Reklama


Felietony

Technologia vs. człowiek

Autor: Jarek Mirowski   |   Data publikacji: piątek, 19 czerwca 2015 19:10

mirowski1.jpg

Niedawnymi czasy w sieci pojawiła się informacja na temat drukowania (słowo „zbudowania” byłoby chyba w tym miejscu nieodpowiednie) przez firmę WinSun Decoration Design Engineering z Szanghaju domu. Dokonano tego, cytując: „za pomocą ogromnej drukarki. Posiada ona aż 150 metrów długości i 6 metrów wysokości. Jak wiadomo, każda drukarka 3D wymaga ”tuszu” - w tym przypadku wykorzystano odpady z budowy... Za pomocą tej technologii w ciągu pięciu dni udało się wydrukować pięciopiętrowy budynek.

Wspomniany tusz wykonany został z kamienia naturalnego, wysokiej jakości cementu i włókna szklanego, co gwarantuje większą wytrzymałość i twardość niż standardowy beton. Ma on nie pękać, zapewniać lepszą akumulację cieplną, mniejszą nasiąkliwość oraz o połowę mniejszą wagę. Najpierw wspomnianej firmie udało się popełnić domy o dość prozaicznej budowie, później willę, a następnie wspominany powyżej pięciokondygnacyjny budynek, który bezpośrednio po wybudowaniu miał nadawać się do wykończenia i zasiedlenia. Następny w kolejności ma być budynek dwunastopiętrowy..

Drukarki 3D
Mają zrewolucjonizować otaczający nas świat. I w zasadzie powoli to robią. Przeszukując Youtube można natknąć się nie tylko na wydrukowane figurki, gwizdki, czy inne tego typu cuda wydrukowane z plastiku albo proszku gipsowego, ale również na wydrukowane elementy broni wystarczającej do oddania kilku strzałów, klucz płaski wykonany z metalu lub... ludzkie ucho wydrukowane przy pomocy polimerów i ludzkiej tkanki. To właśnie dla medycyny drukarki są olbrzymią szansą. Wspomniane ucho, sztuczne szczęki, protezy, ortezy, etc. znacznie ułatwią życie lekarzom, ale również nam, ich pacjentom.

A co tam, panie, w kamieniarce słychać?
Wracając na prawie nasze podwórko: budować przy pomocy drukarek 3D próbują również Japończycy, Amerykanie, Anglicy. Wkrótce będzie robić to pewnie połowa świata. Jak na razie wygląda to jednak wszystko na budownictwo rodem z Ikei (nikogo przy tym nie obrażając). I długo się to raczej nie zmieni. Dopóki projekt będzie prosty, problemów zapewne nie będzie. Widzę jednak oczyma wyobraźni potworki, które powstaną na bazie błędów architektów. Później trzeba i tak będzie przyjść i te głupio postawione ścianki rozwalać...
A co z kamieniem? Tego wydrukować się nie da, ale zapewne wkrótce pojawi się firma drukująca przy pomocy kompozytów. Kamieniarzom na szczęście brak pracy nie grozi.

Wystarczy spojrzeć na mozaiki bazyliki San Vitale z Ravenny
Czy możemy je wykonać aktualnie przy pomocy maszyn? Ależ oczywiście, że tak! Wykonanie ich udało się człowiekowi jednak piętnaście wieków temu... Ich wykonanie trwało oczywiście długo i wymagało wiele pracy, ale nie należy zapominać, że niektóre z nich złożone są z elementów o boku jednego centymetra!

