
Tytułem wstępu
XXX Zjazd Polskiego Związku Kamieniarstwa – Katowice 2025 – czyli trzy dni pełne rozmów, inspiracji i wspólnego świętowania w sercu Górnego Śląska. W dniach 6–8 czerwca 2025 odbył się jubileuszowy zjazd PZK.
Zjazd rozpoczęło powitanie nowych członków Związku. Podczas sesji plenarnej omówiono sprawozdania za rok 2024 oraz sprawy związkowe.
Nowym punktem programu było wręczenie wyróżnień Lider Aktywności 2024, przyznanych najbardziej aktywnym członkom Związku w minionym roku.
Później rozpoczął się panel prelekcji, w tym prezentacja nowej książki prof. Piotra Wyszomirskiego z AGH oraz wystąpienia firm Cosentino Poland i Optolith, a także prezentacja programu do obsługi firmy kamieniarskiej Slabstone.pl.
Jak zwykle – oprócz spraw związkowych – był też czas na integrację i długie rozmowy branżowe przy kolacji.
W sobotę uczestnicy zwiedzili zabytkowy Nikiszowiec oraz Park Śląski, kończąc dzień kolejną porcją rozmów przy wspólnym stole.
Paweł Szambelan
Nasz pierwszy zjazd w grudniu 2024 roku otworzył nowe znajomości i możliwości. Decyzję o zapisaniu się do Polskiego Związku Kamieniarstwa podjąłem dosyć spontanicznie na targach kamieniarskich w Poznaniu, po kilkunastu rozmowach z kolegami z branży, którzy zachęcili nas do spotkań. Dzisiaj, gdy wspominam wyjazd w góry, myślę o świetnej energii, którą otoczyli nas nowi znajomi.
Już od pierwszych momentów siedzieliśmy razem i rozmawialiśmy. Zebranie Walne i przedstawienie nowych członków to było coś dla mnie nowego i inspirującego.
Zaś po części oficjalnej spotkaliśmy się w karczmie na poczęstunku. Kolacja, którą nam podano, zrobiła na wszystkich wielkie wrażenie, a gościnność góralska nas oczarowała. Zespół muzyczny, który przygrywał nam do wspólnego biesiadowania, był świetnym dodatkiem do zabawy.
Pogoda, jaka dopisywała nam podczas tego weekendu, wręcz zachęcała do założenia nart i szusowania po świetnych stokach, z jakich mieliśmy możliwość korzystać. Dla niepotrafiących jeździć na nartach był zarezerwowany instruktor, który zaraził swoją pasją niejedną osobę. Takich atrakcji nie spodziewał się chyba żaden członek zjazdu. Klimat, jaki był w naszym hotelu, zachęcał do biesiadowania. Właściciel hotelu, pan Kazimierz Wolski, ugościł nas jak jedną wielką rodzinę. Dodatkowo dla chętnych był wyjazd do term, który cieszył się wielkim zainteresowaniem. W niedzielę rano na drogach i stoku było tyle śniegu, że aż żal było wyjeżdżać!
Czerwiec w 2025 roku rozpoczął się wycieczką do Katowic. Teraz już wiedzieliśmy, na co się szykować, i niecierpliwie czekaliśmy na nowe emocje. Byliśmy pewni, że uśmiech będzie nam gościł na twarzy. Byliśmy też ciekawi, jak rozpoczął się sezon kamieniarski w innych województwach.
Pochodzę z Dolnego Śląska, mieszkam niedaleko zagłębia kamieniarstwa i tu prowadzę swoje firmy. Choć objazd całej Polski jest częsty w moim życiu, to niestety nie z każdym mam przyjemność się spotkać. Sprzedaż bloków granitowych z Angoli jest moją codziennością i lubię, kiedy ludzie z doświadczeniem większym niż moje, potrafią mnie wesprzeć oraz przekazać swoją wiedzę na temat kamieniarstwa. HM Granitos to działalność polsko-portugalska, którą prowadzę z żoną Natalią. Obecnie posiada 11 kopalni, i ciągle poszukujemy nowych złóż materiału.
Kamieniarstwo w Polsce to gorący temat w różnych dziedzinach. Dylematy, problemy i rozwiązania: o tym rozmawialiśmy w Katowicach na drugim moim zjeździe. Zebranie Walne oraz prezentacja to czas, kiedy jeszcze wszyscy czekamy, aby poruszyć swoje tematy. Tym razem mieliśmy okazję porozmawiać na uroczystej kolacji przy śląskich tradycyjnych daniach. Wspaniałym pomysłem towarzyszącym tej kolacji jest brak przypisanych miejsc, dzięki czemu nigdy nie wiesz, z kim dzisiaj będziesz siedzieć i o czym dyskutować. A rotacja miejsc jest częsta i ciekawa. Temperatura na zewnątrz i we wnętrzu była dosyć wysoka, rozmowy były głośne i inspirujące. Tematem równie często poruszanym były wycieczki przewidziane na następny dzień.
Następnego dnia, czyli w sobotę, już w autobusie było bardzo wesoło. Organizatorzy zjazdu zadbali o to, by przedpołudnie minęło nam na zwiedzaniu osiedla Nikiszowiec w Katowicach. To wyjątkowe miejsce, z bogatą historią i niepowtarzalnym klimatem, a informacje o nim przekazała nam pani przewodniczka Joanna, która całą sobą opowiadała o ludziach, budynkach i miejscu, w którym się wychowała i nadal mieszka. To była bardzo ciekawa przygoda, każde miejsce miało swoją interesującą historię.
