Reklama


Artykuły

Montaż nagrobków, część 1 Fundament to podstawa

Autor: Dariusz Chrzanowski   |   Data publikacji: czwartek, 07 marca 2024 08:35

kk128_Strona_26_Obraz_0001.jpg

Na temat montażu nagrobków na łamach Kuriera pisano już wielokrotnie. Mimo to zdecydowałem się do tematu wrócić. Z racji zawodu i wykonywanych czynności z tym zawodem związanych, nagminnie spotykam na cmentarzach błędy, które albo są wynikiem zwykłej niewiedzy, niedbalstwa albo, no właśnie: „Dlaczego tak?”.

Fundament
Najważniejszy, jak zawsze, jest fundament. Kluczowym tematem jest przygotowanie terenu. Podłoże pod nagrobkiem powinno być stabilne, nośne i odpowiednio wyrównane. Najlepiej jest ubić je i zagęścić, używając do tego celu zagęszczarki. Przy niestabilnym podłożu powinny zostać podjęte dodatkowe czynności stabilizujące polegające na palowaniu w narożnikach pod fundamentem. W przypadku tzw. mogiły ziemnej jako elementy stabilizujące należy zastosować odpowiedniej długości legary, które podkładamy pod ramkę fundamentową.

Podkład pod nagrobkiem powinien stanowić zawsze zamkniętą konstrukcję w postaci:
- betonowej konstrukcji piwnicy grobu lub
- lanego fundamentu o grubości minimum 12 cm lub
- betonowej, odpowiednio zbrojonej, ramki o grubości dostosowanej do spodziewanego obciążenia (patrz Norma Nagrobkowa, o której też napiszę – www.kurierkamieniarski.pl/normanagrobkowa/).

Sam fundament powinien być dostatecznie głęboki i na tyle solidny, aby utrzymać ciężar całego nagrobka i skutecznie zapobiegać przed zapadaniem się całości konstrukcji w grunt. Przed wylaniem odpowiedniego fundamentu należy upewnić się czy zamawiający planuje lub przewiduje dochówek i uwzględnić to już na etapie wykonania fundamentu.

Rama fundamentowa
Najbardziej popularnym rozwiązaniem stosowanym jako podbudowa nagrobka grobu ziemnego jest, wspomniana już, betonowa rama fundamentowa. Jest to gotowy element, tzw. prefabrykat, którego wyrobem zajmują się wyspecjalizowane
w tym zakłady betoniarskie. Nierzadko wykonywane one są też przez samych kamieniarzy lub przez inne przypadkowe osoby, które znalazły sobie niszę do zarabiania. W tym ostatnim przypadku nagminne jest stosowanie zbyt delikatnego, jak na element fundamentowy, zbrojenia. Taka ramka wygina się już pod swym własnym ciężarem i nie jest odpowiednia, by można było stosować ją jako podbudowę nagrobka. Dlatego, jeśli chcemy zadbać o swoją markę i wizerunek firmy, nie dajmy się skusić niską ceną takiej ramki.

Jak już wspomniałem, podkład pod nagrobek powinien stanowić pewną, stabilną i zamkniętą konstrukcję, w tym przypadku odpowiednio zbrojoną ramę, a jej grubość i zbrojenie zależne jest od przewidywanego ciężaru nagrobka.
Zastosowanie gotowej ramki fundamentowej jako podbudowy pod nagrobek nie tylko skraca czas wykonania całego fundamentu, ale przede wszystkim jest to najlepsze rozwiązanie w przypadku przewidywanego dochówku.

Legary jako podbudowa ramki fundamentowej
Aby usadowić nagrobek na mogile ziemnej, z przewidzianym dochówkiem, należy na wcześniej odpowiednio przygotowanym gruncie, posadowić dwa legary: jeden w „głowie”, drugi w „nogach”. Legary muszą przylegać całą swoją powierzchnią do podłoża i być wsparte swoimi dłuższymi końcami (z prawej i lewej strony mogiły), w miarę możliwości, na tzw. gruncie nie kopanym. Im szersze legary (absolutne minimum to 20-25 cm), tym lepsze rozłożenie ciężaru konstrukcji nagrobka na grunt. Jest to o tyle istotne, że ciężar całej konstrukcji rozkłada się na większej powierzchni, dzięki czemu jest on mniejszy punktowo, co minimalizuje możliwość zapadania się w grunt.
Zwracam uwagę na to, że wspomniane legary nie mogą być uszkodzone lub pochodzić z tak zwanego odzysku, czyli: z elementów lastrykowych starego nagrobka lub innych elementów np. ogrodzeń, wzmocnień, słupów itp. Już na etapie osadzania legarów należy uwzględnić dwuprocentowy spadek od „głowy” w stronę „nóg” naszego nagrobka. Pozwoli to na późniejsze odprowadzanie wody opadowej z powierzchni elementów nagrobka. Samo położenie i odpowiednie wypoziomowanie legarów nie wystarczy. 

