Reklama


Artykuły

W związku z... Więcej

Autor: Krzysztof Skolak ZPBK   |   Data publikacji: środa, 17 listopada 2021 13:37

114team.jpg

Co jakiś czas, jak bumerang, wraca pytanie: po co jest Związek? Różne wydarzenia w branży lub wokół niej uświadamiają, że dobrze by było „coś” zrobić w określonej sytuacji, że „ktoś” powinien się czymś zająć, dopilnować, wyjaśnić, lobbować, blokować, popierać, interweniować itd.

Tak, organizacja branżowa jest właśnie po to, by zrzeszać ludzi na co dzień borykających się zawodowo z podobnymi, a czasami nawet takimi samymi problemami, pomagać je definiować, poszukiwać rozwiązań, działać. Polski Związek Kamieniarstwa na pewno stara się reprezentować interesy kilkuset firm kamieniarskich, które tę organizację tworzą. Tematów do załatwienia jest sporo, a dynamicznie zmieniające się otoczenie sprawia, że oprócz sztandarowych, stałych zagadnień, pojawiają się co chwilę nowe.
I ważne jest, by zachować właściwą optykę. To nie jest tak, że jest Związek, a z drugiej strony jesteśmy my – członkowie. PZK jest sumą wszystkich firm członkowskich.

I jeszcze jeden aspekt właściwej optyki. Te wspomniane kilkaset firm, które tworzą Związek, to kropla w morzu. To zaledwie około 2% wszystkich podmiotów działających w naszej branży. Niestety, zdecydowanie za mało, by mówić o silnej organizacji. Do sprawnego i skutecznego działania potrzebujemy, między innymi, czasu i pieniędzy. Jeżeli każdy, kto już jest w PZK, poświęca miesięcznie jedną godzinę na działania wykraczające poza bieżące potrzeby swojej firmy i wpłaca 30 zł składki, to mamy potencjał miesięczny kilkuset godzin i kilku tysięcy złotych. Gdybyśmy jednak działali w tym zakresie jak nasi koledzy z Niemiec (95% przynależności do organizacji branżowej), to miesięcznie mielibyśmy potencjalnie kilka tysięcy godzin i kilkaset tysięcy złotych. Skala działania, jaką można by przy takiej powszechnej przynależności osiągnąć, jest niewspółmierna do obecnej. Kształcenie, publikowanie, lobbowanie, promowanie i dziesiątki działań, które są nam w naszej działalności bardzo potrzebne, stałyby się osiągalne i szybko dawały wymierne efekty.

Obecne działania również dają wymierne efekty, tylko… proporcjonalnie do skali. Jeśli więc chcemy, by kamieniarstwo było dostrzegalne, pozytywnie kojarzone, silne, czerpiące z tradycji, ale nowoczesne, to działajmy na dwóch frontach: indywidualnie w swoich firmach oraz wspólnie w Polskim Związku Kamieniarstwa.
Krzysztof Skolak

przeczytaj cały artykuł

Pod lupą - Dzień Wszystkich Świętych czy Święto Zmarłych?

Autor: Jakub Zdańkowski   |   Data publikacji: środa, 17 listopada 2021 13:22

kk114_s40_b.jpg

Jak prawidłowo powinniśmy nazywać święto, które obchodzimy 1 listopada? Dla jednych to Uroczystość Wszystkich Świętych, inni mówią o Dniu Zmarłych. Kto ma rację? Dlaczego obchodzimy to święto i skąd się wzięło? I jaki ma związek z Halloween?

Aby uzyskać odpowiedzi na powyższe pytania, musimy cofnąć się do IV wieku, kiedy to w różnych obrządkach zaczęło pojawiać się święto upamiętniające chrześcijańskich męczenników. Początkowo odbywało się ono zazwyczaj wiosną (dokładne daty różniły się w zależności od regionu i obrządku), jednak w VIII wieku zaczęto je powszechnie obchodzić 1 listopada. Z czasem dzień ten został oficjalnie zatwierdzony przez Kościół jako Uroczystość Wszystkich Świętych. W XIV wieku ustanowiono też następujący po nim Dzień Zaduszny, który poświęcony jest wszystkim zmarłym wiernym.