Kolejna atrakcja to przejazd kolejką górską z Katowic do Chorzowa, a dreszczyku emocji dodawał deszcz, który spotkał nas w połowie spaceru. Dodatkowo niedaleko kolejki znajduje się planetarium, które postanowiliśmy odwiedzić. Udało nam się jeszcze kupić bilety na seans poświęcony nocnemu niebu nad Katowicami, pełen opowieści i ciekawostek o gwiazdach.
Po spacerach i relaksie przyszedł czas na ostatnią kolację. Ciepły wieczór jeszcze zachęcił do rozmów na podwórku lub polu… jak kto woli. :-)
Jestem pewien, że na kolejny Zjazd PZK już czeka niejedna firma, w tym i nasza. Wypatrujemy nowych informacje o miejscu i terminie. Historię tworzą ludzie, a wyjątkowo dobrani i empatyczni potrafią wciągnąć resztę we wspólne miłe przeżycia.
Więcej zdjęć na facebook.com/KurierKamieniarski


fot. Andrea Amato
Czasami mam poczucie, że w polskiej branży kamieniarskiej to nie brak surowca czy zleceń nas hamuje, ale mentalność i praktyki, które nie powinny mieć miejsca w XXI wieku. Rzemiosło, które od pokoleń opierało się na uczciwości, relacjach i precyzji, coraz bardziej ulega wygodzie, bylejakości i krótkowzrocznym kalkulacjom. Chciałabym opowiedzieć, jak wygląda to z perspektywy osoby, która od lat pracuje z kamieniem, rzeźbi, szuka unikalnych bloków, rozmawia z klientami i buduje relacje oparte na zaufaniu.
Niedawno potrzebowałam niewielkiego bloku kamienia do wykonania rzeźby. Napisałam więc do dwóch firm wydobywczych — obie działające w tym samym mieście, obie oferujące ten sam rodzaj kamienia. Odpowiedzi? Jedna zaproponowała 200 zł, druga… 2500 zł. Skrajnie różne ceny to nie wyjątek, lecz niestety norma. W wielu miejscach ceny uzależnione są od nastroju sprzedającego czy wyglądu klienta, a nie od rzeczywistej wartości materiału. Małe zlecenia bywają ignorowane, a relacje traktowane czysto transakcyjnie.
Jak wygląda to z mojej perspektywy? Dla mnie zakup bloku kamienia to coś więcej niż jednorazowa transakcja. To początek relacji, która może trwać lata. Czasem potrzebuję bloku za 200 zł, innym razem czegoś znacznie większego. Mam różne zlecenia i różnych klientów, cenię sobie uczciwość, otwartość i chęć współpracy. To niestety rzadkość.
Rzemieślnicy na wymarciu
Kolejną zauważaną często rzeczą jest fakt, że specjaliści od ręcznej obróbki kamienia w Polsce znikają. Nie ma już wielu ludzi, którzy potrafią wykonać ornament, zdobienie czy inne detale. Mylnym jest stwierdzenie, że takie umiejętności potrzebne są tylko przy konserwacji. To błąd.
Moi klienci zamawiają kominki z Francji, blaty z Anglii — nie dlatego, że brakuje kamienia w Polsce, ale dlatego, że u nas brakuje uczenia klientów jakości i reklamowania się poprzez produkty jedyne w swoim rodzaju. Zagraniczne firmy są w tym dużo lepsze od nas. W Polsce coraz częściej zamawia się wszystko gotowe, pocięte i wypolerowane. Pewne rodzaje kamienia można zobaczyć niemal w każdym zakładzie. Tymczasem uważam, że ludzi trzeba nauczyć jakości. Jak wiadomo, bardziej skomplikowane projekty robi się dłużej, ale w kamieniu wszystko musi trwać — tak było od zawsze.
Kiedyś myślałam, że drogie wyroby z kamienia ciężko jest sprzedać. Dzisiaj wiem, że klienci ceniący sobie jakość i naturalny materiał są w stanie zapłacić więcej, kiedy opowiadam im o zaletach takiego wyboru, sposobie wykonania i historii kamienia. Kamień nie musi być wykończony wyłącznie na wysoki połysk. Tradycyjne sposoby wykończenia kamiennej powierzchni powoli odchodzą w niepamięć, zastępowane przez wygodę sprowadzania gotowych wyrobów. Kamień to materiał, który wymaga czasu, cierpliwości i szacunku. Rzeźba, ornament na elewacji, blat czy parapet — każdy z tych elementów zyskuje, jeśli jest wykonany z dbałością o detale. I wcale nie musi lśnić jak szkło, by zachwycać. Dawni mistrzowie doskonale o tym wiedzieli.
Zasoby mamy, ale nie potrafimy ich wykorzystać
Kolejną wielką stratą jest fakt, że nie ma u nas tradycji budowania domów z kamienia. Przez zamiłowanie architektów i klientów do cegły, betonu i ociepleń głównie wydobywa się u nas kamień na kruszywo. Tymczasem Polska ma piękne, naturalne kamienie, które mogłyby służyć do celów innych niż podkład do budowania dróg itp. Wszyscy znamy kamienie od lat niedostępne: białą i zieloną Mariannę, marmury kieleckie i dębnik. Nieliczne kamieniołomy w kraju wydobywają dziś bloki na potrzeby rzeźby. Nie są to jednak kamienie o barwach dorównujących tym, których wydobycia zaprzestano. Przez tę sytuację rzeźbiarze tworzą głównie w blokach sprowadzanych z zagranicy, tych polskich trzeba szukać jak igły w stogu siana.