Aby wykonać to poprawnie, należy dokładnie ubić (zagęścić) miejsce ich osadzenia. Najprostszym sposobem jest użycie zwykłego młotka i za pomocą trzonka dokładnie zagęścić grunt wokół każdego z dwóch legarów. Oczywiście kontrolując tę czynność poziomicą, by podczas zagęszczania nie zmienić ułożenia wcześniej wypoziomowanych legarów.
Na tak wypoziomowanych legarach kładziemy ramkę fundamentową. Ramka nie może być mniejsza swym obwodem od obrysu nagrobka. Niejednokrotnie, przy demontażu nagrobka, spotykam się z sytuacją, że ramka nie stanowi jednej całości. Niektórzy kamieniarze/montażyści nagrobków, by spełnić powyższy warunek dotyczący ramki i obrysu wykładziny, rozcinają ramkę na dwie części i obie połowy rozsuwają od siebie i w ten sposób dostosowują się do rozmiaru wykładziny nagrobkowej. Jest to oczywiście działanie wbrew zasadom. Ramka fundamentowa, by w pełni spełnić swoje zadanie, powinna być w całości. Jako zamknięta konstrukcja.

W ten sposób nie tylko zespala ze sobą elementy nagrobka, zapobiegając „rozchodzeniu” się ich na boki, ale także zwiększa ich wytrzymałość. Mam tu na myśli naprężenia i siły działające na konstrukcję naszego nagrobka przy ewentualnym osiadaniu gruntu. Dwa oddzielne elementy rozciętej na pół ramki mogą potęgować przeciwstawne siły działające na element(y) nagrobka, co w konsekwencji doprowadzi do jego uszkodzenia.
Kolejną ważną sprawą jest to, że ramka musi dokładnie przylegać do legarów
i leżeć na nich stabilnie, nie może klawiszować. Jeśli tak się dzieje, należy ustalić, który to róg ramki klawiszuje i za pomocą poziomicy ustalić, czy przyczyną jest ramka, czy może jednak legar. Po poprawnym ustawieniu, wypoziomowaniu i sprawdzeniu wszystkiego, mamy gotowy fundament pod nagrobek.

Podsumowanie
Jak wynika z mojego opisu, osadzenie legarów i ramki fundamentowej wymaga niemałej uwagi, odpowiedniej staranności, a to razem wiąże się z poświęceniem na to cennego czasu. Jednakże ma to dość duże znaczenie, powiedziałbym – fundamentalne.
Bardzo często słyszę, gdy spotykają się kamieniarze/montażyści nagrobków i „chwalą się” ile to montaży nagrobków ich ekipa jest w stanie wykonać w ciągu jednego dnia. W porządku, nie zazdroszczę, a tym bardziej nie zabronię, ale czy ta ilość i szybkość nie odbiją się później czkawką? Solidny fundament to podstawa.

 


 

Dariusz Chrzanowski, autor tekstu
– mistrz w zawodzie kamieniarz
– jest biegłym sądowym w zakresie kamieniarstwa,
a także rzeczoznawcą ds. jakości produktów lub usług
przy Wojewódzkim Inspektoracie Inspekcji Handlowej w Gdańsku.

Kontakt do autora:
abakor.biuro@wp.pl

#dariuszchrzanowski

przeczytaj cały artykuł

Chomik w głowie

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 06 marca 2024 11:45

W zasadzie wszyscy to mamy. Czasem podejmujemy złe decyzje wbrew oczywistym faktom. Wbijamy sobie w głowę jakąś koncepcję i pomimo oczywistych argumentów, że pomysł jest zły – realizujemy go. To tak, jakby w naszej głowie był chomik ze swoim kołowrotkiem – karuzelą. Dla chomików to świetna zabawka zapewniająca solidną porcję rozrywki i ruchu, ale one mają swój rozum i potrafią wycofać się z biegania w kołowrotku.

Niestety, nasz mózg może aktywować się w tryb karuzeli, bez refleksji i szans na rezygnację z biegania w kółko. W życiu przykładów jest wiele. Kiedyś miałem szefa, który był typem naukowca, który ciągle szuka lepszych rozwiązań. Pamiętam, jak kiedyś, po głębszych studiach literatury naukowej, wymyślił nowy system wynagradzania pracowników, którzy mi podlegali.

