
Przez 25 lat widzieliśmy wszystko. I wzloty i upadki, i sojusze i wojny. Widzieliśmy statki płynące z wszystkich zakątków świata wypełnione blokami, później zamianę na kontenery. Widzieliśmy rodzące się potęgi i upadające potęgi. Trudno to objąć w kilku słowach.
Z Adrianem Buraczyńskim – dyrektorem generalnym Magemar Polska
– rozmawiał Paweł Szambelan
A jak z punktu widzenia Magemar można podsumować te 25 lat?
Magemar Polska wystartował w marcu 1999 roku. Oddział firmy w Polsce otworzył Rafał Zahorski. Ja dołączyłem 1 listopada 1999 roku. Najpierw pracowaliśmy we dwóch, a mniej więcej po roku zaczęliśmy zatrudniać dodatkowych współpracowników. Po dwóch latach to było już 6 osób. W 2004 roku uruchomiliśmy własną agencję celną. Nota bene to była ostatnia agencja uruchomiona przed wejściem Polski do Unii Europejskiej – ruszyła 30 kwietnia, a 1 maja Polska weszła do Unii. Wszyscy zamykali agencje, a my otwarliśmy. W 2005 roku otworzyliśmy oddział w Gdyni. Później oddział w Katowicach i chwilę później w Chinach. W roku 2021 wydzieliliśmy biuro gdyńskie do osobnej spółki, bez agencji celnej, jako Magemar Logistics.
Sytuacja ostatnich 3 lat spowodowała dużo zmian na rynku transportowym, więc obecnie jesteśmy na etapie nieustających zmian struktury oddziałów firmy.
Jak pandemia covid-19 i wojna w Ukrainie wpłynęły na usługi transportowe?
To było przewartościowanie całego rynku transportowego. Zaczęło się od covidu. Nagle załamały się wszystkie łańcuchy dostaw, bo z dnia na dzień zatrzymane zostały dostawy granitu, głównie z Chin. Pociągnęło to za sobą wyprzedaż całych stanów magazynowych w Polsce. A z drugiej strony momentalne wzrosty stawek frachtowych. Przed covidem kontenery woziliśmy po 500-600 dolarów. I one nagle podrożały nawet do kilku, kilkunastu tysięcy dolarów. To była absolutna wariacja. Po pierwsze kontenery nie były dostępne. Po drugie: jeśli w jakimś chińskim porcie pojawiał się choćby jeden przypadek zachorowania na covid, to zamykany był od razu cały port. Na 10, 12, 14 dni. To powodowało ogromne spiętrzenie statków zarówno tych czekających na rozładunek, jak i tych czekających na załadunek. Sytuacja bardzo szybko przełożyła się na dostawy z Indii. Co jeszcze bardziej podbiło stawki frachtowe i poskutkowało drastycznymi podwyżkami cen produktów dla klienta finalnego.
Czasy były złote dla kamieniarstwa – wszystko się sprzedawało, niezależnie od ceny. Oczywiście potem to przełożyło się na wyższą inflację w kraju i w ogóle na całym świecie. A kiedy zaczęło się wszystko jakoś normalizować, to w lutym 2022 roku wybuchła wojna w Ukrainie. Bezpośredni skutek był taki, że momentalnie wypadło 50% floty pływającej po Bałtyku, ponieważ była to flota pod rosyjską banderą. Te statki dostały zakaz zawijania do portów europejskich. Czyli towary przywiezione przez statki oceaniczne do Antwerpii bądź Rotterdamu nie miały być czym rozwożone do mniejszych portów bałtyckich. Dodatkowo wojna w Ukrainie wywołała kryzys energetyczny, więc wszystkie statki obsługiwały dowozy węgla, zboża i produktów bardziej istotnych niż kamień. To spowodowało, że nie było dostępnego środka transportu między portami oceanicznymi obsługującymi statki masowe a portami typu Szczecin. Najprostszy przykład: towar ze statku, który z Indii przypłynął w czerwcu do Rotterdamu dotarł do Szczecina dopiero we wrześniu – krótko mówiąc na koniec sezonu kamieniarskiego.
Dodatkowy koszt wojny w Ukrainie był taki, że większość pracowników w europejskich portach to Ukraińcy. Kiedy wybuchła wojna, większość z nich pojechała do ojczyzny ratować rodzinę i już nie wrócili do pracy. Pojawiło się mnóstwo wakatów w brygadach przeładunkowo-rozładunkowych, co bardzo opóźniało czas rozładunku.