Nawet gdy znajdziemy kamień, który prawdopodobnie spełnia nasze oczekiwania, nie ma gwarancji, że dojdzie do transakcji. Przyczyną jest często napotykane przeze mnie zatajanie szczegółów i kombinatorstwo. Zdarzyło mi się jechać kilkaset kilometrów po rzekomo „świetny blok”. Kamień ten był u nas trudno dostępny, wizytę poprzedziły trzy rozmowy telefoniczne, w których padały konkretne odpowiedzi potwierdzające poszukiwane przeze mnie właściwości. Na miejscu zobaczyłam coś, co zupełnie odbiegało od moich oczekiwań. Właściciel pokazał mi stertę omszałego, leżącego bezpośrednio na ziemi gruzu pozostałego po wykonanych lata wcześniej zleceniach. Dlatego teraz zawsze proszę o zdjęcia — oszczędza mi to nie tylko czasu, ale i frustracji. Niektórzy właśnie tak traktują rzeźbiarzy, myśląc, że artysta z byle czego jest w stanie zrobić „coś”.
Tymczasem chciałabym zaznaczyć, że rzeźbiarz to osoba, która najlepiej zna się na kamieniu. Nie da sobie wcisnąć bloku zleżałego czy pękniętego, bo od razu to zauważy. Przez moją pracownię przeszło kilkadziesiąt rodzajów kamieni pochodzących z całego świata. Osoba, do której jechałam, wiedziała, ile kilometrów mam do pokonania i czym się zajmuję. Niestety uznała, że pozbędzie się odpadu i jeszcze na nim zarobi. Jak przy tego typu sytuacjach nawiązywać opłacalną dla obu stron współpracę i traktować się poważnie?
Co można zmienić?
Po pierwsze: potrzeba uczciwości. Klient, który zostanie oszukany, już do nas nie wróci. Klient oczarowany kamieniem i jego historią — zamówi natomiast więcej. Jeśli już do nas przychodzi, trzeba z nim rozmawiać, edukować, opowiadać o materiale, jego pochodzeniu, właściwościach. Wiem z doświadczenia, że klient, który jest zachwycony kamieniem od nas, znajdzie 100 powodów, żeby domówić coś jeszcze.
Po drugie: innowacja nie polega tylko na kupnie nowej maszyny czy sprowadzeniu kamienia z daleka. Jeśli wymyślimy jedyny w swoim rodzaju produkt, który będzie można nabyć tylko u nas, będziemy mieli na nim świetną sprzedaż, i z czasem zyskamy rozpoznawalność. To ten produkt przyjdą obejrzeć u nas klienci i być może zamówią coś jeszcze. Warto wychodzić ze swoimi innowacjami do mediów społecznościowych — zwiększa to szanse firm, które swoje biznesy prowadzą w mniejszych miastach.
Po trzecie: z doświadczenia wiem, że innowacje rodzi łączenie rzemiosła, designu, unikalnych projektów wnętrzarskich i współpraca międzybranżowa. Brakuje w Polsce zespołów. Zespołów ludzi z pasją, którzy łączą kamień z drewnem, metalem, szkłem itp., którzy potrafią razem stworzyć coś nietypowego — designerski stół, mozaikę czy płaskorzeźbione fakturalne rozwiązanie wnętrzarskie. Mało kto myśli dziś w ten sposób, a przecież wszyscy posiadamy wspólną przestrzeń do współpracy. Spotkania interdyscyplinarne przyspieszają rozwój, sprawiają, że wpadamy na nowe pomysły, delegujemy zadania, które sprawiają nam trudność, do innych firm czy osób.
I po czwarte: przydałoby się miejsce, gdzie młodzi ludzie mogą zetknąć się z obróbką kamienia i zainteresować tą dziedziną. Specjaliści to dzisiaj w większości starsze osoby, które nie mają komu przekazać swojej wiedzy i umiejętności. To także ma wpływ na fakt, że nie powstają w naszej branży wyjątkowe projekty. Uważam, że im więcej wysoko wykwalifikowanych specjalistów, tym lepiej dla branży. To, co wykonujemy, ma wpływ na późniejszy wizerunek firmy. Powinien on opierać się na rzetelności, wysokim poziomie wiedzy o rzemiośle oraz na uczciwości.
Branża kamieniarska nie umrze — kamień jest wieczny. Ale pytanie, w jakiej formie przetrwa. Czy jako pasja, sztuka i jakość? Czy jako masowa, bezduszna produkcja? Wybór należy do nas wszystkich. Znam polskie firmy, które działają na ogromną skalę i w oparciu o wysokie standardy — do tych chętnie jeżdżę. Widzę natomiast potrzebę, by cała branża zjednoczyła się w profesjonalnym podejściu. Dopiero wtedy będziemy mogli wszyscy iść naprzód. Mój sukces zależy od sukcesu moich dostawców — podobnie jak ich od mojego.
Julia Stachowska – rzeźbiarka i historyk sztuki. Członkini kieleckiego Związku Artystów Rzeźbiarzy. Autorka teoretycznych prac z zakresu historii sztuki.
Jako artystka specjalizuje się w rzeźbie kamiennej. Regularnie uczestniczy w sympozjach rzeźbiarskich (Orońsko, Brno, Dubenec, Vellano) i wystawach swoich prac. Jej pracownia rzeźbiarska mieści się na Śląsku.
Rzeźbiąc w kamieniu stara się wykorzystywać naturalny kolor i strukturę materiału. Kształty tworzone przez artystkę zacierają granice pomiędzy kamieniem a elastyczną, płynną materią. Współpracuje z wieloma uznanymi projektantami wnętrz; jej rzeźby znajdują się w prywatnych kolekcjach w Polsce, Belgii, Włoszech oraz Czechach.