Wyglądało to nieźle, więc zacząłem wdrażać nowy system. Jak łatwo się domyślić, ludzie nie byli zadowoleni. Podejrzewali, że nowy system będzie dla nich niekorzystny i zarobią mniej. Tak nie było, ale kilka dni rozmawiałem z całą grupą – oraz z każdym z osobna – aż w końcu ich przekonałem. Czekałem na koniec miesiąca, żeby po nowemu rozliczyć ludzi. Nagle wzywa mnie szef i mówi, że poczytał i ma nowy pomysł na liczenie wynagrodzeń. Chomik ruszył.

Wśród firm kamieniarskich też nie brakuje przykładów.
Dość typowe jest usiłowanie za wszelką cenę stworzenie w firmie – jak to się nazywa w marketingu – nowej jednostki biznesu. To cenna koncepcja, ale ta nowa działalność powinna opierać się – jak każda – na racjonalnych przesłankach: wiedzy o tej działalności, możliwości pozyskania pracowników, wiedzy o rynku w wybranej branży, czy konkurencji jaką spotkamy. Niestety dość często sam pomysł powstający w głowie przedsiębiorcy jest wystarczający, aby chomik w głowie wszedł na karuzelę.

Znam przynajmniej kilka przykładów, gdy właściciel firmy kamieniarskiej powołał nową działalność w postaci, na przykład, restauracji. Byłem w takiej. Nieduża miejscowość, miejsce dość przypadkowe. Spora restauracja, raczej odległa od centrum czy jakiejś trasy przelotowej. Byłem tam około 16 – zamówiłem kawę i okazało się, że personel ma problem z wydaniem reszty z 50 zł. Miły kelner stwierdził, że do teraz ma utarg 20 zł i nie ma jak wydać.
Chomik w głowie nie wchodzi na karuzelę tylko u szefów firm.

W jednej z firm kamieniarskich nowy magazynier wbrew narzuconym zasadom postanowił zmodyfikować system składowania narzędzi. Ponieważ nie orientował się w samej kamieniarskiej robocie, to chomik w głowie podpowiedział mu ciekawe rozwiązanie. Przeorganizował magazyn. Po robocie uznał, że jest pięknie. Lokalizacja była według kolorów opakowań – i tak na jednej półce znalazły się niebieskie rzepy, tubki kleju w niebieskich opakowaniach oraz wiertła – jak łatwo zgadnąć – w niebieskich pudełkach. Starzy pracownicy mówili mu, że to głupie, ale on uważał, że tylko szef może mu coś polecić – a on ma ważniejsze sprawy i nie będzie z nim takich spraw uzgadniał.

Inwestycje to też pole do popisów z chomikiem w głowie. W firmie potrzebna jest nowa wydajniejsza maszyna do polerowania. Oczywiście to poważna decyzja, więc szef sporo o niej myśli. No i rusza chomik w głowie. Leasing czy kredyt? Dwa razy wydajniejsza od tej co mamy, czy może jeszcze większa, bardzo wydajna? Jakoś chomik podpowiada „większa” i myśli skupiają się na finansowaniu. Damy radę! I tak w zakładzie staje maszyna wielokrotnie przewymiarowana – za to kredyt do płacenia jest ogromny. Na dodatek rynek, który obsługujemy, jest znacznie mniejszy od możliwości nowej zabawki.
Podsumowując, jeśli dopadnie nas jakiś genialny pomysł, nie analizujcie go samodzielnie. Pytajcie, rozmawiajcie z fachowcami i pracownikami. Nigdy w samotności. Pamiętajcie, gdzieś w głowie może być chomik ze swoją karuzelą.

 

 

przeczytaj cały artykuł

TIA cz. 22 Afryka – słońce i piękna pogoda?

Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data publikacji: środa, 06 marca 2024 11:34

kk128_Strona_58_Obraz_0001.jpg

Pierwsze skojarzenie, jakie nam się nasuwa, gdy myślimy o Afryce i jej pogodzie, to: musi być bardzo gorąco, a słońce nigdy nie przestaje świecić. To prawda. Słońce, które operuje w RPA i Afryce, opala szybciej, góruje wyżej niż w Europie, ale niestety jest też dużo bardziej niebezpieczne niż w Polsce.

