
W miejscowości Karuizawa (Japonia, prefektura Nagano) w 1988 roku na zlecenie niekonwencjonalnej sekty powstał kościół pamięci Uchimury Kanzō – założyciela tejże sekty. Obiekt zaprojektował amerykański architekt Kendrick Bangs Kellogg, jeden z pierwszych twórców architektury organicznej połowy XX wieku.
Miejscowość Karuizawa jest bardzo popularnym kurortem w Japonii. Kaplica położona jest na terenie silnie zalesionym i stara się wkomponować w krajobraz, pozostając niżej niż otaczające drzewa. Aby zrozumieć zaproponowane przez architekta rozwiązania, trzeba wiedzieć, kim był Uchimara Kanzō.
Uchimura Kanzō był japońskim ewangelistą chrześcijańskim, który w 1901 roku założył Ruch Chrześcijaństwo bez Kościoła promujący filozofię, że religia nie powinna być zorientowana na budowanie – zgodnie z zasadą: kościół jest tam, gdzie się modlisz. Zafascynowany tą ideologią Kellogg zaprojektował Kamienny Kościół tak, aby odzwierciedlał filozofię tego ruchu. Miała to być konstrukcja wykonana przez człowieka, która płynnie integruje się z otaczającą ją zieloną naturą. Integrację miały dopełniać dwa materiały: kamień i szkło – reprezentujące odpowiednio mężczyznę i kobietę.
Sama kaplica nie jest zaprojektowana jako samodzielna konstrukcja, ale jako część liniowej podróży po obiekcie, rozpoczynającej się od szlaku wychodzącego z ronda przed kościołem, prowadzącego przez kaplicę i wychodzącego z tyłu obiektu. Do budowy fundamentów, które są widoczne z zewnątrz i wewnątrz, wykorzystano lokalny kamień, który podtrzymuje szereg ukośnych betonowych pierścieni. Promień tych łuków stopniowo rośnie, by ostatecznie utworzyć salę kaplicy. Pomiędzy łukami znajdują się szklane świetliki, które rozpraszają naturalne światło przez cały dzień. Wnętrze, naznaczone kamieniem, betonem, roślinnością i naturalnym światłem, sprawia wrażenie starożytnej duchowej przestrzeni. Niestandardowe drewniane elementy wyposażenia podkreślają kamienno-betonowe wnętrze, a specjalnie zaprojektowane drzwi i ławki dodają sanktuarium odrobiny ciepła.
W tylnej części kaplicy znajduje się długa szklana ściana, w której odbija się konstrukcja i zieleń. Pomimo swojej nazwy Kamienny Kościół nie jest tak naprawdę kościołem. Składa się ze świeckiej kaplicy z salą pamięci ku czci Uchimury Kanzō. Jest to jednak – według koncepcji projektanta – boska przestrzeń, zatem nic dziwnego, że obiekt stał się popularnym miejscem ślubów.
Jak napisał w swojej książce „Stone” William Hall: „Nauki Uchimury promowały poczucie wolności w naturze – ta koncepcja stała się inspiracją dla tego kościoła. Obiekt lekceważy wiele konwencji kościelnych. Brakuje transeptu lub jakiegokolwiek typu krzyża oraz krzywizn nawy. Organiczny plan piętra, liście, skały, kanał wodny i żebrowane świetliki spiskują, aby umieścić zwolenników w miejscu architektonicznym nasyconym sformalizowaną »naturą«. A nic nie jest tu, w tym na wskroś nowoczesnym budynku, bardziej naturalne niż kamień”.

- Jagnięcina z tortellini i pomidorami à la italiana
- Wołowina po prowansalsku z ziemniakami i warzywami ratatouille
- Kurczak z ryżem na paellę i warzywami
Brzmi smakowicie i mogłoby się wydawać, że to fragment menu dobrej restauracji. Nic bardziej mylnego. To są nazwy saszetek z karmą dla psa. Coś w tym musi chyba musi być, bo mojemu psu bardzo smakują.
Te nazwy karmy dla pupila rozbawiły mnie bardzo, ale też sprowokowały do przemyśleń nad nazewnictwem. A to już temat bardziej ogólny i znany również w naszej branży.
Chińskie kamienie mają w Chinach dość klarowny system nazewnictwa katalogowego. Jest po prostu G603, G654 i tym podobnie. Ale to wydawało się firmom handlującym kamieniem mało atrakcyjne ze względu na klientów. I nagle pojawiły się przykładowo: Brąz królewski, Brąz wschodu, Srebrny księżyc, czy Biały łabędź.