Jak wszyscy doskonale wiemy, w Polsce 1 listopada jest dniem ustawowo wolnym od pracy. Było tak też w czasach PRL-u, jednak aby uniknąć odniesień religijnych i nadać temu dniu bardziej świecki charakter, nazywano je Świętem Zmarłych lub Dniem Zmarłych i Poległych. Obecnie widnieje ono w kalendarzu pod nazwą Wszystkich Świętych i taka jest poprawna wersja.

Oprócz obrządków religijnych związanych z Uroczystością Wszystkich Świętych i Dniem Zadusznym, a także silnie zakorzenionej tradycji odwiedzania grobów bliskich zmarłych w tym okresie, od lat 90. popularne stało się w także obchodzenie Halloween, które budzi pewne kontrowersje i ma wielu przeciwników. Należy jednak zwrócić uwagę, iż Halloween jest nierozerwalnie związane z Dniem Wszystkich Świętych, co widać już w samej nazwie (słowo Halloween pochodzi od All Hallows’ Eve, co oznacza prostu wigilię Wszystkich Świętych).
Istnieje kilka teorii na temat pochodzenia Halloween. Jedna z nich mówi, że wywodzi się ono z dawnych wierzeń celtyckich i związanego z nimi święta zwanego Samhain. Wierzono, że w tym dniu zacierała się granica między światem żywych i martwych, a dusze niedawno zmarłych kroczyły po ziemi. Stąd prawdopodobnie wziął się zwyczaj przebierania się i zakładania masek - aby zmylić lub odstraszyć złe duchy. Przeniesienie uroczystości wspominania chrześcijańskich świętych na dzień 1 listopada w okolicach VIII wieku nie było przypadkowe i miało pomóc wykorzenić pogańskie tradycje, zastępując je chrześcijańskimi obrządkami.

Podobnie sytuacja miała się na obszarze Polski, gdzie zgodnie ze słowiańskimi tradycjami w tym okresie obchodzono obrzędy dziadów. Większość z nas zapewne kojarzy tę tradycję za sprawą dramatu „Dziady” Adama Mickiewicza, w którym przewodniczący ceremonii Guślarz przywołuje dusze z zaświatów. Obrzędy te miały miejsce w zasadzie dwa razy do roku: dziady wiosenne odbywały się na początku maja, natomiast dziady jesienne w nocy z 31 października na 1 listopada (tzw. noc zaduszkowa). Do obrzędów odprawianych z tej okazji można zaliczyć częstowanie dusz jedzeniem i napojami (co również zostało przedstawione w Mickiewiczowskim dramacie), a także rozpalanie ognisk, aby zapewnić zmarłym ciepło i wskazać drogę (później zwyczaj ten przekształcił się w palenie zniczy).
Jak widać na powyższych przykładach, wiele z obecnie kultywowanych zwyczajów ma korzenie w dawnych tradycjach i wierzeniach. Niektóre zostały zaadaptowane i przekształcone, inne wyparte lub zapomniane. Ale to co pozostaje niezmienne, to ludzka potrzeba upamiętnienia zmarłych i refleksji nad życiem i śmiercią. Zwłaszcza w tym jesiennym czasie, kiedy świat powoli zamiera i szykuje się na nadejście zimy.

#jakubzdankowski

przeczytaj cały artykuł

Kosztowne błędy w DWU

Autor: Michał Firlej   |   Data publikacji: środa, 17 listopada 2021 13:16

Od kilku miesięcy da się zauważyć wzmożenie kontroli granicznych na naszej wschodniej granicy. Służby graniczne – przy wsparciu Wojewódzkich Urzędów Budowlanych – kontrolują dokumenty kamienia wwożonego do Polski. W czasie wyjaśniania sprawy pojazdy transportujące zostają „zaaresztowane”, co wiąże się oczywiście z poniesieniem dodatkowych kosztów – parkingi przygraniczne do tanich nie należą. Kontrola trwa dłużej, jeśli na DWU pojawiają się błędy. #lbkik

Od czasu, gdy pojawiło się rozporządzenie 305/2011 (CPR), minęła już dekada. Dokument ten wprowadził konieczność sporządzania Deklaracji Właściwości Użytkowych (DWU) dla części kamieniarskich wyrobów budowlanych. Dziesięciolecie pokazało, że nadal są pewne problemy z przygotowaniem deklaracji. Oto najczęściej spotykane przeze mnie.