 Jak dobrze wiecie, maszyny budowlane w swoim standardzie malowane są na kolor żółty. Można zadać pytanie, dlaczego? Odpowiedź jest prosta: kolor żółty jest bardzo dobrze widoczny na różnym tle – i w dzień, i w nocy. Wyobraźcie sobie sprzęt budowlany koloru czarnego w nocy – przepis na tragedię w czystej postaci! Kolor żółty kojarzy nam się z ostrzeżeniem, potencjalnym niebezpieczeństwem – czerwień to zagrożenie – więc producenci w standardzie zawsze malują na żółto. Czy to jest Volvo, CAT, Komatsu czy BELL, każdy z tych producentów zażąda dopłaty za zmianę koloru maszyny. Dla sprawdzenia tej teorii możecie poprosić swoje dzieci, aby narysowały koparkę, ładowarkę lub wozidło. Sami zobaczcie, którą kredkę pierwszą wezmą do ręki.


Wrócimy jednak do naszej kochanej RPA. Więc mamy kolor żółty, który w Europie jest rozpoznawalny i widoczny z daleka. Przy tym jest trwały. No ale niestety w RPA wchodzimy na inny poziom nasłonecznienia, a co za tym idzie, kolor ten staje się po kilku latach dosłownie o kilka tonów jaśniejszy.
Nie byłem tego świadomy bardzo długo. Przy naprawie którejś awarii zobaczyłem kawałek ramy, który zwykle jest zasłonięty przed promieniami słońca. Jakbym zobaczył dwa różne kolory. Nie uwierzyłem i aż ściągnąłem okulary przeciwsłoneczne, żeby się upewnić, czy dobrze widzę.
Jeżeli słońce, które operuje tak mocno, potrafi zmienić kolor maszyn, to co musi się dziać w kopalni? W RPA nie jest to częsty widok, ale latem w Polsce często można zobaczyć paralotniarzy, którzy – dzięki ciepłym prądom powietrza z wyrobisk górniczych – nabierają bardzo szybko wysokości pozwalającej na długie i wysokie loty.

W RPA dzisiaj prowadzimy eksploatację tarasową i schodzimy coraz niżej w głąb góry. Powiedzmy, że jesteśmy na poziomie głównej drogi dojazdowej na kopalnię, ale względem szczytu jesteśmy niżej jakieś 30 – 35 metrów. Różnica poziomów jest tak dużą, że żar bijący od nagrzanej skały generuje wznoszące prądy gorącego powietrza, które są w stanie skutecznie zatrzymać chmury burzowe napływające nad kopalnię. Oczywiście nie mówię, że wszystkie opady są zatrzymywane – te mniejsze do nas nie docierają, a nawet jeżeli dotrą, to są przelotne.
My biali jesteśmy przystosowani do konkretnych temperatur, przy których jesteśmy w stanie pracować. Uśredniając: temperatura do 35 stopni jest do zaakceptowania i w miarę możliwości możemy pracować fizycznie. Ale gdy temperatura przebija 40, a nawet i 45 stopni, fizjologia naszego organizmu włącza czerwoną lampkę bezpieczeństwa i każe w schronieniu przeczekać taki okres. W RPA od końca listopada do końca lutego jest środek lata, czyli w teorii pora deszczowa.

Ten rok jednak był specyficzny, bo od 15 do 30 grudnia były potężne opady deszczu oraz ogromny sztorm w okolicach Durbanu i Kapsztadu, a od początku stycznia przyszła piękna pogoda z bardzo wysokimi temperaturami, które oscylowały w okolicy 40 – 45 stopni w cieniu. Jeśli nie jest się na wakacjach, nad basenem klimatyzowanego hotelu, 40 stopni od godziny 11 do 16 nie jest niczym przyjemnym. A w kopalni to ekstremalnie ciężkie warunki.
Podłoże, po którym chodzimy, to granit – bardzo często nagi – który rozgrzewa się do takiej temperatury, że człowiek nie jest w stanie ustać w jednym miejscu nawet chwili. Wiąże się to z bezustannym ruchem, żeby nie czuć przez podeszwę buta gorąca, wręcz wrażenia, że chodzi się po rozżarzonych węglach. Dodajmy jeszcze wysokość – jesteśmy na płaskowyżu w Górach Smoczych, czyli 1600 metrów nad poziomem morza.

My biali tak to odczuwamy. A nasi czarni koledzy? U nich to jest inna bajka. Tak naprawdę komfort cieplny odczuwają od 30 stopni w górę, ale mimo wszystko przy takich temperaturach mają na sobie podwójne ubrania robocze (bluza i spodnie). No i standardem, który zawsze nas zadziwia, jest zimowa, frotowa czapka pod kaskiem! Nie chcę wiedzieć, co mieszka im we włosach, ale – jeśli mam być szczery – to do temperatury 40 stopni nigdy nie widziałem kropli potu na ich czołach!