Jak trwoga to do tworu Boga
Czyli do człowieka. Centra obróbcze, boczkarki, waterjety prace usprawnią i przyśpieszą, nigdy jednak nie zastąpią kamieniarza z jego umie-jętnościami i boskim pierwiastkiem w dłoniach. Dłoniach, dzięki którym czasem coś się uszczypie, wyszczypie, uszkodzi dodając ich tworowi ducha i odróżni maszynowy, rzemieślniczy wyrób od odrobiny ludzkiego artyzmu! Nawet biorąc pod uwagę to, że rozwój technologii następuje w postępie geometrycznym, szybko w tym fachu człowieka zastąpić się nie da.

przeczytaj cały artykuł

Kubuś Puchatek a kamieniarstwo

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: piątek, 19 czerwca 2015 19:04

Mogłoby się wydawać, że bohater znanej wszystkim bajki A. A. Milne’a Kubuś Puchatek nie może mieć nic wspólnego z kamieniarstwem. A jednak. Sporo złotych myśli pluszowego bohatera bajki ma wiele wspólnego z rzeczywistością w naszej branży.

Misia z bajki cechuje pozornie prymitywny — ale pełen ukrytych znaczeń —sposób myślenia, nakierowany na dość prosty cel: miodek.
Dla wielu szefów firm branżowych, nie ma znacznie co robią ani jak robią. Liczy się miodek w prozaicznej postaci gotówki. I nic nie jest w stanie zakłócić idealnego przebiegu zdarzeń.

Klient przychodzi ze zleceniem, na przykład, wykonania posadzki i płaci zaliczkę. Przyjmujący zlecenie zobowiązuje się do wykonania roboty z granitu w pierwszej jakości. Płytki można jednak kupić 25 % taniej —tyle, że gatunek drugi. No, ale klient nie jest przecież fachowcem —w naszym katalogu wpisaliśmy przecież magiczną formułę, że kamień jest materiałem naturalnym i w wyrobie może się różnić od próbki, jaka była prezentowana przy przyjmowaniu zlecenia.
Oczywiście to prawdziwe stwierdzenie tyle, że często pod tym zastrzeżeniem ukrywana jest kiepska jakość wykorzystanego materiału. W większości przypadków „numer” przechodzi, ale —jak mawiał Kubuś Puchatek —„Im bardziej zaglądam do środka, tym bardziej tam nic nie ma.”
Więc klient zapłacił, ale nie został przekonany do kamienia jako najlepszego z materiałów wykończeniowych.
Skutek: klient chciał jeszcze wykończyć dwie łazienki —myślał o kamieniu, ale zrealizował plany z użyciem luksusowej ceramiki.

Inna sprawa to realizacja robót w prywatnych domach. Niestety, często przy okazji roboty montażyści robią dookoła tak potworny bałagan, że gospodarze załamują ręce. Nie tak dawno rozmawiałem z kolegą z młodości, który opowiedział mi jak robił remont w domu. Układał trochę ceramiki i trochę kamienia. Kiedy pracowali płytkarze starali się jak mogli —codziennie, pod koniec pracy, myli podłogi i wynosili śmieci. Sytuacja zmieniła się gdy na „plac budowy” przyszli kamieniarze. Przez tydzień dom wyglądał jak po ataku nuklearnym. Na uwagi gospodarzy odpowiadali w stylu Kubusia Puchatka: „To nie jest bałagan, tylko bardzo skomplikowany porządek”.

Może sprawa nie dotyczy firm działających od dawna w tym segmencie rynku, bo życie i klienci ich nauczyli. Jednak mnóstwo firm —na codzień realizujących głównie nagrobki —pozyskuje również takie zlecenia i je realizuje. Znajomy zwrócił też uwagę, że pracownicy od ceramiki mieli jednakowe, w miarę czyste, firmowe ubrania robocze —za to kamieniarze wyglądali jak „majstry” z czasów pokazywanych w znanym serialu „Alternatywy 4”.