Te wszystkie atrakcyjne nazwy powstają nie tylko u chińskich producentów, ale również dystrybutorów. Pamiętam, że była kiedyś polska firma handlowa, która sama nadawała oryginalne nazwy importowanym ze wschodu materiałom. W ofercie była między innymi Minnesota i Las Vegas.
Ale atrakcyjne nazwy spotykamy też na co dzień. Przykładem może być mania, jaką widać na wizytówkach. Prawie nie ma handlowców – za to „Account Manager” to popularne stanowisko. Nie ma zaopatrzeniowców – tylko General Supplier. W dwuosobowej firmie jest Dyrektor Naczelny i Dyrektor Handlowy. Jak zatrudnią kierowcę, pewnie zostanie dyrektorem transportu.
Wszędzie pełno prezesów, zastępców prezesów, dyrektorów i managerów. Sekretarka jest dyrektorem biura, a zamiast recepcjonisty spotykamy Guest Relations Manager’a. Przed biurem małej firmy często widzimy napis „Office”. Nie ma już spawacza, tylko metal fixed destination manager, a osoba sprzątająca to Cleaning Staff.
Zastanawiam się skąd to się bierze? Próżność, chęć podbudowania ego czy może uleganie powszechnej modzie używania angielskich nazw.
W zasadzie można powiedzieć, że to taka śmiesznostka i nie należy się nią przejmować. Tyle, że ostatnio czytałem w sieci tekst specjalisty od zatrudnienia, który zwrócił uwagę, że część kandydatów do pracy przegląda ogłoszenia o pracę nie wnikając w szczegóły i oferty z takimi nazwami stanowisk omija, zakładając, że to nie dla nich. A przecież w naszej branży istnieją niedobory pracowników.
Wbrew pozorom kilka takich dziwnych nazw i tytułów jest zainstalowanych w naszej świadomości od lat. Lekarza tytułujemy doktor – chociaż to tytuł naukowy i większość lekarzy nawet się o niego nie otarła. Cóż, to środowisko bardzo chce być traktowane wyjątkowo.
Równie wiele dziwnych określeń można usłyszeć w rozmowach z klientami. Handlowiec starający się błyszczeć przed klientem, też rozkwita. Sam słyszałem – nie do końca prawdziwy – wywód, że „ten kamień, to nie granit, tylko gabro, a to zupełnie co innego”, i że „Orion to egzotyczny unikatowy kamień z Indii i musi kosztować”.
A jeśli ktoś trafi do mnie w porze obiadowej, nie zaproponuję mu dymiącej wieprzowiny w chrupiącej panierce na puree ziemniaczanym zdobionym koperkiem z dodatkiem duszonej bajkowej kapusty po warszawsku, tylko po prostu zaproszę na schabowego z ziemniakami i kapustą.

Na nic dłuto, na nic wiertło, kiedy nie chce wejść w materiał!
Aby ostrzyć, trzeba kupić sobie szlifierkę stołową. Najlepiej kilka. Postawić obok siebie, zapewnić im należyte oświetlenie: z boku tarczy do szlifowania tarczą bocznie zbierającą, i od góry, gdy tarcza zbiera materiał dłuta swoim obwodem. Dostatecznym powodem postawienia kilku szlifierek niech będzie lenistwo, wygoda i oszczędność czasu. Nie ma też co kupować szlifierek o małej mocy – rzędu 150 W, bo chęć błyskawicznego naostrzenia dłuta czy wiertła skończy się po paru zbyt mocnych przyłożeniach do tarczy szlifierskiej, albo zakupem nowej, albo zostania do końca dnia cholerykiem. Szlifierka musi mieć co najmniej 250 – 350 W, a najlepiej, gdy jest trójfazowa. Czeska Proma robi bardzo dobre szlifierki stołowe, ale koszt ich jest proporcjonalny do ich jakości. Choć polecam, to myślę nad takim zakupem i takiej na razie jeszcze nie mam...
Skoro już stoi przed Wami rząd nowych i lśniących niczym nowe Tesle szlifierek stołowych – pora na zakupy tarcz do nich. Potrzebna będzie: tarcza korundowa do stali, tarcza korundowa zielona do widii, tarcza z nasypem diamentowym do cięcia szkła (tak się nazywają te tarcze do kupienia na popularnym portalu aukcyjnym) i tarcza boczna – ewentualnie obwodowa – o szerokości co najmniej 10 mm do ostrzenia widii.