Oprócz ludzi w kopalni bardzo ważny jest sprzęt. To, że silniki chodzą na maksymalnych obrotach, to wiemy. I że oleje, smary czy płyny chłodzące są tak samo ważne, jak dla nas butelka wody. W okresie afrykańskiego lata często maszyny odmawiają posłuszeństwa.
Dopiero niedawno dowiedziałem się, że maszyny Volvo mają trzy tryby pracy: tryb A – w strefach chłodnych, gdzie nie ma potrzeby tak intensywnego chłodzenia maszyn (okolice podbiegunowe); B – w strefach umiarkowanych, w tym w Polsce; no i C – strefy gorące, gdzie chłodzenie maszyn musi być na najwyższym poziomie. Jak dobrze wiecie z poprzednich artykułów, większość maszyn kupowaliśmy w Polsce z przeświadczeniem, że co to za różnica, gdzie kupujemy maszynę, a w Polsce jest taniej i szybciej niż w RPA. Tylko, że ten Szwed, który składał i programował maszynę, ustawił ją do pracy w Polsce, a nie na Czarnym Lądzie – z upływem czasu ich żywotność szybko spada, bo funkcjonują nie w warunkach, do których były przewidziane.
Nie mówiąc już o operatorze – przepraszam, o „Panie operatorze” – którego zadaniem jest jazda maszyną, a nie jej kontrolowanie techniczne. Co niestety wpędza firmę w potężne koszty! Bo awarie sprzętu, oprócz generowania kosztów bezpośrednich naprawy, spowalniają również produkcję, co odbija się czkawką po dwóch – trzech miesiącach w Polsce.

Skupiłem się na słońcu. Ale nie zapominajmy, że mamy jeszcze deszcze, których w żaden sposób nie można wyobrazić sobie – ani opisać – dopóki ich się nie doświadczy. To ściana wody, dosłownie. Jeżeli trwa dzień – dwa, to jest jeszcze do zaakceptowania. Bywa jednak, że tak intensywny deszcz pada przez trzy tygodnie bez przerwy. To paraliż kopalni prawie na cztery tygodnie – to, co spadło, musi wsiąknąć lub wyparować. A jak wiecie, tu wszystko pokryte jest gliną, która dobrze radzi sobie z wodą pod warunkiem, że się jej nie rusza do momentu wyschnięcia.
Zatem w ciągu roku – oprócz przerw na urlopy – dochodzą przerwy spowodowane awariami i skrajnymi warunkami pogodowymi. Skutek jest taki, że od początku istnienia firmy w RPA nie pamiętam, bym w którymś roku przepracował więcej niż 10 miesięcy. Dlatego całoroczną produkcję dzielę na 10, a nie na 12. TIA – This is Africa.

 

 

przeczytaj cały artykuł

RODO: Minimalizuj gromadzone dane

Autor: Artur Majchrzycki   |   Data publikacji: środa, 06 marca 2024 11:21

kk128_rodo1.jpg

Coraz częściej daje się zauważyć sprzeciw wobec nadmiernemu gromadzeniu danych, w tym danych osobowych. Stajemy się coraz bardziej świadomi co i komu przekazujemy. Nie uzupełniamy już wszystkich pozycji w formularzach, kwestionujemy zasadność zbierania nadmiarowych danych. Co najważniejsze, mamy już świadomość, że ochrona naszego prywatnego maila – jego treści oraz dostępu do niego – jest kluczowa dla naszego bezpieczeństwa tak samo jak ochrona dowodu osobistego. Ale jest też druga strona medalu, podmiot, który pozyskał nasze dane.

Żyjemy w czasach ogromnego i intensywnego gromadzenia danych narażając się na coraz większe ryzyko utraty kontroli nad nimi, a przez to skutecznej ochrony. Jak wiadomo, jednym z głównych obowiązków administratora danych wynikających z RODO jest zapewnienie odpowiednich środków dla bezpieczeństwa danych. Te środki powinny chronić przed nieuprawnionych i niezgodnym z prawem przetwarzaniem danych osobowych, w tym przed kradzieżą, zniszczeniem, uszkodzeniem lub ich ujawnieniem.

Skąd administrator ma wiedzieć jakie środki ma zastosować, aby dane były bezpieczne? Dokonując analizy ryzyka, czytając wytyczne organów czy zatrudniając specjalistę. W tym artykule zajmiemy się zagadnieniem transportu danych na przenośnych dyskach. W tym miejscu należy zauważyć, że dysk w laptopie jest także środkiem transportującym dane.
Jeżeli administrator nie zablokował portów USB, może dochodzić do zgrywania danych na pamięci masowe: pendrive, dyski zewnętrzne, karty SD, smartfony oraz tablety.

