Reklama


Felietony

Pan Prezes czy szef

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: piątek, 04 listopada 2016 09:35

boss-1020727_960_720.png

Stara prawda mówi, że niezależnie od wielkości przedsiębiorstwa, zaangażowane w jego powstanie środki, zakupione maszyny i wybudowane hale, siłą napędową pozwalająca na istnienie firmy na rynku i odnoszenie sukcesów są jej pracownicy.

Odwiedzam wiele zakładów i kiedy chcę się dowiedzieć czegoś o firmie, to pytam pracowników jak długo pracują. Kilka odpowiedzi wystarczy. Jeśli w istniejącym od lat zakładzie ludzie pracują od kilku miesięcy, to mam podstawy by sądzić, że z tą firmą coś jest nie tak.

Większość pracowników nie jest specjalnie chętna do zmiany pracodawcy – ludzie lubią stabilizację. Do płynności kadrowej dochodzi w kilku przypadkach.

Po pierwsze: płace. Jeśli są za niskie, to wcześniej czy później pracownicy szukają lepszych rozwiązań. Najgorsze, że jeśli rodzaj pracy im odpowiada, to często lądują u konkurencji, a posiadając doświadczenie w tej pracy stają się dla niej łakomym kąskiem. Przez to osłabiają firmę, z której odchodzą, a wzmacniają konkurencję.

Ale są też inne powody. Zła atmosfera pracy może prowadzić do znużenia i chęci przerwania takiego stanu. Skutki podobne jak przy zbyt niskich płacach.
Zagadnienie złej atmosfery w zakładzie bywa złożone. Z jednej strony działają tu relacje szef-pracownik, z drugiej wewnętrzne relacje między zatrudnionymi.

Co do relacji szef-pracownik częstą przyczyną złego odbierania atmosfery pracy przez pracowników jest zachwiana proporcja pochwał do wyrzutów. Wyobraźmy sobie, że niezależnie od wyników firmy pracownik przychodząc do pracy i widząc szefa spodziewa się, że zbierze kolejny „ochrzan”. Bo niby dlaczego nie, skoro tak jest codziennie.
Czy rano będzie spieszył się do roboty? Czy o szesnastej, na koniec dnia, zostanie 10 minut dłużej, żeby dokończyć zaczęte zadanie? Na początku tak, chcąc uniknąć reprymendy. Po czasie wyrobi w sobie przekonanie, że i tak będzie zrugany, więc lepiej iść do domu albo z kolegami, przy piwie, ponarzekać na szefa.

Drugi z elementów to relacje między pracownikami. Są często trudne do wychwycenia – tym trudniejsze im bardziej szef oddziela się murem od pracowników i buduje relację bardzo zimną. To też łatwo zauważyć w firmie. Jeśli pracownicy zwracają się do szefa „Panie Prezesie”, to już brzmi podejrzanie. Znacznie lepiej, jeśli w rozmowie używają zwyczajowego „szefie”. Panu Prezesowi pracownik nie powie, że „Jasiek go wkurza, bo non stop usiłuje dyskutować o polityce, a ma skrajnie inne poglądy”. A czasem na złe relacje między pracownikami są proste rozwiązania – nielubiących się pracowników wystarczy skierować do pracy z dala od siebie.

W niektórych firmach powstaje coś na kształt wojskowej fali. Młodzi stażem pracownicy są wykorzystywani przez tych doświadczonych. Jeśli wśród nich są zdolni, rokujący na przyszłość, to nie czując jeszcze związku z firmą, odejdą. W momencie, gdy zauważymy takie zachowania starych pracowników, trzeba interweniować. Ale jest jeden warunek: musimy je zauważyć. Niestety, Pan Prezes raczej nie zobaczy, bo gdy pojawia się na produkcji wszyscy stoją na baczność.