Tarcza do ostrzenia stali jest do zebrania nadmiaru stali wokół widii. Dlaczego? Otóż każda tarcza ma swoją specyfikację: twardość, czyli odporność na wyłupywanie się ziarna, ziarnistość i rodzaj ziarna. Korund (99% Al2O3) jest najlepszy, ale i najdroższy; elektrokorund (94-97% Al2O3) już nie jest taki dobry. Parę procent mniej, a robi dużą różnicę... szkoda używać miękkiej tarczy korundowej do zbierania stali. Lepiej ją zachować do ostrzenia widii.
Bardzo ważnym narzędziem jest diamentowy obciągacz do tarczy. Pozwala on na wyrównanie obwodu tarczy (tarcza nie bije) i usunięcie z jej obwodu starych, tępych ziaren, dzięki czemu tarcza dobrze „bierze”. Jej ziarnistość powinna być zachowana w przedziale: 60-80. Tarcza korundowa ma z reguły 20 mm grubości, ale produkowane są również cienkie, o grubości 4,5 i 6 mm, przeznaczone do ostrzenia groszkowników.
Tarcza z diamentowym nasypem bocznym to tarcza do szybkiego zbierania stępionej powierzchni widii, gdy szkoda nam używać tarczy korundowej. Trzeba pamiętać, by nie dociskać dłuta czy wiertła do jej powierzchni zbyt mocno, bo tylko niszczymy w ten sposób tarczę i diament. Szlifowanie na niej stali jest też czynnikiem, który ją szybko niszczy, więc nie polecam. Zasada jest prosta: tylko ostre ziarno ugryzie twardą widię, tępe, czy „zalepione” stalą lub tłustą kredką kamieniarską nie będzie należycie ostrzyć dłuta czy wiertła. Tarcze z drobnym ziarnem diamentowym (180-220) są przeznaczone do doostrzania raczej niż do zbierania grubej warstwy uszkodzonego dłuta czy stępionego wiertła. Bardzo ważna w nich jest twardość spoiwa, w którym zatopione są ziarna. Jeśli będzie twarde – niczego nie naostrzymy, jeśli miękkie – efekt będzie zauważalny, ale tarczy będzie ubywać..
Pora zatem wziąć dłuto i naostrzyć, bo tępym – obciach robić. Najprościej zacząć od szpica. To dłuto do obróbki zgrubnej, gdzie kąt stożka wierzchołka powinien wynosić od 60 do 80°. Powierzchnie boczne powinny być proste, a wierzchołek stożka – idealnie pośrodku dłuta. Dłuta płaskie ostrzymy na dwa sposoby: a) boczne powierzchnie są proste, aż do końca w stronę ostrza; b) boczne powierzchnie biegną po łuku w stronę ostrza.
Typ a) to typowy szlif do piaskowca, a z lekką fazką na krawędzi ostrza – także do granitu. Typ b) to typowy sposób ostrzenia włoskich dłut do marmuru. (Taki łuk pomaga w tzw. kołyskowym sposobie prowadzenia dłuta zwanym „wybieraniem”.)
Gradziny to dłuta używane do obróbki po szpicowaniu, ich zadaniem jest zebranie nadmiaru materiału w postaci „górek”. Gradzina musi zbierać, ale nie powinna się zbytnio zagłębiać, czy wcinać w materiał. Potrzebuje zatem kąta ostrza 50 do 60° i ukształtowania bocznych krawędzi zębów. Dzięki lekkiemu ich zeskosowaniu zabezpieczamy dłuto przed wykruszeniem narożnej części zęba dłuta. Dodatkowo, ich szerokość jest zmienna w zależności od przeznaczenia dłuta: gradzina zgrubna ma duże przerwy między zębami, a wykańczająca prawie ich nie ma...
Odbijaki powinny być również ostrzone zgodnie z ich pierwotną geometrią, dłuta do szarierowania powierzchni – lekko w „łódkę” i idealnie po prostej linii ostrza.

Rzadko używanie u nas ryflowniki według rysunku. A ryflownik – tak w ogóle – jest ciekawym dłutem, bo służy mi np. do wybierania wewnętrznej oszlakowaniej wcześniej płaszczyzny; więc polecam, zwłaszcza te skośnie ostrzone.
Jeśli zaś ktoś z Was chce ostrzyć wiertła – niech robi to jak najwierniej według rysunku na sąsiedniej stronie. Dzięki temu otwór będzie okrągły, a wiercenie przebiegnie sprawnie i bez uszkadzania materiału i narzędzia. Polecam zwłaszcza wiertła o widii trójramiennej, bo łatwo ją naostrzyć, dobrze i szybko wierci nawet twardy granit. Wiertła (i katalog z przydatnymi rysunkami) mam od firmy Widuto.