Inna sprawa, że firmy nie były zainteresowane wożeniem granitu. Za węgiel i pszenicę płacono dużo większe pieniądze i to bardziej opłacało się przewozić. Przykładowo przed wojną za przewóz płacono 60 € za tonę, a później cena sięgała 200 €. W 2023 roku Chiny ogłaszają koniec covidu i stawki za fracht momentalnie spadają z 3000 dolarów do 500 dolarów. A w porcie nadal leżą bloki granitowe sprowadzone w tamtym czasie. One prawdopodobnie są w tej chwili niesprzedawalne, bo zawarty w ich cenie koszt ówczesnego transportu wywindował ich cenę poza wszelkie granice rozsądku.
Jak w tym odnajdował się Magemar?
Najważniejsze to mieć poduszkę finansową, która pozwala na zachowanie płynności finansowej. Nie mogę sobie pozwolić na opóźnienie płatności do armatora, nawet jeśli mój klient spóźnia się z zapłaceniem mnie za fracht. To jest ryzyko wkalkulowane w nasz biznes. Potrzebny jest spory zapas środków finansowych, by mieć z czego płacić zobowiązania, przeczekać opóźnienia płatności przychodzących i pozostać na rynku. Jeśli armatorowi nie płacę w terminie, to najpierw wynegocjowane stawki osiągają poziom cen rynkowych, a później wstrzymane jest w ogóle wszelkiego rodzaju świadczenie usług. Podkreślmy ponownie, że posiadane środki musiały z dnia na dzień zacząć wystarczać na opłacenie frachtów, których koszt rósł o setki procent.
Magemar w telegraficznym skrócie
Od 25 lat Magemar Polska to transport morski, transport lądowy, transport kolejowy, agencja celna. I spedycja portowa – od A do Z, zajęcie się towarem od momentu wpłynięcia statku do portu po opuszczenie terenu portu, czyli przeładunek statek – plac – samochód, składowanie, dokumentacja i procedury celno-skarbowe.
Dlaczego warto korzystać z waszego 25-letniego doświadczenia?
Najmłodszy stażem pracownik Magemar Polska ma 16 lat doświadczenia w tej branży. Oferujemy nasze usługi zarówno dużym firmom, jak i drobnym odbiorcom. Dzięki długiej obecności na rynku mamy duże doświadczenie i jesteśmy dobrze osadzeni w rynku kamieniarskim – 90% naszych obrotów to kamień w postaci bloków, slabów i płytek.
Widzieliśmy już chyba wszystko, co może się przydarzyć w usługach transportowych. I potrafimy siebie – i powierzony nam towar – przed tym zabezpieczyć. Niebezpieczeństw jest wiele. Ktoś rozpoczynający przygodę z importem na własną rękę rzadko sprawdza dostawcę, od którego kupuje za granicą. Ba! Nawet już w kraju rzadko sprawdzamy kontrahenta. Kilka lat temu po firmach kamieniarskich dzwoniła jakaś osoba przedstawiając się jako komornik, który zajął dużą ilość kamienia, i będzie robił licytacje kamienia w porcie szczecińskim. Ceny wywoławcze były bardzo niskie, a warunkiem udziału w licytacji była wpłata wadium. Wiele osób dało się na to nabrać. Wpłacili wadium, a potem dzwonili do nas, żeby zapytać gdzie i kiedy będzie ta rzekoma licytacja. Dlatego często powtarzam: jeśli coś się dzieje w Szczecinie, to my na pewno o tym wiemy – sprawdźcie uzyskaną informację u nas.
Możemy też być tak zwaną wywiadownią gospodarczą. Jeśli ktoś chce coś kupić na przykład w Chinach, to my możemy przez swój oddział w Chinach sprawdzić wiarygodność tej firmy. Podobnie w Indiach. Każdy, kto miał okazję zetknąć się z firmami indyjskimi lub chińskimi wie, że nie zawsze jest to takie proste. Firmy w tych krajach są budowane w troszkę inny sposób niż w Europie i trudniej dotrzeć do rzetelnych informacji o ich wiarygodności.
Prywatni importerzy nie zdają sobie sprawy, jak ważne jest ubezpieczenie. Że statek w rejsie jest taką spółką z o.o., której udziałowcami są wszyscy właściciele towaru przewożonego na statku. Z tego wynika mnóstwo różnych konsekwencji, na przykład koszty wszelkich nieprzewidzianych zdarzeń czy akcji ratowniczych. I tu łatwo przejść do uzasadnienia, dlaczego warto ubezpieczać towar. Załóżmy, że towar kosztuje 5000 dolarów, a ubezpieczenie dodatkowe 200 $. Zaoszczędzę na ubezpieczeniu i mam kilka procent zysku więcej. No bo po co to ubezpieczać? Ale w momencie, kiedy po drodze coś się przydarzy – choćby piracki incydent na morzach wokół zachodniej Afryki – to akcja ratunkowa statku idzie w setki tysięcy, miliony dolarów. I każdy właściciel towaru znajdującego się na statku, musi solidarnie pokryć koszty akcji ratunkowej. Jak nie masz ubezpieczenia, to musisz pokryć te koszty z własnej kieszeni. Jeśli to zbyt mglisty przykład, to podam konkret, którym żył świat w roku 2021: blokada Kanału Sueskiego przez statek Ever Given. Roszczenia odszkodowań sięgnęły 550 milionów dolarów. Nagle z 200 dolarów zaoszczędzonych na ubezpieczeniu robi się kilkadziesiąt tysięcy do zapłaty z przyczyn, na które nie mamy żadnego wpływu.
