zrywa się jeszcze w trakcie tej samej dniówki.
Wyklinamy wtedy sprzedawcę i obiecujemy sobie, że nigdy więcej nie ulegniemy. Niestety, wiara w marzenia leży w naszej naturze. Więc wcześniej czy później ulegniemy innemu sprzedawcy.

Rzeczywistość bywa jednak przewrotna i kiedy zrobimy blat kuchenny (zużywając stertę rzepów zakupionych w ramach realizacji marzeń o tanim i dobrym produkcie), to klientowi będziemy opowiadać, że kupuje blat z bardzo egzotycznego, rzadkiego i niespotykanego kamienia (Orion). W ten sposób zaspokoimy marzenia klienta o unikatowym wyposażeniu jego kuchni.

I tak żyjemy: kupując i sprzedając marzenia. Jakbyśmy mogli o sobie powiedzieć cytując Alicję w Krainie Czarów: „Codziennie rano, jeszcze przed śniadaniem, wierzę w sześć niemożliwych rzeczy.”

Marzy się też każdemu świat uczciwy, bez handlu marzeniami. Tyle, że na co dzień wszyscy posługują się dewizą: „Nikt ci nie da tego, co my ci obiecamy.”
I raczej nic tego nie zmieni —chociaż trzeba próbować.

przeczytaj cały artykuł

Mam do pana jedno pytanie: kto to jest kamieniarz?

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: wtorek, 07 marca 2017 21:30

pyt.jpg

To samo pytanie zadane różnym osobom. Różne odpowiedzi
i różny kierunek dalszej rozmowy, a w konsekwencji różne pytania dodatkowe.

Jacek Buganiuk – M.E.J.A., Ząbkowice Śląskie
Kamieniarz to osoba, która umie z kamieniem coś zrobić, wydobyć z niego to, co ma zostać wydobyte, ukształtować. Kamieniarz ma w sobie coś z artysty i to raczej nie ma nic wspólnego z działalnością, którą prowadzimy.
Czy pana firma, to firma kamieniarska?
Siebie nie nazwałbym kamieniarzem pomimo tego, że mam doświadczenie w obróbce kamienia. Prowadzę firmę, która robi z kamienia prawie wszystko, ale nie nazwałbym jej kamieniarską. To raczej działalność związana z obróbką kamienia. Ma to związek z branżą, ale to nie jest kamieniarstwo. Dziś taką firmę może założyć każdy, kto ma pieniądze i pomysł na biznes – czasami zupełnie przypadkowa osoba. I też nazwie swoją firmę kamieniarską. Ale to nie jest kamieniarstwo. Nie wiem, może to kwestia posiadania tytułu mistrzowskiego?

Jacek Łata – Marmur-Płytki, Pińczów
Kamieniarz to ten, kto pracuje przy obróbce kamienia, kto pracuje fizycznie. Czy to ręcznie, czy przy maszynie, czy nawet przy montażu elementów kamiennych – przerzuca kamień i dlatego nazwałbym go kamieniarzem. Ale z drugiej strony pracownik, który raz na rok stanie do obróbki, a poza tym naciska guzik w maszynie kamieniarskiej też spełnia kryteria „fizycznej pracy przy obróbce kamienia”. Jednak jego nazwałbym pracownikiem produkcyjnym w technologii kamieniarskiej. Z określeniem siebie nawet mam problem. Zaczynałem na produkcji, ale teraz raczej nazwałbym się przedsiębiorcą działającym w branży kamieniarskiej. Inna sprawa, że definicja nie przystaje do obecnych czasów. Kamieniarz był wykształconym w kamieniarstwie człowiekiem, z doświadczeniem, często z dokumentem potwierdzającym jego umiejętności. Zostać kamieniarzem, to była decyzja na całe życie. Obecnie ludzie zmieniają zawody bardzo szybko i wielokrotnie w ciągu życia.

Krzysztof Skolak – Granex, Strzegom
Odpowiedź na to pytanie widzę na co najmniej trzech płaszczyznach. Kamieniarz to rzemieślnik, który zajmuje się obróbką kamienia. Ma wiedzę i umiejętności oraz odpowiednie zaplecze: warsztat, narzędzia itd. Kamieniarz to też operator urządzenia obrabiającego kamień. Nawet jeśli potrafi obsłużyć tylko jedną maszynę, to nadal pozostaje kamieniarzem, bo pozostaje w kręgu technologii kamieniarskiej, choć nie nazwałbym go już rzemieślnikiem. No i jest jeszcze zakład, w którym się to dzieje – kamieniarz jako firma. Kamieniarzem natomiast nie jest osoba czy firma, która sprzedaje wyroby z kamienia – przecież można by powiedzieć, że dziś kamień, jutro jabłka, a pojutrze meble.
Czy kamieniarzem jest osoba obrabiająca konglomeraty?
Przy takim rozszerzeniu pytania odpowiedziałbym, że kamieniarz to osoba lub firma posługująca się narzędziami kamieniarskimi i technologią kamieniarską do obróbki danego materiału.

Paweł Wojak – Pawlimex, Męcina
Kamieniarz to osoba pracująca fizycznie, która bez nowoczesnych maszyn potrafi obrobić kamień. Dziś to są już pojedyncze osoby. Prosty przykład: bazylika w Limanowej – kto byłby w stanie te wszystkie łuki, kształty, nadproża, wykończenia okien i innych otworów wykonać dziś bez CNC? To byli kamieniarze! Przecież kamieniarzem nie można nazwać operatora CNC. To raczej informatyk programujący maszynę, która sama oblicza parametry, projektuje i rozmieszcza wzór na kamieniu. I jeszcze podpowiada jakie parametry cięcia zastosować przy danym rodzaju kamienia.
A firma, która zajmuje się kamieniem, to też kamieniarz?
Jeśli byle jaka firma budowlana położy płytki granitowe, to też będzie kamieniarzem? Nie. Kamieniarz to człowiek. Ewentualnie osoba zarządzająca firmą, która wykonuje elementy z kamienia, które są wykończane ręcznie. To musi być cały proces, który jest zakończony obróbką ręczną. Samo przecinanie kamienia nie będzie kamieniarstwem – to tylko firma przeróbcza. Bo czy tartak jest stolarnią?

Włodzimierz Czemierowicz – Emal-Piask, Stęszew
Kamieniarz to ten, kto ma zakład kamieniarski, ma maszyny i zajmuje się obróbką kamienia. Nie handlem, nie montażem. Jest warsztat, jest piła, jest automat, czy nawet kiepska kolankówka. I człowiek, który ma bezpośredni kontakt z obrabianym materiałem. To może być nawet konglomerat, ale obrabiany maszynami kamieniarskimi.
Jakie znaczenie mają tytuły cechowe?
Myślę, że ważniejsze są umiejętności. Albo wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie. Nawet nabyte doświadczenie może spokojnie zastąpić papiery. Ale trzeba mieć świadomość tej wiedzy i pokorę wobec niej.

 

Poczytaj również Odbudować etos rzemieślnika.

przeczytaj cały artykuł
Strona 166 z 242
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2026-05-20 00:00:00
Sprzedam: przecinarkę Promasz PW1TK-600, przecinarkę Promasz PDK-01-400, kruszarkę Abra, piaskarkę Abra Junior, ploter tnący Jaguar V, przecinarkę DK 200/350, kompresor Atlas Copco, przecinarkę SIRI 340. stanley.spakowski@gmail.com, Tel. 506 071 887

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.