35 lat temu, w 1990 roku, mój ojciec założył firmę. Była to jego wizja i pasja, która małą firmę logistyczną z Trójmiasta przekształciła w globalnego gracza. Na początku byliśmy niczym mała rybka w wielkim stawie – lokalni gracze na rynku logistycznym. Ale kto by pomyślał, że z tej małej rybki wyrośnie całkiem duży szczupak?
Dziś do firmy dołączyło już trzecie pokolenie, które kontynuuje pracę mojego ojca. To historia, która naprawdę napawa dumą!
Oczywiście naszą mocną stroną, która nieprzerwanie rozwijała się przez te 35 lat, jest logistyka. Kamieniami milowymi była dostawa do Polski wszystkich fabryk Daewoo oraz Program 10+ Grupy LOTOS w Gdańsku. Ten drugi to największa inwestycja polskiej gospodarki w latach 2007–2011, w której zapewnialiśmy transport najcięższych w historii reaktorów – o wagach jednostkowych 1300, 1100 i 800 ton. To była nasza logistyka w pełnej krasie, która nie tylko „podejmuje wyzwania”, ale wręcz je kreuje!
Właśnie ta odnoga naszej działalności, jaką jest logistyka, stała się fundamentem, na którym budujemy do dziś – wciąż nieprzerwanie rozwijamy nasze zdolności logistyczne, by sprostać rosnącym wymaganiom rynku. Oferujemy również frachty kontenerowe z całego świata i przeładunki na naszych placach portowych.
A jak to było z kamieniem? Już w 2000 roku zaczęliśmy rozglądać się za nowymi rynkami. Zaczęło się od targów w Chinach, gdzie promowaliśmy polskie produkty. Tak, polskie produkty – takie jak podłogi Kronopolu i wykładziny Lenteksu. I to właśnie tam, wśród stoisk chińskich wystawców, odkryliśmy granit. Nie tylko zakochaliśmy się w nim, ale zauważyliśmy, że jest to materiał, który ma ogromny potencjał na polskim rynku budowlanym i nagrobkowym. I tak obok logistyki pojawił się handel, a kamień stał się jednym z głównych produktów w ofercie Hermesa. Krok po kroku staliśmy się jednym z głównych dostawców granitu – najpierw lokalnie, a później w skali całego kraju.
Kto by pomyślał, że to właśnie granit stanie się naszą „skałą” sukcesu! (śmiech) Ale to nie koniec – od tamtego czasu oczywiście poszerzyliśmy ofertę i pojawiły się marmury, trawertyny, łupki, kwarcyt oraz konglomeraty, które ostatnio stały się prawdziwym hitem!
W branży kamieniarskiej na pewno ważnym krokiem było przystąpienie do Polskiego Związku Kamieniarstwa. To otworzyło nam drzwi do współpracy z całą rzeszą fachowców w branży kamieniarskiej, co znacząco podniosło naszą jakość i profesjonalizm. Dzięki temu staliśmy się częścią silnej i dynamicznej społeczności, która wymienia się doświadczeniami i wiedzą. To była świetna decyzja, która pozwoliła nam nie tylko nawiązać ważne kontakty, ale także rozwijać i doskonalić naszą ofertę – w tym w zakresie granitu i innych kamieni naturalnych.
Rynek międzynarodowy też nie ma dla nas tajemnic. Współpraca z Chińczykami – od której zaczęliśmy import granitu – na pewno była kluczowa. Oprócz tego nawiązaliśmy współpracę z producentami z Indii, Włoch, Hiszpanii, Turcji. Rozwinęliśmy naprawdę szeroką sieć dostaw.
I tu przydało się doświadczenie zdobyte w logistyce. Hermes ma ponad 300 wyselekcjonowanych agentów logistycznych na całym świecie. Co to oznacza? Że możemy dostarczać i odbierać towary z każdego zakątka globu. A kamień to też towar – przy tym jakże szlachetny! Staliśmy się kamieniarskimi podróżnikami – jeździmy wszędzie i zewsząd przywozimy kamień. Niczym wspomnienia z każdej podróży.
Najważniejsze jednak, by to wszystko połączyć – stworzyć spójną ofertę, która będzie kompleksowa i atrakcyjna. Granit to nasz produkt strategiczny, ale nie tylko. Mamy szeroką ofertę kamieni naturalnych, które są po prostu piękne i ponadczasowe: marmur, kwarcyt, trawertyn. W ostatnich latach dołączyły także konglomeraty, które robią furorę. Widzimy, jak zmieniają się potrzeby rynku, i staramy się na nie reagować. Wiesz... mimo że nie mamy kamieniarskich korzeni, to już myślimy jak kamieniarz – kiedy logistycy, transportowcy widzą tylko kamień, my widzimy potencjał! To nas wyróżnia na tle konkurencji.
Co jest naszą przewagą? Elastyczność! Jesteśmy jak kameleon – potrafimy dostosować się do każdej sytuacji. Od posadzek na lotniskach, przez piękne kamienie na nagrobki, aż po rozwiązania wykończeniowe w najlepszym wydaniu. No i jakość – zawsze dbamy o to, by nasze produkty, nasze usługi były najwyższej klasy. Bez kompromisów!
Współpracujemy z wieloma znanymi na rynku kamieniarskim firmami. Te bardziej rozpoznawalne projekty wspólnie wykonane to choćby lotnisko w Gdańsku czy galerie handlowe w wielu miastach. Czasem jesteśmy inwestorem, czasem wykonawcą podejmującym zlecenie, bardzo często dostawcą kamienia. Zawsze dokładamy do tego wartość dodaną – może trochę intelektualną – w postaci doświadczenia i interdyscyplinarnego podejścia do każdego zadania czy zlecenia.