Jaki jest zakres usług, które oferuje Magemar?
Staramy się przede wszystkim klienta wyedukować. Że nawet jeśli nie skorzysta z naszych usług, to żeby nie wpakował się na minę gdzieś indziej. Wiadomo, że zdarzają się klienci, zwłaszcza drobni, którzy rezygnują z naszych usług szukając tańszej usługi. Większe firmy, nawet jeśli z różnych powodów odeszły po usłyszeniu oferty, to jednak do nas wracają. To firmy, które mają świadomość, że cena to nie wszystko. Liczy się know-how, jakość serwisu i inne rzeczy, na które my, po 25 latach działalności, kładziemy większy nacisk niż na skrajnie zredukowaną cenę. W zamian za to dajemy pełną obsługę, nie wyłączając obsługi prawnej. W sytuacjach awaryjnych nie zostawiamy klienta bez pomocy.
Pracę zaczynamy od informacji, co trzeba przetransportować oraz skąd i dokąd. Czy to są ilości hurtowe, czy to raczej jest import indywidualny. W wielu przypadkach od razu ostrzegamy o niebezpieczeństwach i konsekwencjach importu danego towaru. Choćby o wysokości ceł antydumpingowych nałożonych na niektóre produkty. Taryfikujemy dany towar, wyliczamy wysokość cła i podatku VAT. Podpowiadamy, czy towar lepiej sprowadzić w postaci materiału do produkcji, półproduktu czy produktu gotowego. Ustalamy, czy ważniejszy jest czas dostawy czy koszty transportu.
Mając własną agencję celną możemy przejąć w całości reprezentowanie klienta przed urzędem celnym i przeprowadzić kompleksowo obsługę celno-skarbową każdego towaru przyjmując odpowiedzialność na siebie.
My jesteśmy od tego, żeby sprawdzić wszystkie dokumenty dotyczące przewożonego towaru. Nasza odpowiedzialność zaczyna się, gdy towar przekroczy linię burty statku w porcie załadunku. Zaczynamy od konosamentu morskiego – to taki morski list przewozowy, który potwierdza przyjęcie towaru na statek jednocześnie upoważniający do odbioru towaru ze statków w porcie docelowym. Czy zgadzają się wartości wyliczone, czy zgadzają się świadectwa pochodzenia. Dalej: czy faktury międzynarodowe są poprawnie wystawione i zawierają wszystkie niezbędne elementy i dane.
Czy wiedziałeś na przykład, że opakowania drewniane i palety, na których przyjeżdża towar, też podlegają rygorystycznym przepisom? Mimo, że to tylko opakowanie, to drewno musi być fumigowane – czyli poddane procesowi eliminującemu z drewna wszelkie organizmy żywe, nawet ich formy przetrwalnikowe, by nie dopuścić do rozprzestrzenia się ich poza granice naturalnego występowania. Każdy kawałek drewna musi mieć specjalne oznaczenie, którego brak może skutkować odesłaniem całego kontenera z powrotem do kraju nadania. Lub koniecznością spalenia opakowania, uzyskania certyfikatu tego spalenia i – uwaga – oclenia popiołu. W obu przypadkach pojawiają się dodatkowe koszty.
Przy okazji polecam wszystkim czytelnikom artykuły dotyczące Wiążących Informacji Taryfowych, które pojawiają się w Kurierze Kamieniarskim. To duża dawka wiedzy, którą warto znać, jeśli planujemy import. Trzeba przy tym zaznaczyć, że WIT odnosi się tylko do danego towaru i do konkretnej firmy, a nie do całości importu jako takiego. Nie da się użyć WIT-u od kolegi dla potrzeb mojego importu.