Stosowanie nieprawidłowego wzoru
Wzór Deklaracji Właściwości Użytkowych został ustalony jednoznacznie w rozporządzeniu unijnym (Rozporządzenie delegowane Komisji (UE) nr 574/2014 z dnia 21 lutego 2014 r. zmieniające załącznik III do rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 305/2011 w odniesieniu do wzoru, który należy stosować przy sporządzaniu deklaracji właściwości użytkowych wyrobów budowlanych). Nie wolno go zmieniać wedle własnego widzimisię.
Na rynku jednak widzimy pewną ewolucję dokumentów, które z czasem dostają zupełnie nowy wygląd i treść. Pojawiają się nowe znaki, dokument dostaje nowy tytuł, nową treść.

Niewłaściwa klasyfikacja wyrobu
W celu prawidłowego sporządzenia DWU powinniśmy prawidłowo określić jego zamierzone zastosowanie i zaklasyfikować wyrób do odpowiedniej normy. Pozwoli nam to na przedstawienie właściwych cech wyrobu na Deklaracji, zgodnych z normami: EN 1341, EN 1342, EN 1343, EN 1469, EN 12057, EN 12058 lub EN 771-6.
Dla przypomnienia: normy powinny być w każdym zakładzie kamieniarskim (patrz: Kurier Kamieniarski nr 4/2021, „Kontrola w zakładzie kamieniarskim” s. 38).

Niewłaściwe właściwości użytkowe
Bardzo częstym problemem jest wstawianie do deklaracji właściwości nieprzypisanych do danego wyrobu budowlanego. Na przykład dla płyt chodnikowych podawana zostaje wytrzymałość na ściskanie zamiast wytrzymałości na zginanie. Bardzo częstym zjawiskiem jest również podawanie właściwości nadmiarowych, czyli takich, których nie powinniśmy wpisywać.
Cechy, które powinny się znaleźć na Deklaracji Właściwości Użytkowych, są podawane w załącznikach ZA norm zharmonizowanych.

Właściwości wyrobu podawane niewłaściwie
Deklarowanie cechy ma na celu przekazanie rzetelnej informacji o wyrobie. W tym celu powinniśmy podawać parametry w sposób normowy, czyli podawać wartość właściwości w odpowiedniej wysokości. Na przykład w przypadku kostki brukowej wytrzymałość na ściskanie podajemy jako spodziewaną wartość niższą, a jednostką jest MPa. Bardzo często jednak spotykamy na deklaracjach wartości średnie. Równie często wielkości podawane są w jednostkach kg/cm².
Należy uznać to za oczywisty błąd, który w ekstremalnym przypadku może doprowadzić do zniszczenia nawierzchni.

Brak klas wyrobu
Część wyrobów (wyroby dla brukarstwa, kamień murowy) posiada klasy dotyczące dokładności ich wykonania. Jest to istotne choćby w sytuacjach reklamacyjnych – po oznaczeniu klasy wyrobu strony wiedzą, z jaką dokładnością należy wykonać wyrób. Bez wpisania klasy w deklaracji nie można określić prawidłowości wykonania wyrobu budowlanego.

Nieumiejętne sporządzenie DWU może przysporzyć dodatkowych kosztów. Finansowych i czasowych – jak opisane we wstępie do tego artykułu lub w przypadku wizyty w firmie inspektorów kontrolujących prawidłowość wprowadzenia wyrobu budowlanego do obrotu. Kosztów emocjonalnych – każdy problem w czasie gorączki dotrzymywania terminów może być przyczyną niepotrzebnej nerwówki. Kosztów dodatkowej pracy – gdy trzeba ponownie przygotować DWU.
Przygotowanie Deklaracji wcale nie jest skomplikowane. Odpowiednie przepisy dokładnie ją definiują. I tylko za pierwszym razem może wydać się trudne.