Tak więc urządzenie przenośne należy zabezpieczyć analizując kwestie:
- możliwej kradzieży lub zgubienia,
- wgrania złośliwego oprogramowania,
- nieuprawnionego dostępu do plików.

Jakie się zabezpieczyć? Wewnętrzne procedury i regulaminy na nic się nie zdadzą, jeżeli nie będą stosowane. Dokumentacja pozwala jedynie uporządkować środki, które powinny być stosowane w danym przypadku. Natomiast środki bezpieczeństwa należy stosować. I je regularnie sprawdzać. O jakich środkach mowa?

Techniczne środki bezpieczeństwa:
- szyfrowanie dysków, pendrive’ów i pozostałych nośników,
- zabezpieczanie hasłem dostępu do plików.

Dodatkowo trzeba mieć na uwadze, aby:
- pracownik usuwał dane z pamięci, gdy są już zbędne,
- robić kopię przeniesionych danych na pamięć sieciową, aby w przypadku zgubienia urządzenia była możliwość ich odtworzenia,
- urządzenia pochodziły od renomowanych dostawców,
- dokonywać przeglądów pamięci przenośnych w celu upewnienia się, że są przechowywane na nim jedynie dopuszczalne dokumenty (bez nielegalnych programów/materiałów),
- pamięci masowej nie pozostawiać bez nadzoru (w szczególności podczas transportu), a nieużywana pamięć powinna być zabezpieczona (np. przechowywana w bezpiecznym pomieszczeniu/szufladzie),
- pracownik mógł zgrywać dane na pamięci masowe tylko na krótki okres, a jeżeli to możliwe, powinien być wdrożony system, który automatycznie usuwa dane po określonym czasie,
- była możliwość (o ile to wykonalne) zdalnego usunięcia danych (na odległość) z pamięci pracownika.

Podsumować powyższe można jednym zdaniem: zwiększ świadomość bezpieczeństwa pracowników i szyfruj dane!
Te zasady powinno się wdrożyć w firmie w postaci wewnętrznych polityk i zakomunikować całemu personelowi. Gdy już dojdzie do naruszenia ochrony – bez znaczenia czy z powodu ludzkiego błędu czy kradzieży – będziemy pewni, że technologie i jej zabezpieczenia nas nie zawiodą. W końcu, jeżeli dane były szyfrowane to możliwe, że nie będzie konieczności zgłaszania naruszenia.


 

Artur Majchrzycki – Inspektor Ochrony Danych,
jest ekspertem ds. ochrony danych osobowych.
Specjalizuje się w problemach związanych
z wdrażaniem przepisów ochrony danych osobowych.
Posiada wieloletnie doświadczenie związane
z zabezpieczeniami informatycznymi w ochronie danych.
Audytor Wewnętrznych Systemów Zarządzania
Bezpieczeństwem Informacji zgodnego z ISO/IEC 27001.

Kontakt do autora:
tel. 501 15 11 15
email: a.majchrzycki@moment24.pl

przeczytaj cały artykuł

Mediacja - Rozwód w biznesie

Autor: Monika Hernik-Oko   |   Data publikacji: środa, 06 marca 2024 11:07

kk128_rozwod.jpg

Rozstań w związkach formalnych i nieformalnych, naszych, bliskich, znajomych i nieznajomych doświadczamy w życiu często. Te formalne kończą się rozwodem orzeczonym wyrokiem sądu, poprzedzonym procesem sądowym, w zależności od stopnia skonfliktowania stron mogącym trwać kilka, a nawet kilkanaście lat. Te nieformalne najczęściej udaje się przeprowadzić bez sądu. Część do sądu jednak trafia – w szczególności, gdy strony łączy wspólne zobowiązanie, np. kredyt.

Czy w biznesie zdarzają się rozstania? Oczywiście. Czy muszą kończy się w sądzie? Niekoniecznie. Tym razem kilka słów o „rozwodzie w biznesie”, czyli o rozwiązaniu umowy spółki cywilnej.

Spółka cywilna, wbrew nazwie, w sensie prawnym, spółką nie jest. Jest umową. Tak samo jak małżeństwo. Podobieństwo z małżeństwem można dostrzec również w kwestii wspólności majątku. To nie spółka nabywa majątek, a wspólnicy na prawach wspólności łącznej. Tak jak małżonkowie nabywają majątek na prawach wspólności majątkowej małżeńskiej. Natomiast w przeciwieństwie do małżeństwa, w spółce cywilnej nie można zawrzeć umowy wprowadzającej rozdzielność majątkową.

