
Na pewno już każdy z nas doświadczył obowiązywania przepisów RODO, np. był zobowiązany podpisać zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych lub otrzymał klauzulę informacyjną. W każdym z tych dokumentów są obowiązkowe zapisy dotyczące naszych praw związanych z przetwarzaniem danych osobowych. Jednak według badań statystycznych tylko 36% Europejczyków wie, co to jest RODO. W Polsce ta świadomość jest nieco wyższa i sięga 56%.
Ponad roku temu, po 2 letnim vacatio legis, w Polsce zaczęło obowiązywać: „Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych)”, długa nazwa, ale w skrócie zwana RODO.
Przepisy RODO, którym towarzyszą mieszane uczucia, są jednym z nielicznych aktów prawnych, które wzbudzają aprobatę u wielkich tego świata. Twórcom Rozporządzenia przyświecała myśl skutecznej, prawnej ochrony naszych danych osobowych. Powstało narzędzie, dzięki któremu możemy mieć wpływ na to, gdzie i jak przetwarzane są nasze dane. Rozporządzenia i ustawy krajowe normują metody i rodzaje przetwarzań, określają poziomy bezpieczeństwa dla systemów przetwarzających oraz ustaliły zasady i obowiązki, jakie muszą spełniać podmioty przetwarzające. W myśl tego ostatniego: im większa ilość przetwarzanych danych, tym warunki regulujące procesy przetwarzania są ostrzejsze.
Należy pamiętać, że przepisy RODO dotyczą każdego, kto przebywa lub prowadzi działalność gospodarczą na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego – to kraje Unii Europejskiej oraz Islandia, Norwegia i Liechtenstein. Tu jedna uwaga: Wielka Brytania od 29.03.2019 jest traktowana jako kraj trzeci i każde przekazanie danych osobowych do tego kraju wiąże się z innymi procedurami.
Jak to w prawie bywa, są oczywiście wyjątki. Nie ma ich dużo, ale warto o nich wspomnieć. Pod RODO nie podlegają osoby, które wykonują czynności o charakterze czysto osobistym, prywatnym oraz osoby zmarłe. Bez konsekwencji możemy więc zbierać w domu np. kontakty do sąsiadów i znajomych. Firmy pogrzebowe mogą natomiast bez obawy publikować dane osobowe na klepsydrach czy nagrobkach. Jednak zawieranie umów na wykonanie czynności związanych z obsługą pochówku obwarowane już jest przepisami RODO, gdyż umowy podpisują osoby żyjące.
Istnieją też dziedziny życia, w których RODO działa na nieco innych zasadach np.: w instytucjach zapewniających bezpieczeństwo (organy ścigania czy wymiaru sprawiedliwości), dlatego policjant zgodnie z prawem może spisać nasze dane, a w kościołach zapowiedzi przedślubne także są dozwolone. Publikacje prasowe również zwolnione są z części przepisów RODO.
Niezrozumienie przepisów i istoty rzeczy leżało u podstaw wielomiesięcznego straszenia RODO. Miał być armagedon, koniec świata czy swobody działalności. Wiele osób zaczęło działać w panice, często z obawy przed ewentualnymi konsekwencjami finansowymi (dosyć znacznymi, należy tutaj zaznaczyć). Można było usłyszeć: „nie powiem, bo RODO”, „nie podam, bo RODO”, „nie mogę, bo RODO”. Należy oddać sprawiedliwość, iż brak podania danych nie niesie za sobą żadnych konsekwencji, ale ich przekazanie bez podstawy, może wiązać się z odszkodowaniem i karą finansową. Znaleźli się też tacy „przedsiębiorczy” przedsiębiorcy, którzy kupowali gotowe zestawy szablonów dokumentów RODO, w których wystarczyło wpisać swoje dane firmowe, nabywali biurka czy szafy … zgodne z RODO. Na rynku nadal są niszczarki dokumentów zgodne z RODO. Ciekawe czy przez myśl im nie przeszło, że tak jak w innych przypadkach, tak i w tym, prawa nie da się stosować z szablonu?