Skoro pytasz o przyszłość, to upatruję w niej kolejnej kamiennej rewolucji! Granit, marmur, konglomeraty – będziemy je oferować w jeszcze bardziej zróżnicowanej formie. A przy tym będziemy myśleć ekologicznie – granit może być piękny i trwały, ale i przyjazny dla środowiska. Będziemy szukać innowacyjnych rozwiązań, które zmieniają rynek budowlany i nagrobkowy na lepsze. Będziemy wybierać najlepsze firmy kamieniarskie do współpracy na terenie kraju. A jak to wszystko połączymy, to jesteśmy pewni, że kolejne 35 lat będzie równie ekscytujące jak te pierwsze! Przed nami jeszcze wiele projektów, które będą nie mniej spektakularne.

Tomasz Surowiec z córką Martą. /fot. gdyniaprzedsiebiorcza.pl/

Region świętokrzyski od wieków słynął z bogactw surowców skalnych, a w szczególności z wydobycia marmurów technicznych. Jest on największym i najzasobniejszym miejscem ich występowania w kraju. Spośród innych ośrodków eksploatacji znajdujących się na Dolnym Śląsku i w okolicach Krakowa, świętokrzyskie odmiany wyróżniają się swoistymi, niepowtarzalnymi cechami i nieprzeciętną urodą. Obecnie są eksploatowane marginalnie, ale odegrały doniosłą rolę w architekturze i budownictwie już na początku XVII wieku.
Zdjecie powyżej: Budynek rektoratu Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, hall na parterze budynku: filary z marmuru Bolechowice, posadzka z odmianami Bolechowice, Szewce i Morawica. Czarne pasy i cokoły filarów wykonano z podkrakowskiego Dębnika, 2020 r.
Eksploatacja marmurów świętokrzyskich uzależniona była od ogólnej sytuacji ekonomicznej i politycznej w kraju. Chęcińskie warsztaty kamieniarskie zniszczył potop szwedzki, a następnie nawracające zarazy i klęski żywiołowe. Do końca XVII wieku funkcjonowało ich jedynie kilka, realizując głównie drobne lokalne zamówienia. W następnym stuleciu postępował dalszy regres. Dopiero po 1787 r. podczas panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego nastąpiło niewielkie ożywienie, ale trzeci rozbiór polski zatrzymał wszystkie dotychczasowe przedsięwzięcia. Dzięki osobistemu zaangażowaniu Stanisława Staszica powstał w 1816 r. zakład w Chęcinach, który – pomimo wykorzystania darmowej pracy 150 więźniów – został zamknięty w 1833 r. z przyczyn ekonomicznych.
Sytuacja zmieniła się diametralnie dzięki uporowi architekta miejskiego w Kielcach, inż. Alfonsa Welke. W 1874 r. założył on Przedsiębiorstwo Kopalń Marmurów Kieleckich, którego stał się głównym udziałowcem. Jednak zanim zainicjował firmę, realizując swoją ideę, przejrzał opracowania historyczne i geologiczne, spenetrował kamieniołomy i odsłonięcia, pobrał próbki, wykonał z nich polerowane tabliczki i rozpoczął akcję promocyjną. W 1872 roku przedstawił na Wystawie Politechnicznej w Moskwie kolekcję 40 polerowanych płytek marmurów z powiatu kieleckiego i otrzymał za nią srebrny medal. W 1873 roku kolekcję 60 próbek zademonstrował na Wystawie Powszechnej w Wiedniu (wystawa światowa znana dziś pod nazwą EXPO), którą jury wystawy wyróżniło dyplomem uznania. Dzięki tym sukcesom Welke łatwo pozyskał wspólników do budowy nowego zakładu obróbki marmurów w Kielcach. Byli to przemysłowiec branży metalowej, inżynier August Repphan i adwokat Józef Kokeli z Warszawy. Firma założona przez Welkego funkcjonuje do dziś. W ciągu ponad 150 lat działalności kilkunastokrotnie zmieniała nazwę, status prawny, przeżywała sukcesy i porażki. Zmieniali się właściciele i menedżerowie, jednak pokoleniowa ciągłość załogi nie została nigdy przerwana. Znana jest pod potoczną nazwą „Marmury Kieleckie”, aczkolwiek nazywała się tak faktycznie w latach 1920-1930. Niestety, obecnie firma nie eksploatuje już marmurów, a jednie surowiec na kamień łamany i kruszywa.

Sala posiedzeń Sejmu RP, 2024 r. Okładziny ścian z odmian: Morawica, Szewce, Bolechowice. Kolumnada nie została wykonana przez „Marmury Kieleckie”, ale – co warto odnotować – powstała ona z wapieni pochodzących z Sitkówki koło Kielc
Historia przedsiębiorstwa jest bardzo interesująca i pokazuje, z jak trudnymi problemami borykali się kolejni właściciele i dzierżawcy. Prowadzenie zakładu obróbki marmurów było bardzo kosztowne. Wymagało specjalistów do obsługi urządzeń i utrzymania w sprawności silników parowych, później spalinowych i elektrycznych. W XIX wieku poruszany maszyną parową trak potrzebował około trzech tygodni, aby przeciąć średniej wielkości blok wapienia, a w okresie międzywojennym (wykorzystując napęd elektryczny) blok o grubości 1 metra przecinano w 4 dni. Marmury świętokrzyskie (w rozumieniu technicznym, nie petrograficznym) są to, jak wiadomo, przydatne w budownictwie i rzeźbie węglanowe skały dekoracyjne, przyjmujące poler oraz charakteryzujące się atrakcyjną barwą, strukturą oraz teksturą. Silne spękania, przewarstwienia i kras, były przyczyną słabej bloczności złóż i dlatego też pozyskiwanie dużych kamiennych monolitów było pracochłonne i generowało wiele odpadów. Ponadto transport z odległych kamieniołomów chęcińskich do zakładu w Kielcach wymagał zaangażowania dużych sił i środków. Jak pokazuje historia firmy, zawsze działała ona na granicy opłacalności przedsięwzięcia.