Wspólnicy spółki cywilnej rozstają się z różnych powodów. Kończą w ogóle działalność spółki w związku z przejściem na emeryturę – i to odbywa się raczej zgodnie. Zdarza się jednak, że po założeniu spółki okazuje się, że wizje i oczekiwania były różne. Jeden ze wspólników woli mały zakład polecany przez klientów, drugi chciałby ekspansji na cały kraj z reklamami w ogólnopolskich mediach. Bywa też, że inaczej oceniają nakład pracy swój i wspólnika. A niedopowiedzenia prowadzą do konfliktu. Na takim etapie warto skorzystać z pomocy mediatora. Zastanowić się, czy w ogóle chcemy dalej działać wspólnie, na co się zgadzamy, ustalić wspólnie role w spółce, zakres i podział obowiązków, wizję rozwoju. Podczas rozmów może okazać się, że jednak nie chcemy już wspólnie działać. Wtedy po prostu opłaca się porozumieć się w kwestii podziału majątku spółki oraz przyszłej, osobnej działalności. Co prawda punktów spornych w takich rozmowach może być sporo – poza pieniędzmi i środkami trwałymi, o nazwę, o znak firmowy, o klientów, jednak w przypadku sporu z pomocą mediatora można spróbować „rozwieść się kulturalnie”. Przede wszystkim w swoim interesie.

Jedna ze spraw zawisłych przed sądem dotyczyła podziału majątku po rozwiązaniu spółki. Podobnie jak w małżeństwie – jeśli strony w trakcie sprawy o rozwód nie porozumieją się co do sposobu podziału majątku wspólnego, jest ona rozpatrywana w odrębnym postępowaniu.
Umowa spółki została zawarta w dniu 16 października 1997 r., na czas nieoznaczony, z możliwością wystąpienia ze spółki poprzez wypowiedzenie swojego udziału – w formie pisemnej – na miesiąc naprzód. Likwidacja udziału miała nastąpić według zasady, że po zapłaceniu długów i zwrocie wkładów nadwyżka wspólnego majątku ulega likwidacji poprzez podział w naturze jej składników lub ich sprzedaż i podział sumy uzyskanej ze sprzedaży. W dniu 2 grudnia 2009 r. jeden ze wspólników wypowiedział, ze skutkiem na dzień 8 lutego 2010 roku, swój udział w spółce. Ponieważ w spółce było jedynie dwóch wspólników, spowodowało to rozwiązanie umowy spółki z dniem 8 lutego 2010 roku. Po rozwiązaniu umowy spółki, wobec braku zgody co do sposobu podziału majątku wspólnego oraz wartości poszczególnych jego składników, wspólnicy w drodze postępowania sądowego próbowali dokonać podziału majątku. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Widzewa w Łodzi I Wydział Cywilny postanowieniem z dnia 6 września 2012 roku oddalił jednak wniosek o podział uznając, że jego złożenie było przedwczesne wobec istniejących zobowiązań wspólników wobec osób trzecich. Wspólnicy bowiem w ramach spółki zaciągnęli w dniu 18 kwietnia 2008 roku kredyt w kwocie 99.667,78 CHF, z terminem spłaty 25 kwietnia 2028 roku. Na dzień 10 stycznia 2012 roku stan zadłużenia wynosił 85.536,65 CHF. W przeliczeniu na PLN kwota zadłużenia wynosiła około 283.000 PLN.
Sprawa trafiła ponownie do sądu – tym razem jeden z byłych wspólników wystąpił z wnioskiem o wyrażenie zgody na dokonanie czynności przekraczającej zwykły zakres zarządu rzeczą wspólną.