Tych kilka uwag dotyczących relacji w firmie to tylko przysłowiowy czubek góry lodowej. Rola zarządzających firmą nie może pomijać „otoczenia wewnętrznego” firmy – jak ładnie określa to teoria.
Jeśli skupimy się na byciu Panem Prezesem i nie będziemy blisko pracowników, może nas spotkać przygoda jak z dowcipu:
Żona pyta męża:
– Kochanie, co w pracy?
– A nic... Wczoraj nasz szef utknął w windzie.
– I co zrobiliście?
– Nic. Ciągle się zastanawiamy.

przeczytaj cały artykuł

Wolne na koszt pracodawcy

Autor: Paulina Ratajczak   |   Data publikacji: piątek, 04 listopada 2016 09:32

Nikt z nas nie jest cyborgiem – to jest pewne. Każdy potrzebuje chwili wytchnienia, relaksu, czasu z rodziną, a przede wszystkim odpoczynku.
Jeśli masz to szczęście, że jesteś pracownikiem, to taki odpoczynek masz zagwarantowany w Kodeksie Pracy. Przysługuje Ci 20, bądź 26 dni w zależności od stażu urlopowego (nie mylić ze stażem u danego pracodawcy). Staż urlopowy to przede wszystkim zsumowane lata nauki, zatrudnienia itp. Jeśli łącznie staż urlopowy wynosi do 10 lat, wówczas wymiar Twojego urlopu to 20 dni. Jeśli zaś przekracza 10 lat masz dodatkowe 6 dni, co łącznie daje 26 dni urlopu wypoczynkowego, czyli aż 5 tygodni i 1 dzień wolności od pracy! Niezależnie od ilości dni wolnych od pracy, cztery razy można skorzystać z tzw. urlopu na żądanie, czyli poinformowania o nieobecności w dniu jej wystąpienia.
A wszystko to płatne przez Twojego pracodawcę, bo za urlop wypoczynkowy należy się takie samo wynagrodzenie jak za obecność w pracy.

Skoro mowa o pieniądzach, to pracodawca płaci Tobie również za czas Twojej choroby. Co prawda mniej, bo tylko 80% tego co zarobiłbyś normalnie, ale to nadal jest zapłata. Oczywiście w przypadku dłuższej choroby obowiązek ten przyjmuje (jeszcze istniejący) ZUS. Jednak przez pierwsze 33 dni (jeśli nie ukończyłeś 50 lat) lub pierwsze 14 dni (gdy już ukończyłeś 50 lat) choroby w ciągu roku kalendarzowego ciężar wypłaty spoczywa na barkach i budżecie Twojego pracodawcy.

Zaznaczmy też, że środki te, zarówno przy urlopie jak i „chorobowym”, wypłacane są w tym samym terminie, w którym otrzymałbyś wynagrodzenie, gdybyś chodził do pracy.

Paradoksalnie felieton ten nie ma informować o Twoich prawach, a ma pokazać, że zgodnie z literą prawa za czas Twojego wypoczynku i Twojej choroby płaci Twój pracodawca. To jest ten sam „gościu”, który, gdy Ciebie nie ma w pracy, nie może realizować przyjętych zleceń. Który ponosi straty, bo nie może wyprodukować czy świadczyć usługi jeśli jesteś nieobecny. Który płaci dodatkowo innym pracownikom, aby wykonali pracę za Ciebie w czasie Twojego urlopu lub zwolnienia.

Doceń to, że w ciągu roku masz łącznie ponad 2 miesiące życia na koszt Twojego pracodawcy (urlop wypoczynkowy plus "chorobowe" – nie wspominając o innych dodatkowych dniach wolnych opisanych w Kodeksie Pracy). Nie chodzi mi o dozgonną wdzięczność za pracę, ale o zrozumienie jak duże są obciążenia spoczywające na Twoim pracodawcy i skąd jego niechęć do zwiększania zatrudnienia czy przyjmowania każdego żądania podwyżki. Pamiętaj również, że Twój pracodawca nie może sobie pozwolić na takie przywileje, jakie Ty posiadasz. W jego przypadku za urlop nikt mu nie zapłaci, a miesięczne zwolnienie lekarskie może doprowadzić do upadku firmy. I nawet pieniądze ze swojego „chorobowego” zobaczy nieprędko, bo ZUS – w przypadku pracodawców – kieruje sie innymi zasadami.