W 1895 r. Welke przeszedł na emeryturę, a zakład wydzierżawił (1896-1901) kielczanin Antoni Olędzki. W latach 1901-1905 właścicielem był Stefan Benni z Warszawy, a od 1907 r. Michał Kozłowicz i inż. Józef Filipkowski, którzy prężnie i z dobrym skutkiem prowadzili firmę. Po pierwszej wojnie światowej, w latach 1920-1930, przekształcono ją w spółkę akcyjną Marmury Kieleckie. Był to okres wzmożonej produkcji marmurów do niezliczonych nowopowstających budowli w kraju, m. in. do Banku Gospodarstwa Krajowego w Warszawie, Pocztowej Kasy Oszczędności w Warszawie i Krakowie, budynków Sejmu RP (w tym monumentalnej sali posiedzeń) w Warszawie i obiektów sanatoryjnych w Krynicy. Firma zdobywała liczne nagrody, m. in. złoty medal na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej i Wzornictwa w Paryżu w 1925 r. i wielki medal srebrny na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu w 1929 r. W końcu lat 20. XX w. przedsiębiorstwo miało problemy finansowe i zostało przejęte przez spółkę „Marmur” sp. z o.o., której w 1932 r. zmieniono nazwę na Przemysł Marmurowy i Granitowy „Marmur w Kielcach” sp. z o.o. Kolejnymi właścicielami byli bracia Witold i Zygmunt Wyganowscy oraz Jan Weber z Warszawy, ten ostatni był również właścicielem własnej spółki budowlanej. W końcu lat 30. XX wieku nastąpiły niejasne przemiany własnościowe i dzierżawy. Przedsiębiorstwo upaństwowiono w 1949 r., a ostatnimi prywatnymi właścicielami byli Janina i Zygmunt Wyganowscy oraz Maria Weber-Kozińska, córka Jana Webera. Od lat 50. XX w. firma również zmieniała nazwy, od 1952 do 1972 r. funkcjonowała jako Kieleckie Zakłady Kamienia Budowlanego, następnie – po przekazaniu najważniejszych kamieniołomów „marmurowych”: Bolechowice, Zygmuntówka, Szewce i Wola Morawicka do Pińczowskich Zakładów Kamienia Budowlanego – jako Kieleckie Przedsiębiorstwo Produkcji Kruszywa (1972-1983), później były to Kieleckie Kopalnie Surowców Mineralnych sp. z o.o. (1983-2016), a od 2016 Świętokrzyskie Kopalnie Surowców Mineralnych sp. z o.o. (od 2022 r. w ramach ŚGP Industria S.A.).

Sanktuarium Marszałka Józefa Piłsudskiego w Pałacu Biskupów Krakowskich w Kielcach, w którym wykorzystano przede wszystkim odmianę Bolechowice, ale również Barwinek, Szewce i Morawica, 2022 r.
Rozpowszechniona na początku działalności „Marmurów Kieleckich” opinia o nieograniczonych zasobach i nieprzeliczonej liczbie złóż marmuru jest nieprawdziwa. Można bowiem naliczyć około dwudziestu miejsc ich występowania, które miały znaczenie gospodarcze. Do najważniejszych i najdłużej eksploatowanych odmian marmurów świętokrzyskich (których nazwy pochodzą zazwyczaj od miejsc, w których znajdowały się kamieniołomy) należą: Bolechowice, Zelejowa, Zygmuntówka, Szewce i Morawica. Na uwagę zasługują również piękne, ale pozyskiwane głównie w okresie międzywojennym: Ołowianka, Barwinek i Zagórze.
Do II wojny światowej kielecka firma była jednym z największych, zapewne nawet największym producentem marmurów technicznych w kraju, a do I połowy XX w. „Marmury Kieleckie” były najbardziej rozpoznawalną marką Kielc.
Przedsiębiorstwo pozostawiło trwały ślad w budownictwie i architekturze naszego kraju. Elementy kamieniarskie ze świętokrzyskich marmurów spotkać można także w realizacjach architektonicznych daleko poza granicami kraju: w całej Europie, USA, Kanadzie, Libii, Iranie, Egipcie i Izraelu, a także w Kijowie, Charkowie, Petersburgu i Astrachaniu. Obok licznych realizacji w budownictwie funkcjonowały też w formie drobnej galanterii kamiennej (wazoniki, popielniczki, „pisarki” itp.) oraz wykonywano z nich puchary i nagrody.
Świętokrzyskie skały węglanowe (w tym marmury techniczne), dziś kruszone, mielone i wypalane na wapno, towarzyszą nam demokratycznie i powszechnie w betonowych budynkach. Niestety, społeczna świadomość, iż są to naturalne surowce o swoistej estetyce i dekoracyjności, reprezentujące jednocześnie nasze dziedzictwo geologiczne, historyczne i techniczne, szybko zanika.