 


Michał Firlej, autor tekstu, jest doradcą w zakresie oznakowania CE wyrobów z kamienia naturalnego, biegłym sądowym z zakresu kamieniarstwa, rzeczoznawcą ds. jakości produktów lub usług przy Dolnośląskim Inspektorze Inspekcji Handlowej oraz Biegłym Skarbowym.
Kontakt do autora:
tel. 695 164 288,
firlej@stoneconsulting.pl
www.stoneconsulting.pl

#michalfirlej

przeczytaj cały artykuł

Pre-impregnacja: nie taki diabeł straszny

Autor: Dominika Grabiarz   |   Data publikacji: środa, 17 listopada 2021 12:24

kk114_s28_4.jpg

Będzie szczerze, a nie kolorowo. Napisanie tego artykułu stanowiło niesamowite wyzwanie i sprawiło mi dużą trudność. Dlaczego?
W kamieniarskim świecie, czy to związanym bardziej z maszynami, z galanterią, z kamieniarstwem budowlanym, nagrobkowym, czy z impregnacją, prym wiodą mężczyźni. Od zawsze był to świat męski, w którym kobieta stała u boku mężczyzny. Lub po prostu zostawała w domu, przygotowując swemu ukochanemu pyszny obiad.

Od kilku lat widać wyraźnie pewną zmianę. Kobiety, które spotykamy na zjazdach kamieniarskich czy innych branżowych spotkaniach, to już nie tylko towarzyszki swoich mężów, lecz kobiety biznesu, właścicielki hurtowni, rzeźbiarki, pracownice zakładów kamieniarskich, które nieraz wiedzą na temat kamienia mogłyby zawstydzić niejednego „PANA”. I całe szczęście…

Po co w takim razie ten przydługi wstęp? Po to, żeby pokazać, że trzeba mieć mnóstwo odwagi (albo głupoty) w sobie, żeby napisać artykuł dla mężczyzn, w męskim czasopiśmie, o męskiej tematyce. Na temat, który – nawet wśród męskiej części naszej planety – jest wciąż mało popularny, mało zbadany, rzadko stosowany.

kk114_s27_1.jpg
Pre-impregnacja. Nie ma co się łudzić – temat niezwykle trudny, kontrowersyjny, niezbadany, zagadkowy. Dlaczego w ogóle postanowiłam zająć się akurat tym tematem?
Kilka (a może raczej kilkanaście) lat temu o samej impregnacji niewiele było wiadomo. Ktoś coś słyszał, ktoś znał kogoś, kto czegoś użył, inni mówili, że to tylko nabijanie kieszeni przez chciwych producentów, jeszcze inni twierdzili, że „u nas” nie trzeba nic używać, skoro przeważnie stosuje się granit.
Jednak po wielu latach opinie w Polsce uległy pewnej zmianie i nadal tej zmianie ulegają. Pan Kowalski już nie wyrzuca za drzwi przedstawicieli z chemią, Pani Kowalska zaczyna dopytywać, czym umyć nagrobek na cmentarzu, a najbardziej znani kamieniarze polscy nie wyobrażają sobie swoich prac bez stosowania impregnatów.
To samo może wydarzyć się z pre-impregnacją. Chodzi mi o pokazanie pewnej możliwości, o uświadomienie, że takie produkty istnieją i że w odpowiednich okolicznościach MOŻNA je zastosować. Należy pamiętać o tym, że im większy wybór mamy, tym lepiej dla jakości naszej pracy. Musimy tylko wiedzieć, jak z tego wyboru skorzystać praktycznie i mądrze.
Zacznijmy zatem od teorii. Słownik języka polskiego podaje taką oto definicję: „Nie znaleziono żadnych wyników wyszukiwania”.
To może Wikipedia? Oczywiście. Dla odmiany otrzymujemy odpowiedź: „Słowo nie istnieje…”.
Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko spróbować samej zaproponować definicję pre-impregnacji. W tym momencie proszę o wyrozumiałość.
kk114_s28_2.jpg
PRE-IMREGNACJA to czynność, którą wykonujemy przed montażem. Polega ona na naniesieniu pre-impregnatu (nie impregnatu!!) od spodniej strony kamienia. Idealnie jest również nanieść pre-impregnat na boki kamienia, co oznacza, że kamień powinien być zabezpieczony z 5 stron. Jeżeli kamień na wierzchniej stronie jest polerowany, należy uważać z pre-impregnatami, ponieważ niektóre produkty mogą spowodować zmatowienie kamienia. Pre-impregnacja służy zablokowaniu przedostawania się brudu (potocznie mówiąc) spod elementu kamiennego na jego wierzchnią stronę. Idealny pre-impregnat powinien zablokować „brud”, natomiast powinien pozwolić odparować cieczy. (definicja autora)