Kolega wymyślił sobie na posadzce kawałek ozdobnego wzoru wyciętego na waterjecie. Zadziwiło go, że kawałki tego elementu fachowcy mieli nieopisane. Układanie tych puzzli realizowali już na miejscu. Mówił, że miałby mnóstwo zabawy obserwując jak ciągle kłócą się i usiłują odtworzyć wzór z obrazka, gdyby nie fakt, że zajęło im to pół dnia. A przecież, jak mówił Puchatek, „trzeba znaleźć taki sposób schodzenia po schodach, który nie będzie wymagał myślenia”. Wystarczyło po wycięciu każdego elementu nadać mu numer i oznaczyć na obrazku. No, ale cóż... Cytując bohatera opowieści Milne’a: „są tacy, co mają rozum, a są tacy, co go nie mają i już”.

Podsumowując: dobrze sięgnąć do kultowej książki jest w niej sporo mądrości.
Osobiście polecam jedną: „Myślenie nie jest łatwe, ale można się do niego przyzwyczaić”.

przeczytaj cały artykuł

Czeski film, czyli świat pełen absurdów

Autor: Jarek Mirowski   |   Data publikacji: wtorek, 28 kwietnia 2015 07:45

Była pompa i wielkie otwarcie —miałem jechać metrem, wraz z setkami osób, na zakupy bożonarodzeniowe. Otworzyli, zamknęli —na zakupy nie pojechałem. Czeski film, nikt oficjalnie nie wie o co chodzi.

Mroczny, podziemny przedmiot pożądania przeszedł setki odbiorów, poprawek, łatań tunelu cieknącego wodą. Później pompy (na szczęście w tunelu na Powiślu też) już nie było, ósmego marca metro zostało otwarte i zaczęło wozić zwykłych śmiertelników. W końcu można było wejść i obejrzeć wykonane roboty kamieniarskie, a kamienia na warszawskie metro poszło sporo.

Stacje są utrzymane w zupełnie innej stylistyce niż stacje linii pierwszej, dodatkowo, inaczej niż na linii pierwszej, wszystkie w tej samej. Są bardziej kolorowe i mnie osobiście się nie podobają —de gustibus... Niestety, złą robotę zrobił tu również nasz kamień użyty na posadzkach, który w szlifie dał efekt zabrudzonych, poplamionych powierzchni. Ogólnie kamień i tak jest najciekawszym elementem wystroju, nie wypada się go czepiać. Dużo jest elementów rzeźbionych i blokowych, bazalt użyty na ścianach nie wygląda źle. Dziś jednak nie o tym.

Cudze chwalicie

Tym razem niestety nie do końca optymistycznie: nie tylko nasz kraj, to kraj pełen absurdów i delikatnie mówiąc dziwnych nakazów i zachowań urzędników państwowych. Również metro —tylko tym razem w Pradze.
Dziura w ziemi obok stadionu na Letnej straszyła mnie kilka lat z rzędu —bodajże dwa lata temu widziałem ją po raz ostatni. Za każdym razem kiedy ją mijałem, pojawiała mi się w głowie myśl, że gdyby taka sytuacja miała miejsce w Polsce, prasa zjadłaby władze miasta, wykonawcę, włącznie z kamieniarzem, który miał wykonać schody granitowe, których wciąż nie ma. Dziura żyła własnym życiem, aż do kwietnia roku bieżącego. Udało się. Otwarto cztery nowe stacje kolei podziemnej. Tuż po otwarciu absurd porównywalny z puszczaniem metra warszawskiego pod dnem Wisły. Miasto postanowiło oszczędzić i… nie wykonało schodów ruchomych. Teraz musi zatrudniać bagażowych, którzy pomogą wnosić podróżnym bagaże po schodach.

Jak most zaginął —również Praga

Niegdyś, po minięciu dziury na Letnej, szliśmy piechotą —nadkładając drogi —przez park Letenské sady do centrum przez Most Karola. Trwały tam prace remontowe przeprawy upamiętniającej imię jednego z najsławniejszych czeskich królów —Karola IV.

Demontowane bloczki kamienne grzecznie leżały poukładane na paletach umieszczonych na remontowanej części mostu i tuż obok niego. Wszędzie rusztowania. Oczyszczone bloczki cyframi arabskimi —ponumerowane a rzymskimi pogrupowane. Teoretycznie wszystko jak należy. Miło popatrzeć. 