Przyczynkiem do napisania artykułu była wystawa „Marmury Kieleckie. Tradycje i Współczesność” zorganizowana przez Muzeum Narodowe w Kielcach i prezentowana w okresie od 28.11.2024 do 16.03.2025 r. Podsumowaniem ekspozycji jest wydana przez Kieleckie Towarzystwo Naukowe książka „Marmury Kieleckie”, autorstwa Pawła Króla i Jana Urbana, którą można zakupić w siedzibie Towarzystwa lub zamawiając na stronie:
www.kieleckietowarzystwonaukowe.pl
Dr Paweł Król – autor artykułu – kustosz dyplomowany, kierownik Działu Historii Naturalnej Muzeum Narodowego w Kielcach. W pracy naukowej zajmuje się historią gospodarczą oraz inwentaryzacją stanowisk górnictwa kruszcowego i kamiennego na Kielecczyźnie.
Kontakt do autora: e-mail: p.krol@mnki.pl

Akcja spółki akcyjnej Marmury Kieleckie, 1925-1928, zbiory Tomasza Staniszewskiego




Puchar z marmuru ołowianka, ok 1950 r.

Dostrzegłem, że klasyczna fotografia staje się coraz bardziej zdigitalizowana i coraz łatwiej mogą ją przejmować duże korporacje. Z tego powodu zacząłem szukać obszarów bardziej niszowych, w które trudno byłoby wejść większym graczom. Tak trafiłem do fotografii nagrobkowej i postanowiłem w nią zainwestować swój czas i środki.
Fotografia nagrobkowa to temat, który stał się moją pasją i głównym obszarem działalności. Pod koniec lat 80. zaczynałem jako fotograf i pracownik fotolabu. Później jako product manager sprzedawałem „lustrzanki” Olympus, jednak ostatecznie wróciłem do fotografii jako rzemiosła, a od 2009 roku prowadzę własną firmę i fotolab pod nazwą Cyberlab. To dobry temat, bo rynek fotografii nagrobkowej od kilku lat dynamicznie się rozwija. Coraz większym zainteresowaniem cieszy się fotografia na krysztale, czyli zdjęcia na szkle. To właśnie na tej technologii koncentruję się najbardziej. Oczywiście Cyberlab nadal wykonuje tradycyjną fotografię na porcelanie, a dodatkowo rozwija usługę graweru wizerunków na kamieniu.
W świat fotografii nagrobkowej XXI wieku wprowadziła mnie firma Digi-Cerm. To od nich czerpałem wiedzę i doświadczenie, a przez lata wspólnie rozwijaliśmy technologie i produkty. Można powiedzieć, że Paweł Kraszewski z Digi-Cerm był moim pierwszym przewodnikiem świecie fotografii nagrobkowej. Od niego kupiłem pierwsze urządzenia i łączą nas lata owocnej współpracy.
W roku 2014 pojechałem na targi kamieniarskie KAMIEŃ – chyba ostatnie targi we wrocławskiej Hali Ludowej – na których proponowałem rozwiązania zarówno z zakresu fotografii, jak i grawerki na kamieniu. Jeszcze podglądałem inne firmy. Uczyłem się od znanych lubelskich firm Opal i Alina, podglądałem, jak graweruje Abra. Ale już miałem własne doświadczenia i miałem się czym pochwalić. Od tamtego czasu firma intensywnie się rozwija, a dziś stoimy przed kolejnym krokiem – całkowitym przejściem na fotografię nagrobkową i wygaszeniem usług fotolabu.
Inwestuję w technologię, bo odwzorowanie kolorów w fotografii nagrobkowej to wyzwanie. Nigdy nie będzie ono jeden do jednego, co wynika z właściwości tonerów i przestrzeni barwnych. Aby zapewnić zgodność kolorystyczną, zainwestowałem w profesjonalne urządzenia do tworzenia profili ICC. To urządzenia pomagające w zarządzaniu barwą na każdym etapie przygotowania zdjęcia. W naszej firmie używamy pięciu różnych drukarek – każda z nich sprawdza się lepiej w nieco innym zakresie. Wybieramy odpowiednie urządzenie dla każdego zdjęcia, aby uzyskać jak najlepszy efekt końcowy. Dzięki temu wykonywane fotografie są odwzorowaniem rzeczywistości lub dopasowaniem wizerunku do oczekiwań klientów.
Druk UV też testowaliśmy, również w przypadku kryształów. Jakość obrazu była doskonała, ale niestety trwałość zupełnie nieakceptowalna. Po kilku miesiącach kolory zaczynały blednąć, i posypały się reklamacje. W tej branży nie można sobie pozwolić na taki problem, dlatego wycofaliśmy się z tej technologii i skoncentrowaliśmy na metodzie wypalanej. Dziś mogę powiedzieć, że tę technikę mamy opanowaną do perfekcji – odwzorowanie kolorów jest naprawdę dobre. Mamy sekrety produkcyjne, które powodują, że barwy są lepiej wysycone, głębsze i bliższe oczekiwaniom klienta. U podstaw leży trzykrotny proces wypalania każdego wizerunku. Trzykrotne wypalanie to trzy razy większa szansa na popełnienie błędu, to trzykrotnie większe zużycie energii oraz dłuższy czas wykonania. Nie boimy się podjąć tego ryzyka, co chyba najlepiej świadczy o doświadczeniu i profesjonalizmie.
Mogę się pochwalić, że praktycznie nie mamy reklamacji. Oczywiście błędy się zdarzają – czasem wynikają z pomyłki zamawiającego, innym razem z błędnej interpretacji zamówienia przez pracownika. Zawsze jednak reagujemy pozytywnie i każdą reklamację rozpatrujemy na korzyść klienta, bo zależy nam na długofalowej współpracy z zakładami kamieniarskimi. A wśród klientów są firmy, z którymi współpracujemy już od kilkunastu lat.