Chcąc dowiedzieć się czegoś o „zagadkowej” pre-impregnacji, nie pozostaje nam nic innego jak tylko próbować, eksperymentować, uczyć się samemu. To oczywiście jest bardzo trudne, ponieważ szybciej i łatwiej byłoby przeczytać w jakimś magicznym i uniwersalnym poradniku, że na przykład „pre-impregnację ZAWSZE wykonujemy w następujący sposób, że ZAWSZE da taki i taki efekt, że NIGDY nie wyjdą plamy na powierzchni kamienia”.

kk114_s27_1.jpg

Kamień to jednak natura. Pewne jest jedynie to, że efekt ZAWSZE może być inny oraz że ZAWSZE należy wziąć pod uwagę różne czynniki i zastosować się do kilku zasad:

1. Dobrać produkt przeznaczony specjalnie do pre-impregnacji. Jeśli się dobrze poszuka, to kilka firm ma już w swojej ofercie takie produkty.
2. Używanie impregnatów (zamiast pre-impregnatów) do zabezpieczenia kamienia od spodu to ogromny błąd. Może spowodować złą przyczepność kleju do kamienia, plamy na wierzchniej stronie, brak paroprzepuszczalności, a w konsekwencji całkowite odklejenie się elementów.
3. Po pre-impregnacji z pewnością zmniejszy się parowanie wody z kamienia. Należy wziąć to pod uwagę i zastanowić się, którędy zatem wilgoć będzie mogła „wyjść” z kamienia?
4. Zdaję sobie sprawę, że na zdjęciu widzimy błąd w sztuce (klejenie na tzw. „placki”). Jednak zadajmy sobie pytanie: czy w tym przypadku po zastosowaniu pre-impregnatu placki z kleju byłyby widoczne na wierzchniej stronie kamienia? Moim zdaniem nie.
5. Na zdjęciu poniżej widzimy przykłady kamienia po pre-impregnacji (po lewej stronie) oraz bez pre-impregnacji (prawa strona). Marmur po lewej stronie zachował swój biało-szary kolor, ponieważ pre-impregnat nie pozwolił cieczy (oraz brudowi, który się w niej znajduje) przedostać się do górnej warstwy. Marmur po prawej stronie nie był zabezpieczony i dlatego pozwolił dostać się na wierzch substancjom znajdującym się w podłożu.
6. Schemat, który w nieco bardziej naukowy sposób przedstawia powierzchnię po zastosowaniu pre-impregnatu (lewa strona) oraz powierzchnię bez pre-impregnatu (prawa strona). Lewa strona: wilgoć odparowuje bez zanieczyszczeń filtrowanych przez produkt ochronny. Prawa strona: zanieczyszczenia wchłaniane przez materiał są transportowane na powierzchnię.

kk114_s27_2.jpg

Tyle „mądrości” z mojej strony. Mam nadzieję, że artykuł pokazał wam MOŻLIWOŚCI, jakie daje coraz większa gama produktów pojawiających się na polskim rynku. Z roku na rok (a może z miesiąca na miesiąc) jest ich coraz więcej. Musimy tylko mądrze wybierać. Nie poddawać się marketingowym chwytom, ale z drugiej strony otworzyć się na dobre, sprawdzone i mądre możliwości, jakie producenci nam oferują. Trudna rzecz.
Życzyłabym sobie, żeby te parę zdań pomogło podjąć wam decyzję „CZY pre-impregnaty powinno się stosować w określonych warunkach, aby uniknąć przykrych konsekwencji w przyszłości?”
POWODZENIA!