Niestety, pozory mylą. W 2010 roku z mediów dowiaduję się, że demontowane bloczki, zamiast do renowacji, trafiały do kruszarek (jak twierdzą firmy wykonujące most —ze względu na oszczędność czasu, ponieważ szybciej wykonać nowe) lub do ogródków... jako elementy ozdobne. Zapewne znalazło się również kilku kolekcjonerów, którzy chętnie zapłacili, aby kawałek Mostu Karola mieć w swoim domu. Czeski film pełną gębą.

Absurd goni absurd

Zatem absurdy towarzyszą nie tylko nam. Można je również spotkać u naszych południowych sąsiadów, często stawianych nam za wzór. Oni także muszą się zmagać z głupotą i przekrętami. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma —okazuje się, że inni też nie mają dobrze. I nie jest to pocieszające... Wszystkim nam pozostaje tylko walka z nimi, choć czasem to walka godna Don Kichota.

Oby sił nie zabrakło, przestano kręcić czeskie filmy, a absurdów w naszym życiu było jak najmniej!

 

przeczytaj cały artykuł

Masterchef

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: wtorek, 28 kwietnia 2015 07:40

Od pewnego czasu w telewizji panuje moda na programy kulinarne —często zajmujące się kuchnią i gotowaniem na tzw. restauracyjnym poziomie.
Dlaczego chętnie oglądamy te programy? Bo dużą przyjemność sprawia patrzenie na profesjonalizm w pracy i umiejętność wzbogacenia tworzonego produktu wyłącznie dla jego dobra.

Taki masterchef do przygotowania dania często używa ponad 30 produktów i potrafi je opisać w następujący sposób: „Smażona wątróbka z żabnicy z okrą i fasolnikiem chińskim” lub „Zielone szparagi otulone w kurczaku i szynce z sosem miodowo-musztardowym”. I to działa. Nie tylko za pośrednictwem tej tajemniczej nazwy, ale również dlatego, że mistrzowie zawodu starają się wyróżnić poszukiwaniem nowych rozwiązań. Rozwiązań, które przynoszą nie tylko zaskakujące zestawienia produktów (np. pączki z boczkiem), ale również niepowtarzalny smak potraw, który jest w tym przypadku kluczowym rezultatem. Na szczęście słowo smak ma również inne znaczenie, nie tylko kulinarne.

Realizując roboty kamieniarskie, aż się prosi żeby efektem pracy w kamieniu —materiale trudnym, ale trwałym —były rzeczy gustowne i wysmakowane. Oczywiście są specyficzni klienci i jeśli wymyślą sobie, że w nowoczesnym wnętrzu ma powstać secesyjny kominek, to trudno ich odwieść od takiej realizacji. Ale patrząc na to, co czasem powstaje myślę, że zbyt często nie staramy się przekonać klienta do rozwiązań, którymi będziemy chcieli się pochwalić w katalogu firmowym lub na własnej stronie internetowej. No i nie wszyscy mamy ten zmysł cechujący masterchefa —większość z nas jest po prostu świetnymi rzemieślnikami.

Ostatnio w jednej z firm spotkałem się z przypadkiem, w którym szef zdawał sobie sprawę z potencjału, jaki daje wsparcie kogoś o zmyśle artystycznym —potrafiącym przewidzieć ten smak granitowego dania jakie przygotowuje się dla klienta. W tej firmie zatrudniono projektanta, który poznał możliwości kamienia i jego obróbki. Ciekawe było to, że kiedy akurat nie zajmował się konkretnym zleceniem, to szkicował różne rozwiązania lub przeglądał internet w poszukiwaniu inspiracji. Dzięki temu, kiedy zjawiał się klient, potrafił zaproponować mu coś więcej niż „schabowego z frytkami”.