Gdy kurz już opadł, pojawiła się świadomość, że RODO to nie jednorazowa sprawa czy akcja, ale działanie ciągłe i kontrolne.
Kończąc ten krótki wstęp, zapraszam do kolejnego wydania Kuriera Kamieniarskiego, w którym przedstawię postępowanie, gdy do firmy wpływa wniosek o usunięcie danych osobowych. „Bycie zapomnianym” jest jednym z praw „Kowalskiego”, na które musimy niezwłocznie zareagować. Co w takiej sytuacji należy zrobić? Czy na pewno mamy obowiązek wykasować wszystko, co dotyczy się „Kowalskiego”?

R.I.P. pojawiał się na chrześcijańskich nagrobkach już pod koniec pierwszego tysiąclecia, ale na większą skalę rozpowszechnił się dopiero w okolicach osiemnastego wieku.
Skrót R.I.P. (lub RIP, obie wersje są poprawne) wywodzi się z języka łacińskiego i jest akronimem od słów requiescat in pace, które oznaczają „niech spoczywa w pokoju”. Fraza ta pojawia się w katolickiej modlitwie Requiem aeternam. Najczęściej odmawiana jest ona przy okazji uroczystości pogrzebowych lub wspominania zmarłych. Poniżej pełen tekst modlitwy wraz z tłumaczeniem na język polski:
Requiem æternam dona eis, Domine.
Et lux perpetua luceat eis: Requiescant in pace. Amen.
Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci. Niech odpoczywają w pokoju. Amen.
W obu powyższych tekstach użyto liczby mnogiej, stąd inna końcówka (requiescant zamiast requiescat).
Co ciekawe, jako źródło tej modlitwy podaje się fragment pochodzący z 4 Księgi Ezdrasza, znanej także pod nazwą Apokalipsa Ezdrasza, zaliczanej obecnie przez Kościół katolicki do apokryfów – uznawana jest tylko przez kanon prawosławny. Sam zwrot „Niech spoczywa w pokoju” jest wyrażeniem życzenia, aby dusza zmarłego odnalazła spokój w życiu pozagrobowym, lecz z biegiem czasu wiele osób zaczęło interpretować jego treść bardziej dosłownie, to znaczy w odniesieniu do samego ciała. Wiąże się to z wiarą, iż z chwilą nadejścia Sądu Ostatecznego dusze zmarłych ponownie połączą się z ciałami.
Współcześnie skrót RIP nie jest zarezerwowany wyłącznie dla osób religijnych. Stosuje się go, aby uhonorować pamięć o kimś niezależnie od wiary i poglądów. W dobie internetu bywa często używany humorystycznie, na przykład w memach. Oznacza wtedy koniec czegoś lub niepowodzenie. Szczególnie popularny jest w języku angielskim, gdzie pierwsze litery są identyczne jak w łacinie (rest in peace), więc i skrótowiec wygląda tak samo.
Fraza requiescat in pace została przetłumaczona na wiele języków, a w części z nich używa się rodzimych akronimów. Na francuskich cmentarzach możemy zatem zobaczyć nagrobki z napisem R.E.P (repose en paix), na niemieckich R.I.F. (Ruhe in Frieden), w Hiszpanii będzie to D.E.P. (descanse en paz), natomiast w języku czeczeńskim stosuje się skrót DGD (dala gech doila). Istnieją też inne wersje wyrażenia, jak choćby Requiescat in pace et in amore (niech odpoczywa w pokoju i miłości).
W Polsce skrót RIP nie jest tak popularny jak na przykład w krajach anglojęzycznych, a za jego odpowiednik uważa się świętej pamięci (o tym zwrocie oraz o jego problematycznym skrótowcu pisaliśmy w Kurierze Kamieniarskim nr 3/2018). Często śp. umieszczane jest na górze przed imieniem i nazwiskiem zmarłej osoby, R.I.P. zaś stanowi zwieńczenie całej inskrypcji i znajduje się na samym dole.