Dominika Grabiarz, autorka tekstu, jest specjalistką ds. pielęgnacji kamienia, a także tłumaczem technicznym polsko-włoskim.
Kontakt do autorki:
tel. 501 172 824
biuro@scalpellino.pl

przeczytaj cały artykuł

Polska Crema – Gołuchów

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: środa, 17 listopada 2021 12:04

kk114_s22_1.jpg

Polska Crema to jeden z przedstawicieli marmurów świętokrzyskich. Przypomnijmy – marmury świętokrzyskie to wapienie pochodzące z okolic Kielc, które – ze względu na swoje parametry i możliwość przyjmowania wysokiego poleru – potocznie nazywane są marmurami.

 Gołuchów to odpowiednik wielu materiałów importowanych: hiszpańskiej Cremy Marfil, niemieckiej Jury, włoskiej Brecci Sardy czy tureckiej Crema Nouva. Crema Polska jest alternatywą dla powszechnienie znanej Morawicy, ale na pewno nie będzie jej zastępowała.

Materiał kolorystycznie jest dość różnorodny, nie da się go podzielić na trzy odcienie jak Morawicę, ponieważ różnice kolorystyczne wynikają nie tyle z odcienia, ale bardziej z pojawiających się nalotów, albo czerwieni, albo brązu. Jego zmienność kolorystyczną można przyrównać do złocistej odmiany marmuru ze Sławniowic, który występuje od jasnego beżu po ciemny brąz z wszelkimi rodzajami nakrapiania i żyłkowania.
Choć kamień z Gołuchowa był wykorzystany do budowy wczesnośredniowiecznych kościołów w niedalekiej Wiślicy, to udokumentowana historia wydobycia Gołuchowa wydaje się raczej młoda i krótka. Nieliczne informacje wskazują, że w miarę regularne wydobycie odbywało się od lat 50. do końca lat 80. XX wieku. Kamieniołom w Gołuchowie jest też wymieniany jako źródło kruszywa do budowy „pińczowskiej kolki dojazdowej” Hajdaszek – Pińczów – Opatowiec, której budowa rozpoczęła się 1923 roku. Po II wojnie światowej z Gołuchowa pozyskiwano tłuczeń drogowy na skalę przemysłową. Tak było do 1969 roku, kiedy od Powiatowego Zarządu Dróg Lokalnych w Pińczowie kamieniołom przejęły Pińczowskie Zakłady Kamienia Budowlanego (PZKB). Według informacji od lokalnej ludności PZKB zaczęły pozyskiwać bloki. Jakość materiału nie pozwalała jednak na wykonywanie większych elementów niż płytki.

Taki profil produkcji utrzymano do końca lat 80., kiedy PZBK wygasła koncesja na wydobycie. Na początku lat 90. podejmowano jeszcze próby wydobycia materiału blocznego, jednak nie miały one większego wpływu na rozpoznawalność tego kamienia na rynku.
W 2018 roku wznowiono wydobycie i historia tego materiału, pod nazwą Crema Polska, jest pisana na nowo.

Crema Polska jest określana jako skała jasnopomarańczowa, lokalnie z odcieniem brązowym oraz żółtym. Jest zbita i masywna, zbudowana z ziaren do 1 mm tkwiących w cemencie kalcytowym. Te ziarna to ooidy, czyli okruchy mineralne lub kawałki muszli pokryte wieloma warstwami węglanu wapnia – stąd nazwa petrograficzna: wapień ooidowy lub oolitowy (złożony z ooidów).
Gołuchów przyjmuje poler – ładniejszy niż na Morawicy i równie głęboki jak na Bolechowicach. Ale cały swój urok materiał odkrywa w przypadku szczotkowania – szczotka przynosi efekt porównywalny do „forestów”, przy czym w Gołuchowie jest na odwrót: szczotkowanie wybiera żyły.

kk114_s24_1.jpg
Pomimo kilkudziesięcioletniej historii wydobycia Gołuchowa w XX wieku trudno jest wskazać przykłady jego zastosowania. Niepotwierdzone przekazy mówią o dostarczaniu płytek z tego materiału na różne budowy w całej Polsce, nie wyłączając Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Pewne jest natomiast wykonanie posadzki w refektorium (jadalni) klasztoru w Pińczowie pod koniec lat 90.