To tyle na temat ostrzenia dłut, o którym pisze niemiecki katalog Königa. To dobre źródło wiedzy kamieniarskiej. Ale czy jest to źródło wyczerpujące temat ostrzenia? Poniżej zobaczcie proszę ułamek tego, co Polak do sztuki ostrzenia wnieść od siebie potrafi…
#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz #zdlutawziete #zDłutaWzięte

To, że na Czarnym Lądzie liczy się bieżąca chwila, już wiecie! Każdy tekst pozwala Wam się coraz bardziej zaznajomić i oswoić z codziennością RPA oraz filozofią życia Czarnych i Białych. Nasuwa się jednak pytanie: czy to wszystko ma sens, jeżeli uderza w nas zastój czy – co tu dużo mówić – kryzys. Który paraliżuje poniekąd naszą pracę, a czasami – co gorsza – płynność finansową.
Niech pierwszy rzuci kamieniem (co w naszej branży jest dość łatwe), kto nie miał myśli, czy to ma sens? Czy jest sens stawiać kolejną maszynę, budować kolejną halę, inwestować w ludzi, w sprzęt czy materiał? Nieważne, czy to jednoosobowa działalność, czy firma 200-osobowa, schemat działania jest ten sam. Dochodzimy do punktu, czy warto dalej iść? Czy nie lepiej się trochę opanować i zatrzymać lub po prostu przeczekać i poczekać na „lepsze czasy”?
Dla mnie funkcjonowanie w czasach chaosu gospodarczego – czy kryzysu – jest jak bycie pasażerem w samolocie. Jaki masz wpływ na to, czy dolecisz do celu? Jaki masz wpływ czy nie spadniesz do oceanu i w sumie jaki masz wpływ na to, czy samolotu nie strąci jakaś rakieta? Dosłownie żaden. Jesteś jedynie pasażerem statku, który przemierza swoją trasę, a czy twoja podróż zakończy się szczęśliwie, nie masz żadnego wpływu.
Jeżeli masz już poukładaną produkcję, w miarę możliwości sprawny sprzęt, ułożoną załogę, to już tylko brakuje w tym wszystkim rynku zbytu, o który niestety jest bardzo ciężko w tym roku. Dziś każdy będzie szukał oszczędności w firmie, tzw. szukanie kosztów. Im bardziej je ograniczymy, tym bardziej możemy pchnąć ten wózek do przodu. Lecz czasami możliwości się kończą i pozostaje nam nadzieja, że jakoś to się wszystko poukłada.
Mieliśmy ambitne cele w RPA, chcieliśmy zbudować na Czarnym Lądzie zakład podobny do tego, który mamy w Polsce. Przez poprzednie teksty z cyklu TIA przetoczyło się od groma wątku na temat płacy i jej pochodnych, prądu, kosztów transportu, czy po prostu kosztów życia – nie ma co mówić: produkcja w RPA jest tańsza niż w Polsce. Tylko pozostaje bardzo ważne pytanie: jak w krótkim czasie postawić firmę wielkości zakładu KZK (Kamieniarstwo Zenon Kiszkiel) w takim dzikim i nieprzewidywalnym kraju jakim jest RPA, skoro Zenon potrzebował ponad 30 lat, żeby dojść do tego miejsca, gdzie jest dzisiaj? Przy dzisiejszej zyskowności, czy możliwościach sprzedaży, po prostu się nie da.
Mimo wszystko twierdzę, że udało się i tak bardzo dużo osiągnąć. Plany były ambitne na ten rok: kupno kolejnej koparki, zakup dump truck (wozidła), czy inwestowanie w rozbudowę ZG (Zenon Granite – miejsce, gdzie stoi suwnica i linki). Cóż… Szybko ten rok nas sprowadził na ziemię i wyznaczył nowe cele: przetrwać i utrzymać produkcję! 
Wytłumaczyć Czarnym – i w sumie Burom – co dzieje się w Europie, jaki nas kryzys złapał, to tak jakby im tłumaczyć, że w czasie zimy używamy ogrzewania podłogowego w celu utrzymania przyjemnej temperatury w domu. Po czym patrzą na Was, jak na debili i pytają: „Czemu?” Więc ręce opadają, ale podnosisz palec, pokazujesz im zakres ich obowiązków i każesz wrócić do pracy.
Nie można – i w sumie nie wolno – próbować przenosić wzorców z jednego kontynentu na drugi. To skrajnie różne społeczności. Dla nich codziennością jest to, że każdy Bur chodzi z kaburą, a Burka w torebce nosi rewolwer, krata w domu musi zostać zasunięta, aż do momentu, kiedy usłyszysz trzask rygla, a Czarny wróci do swojego domku z blachy falistej i będzie rozmyślał nad tym, co się zepsuło w tym kraju, że jest tam, gdzie jest.