przeczytaj cały artykuł

Kamienne rewolucje

Autor: Jarek Mirowski   |   Data publikacji: piątek, 23 września 2016 09:35

rewol.jpg

Każdy z nas to widział – choćby fragment. Choćbyśmy unikali i uciekali od tego, gdzieś nas dopadły: u rodziny, u kolegi, koleżanki albo nasza luba katowała któryś z tych programów co tydzień... Jakiś „Hell's kitchen”, „Kuchenne rewolucje” czy też inny dziecięcy „Masterchef”. Taka moda. Do tego każdy celebryta chce dziś pouczać Polaków, jak powinni się odżywiać. Stąd wysyp programów o gotowaniu, pieczeniu, wędzeniu etc.
Nasza branża show takiego nie ma. I mam na myśli nie tylko naszą działkę, ale nawet całą branżę budowlaną (nie mylić z urządzaniem). Wspomnieć możemy jedynie program o znamiennym tytule „Usterka”, który czasem mógł nas dotyczyć. Jak nazwa wskazuje, w programie rzadko pojawiają się pozytywni bohaterowie. Zwykle za to pojawiają się klopsy i „fachowcy” ich dokonujący. Cóż... dla nas reklama z tego żadna – ot, trochę czarnego „pi-aru”.

Kilka lat temu, Zamek Królewski, Warszawa

Remont Arkad Kubickiego. Demontaż chodników tuż przed wejściami: granit Strzegom, grubość 5 cm, montaż na półsuchej – duże płyty: ani lekkie ani wygodne do ułożenia. Zebrało się tego kilkadziesiąt metrów. Ktoś zapomniał zrobić zdjęcia i tydzień po ułożeniu trzeba było większość płyt ściągać ponieważ nikt nie wiedział, gdzie są studzienki kanalizacyjne...

Niedawno, duża budowa w warszawskim City, budynek projektu znanego architekta

I tu też klops. Kamieniarze montują okładziny ścienne z płytek. Dochodzą do otworu drzwiowego i kierownik każe zostawić im miejsce na ościeżnice – nie wiadomo bowiem jakiej będą szerokości. Kilka dni później dowiadują się, że od dawna wiadomo, iż żadnych ościeżnic nie będzie, a w ich miejscu powinien być zamontowany zgierowany kamień.

Klika lat wstecz, znany budynek – prezent od Wielkiego Brata

Remont basenu olimpijskiego – przebudowywana jest cała niecka. Prawie na koniec okazuje się, że basen nie ma olimpijskich wymiarów.

Również warszawskie Centrum, budowa współczesna

Podkonstrukcja stalowa umożliwiająca wykonanie drzwi z kamienia. Po miesiącu ustaleń i przepy-chanek o to, czy ktoś zmodyfikuje istniejące drzwi, czy powstaną nowe, czy drzwi całkowicie znikną, konstrukcja się pojawia. Oczywiście taka, że nic się na niej zamontować nie da...

Niezależnie od tego czy to budowa mała czy duża, to „dom uciech z paniami lekkich obyczajów” – mówiąc eufemistycznie – pojawić się może się wszędzie. Nie ma na to reguły. Choć w sumie jest jedna: jest ogromna szansa, że zobaczymy go już na kolejnej budowie, w której przyjdzie nam uczestniczyć. Co więcej: ten nietwórczy chaos zwykle dotknie nas bezpośrednio. Bo ciężko coś w tym niezorganizowaniu zaplanować, szczególnie jeśli jesteśmy tylko małym trybikiem, którego możliwość wpływu na sytuacje są niewielkie, a wręcz żadne. Za to ów chaos na nas działa jak wybuch wulkanu na Islandii na ruch lotniczy w Europie: dopada nas i uziemia wszystkie nasze plany.

I wtedy pojawiają się oni

Inspekcja nadzoru. Niczym budowlana Gessler w parze z Ramseyem, cali na biało, wpadają na budowę, łapią wszystkie projekty, wywalają przez okno z trzydziestego drugiego piętra i wrzeszczą na kierownika, żeby się zorganizował. Później przechadzają się majestatycznie po budowie i kopią walające się po posadzce profile aluminiowe. A potem wpadają za tydzień i sprawdzają dokumentacje powykonawcze. Modlimy się w  duchu, żeby nie wpadli na nasz zakład i nie zaczęli ciskać frezami w naszych pracowników.

Budowlane rewolucje

Przydałyby się na wielu budowach. Często człowiek zastanawia się, po co na nich harmonogramy i projekty, którymi wytapetowane są biura budowy (ani to Picasso, ani Pollock, ale może ktoś lubi na to patrzeć). Jeśli faktycznie diabeł jest panem chaosu, na pewno mieszka na jakiejś budowie olbrzymiego centrum handlowego.