#jakubzdankowski

Szwajcaria przyciąga harmonijnością i porządkiem. Nie bez powodu mówi się, że coś działa „jak w szwajcarskim zegarku”. Przysłowie to również sprawdza się w temacie nagrobków.
Podobnie jak w niemieckojęzycznych krajach ościennych (Niemcy, Austria) cała procedura zamówienia nagrobka rozpoczyna się od zarządcy cmentarza, w tzw. Stadt. Tam można otrzymać wszystkie potrzebne informacje dla inwestora i wykonawcy: wymiary pomników, grubości poszczególnych elementów czy wielkość powierzchni biologicznie czynnej (niezakrytej części gruntu). Wykonawca przygotowuje projekt zgodny z wymaganiami i jeśli wszystko jest zgodne z wytycznymi, zarządca wydaje pozwolenie na wykonanie nagrobka.
W większości przypadków Stadt określa wymiary zewnętrzne grobu. Rodzaj zastosowanego fundamentu, grubość cokołu i tablicy z reguły uzależniony jest od wielkości napisówki oraz procentowej powierzchni grobu, której nie wolno przykrywać kamieniem.
W Zurychu istnieją jednak cmentarze, które, oprócz wymienionych wyżej obostrzeń, posiadają w regulaminie jeszcze kilka punktów, do których klient musi się zastosować. Pierwszy raz zetknąłem się na przykład z wymogiem, że poler płaszczyzny powinien być „w klasie #400”. Kamień nie ma być wypolerowany na wysoki połysk, jak to zwykle się robi – polerowanie ma się zakończyć na granulacji „400” segmentów polerskich. Inaczej rzecz ujmując: cmentarz nie życzy sobie, aby nagrobki były błyszczące.
Na niektórych sektorach tego cmentarza obowiązuje też wytyczna dotycząca wymiarów tablicy napisowej. Dość zaskakująca. Wszystkie tablice mają mieć wymiar – ni mniej, ni więcej – 49 x 115,5 cm.
Kolejny ciekawy punkt regulaminu dotyczy napisów. Litery na tablicy mogą być wykonane tylko przez wykucie liter w kamieniu. Nie wolno liter piaskować, nakładać metaloplastyki, plastiku itd. Mogą to być wyłącznie głęboko kute litery. Jest również określony kolor nekrologu: pozostawiona surowa forma lub 24-karatowe złoto. Nie można użyć srebra, czerni, bieli... Albo złoto albo nic.
Klient, chcąc upamiętnić nagrobkiem bliską osobę, musi dostosować się do bardzo, ale to bardzo szczegółowych, wymagań zarządu cmentarza. Wszystko musi być dopasowane... jak w szwajcarskim zegarku.

Z dniem 4 maja 2019 roku weszła w życie ustawa mająca na celu zapewnienie stosowania RODO.
Ustawa zmienia m.in. przepisy ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 1040) – dalej k.p.
Ustawa zawęża zakres danych, jakich pracodawca może żądać od kandydata na pracownika i od pracownika. Pracodawca od kandydata na pracownika nadal może żądać danych kontaktowych, ale już nie może żądać wskazania adresu zamieszkania czy imion rodziców. Zgodnie z nowo brzmiącą treścią art. 22(1) k.p. pracodawca żąda od osoby ubiegającej się o zatrudnienie podania danych osobowych obejmujących:
1) imię (imiona) i nazwisko;
2) datę urodzenia;
3) dane kontaktowe wskazane przez taką osobę;
4) wykształcenie;
5) kwalifikacje zawodowe;
6) przebieg dotychczasowego zatrudnienia.