Obecnie urok polskiej Cremy podbija prywatnych inwestorów i znaczna część produkcji jest odbierana na wykańczanie prywatnych posesji, których wymienić nie możemy z uwagi na życzenie inwestorów. Były już też zamówienia na elementy ołtarzowe do kilku kościołów oraz głośne ustawienie krzyża morowego na górze Święty Krzyż w październiku 2021 roku – podstawa krzyża została wykonana z Cremy Polska.

Dane fizykomechaniczne:

Gęstość objęt. 2580 kg/m3
Porowatość otwarta 4,7%
Nasiąkliwość 1,9 %
Wytrzymałość na ściskanie 114 MPa
Wytrzymałość na zginanie 6,3 MPa
Odporność na ścieranie
- metodą Boehma 21448 mm3
Odporność na poślizg
- polerowane suche 49
- polerowane mokre 20
- szczotkowane suche 44
- szczotkowane mokre 17
Mrozoodporność
- 25 cykli bez zmian

Cechy wyróżniające

głęboki poler; plastyczna szczotka z wyraźnym, trójwymiarowym efektem
atrakcyjna wzorzystość, różnorodność kolorystyczna, ciepłe odcienie
polska alternatywa dla importowanych materiałów beżowych

 Opis

barwa jasnopomarańczowa z odcieniami brązowymi i żółtymi
kolorystycznie bardzo różnorodny
w obróbce i w zastosowaniu typowy przedstawiciel wapieni zbitych

W obróbce to klasyczny wapień zbity. Przy tym w najpopularniejszym na świecie kolorze. Możliwy do zastosowania wszędzie tam, gdzie znajdują zastosowanie wyżej wymienione importowane materiały oraz wszystkie marmury kieleckie. Łatwo obrabia się narzędziami do marmuru.

kk114_s24_2.jpg

Choć jego właściwości fizykochemiczne są nieco wyższe niż Morawicy, to pod względem odporności na warunki zewnętrzne to też klasyczny marmur o dobrej mrozoodporności. Nadaje się na kamień murowy, prawdopodobnie będzie się też sprawdzał na elewacjach. Jednak jest to materiał, który raczej powinien być stosowany do wewnątrz, głównie ze względu na utratę połysku wynikającą z zaniku poleru pod wpływem warunków atmosferycznych – jest skałą węglanową podatną na działanie kwasów i innych związków zawartych w wodzie deszczowej.
Niewątpliwą przewagą polskiej Cremy jest to, że to kamień polski, wydobywany w Świętokrzyskiem, o dość dużych zasobach. Dlatego można przypuszczać, że będzie dostępny w dużych ilościach przez wiele dziesięcioleci. To ważne w przypadku rozbudowy, przebudowy czy remontów obiektów wykonanych dziś. Polskie kamieniarstwo zna wiele przykładów importowanych kamieni, które przestały być dostępne z różnych powodów – czasem tak błahych, jak przemijająca moda.

kk114_s24_3.jpg
Według właściciela złoża kamień już jest dostępny w płytkach i pasach w ilościach ograniczonych jedynie możliwościami nowoczesnego zakładu przeróbczego. Docelowo ma być dostępny w dużej płycie oraz każdym asortymencie wymaganym przez rynek – drobne elementy, slaby, półprodukty i wyrób gotowy – zarówno dla kamieniarzy (w cenach hurtowych), jak i dla odbiorcy końcowego (bo takie ma możliwości zakład produkcyjny).

Więcej informacji: Marmur-Płytki Jacek Łata
tel. 602 443 674, www.marmur-plytki.pl

 

 

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 75 z 242
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Sprzedam automat polerski
2026-08-18 10:16:19
Sprzedam tanio automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.