Należy zaznaczyć, że wspólnicy spółki byli współwłaścicielami na prawach wspólności łącznej wspólników spółki cywilnej nieruchomości gruntowych o wartości rynkowej 543.515,00 zł, a po rozwiązaniu umowy spółki stali się współwłaścicielami tych nieruchomości w udziałach po 1/2 części. Środki uzyskane ze sprzedaży nieruchomości w całości pokryłyby zobowiązanie wobec banku. Jednak wspólnicy nie potrafili, bądź nie chcieli, dogadać się w tej kwestii. Sąd stwierdził, iż mimo, że od momentu rozwiązania spółki upłynęło do czasu zamknięcia rozprawy ponad 6 lat stronom nie udało się żadnej z nieruchomości wspólnie sprzedać. W ocenie Sądu Rejonowego w Tomaszowie Mazowieckim strony okazały się być niezdolne do współpracy w tym zakresie, wobec czego postanowieniem z dnia 15 lipca 2016 roku wydał zgodę na sprzedaż nieruchomości.
Obie strony złożyły apelację od tego postanowienia. Jednak Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim II Wydział Cywilny Odwoławczy w postanowieniu z dnia 2 lutego 2017 r. zmienił postanowienie Sądu I instancji jedynie w zakresie zmiany minimalnej ceny sprzedaży z 217.364,00 zł na kwotę 271.705,00 zł.
Zgodnie z treścią art. 869. § 1. ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. - Kodeks cywilny „jeżeli spółka została zawarta na czas nieoznaczony, każdy wspólnik może z niej wystąpić wypowiadając swój udział na trzy miesiące naprzód na koniec roku obrachunkowego”. Art. 875 § 2 stanowi, iż „z majątku pozostałego po zapłaceniu długów spółki zwraca się wspólnikom ich wkłady, stosując odpowiednio przepisy o zwrocie wkładów w razie wystąpienia wspólnika ze spółki, a zgodnie z § 3. tego artykułu pozostałą nadwyżkę wspólnego majątku dzieli się między wspólników w takim stosunku, w jakim uczestniczyli w zyskach spółki”. Wydaje się, że rozwiązanie umowy spółki cywilnej i rozliczenie pomiędzy byłymi wspólnikami zgodnie z powyższymi przepisami nie jest procesem skomplikowanym. Jednak, aby tak było, niezbędna jest wola stron do zgodnego zakończenia wspólnej działalności. Niestety strony nie dostrzegają, że brak zgody wpływa negatywnie nie tylko na drugą stronę.

Od dnia rozwiązania umowy spółki do wydania prawomocnego wyroku ze zgodą na sprzedaż nieruchomości minęło 6 lat! W tym czasie strony ponosiły koszty związane z nieruchomościami, jak również z rosnącymi kosztami niespłaconego kredytu. Sytuacja ta utrudniała obu stronom prowadzenie nowej działalności. Strony nie dość, że poniosły koszty, to dodatkowo nie mogły obracać środkami „zamrożonymi” w nieruchomościach, i tym samym zarabiać. Być może gdyby sąd skierował strony do mediacji, nie musiałoby to trwać tak długo, a strony oprócz poniesionych kosztów nie straciłyby ewentualnych zysków.

”Mediacja jest alternatywną dla sądu metodą rozwiązywania sporów – rozwiązywania, a nie rozstrzygania.
Z mediacji obie strony wychodzą „wygrane”, bo wspólnie wypracowały rozwiązanie, a nie dostały rozstrzygnięcie narzucone przez sąd.
Mediacja jest dobrowolna – strony mogą nie wyrazić zgody na mediację, jak również w każdej chwili mogą z niej zrezygnować.
Mediator nie narzuca rozwiązań, nie ocenia propozycji stron ani nie staje po żadnej ze stron – jest bezstronny i neutralny.
Mediacja jest poufna – mediator i strony są związane tajemnicą; mediator nie może być przesłuchany przez sąd co do faktów i okoliczności, o których dowiedział się w trakcie mediacji.
Mediacja jest procesem niesformalizowanym – można o nią wnioskować na każdym etapie postępowania sądowego, a także przed skierowaniem sprawy na drogę sądową, w każdej chwili można z niej zrezygnować, jak również wrócić do niej, z tym że w przypadku mediacji ze skierowania sądu winno to nastąpić przed wydaniem orzeczenia końcowego.”
Kurier Kamieniarski nr 3-6/2023


mgr inż. Monika Hernik-Oko
prawnik, mediator, Członek Zarządu Stowarzyszenia #wartomediować
tel. 661 860 393
www.wartomediowac.pl
39 mediatorów w całej Polsce:
www.wartomediowac.pl/znajdz-mediatora/

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 38 z 241
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2026-08-18 10:17:04
Z powodu przejścia na emeryturę WYPRZEDAŻ czynnego sklepu kamieniarskiego: artykuły pozłotnicze, szlifierki oraz części zamienne, głowice szlifierskie wahliwe, folie do piaskowania piły, grawerki, narzędzia do rzeźbienia, chemia kamieniarska, akcesoria elektryczne, galanteria nagrobna, artykuły BHP, ściernice diamentowe, segmenty diamentowe i koraliki diamentowe na linkę. Przy zakupie osobistym Okazyjne Ceny! Parkowanie przy sklepie. Możliwość zakupu wraz z lokalem (ok. 50 m2). Kontakt: Strzegom, ul. Św. Anny 13, tel. 691 379 901, diamboz.pl diamboz@o2.pl.

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.