Przy czym danych osobowych, o których mowa w pkt. 4-6, pracodawca żąda, gdy jest to niezbędne do wykonywania pracy określonego rodzaju lub na określonym stanowisku. Zaś samo udostępnienie tych danych następuje przez oświadczenie osoby kandydata na pracownika.
Gdy jest to niezbędne do zrealizowania uprawnienia lub spełnienia obowiązku wynikającego z przepisu prawa, pracodawca żąda od kandydata na pracownika lub pracownika informacji o niekaralności (i może te informacje przetwarzać w procesach rekrutacyjnych), np. w odniesieniu do osób ubiegających się o zatrudnienie lub zatrudnionych na niektórych stanowiskach w podmiotach sektora
finansowego.
Z kolei dane szczególnej kategorii (ujawniające pochodzenie rasowe lub etniczne, poglądy polityczne, przekonania religijne lub światopoglądowe, przynależność do związków zawodowych, dane genetyczne, dane biometryczne pozwalające jednoznacznie zidentyfikować osobę fizyczną, lub dane dotyczące zdrowia, seksualności lub orientacji seksualnej tej osoby) mogą być przetwarzane wyłącznie w przypadku, gdy przekazanie tych danych osobowych następuje z inicjatywy osoby ubiegającej się o zatrudnienie lub pracownika, lecz pracodawca nie może wnioskować o udostępnienie tych danych.
Jeżeli jest to niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa pracowników lub ochrony mienia lub kontroli produkcji lub zachowania w tajemnicy informacji, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę, pracodawca może wprowadzić szczególny nadzór nad terenem zakładu pracy lub terenem wokół zakładu pracy w postaci środków technicznych umożliwiających rejestrację obrazu (monitoring), lecz monitoring nie może już obejmować pomieszczeń udostępnianych zakładowej organizacji związkowej. Pracodawca, który w dniu wejścia w życie omawianych przepisów stosował monitoring pomieszczeń udostępnianych zakładowej organizacji związkowej, w terminie 14 dni od dnia wejścia w życie ustawy zobowiązany został do zaprzestania stosowania monitoringu takich pomieszczeń, o czym niezwłocznie informuje zakładową organizację związkową.
Podobnie w przypadku monitoringu pomieszczeń sanitarnych wprowadzone zostały dodatkowe obostrzenia. Monitoring pomieszczeń sanitarnych wymaga uzyskania uprzedniej zgody zakładowej organizacji związkowej, a jeżeli u pracodawcy nie działa zakładowa organizacja związkowa – uprzedniej zgody przedstawicieli pracowników wybranych w trybie przyjętym u danego pracodawcy. Pracodawca, który w dniu wejścia w życie omawianych przepisów stosował monitoring pomieszczeń sanitarnych, został zobowiązany do uzyskania zgody na dalsze stosowanie monitoringu zakładowej organizacji związkowej, a jeżeli u pracodawcy nie działa zakładowa organizacja związkowa – zgody przedstawicieli pracowników wybranych w trybie przyjętym u danego pracodawcy, nie później niż w terminie 30 dni od dnia wejścia w życie ustawy. W terminie 3 dni od dnia odmowy udzielenia zgody albo od dnia upływu 30-dniowego terminu na jej udzielenie, pracodawca winien zaprzestać stosowania monitoringu takich pomieszczeń, o czym niezwłocznie informuje zakładową organizację związkową albo przedstawicieli pracowników.
Powyżej omówione zmiany to zmiany istotne, wprowadzone do Kodeksu pracy, mające na celu zapewnienie stosowania RODO w polskim prawie pracy. Zatem, dla uniknięcia zarzutu naruszenia przepisów dotyczących ochrony danych osobowych, pracodawcy ponownie muszą dostosować swoje procedury i obowiązujące normy do wprowadzonych zmian.