Tak jest

Czasami sami jesteśmy sobie winni, bo chaos pielęgnujemy. Naprawianie świata zaczyna się zawsze od siebie – tu też tej zasady wypadałoby się trzymać. Niestety... Kiedy się próbuje, tryby świata potrafią tę próbę zniweczyć.

Udanych kamiennych rewolucji z pozytywnym efektem we własnych firmach życzę. A najlepiej gdyby ten porządek, powstały w wyniku ich przeprowadzenia, przeniósł się szczebel wyżej: na budowy, na których przyjdzie nam pracować!

przeczytaj cały artykuł

Na upał strzyżenie

Autor: Chivas   |   Data publikacji: piątek, 23 września 2016 09:31

IMG_0692.jpg

O tym, że zaczyna się okres gorący zorientowałem się dość szybko. Zawsze przed gorącym Pani do mnie idzie z nożyczkami i takim warczącym czymś – to oznacza tylko jedno: strzyżenie. Wtedy trzeba siedzieć lub leżeć bez ruszania się i cierpliwie znosić usuwanie futra.

Nie lubię tego strzyżenia, ale potem leżenie na chłodnej podłodze jest zdecydowanie przyjemniejsze. Widocznie jeśli ma być fajnie, to najpierw trzeba pocierpieć. Podobnie zresztą jest z inną „przyjemnością” – kąpielą. Trzeba przyznać, że po kąpieli to ta suczka z piątego piętra patrzy na mnie jakoś przyjaźniej i nie ucieka jak mnie widzi. I ludzie dłużej mnie głaszczą. Ale najpierw trzeba stać z mokrym futrem i nie wolno się otrzepywać. Brrr...

Byłem z Panem niedawno w prawdziwym zakładzie kamieniarskim. Ja już byłem po strzy-żeniu i kąpieli, ale w zakładzie jakoś nikt, chyba od zimy, porządku nie zrobił: moja sierść po strzy-żeniu trafiła do kosza na śmieci, a w zakładzie wszędzie pełno papierków, szmat, kawałków kamieni i kamyczków (jak ten żwirek dla tych paskudnych kotów, tylko nie tak równego i nie tak białego), który strasznie w łapy mi wchodził. Czekając na Pana przed budynkiem obserwowałem, jak co chwilę o taki kawałek kamienia ktoś się potykał. Dziwni ci ludzie. Że też nie potrafią wyżej łap podnosić.

Potem z Panem wszedłem do innego budynku, w którym było głośno i ruszały się takie duże maszyny. Pan mówił, że to hala. Na dworze było ciepło, w hali straszny upał. Dziwni ci ludzie. Jak jeżdżę z Panem autem, to Pan coś naciska i wieje taki zimny wiaterek. Nawet jak to się kiedyś zepsuło, to Pan pomamrotał coś pod nosem i pootwierał okna. W sumie też było znośnie. W tej hali nie było ani zimnego wiatru, ani otwartych okien. Okna zresztą wyglądały tak, że chyba nawet by się nie udało ich otworzyć jak w domu, w którym mieszkam z Panem.

Położyłem się na mokrej posadzce (Pan nie był zadowolony) i nic mi się nie chciało. Ludziom, którzy też tam byli, też nie. Wcale mnie to nie dziwiło. Za to przewodnik tego stada – ten co wyglądał inaczej i był jakby większy – warczał na wszystkich. Pewnie dlatego, że im się nic nie chce.
Ci ludzie w hali wyglądali też inaczej niż ludzie, których teraz spotykam na spacerze. To znaczy jak jest ciepło. Bo jak jest zimno, to wszyscy tak wyglądają. Takie mają grube ubrania jak moje zimowe futro. Prezentowałem się temu przewodnikowi stada, jak tylko mogłem, żeby zobaczył, że ja nie mam futra. Nie zwrócił uwagi. Dziwni ci ludzie. Pewnie byłoby im łatwiej, gdyby poszli na strzyżenie.

Kończę pisanie, bo Pan poszedł do kuchni. Może wyjmie z lodówki jakiś smakołyk. Jakaś premia za ten upał w zakładzie kamieniarskim chyba mi się należy, nie?

przeczytaj cały artykuł

Matematyka a rachunki

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: piątek, 23 września 2016 09:26

Dawno temu, w liceum, uczęszczałem do klasy z bardzo rozszerzonym programem matematyki. To już nie były tylko typowe zagadnienia, z jakimi można się spotkać w czasie nauki. Kolejne działy matematyki to były oddzielne przedmioty. Wśród nich tak tajemnicze jak algebra abstrakcyjna, topologia liczb, geometria nieeuklidesowa itd.