Hala drukarek w siedzibie Cyberlab
Inwestujemy też w przyszłość. Aktualnie pracujemy nad prostymi i intuicyjnymi narzędziami wspomagającymi zakłady kamieniarskie w procesie obróbki i zamawiania zdjęć na porcelankach i kryształach. Uruchomienie tych narzędzi to plan na ten rok.
Obserwując rynek fotografii nagrobkowej zauważyłem, że wszystkie firmy obecnie działające na rynku oferują bardzo zbliżone jakościowo produkty. Konkurencja między tymi firmami najczęściej opiera się na podejściu do klienta, na subtelnych różnicach w odwzorowaniu kolorów, na lepszym zrozumieniu oczekiwań klienta. I można przyjąć, że proces pozyskiwania nowego klienta odbywa się wszędzie tak samo: firma wysyła jakieś przykładowe zdjęcie przygotowane na porcelance lub na krysztale i w ten sposób zachęca do swojej oferty. Słabym ogniwem wyboru dostawcy na tej podstawie jest fakt, że takie próbki zwykle przygotowane są z zastosowaniem idealnego zdjęcia.
Podeszliśmy do tego nieco inaczej. Nasz pomysł polega na tym, aby pokazać klientowi jakość wykonania na przykładzie dostarczonego przez zamawiającego zdjęcia. Czyli dajcie nam pierwsze lepsze zamówienie z ulicy, a my je opracujemy i wykonamy kryształ lub porcelankę. Na tej podstawie można ocenić rzeczywistą jakość wykonywanych prac.
Stąd nasza akcja „wypróbuj bez ryzyka – kryształ za złotówkę”. Informacja o niej znajduje się również na ostatniej stronie tego wydania Kuriera Kamieniarskiego. Co ciekawe, wcześniejsze ogłoszenia pokazały, że wielu kamieniarzy nie próbowało jeszcze zdjęć na krysztale i ośmielili się to zrobić, bo zyskali taką możliwość: konkretne zdjęcie od zamawiającego wykonane w krysztale w zachęcającej cenie na pierwszą realizację.

Fotokryształy – wypalany druk na szkle
Proces zamawiania wygląda tak samo jak w każdej innej firmie wykonującej takie zlecenia. Kamieniarz przyjmuje od klienta indywidualnego zamówienie na portret i wysyła zdjęcie do Cyberlab – albo kurierem w kopercie albo przez internet. I po 7-9 dniach wraca do niego gotowy produkt. Owszem, warto wspomnieć o jakości zdjęcia przesyłanego przez kamieniarza, bo od niego wprost proporcjonalnie zależy jakość gotowego produktu. Ale o tym nie będę się rozgadywał, bo – po pierwsze – opisywałem to na łamach Kuriera Kamieniarskiego (Kurier Kamieniarski nr 2/2020-4/2020 – przyp. red.), po drugie: zawsze staramy się podpowiadać zakładom kamieniarskim, z którymi współpracujemy, jak uzyskać najlepsze w danej sytuacji zdjęcie; po trzecie: graficy Cyberlab wiedzą, jak z każdego zdjęcia wydusić możliwie najwięcej.
Nowości? Grawer z dostawą pod drzwi. Oferujemy obecnie usługę zamówienia graweru z odbiorem i dowozem naszym transportem. Zakupiliśmy specjalistyczny samochód z windą, który może odbierać zamówienia bezpośrednio od kamieniarzy. Raz w tygodniu samochód przemierza region zbierając płyty i napisówki do grawerowania, a w kolejnym tygodniu odwozi gotowe do zamawiającego.
Obok fotografii nagrobkowej rozwijamy usługę grawerowania portretów na kamieniu. Kluczową rolę odgrywa tu umiejętność przekształcenia zdjęcia w obraz, który można skutecznie wygrawerować. Tu przydaje się doświadczenie z fotografii oraz doświadczenie w obróbce graficznej zdjęć. Dlaczego grawer, a nie kucie? W przeciwieństwie do metod punktakowych, grawery są bardziej precyzyjne i przewidywalne. Punktak uderza w kamień i trudno przewidzieć, jakiej wielkości i jakiego kształtu będzie wykonany punkt – nawet jeśli poświęcimy dużo czasu na dopasowanie twardości narzędzia i siły uderzenia. Grawer odbywa się przez zagłębienie obracającego się narzędzia w materiał. Z dużą dokładnością można zapanować nad wielkością każdego punktu obrazu, a to oczywiście pomaga w uzyskaniu realistycznych półtonów oraz nadaniu grafice głębi i szczegółowości. I nie mówimy tu tylko o powtarzalnych wzorach z wizerunkami Jezusa, Maryi czy świętych – podejmujemy wyzwanie wykonania każdego portretu i każdej grafiki. Pierwsze prace, które wykonywaliśmy lata temu, nadal wyglądają tak samo dobrze, co jest dowodem na trwałość obrazów wykonanych w tej technologii.

Grawer w kamieniu – głębia obrazu i realistyczne półtony
Podsumowanie w jednym zdaniu? Cyberlab doszedł do etapu, w którym opłaca się wykonywać pracę perfekcyjnie. Opłaca się inwestować czas i starania w to, żeby robić produkt idealnie, bo nie tracimy klientów przez głupie błędy, bo nie mamy problemu z reklamacjami, których obsługa – niezależnie od rezultatu – zawsze jest kosztowna.