Bycie elastycznym w produkcji na kamieniołomie jest dość ciężkie, kiedy ograniczają cię możliwości finansowe. Musisz podjąć decyzję, czy idziemy tylko tam gdzie jest czysty materiał i trochę podjeżdżamy kamieniołom z nadzieją, że kryzys się skończy i za jakiś czas wrócimy do otwierania kolejnych przodków, czy jednak zostajemy przy filozofii, że za wszelką cenę utrzymujemy produkcję, ale otwieramy kolejne miejsca z nadzieją, że starczy nam kasy na wszystko.
Jedyną ważną zmienną, którą udało nam się dość mocno ograniczyć, jest liczba pracowników, którą udało się w miarę łagodny sposób zredukować. Około 12 osób w ciągu roku odeszło nie narażając firmy na spadek produkcji, a może nawet na lekkie jej zwiększanie. Tylko koszty są dalej potężne. Ale jak to mawiał klasyk: „szefa nie poznaje się po tym jak rządzi w czasach, kiedy jest dobrze, tylko wtedy, kiedy następuje kryzys!”. TIA – This is Africa.

Co słychać w naszej branży.
Nowa nazwa, nowe logo

Firma Impekstir Operations Sp. z o.o. informuje o połączeniu z firmą Przedsiębiorstwo Wydobywania, Przerobu i Sprzedaży Kamienia Budowlanego „KWARC” Sp. z o.o. Poprzez połączenie, od 2 kwietnia funkcjonować będzie nowa nazwa spółki: „Kopalnia Granitu Impekstir Sp. z o.o.”.
Kopalnia granitu Impekstir kontynuować będzie działalność w branży kamieniarskiej, zajmując się wydobyciem, przerobem i sprzedażą kamienia.
Dane spółki:
Kopalnia Granitu Impekstir Sp. z o.o.
ul. Kopernika nr 27, 58-150 Kostrza
Ceramika Paradyż mecenasem sztuki

Ceramika Paradyż została partnerem wystawy w Polskim Pawilonie na Biennale w Wenecji.
Wkład firmy w tegoroczną wystawę niesie za sobą nie tylko aspekt finansowy, ale również symboliczny. Wsparcie inicjatyw, takich jak performance ukraińskiego kolektywu Open Group „Powtarzajcie za mną II” w Polskim Pawilonie, potwierdza nie tylko wrażliwość społeczną firmy, ale także znaczenie sztuki jako integralnej części naszego życia.
La Biennale di Venezia, czyli międzynarodowa wystawa sztuki, odbywa się w Wenecji od końca XIX w. i jest uważana za jedno z najważniejszych wydarzeń w świecie sztuki. Hasłem tegorocznego biennale jest „Foreigners Everywhere / Obcokrajowcy są wszędzie”, dlatego naturalną odpowiedzią dla Marty Czyż, kuratorki polskiej wystawy, było zaproszenie do współpracy ukraińskich artystów z projektem, w którym biorą udział uchodźcy z Ukrainy.
60. Międzynarodowa Wystawa Sztuki – La Biennale di Venezia, otworzy się 20 kwietnia i potrwa do 24 listopada 2024 roku.
Zjazd związku kamieniarstwa
Od 7 do 9 czerwca 2024 r. Bronisławów k. Piotrkowa Tryb. będzie gościł kamieniarzy uczestniczących w XXIX Walnym Zjezdzie Polskiego Związku Kamieniarstwa. Będzie to zjazd wyborczy, na którym będą wybierane władze Związku na kolejną kadencję.
Organizatorzy mają nadzieję na wysoką frekwencję. Z tego powodu wybrano lokalizację w centralnej Polsce z wygodnym dojazdem autostradami. Bliskość malowniczego Zalewu Sulejowskiego ma również zachęcać do spędzenia tego weekendu w kamieniarskim gronie. Zjazd obędzie się w hotelu Magellan, w którym zachętą ma też być kompleks basenowy i szeroka oferta zabiegów SPA.
Jeden ze zjazdowych dni tradycyjnie poświęcony będzie na zwiedzanie okolicy w sposób umożliwiający poszerzenie wiedzy kamieniarskiej. Program wycieczki jest jeszcze owiany tajemnicą, ale bliskość Bełchatowa i pewnej znanej wielkiej dziury w ziemi pozwala na spekulacje.
Partnerem spotkania jest firma Cosentino.
Więcej informacji: www.kamieniarze.org.pl