Zagadnienie, o którym piszę, daje nie tylko satysfakcję z interesującej realizacji — to też szansa na zwiększanie zakresu zleceń. Wyobraźmy sobie klienta, który chce zrealizować zwykłą łazienkę w płytkach granitowych. Najczęsciej po prostu robimy to, co zamówione. Ale... W takiej łazience można przecież wypiaskować lub wygrawerować wzór na niektórych płytkach. Można zaproponować jakiś element płaskorzeźby czy mozaiki. Albo wśród tańszych płytek umieścić kilka sztuk wykonanych z luksusowego i drogiego materiału. Możemy też zaproponować ustawienie wanny na podwyższeniu ze schodkiem. Pomysły można mnożyć. Przy okazji, przy takiej ofercie, klient nie może porównać ceny do konkurencji. Natomiast przy zwykłym układaniu płytek porównywanie jest proste: koszt konkretnego materiału i koszt ułożenia to najłatwiejsze do zestawienia parametry.

Niesztampowe realizacje to również możliwość odróżnienia się od konkurencji. To z kolei podstawowy element budowania sukcesu. Oczywiście można zatrudnić doświadczonego projektanta. Warto również spróbować samodzielnie przygotować projekt lub dać szansę młodemu pokoleniu. Ale należy sprawdzić, czy zdolności i wyczucie pozwoli przygotować danie smaczne i, jak mówią kucharze, o zbalansowanym smaku. Nietrudno bowiem stworzyć coś „niezjadliwego”.

Inna sprawa, że słuchając handlowców w niektórych firmach i ich opowieści o unikatowym materiale z drugiego końca świata (w tej roli Orion) oraz zaawansowanej obróbce (ćwierćwałek), spodziewamy się „dorady duszonej w harrisie z różami, kuskusem i duszoną botwinką”, a otrzymujemy zwykłego hamburgera na papierowym talerzyku.

przeczytaj cały artykuł

Przychodzi kamieniarz do lekarza

Autor: Jarek Mirowski   |   Data publikacji: piątek, 06 marca 2015 11:40

Zima. Może tego roku nie tak mroźna i sypiąca śniegiem jak drzewiej bywało, może nie tak mocno zaskakująca drogowców. Nawet jednak gdyby nie było mrozu i białego puchu na dworze, zawsze pojawia się element rozprężenia towarzyszącego nam na początku roku, czy to z powodu świąt Bożego Narodzenia, czy też ferii zimowych. Zawsze następuje krótsza lub dłuższa przerwa w zleceniach, tuż  po tym  jak  uda  nam  się  zamknąć  wszystkie z roku ubiegłego, z którymi weszliśmy w nowy. Rozprężenie następuje nie tylko u nas, ale również u zamawiających.

W firmach, w których pracujemy, to czas remanentów i wszelkiego rodzaju porządków, nie tylko papierowych. Przyda się wszystkim również jeden z przeglądów najważniejszych.
Kilka lat temu przez media przewinął się temat dotyczący klasyfikacji zawodu kamieniarza jako zawodu wykonywanego w szczególnie trudnych warunkach. Pył i urazy związane przede wszystkim z dźwiganiem to kamieniarski chleb codzienny. Jak mówił As z Hydrozagadki:
Ważne jest przestrzeganie przepisów BHP, zwłaszcza na kolei! 
I nie tylko na kolei – u nas w kamieniarstwie też. Jak wiadomo, oczy nie odrastają, a kręgosłupa nie da się kupić w najbliższym sklepie. Podobnie z płucami zawalonymi pyłem – przedmuchać sprężarką ich się nie da. Za Ministrem Pracy i Polityki Społecznej:

• dźwiganie i przenoszenie przez jednego pra- cownika przedmiotów o ciężarze przekra- czającym 50 kg jest zabronione,
• dopuszczalne normy podnoszenia i przenoszenia ciężarów na jednego pełnoletniego pracownika wynoszą: 30 kg przy pracy stałej i 50 kg przy pracy dorywczej.