W jednym z zeszłorocznych numerów Kuriera poruszyliśmy temat skrótu „śp.” i jego poprawnej pisowni, która sprawia sporo problemów. W tym numerze przyjrzymy się kolejnemu z pozoru kłopotliwemu wyrażeniu: „Jezu, ufam Tobie”. Podobnie jak „śp.”, ten zwrot bardzo często pojawia się jako napis na nagrobkach, dlatego warto zwrócić uwagę na jego poprawny zapis.
Z interpunkcyjnego punktu widzenia jest to przypadek bardzo prosty i nie pozostawiający wiele wątpliwości. Zasady mówią jasno, iż po wołaczu należy postawić przecinek, a zatem po słowie Jezu jak najbardziej powinien się on pojawić. Mimo to, często (jeśli nie w większości przypadków) można zobaczyć zapis „Jezu ufam Tobie”, a więc bez przecinka. Skąd to wynika? Jedną z przyczyn jest na pewno nieznajomość reguł, ale w tym przypadku geneza błędu może sięgać nieco głębiej, co w pewnym stopniu usprawiedliwia jego powszechność.
Zacznijmy od początku, czyli od historii obrazu, na którym ten napis został umieszczony. W roku 1934 malarz Eugeniusz Kazimirowski namalował znany na całym świecie Obraz Jezusa Miłosiernego według wskazówek świętej Faustyny Kowalskiej. Widnieje na nim Jezus odziany w białą szatę, a z jego serca wychodzą dwa promienie: jasny i czerwony, które symbolizują wodę oraz krew. Zgodnie z wizją siostry Faustyny, obraz miał być opatrzony napisem „Jezu, ufam Tobie”, który został wykonany na dodatkowej płycie i umieszczony na ramie obrazu. W 1986 roku obraz trafił do kościoła pw. Świętego Ducha w Wilnie, gdzie dokonano jego restauracji. Dodano wtedy czerwony napis „JEZU, UFAM TOBIE!” (tak, z przecinkiem) w dolnej części obrazu. Został on potem usunięty podczas kolejnej renowacji i obecnie znów widnieje na mosiężnej tabliczce przymocowanej do ramy w dolnej części obrazu, który można zobaczyć w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Wilnie.
Obraz Kazimirowskiego nie jest jedynym, który przedstawia wizerunek Jezusa Miłosiernego. W 1944 r. Adolf Hyła namalował inną wersję obrazu, która znajduje się w Krakowie. W dolnej części obrazu artysta umieścił złotą wstęgę, na której widnieje dobrze nam już znana sentencja, jednak tym razem bez przecinka. Wynika to prawdopodobnie z tego, że wstęga będąca tłem dla napisu zagina się w taki sposób, aby wizualnie wyodrębnić każde ze słów, przez co przecinek mógł się wydać malarzowi zbędny. Jakkolwiek było, obraz wkrótce stał się rozpoznawalny na całym świecie, co doprowadziło do powstania wielu kopii w różnych wersjach językowych. Prawdopodobnie to właśnie popularność wersji Hyły przyczyniła się w jakimś stopniu do rozpowszechnienia się niepoprawnego zapisu sentencji w postaci „Jezu ufam Tobie”, która znajduje się nie tylko na kopiach samego obrazu, ale także na innego rodzaju dewocjonaliach oraz nagrobkach.
Podsumowując, prawidłowy zapis wygląda następująco: „Jezu, ufam Tobie”. Wersja z pominięciem przecinka jest niepoprawna, choć dość powszechna. Jeśli chodzi o kropkę na końcu w kontekście inskrypcji nagrobnych, jest ona całkowicie zbędna, wręcz niepożądana. Zgodnie z zaleceniami Rady Języka Polskiego nie należy stawiać kropki po jednozdaniowych inskrypcjach znajdujących się na gmachach lub pomnikach. Jeśli chcemy, aby sentencja miała bardziej emocjonalny wydźwięk, można ją zwieńczyć wykrzyknikiem – tak jak na obrazie Kazimirowskiego w wersji z czerwonym napisem.

#jakubzdankowski