Poza konkretną wiedzą nauczyłem się dostrzegać różnicę między matematyką a rachunkami.

W zakresie, który nazywam „rachunkami” mieszczą się zadania, których rozwiązanie jest sprawą wiedzy i znajomości wzorów oblicze-niowych. W takich zadaniach nie ma miejsca na twórcze myślenie. Inaczej w prawdziwej matematyce. Tu pojawiają się zadania, których rozwiązanie zależy od myślenia twórczego i umiejętności nieszablonowego stosowania wzorów. Przykładowo: o ile wyliczenie pochodnej z funkcji, nawet najbardziej skomplikowanej, to nadal jeszcze rachunki – to już rozwiązywanie całek, nawet niezbyt skomplikowanych, potrafi stać się wyzwaniem dla umysłu.

Piszę o tym rozróżnieniu matematyki i rachunków, bo w biznesie też można by rozdzielić prowadzących biznes na takie dwie kategorie.
Istnieją proste metody działania na rynku, opisane w literaturze i znane dość powszechnie, które pozwalają na osiąganie zadawalających rezultatów. Ale szczerze mówiąc genialnych rozwiązań w tym nie ma. Są też firmy, które wkraczają w swojej działalności na obszary, gdzie trzeba błysnąć pomysłem i nieszablonowym podejściem do problemów rynku, konkurencji i poszukiwania nowych klientów.
Kiedyś jeden z zakładów produkował granitowe kolumny głośnikowe, inny zegary...

Niestety, w naszej branży nadal brakuje współpracy z designerami. A o tym, co oni potrafią można się przekonać choćby oglądając projekty studentów na konkurs ogłoszony przez EGA i opisywany w poprzednim numerze Kuriera Kamieniarskiego lub czytając tekst na stronie 42 niniejszego wydania. Nie zapominajmy też o po-mysłach prezentowanych co roku w Weronie.

Dlaczego o tym piszę? Bo klient, który chce zamówić łazienkę czy posadzkę może to zrobić w wielu miejscach. Firm, które ułożą kamień, jest wiele. Ale zaproponowanie czegoś nietypowego to wartość, którą można klienta zatrzymać u siebie.
Byłem świadkiem rozmowy z klientem, który wprost deklarował, że przed podjęciem decyzji zamierza odwiedzić jeszcze kilka innych zakładów. Jednak po zaproponowaniu do łazienki kilku elementów wyciętych waterjetem i połączenia materiałów w różnych kolorach tak się zainteresował pomysłem, że złożył zamówienie. W innym przypadku przeważyła propozycja wykonania ka-miennego wieszaka według ciekawego wzoru jako dodatek do zamówienia posadzki do przedpokoju.
To właśnie taka prawdziwa matematyka – a nie zwykłe rachunki. Ona zaczyna się, kiedy zaproponujemy coś nietypowego – bo podeszliśmy do klienta indywidualnie i poznaliśmy jego gust oraz zrozumieliśmy oczekiwania.

Często klientowi brak wyobraźni albo nie zdaje sobie sprawy z możliwości współczesnego kamieniarstwa. Warto więc pokazać mu trochę nietypowego podejścia do realizacji. Czasem wystarczy wstawienie fragmentu z innego materiału lub w innej obróbce powierzchni...

Warto poświęcić trochę czasu na przeglądanie internetu i notowanie ciekawych pomysłów – nie tylko z kamienia. Pokazując takie pomysły klientom – nawet jeśli w finale zamówią tylko zwykłą posadzkę – przekazujemy im wiadomość, że potrafimy dla nich rozwiązać „trudne całki”.
Życzę wszystkim pokochania takiej kamieniarskiej prawdziwej matematyki, a nie tylko zwykłego rozwiązywania zadań rachunkowych.

przeczytaj cały artykuł
Strona 21 z 27
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Domeny na sprzedaż
2026-08-26 00:00:00
DOMENY NA SPRZEDAŻ spiekikwarcowe.com.pl, marmur-granit.com ZAPROPONUJ SWOJĄ OFERTĘ malwinawyrwiak@sole.pl, tel. 510 047 890

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.