Taaaak. Mówiąc po naszemu: dwa worki kleju, po jednym na bark. Zamiennie: blat kuchenny o długości dwóch metrów bieżących i standardowej
szerokości około sześćdziesięciu centymetrów do dźwigania dla dwóch. Kto z czytających nie targał takiego ciężaru? Nie zajmuję się na co dzień montażami, a zdarzyło mi się to więcej niż kilka razy w życiu.

Po czterdziestce kręgosłup do wymiany
Choć niekoniecznie. Zamiennie może być to kolano, kostka, łokieć, nadgarstek etc. W swojej przygodzie z kamieniarstwem spotkałem już osoby z: odmą płucną, wodą w kolanach, koniecznością operacji nadgarstków ze względu na naruszone ścięgna, szyną ze śrubami w nodze, szyną w szczęce, odklejoną siatkówką, przebitą rogówką i wieloma innymi mniej i bardziej abstrakcyjnymi urazami. Nie liczę połamań, naciągnięć, dyskopatii, czy też moich faworytów w postaci krwiaków i schodzących paznokci – to jest proza kamieniarskiego życia i nie ma się nad czym zastanawiać.

Ciężko jest znaleźć w tym zawodzie kogoś, kto po kilkunastu (nie mówiąc o kilkudziesięciu) latach pracy nie ma jakiegoś trwałego defektu uprzykrzającego mu codzienne życie, nie tylko pracę. Gorzej gdy są to urazy/choroby, które ją uniemożliwiają, odbierając jednocześnie możliwość zarabiania na chleb. I nie, niezbyt często jest to wina głupoty i nie prze- strzegania zasad BHP – najczęściej są to wypadki losowe, lub choroby przewlekłe wynikające z wielu lat pracy w zawodzie.

Gdyby się zastanowić i zagłębić w temat, przypuszczam, że odsetek poważnych schorzeń i wypadków w kamieniarstwie byłby podobny jak w górnictwie (biorąc pod uwagę, że tylko około 20% zatrudnionych w górnictwie, to ludzie pracujący pod ziemią, najbardziej na wypadki i choroby zawodowe narażeni). Czy nie powinien więc kamieniarzowi przysługiwać dodatek za pracę w szkodliwych warunkach? Odpowiedź nasuwa się sama.
Zbytnio liczyć na to nie ma co, temat rozszedł się dawno po kościach, choć warto byłoby do niego wrócić. Powtórzę się: niestety, szanse niewielkie, naród z kamieniarzy zbyt mały i zbyt mało krzykliwy... Potraktujmy więc zimę, jako czas nie tylko remanentu firmowego, ale również remanentu i przeglądu zdrowotnego; jako czas wizyt u zaprzyjaźnionych kręgarzy, masażystów oraz innych magików i lekarzy, którzy postawią Was na nogi. Czas wygrzewania i nastawiania kości, który, mam nadzieję, zaowocuje siłą i zdrowiem przy wkroczeniu w nowy sezon.

Czego Państwu życzę!

przeczytaj cały artykuł
Strona 25 z 27
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2026-08-18 10:17:04
Z powodu przejścia na emeryturę WYPRZEDAŻ czynnego sklepu kamieniarskiego: artykuły pozłotnicze, szlifierki oraz części zamienne, głowice szlifierskie wahliwe, folie do piaskowania piły, grawerki, narzędzia do rzeźbienia, chemia kamieniarska, akcesoria elektryczne, galanteria nagrobna, artykuły BHP, ściernice diamentowe, segmenty diamentowe i koraliki diamentowe na linkę. Przy zakupie osobistym Okazyjne Ceny! Parkowanie przy sklepie. Możliwość zakupu wraz z lokalem (ok. 50 m2). Kontakt: Strzegom, ul. Św. Anny 13, tel. 691 379 901, diamboz.pl diamboz@o2.pl.

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.