Specjalizacja na kamieniarstwo też jest wskazana. Bo wielu błędów można by uniknąć, gdyby agent celny wiedział, na co patrzy. Że to jest tarcza polerska, a nie piła. Że to Orion, a nie Kashmir. Portowcy (dokerzy) nie muszą się znać na kamieniu i narzędziach. My jesteśmy od tego, żeby o to zadbać. Pamiętajmy, że na statek wchodzi kilkaset bloków kamiennych i każdy z tych bloków musi trafić pod konkretny adres. A nierzadko zdarza się, że z Indii przychodzą bloki, które mają identyczne numery, mimo że to inny materiał i inne miejsce wydobycia. Stąd łatwo o pomyłkę, jeśli bloki mają podobną wielkość i masę.
No dobrze. No to opowiedzmy, jak wygląda taki import.
Czy każdy blok na statku może być przypisany do innego kamieniarza?
Przyjmijmy, że mówimy o dwóch rodzajach importu. Jeden to firmy, które importują na własne potrzeby, czyli kamieniarze ściągający bezpośrednio kamień na potrzeby swoich zakładów. Drugi to firmy handlowe, czyli na przykład hurtownie kamienia.
Informujemy, że określonego dnia z określonego portu wypływa statek, który będzie płynął do Polski. Zadaniem tych firm jest dostarczenie kamienia do portu w terminie umożliwiającym załadunek na statek. Gdy blok przekroczy linię burty, zaczyna się nasza - klienta odpowiedzialność. Kiedy statek przypływa do Szczecina, my bierzemy listę i sprawdzamy każdy z kilkuset bloków, czy to jest ten, który został załadowany na statek i do kogo on powinien trafić w Polsce. Blok po bloku sprawdzamy, czy na pewno przypłynęło wszystko to, co według dokumentów przewozowych miało przypłynąć. Jeśli to się zgadza, to możemy clić i wydawać. Jeśli coś się nie zgadza z konosamentem, to bloków nawet nie przedstawiamy do odprawy celnej. Najpierw wyjaśniamy. Oczywiście, mimo rozbieżności, rozładunek musi być przeprowadzony, by nie podnosić kosztów przetrzymania statku na nabrzeżu. Wtedy zajmujemy się magazynowaniem towaru przed ocleniem.
Odpowiadając na pytanie: tak, każdy blok na statku może być dostarczony do innego zakładu kamieniarskiego.

Magemar Polska ma unikalną w skali Europy i świata siedzibę.
Nie da się ukryć! Od 14 lutego 2011 roku naszą siedzibą jest statek zacumowany w Basenie Wschodnim portu szczecińskiego. To pieczołowicie odrestaurowany statek pilotowy THPV Bembridge z 1938 r. W 2009 roku został uratowany przed złomowaniem, a ze szczegółami jego historii można się zapoznać na jego pokładzie, w naszym małym muzeum. Jeśli to nie wystarczający powód, by odwiedzić Magermar, to dodam – cytując Kurier Szczeciński – że to jedyna zachowana jednostka morska, która brała udział w operacjach wojennych w Dunkierce i Normandii, a także najstarszy brytyjski statek pilotowy i drugi pod względem wieku na świecie.
25 lat na rynku polskim Magemar Polska będzie świętować również na targach STONE w Poznaniu.
Oczywiście. Zapraszamy wszystkich na poczęstunek z tej okazji na naszym stoisku. W moim przekonaniu na targach w tej chwili już się biznesów nie robi. Teraz targi spełniają głównie rolę spotkań towarzyskich, których tak bardzo nam brakuje. Nie każdy ma czas jeździć po kraju i odwiedzać swoich kontrahentów. Dlatego na targach, kiedy spotykamy się w jednym miejscu, można nadrobić zaległości towarzyskie. Siadamy i gadamy, może akurat narodzi się jakiś nowy pomysł na biznes, może inspiracją będą newsy, które między sobą wymieniamy, może ktoś coś ciekawego podpowie. Dlatego my nastawiamy się na tak zwaną część towarzyską i serdecznie zapraszamy do odwiedzenia naszego stoiska.

Czy współpraca między rzeźbiarzem a kamieniarzem i wydobywcą jest możliwa? Tak. Miałam na to dowody w wielu realizacjach, gdzie takie kooperacje nabierały prawdziwego rozpędu. Większość, niestety, za granicą. Mam wrażenie, że w Polsce ludzie nie są tak skorzy do współpracy, to blokuje projekty, które mogłyby być przecież znaczące. Chciałabym, aby to się zmieniło, żeby w naszym kraju zaczęto edukować zwykłych ludzi odnośnie kamienia, pokazywać im, że to jest coś wyjątkowego, że to jest dziedzina, która może wzbudzać wielkie emocje. Chciałabym też pokazać, że dzięki otwartości i współpracy można wspólnie zarabiać i realizować świetne projekty.
W swojej praktyce zajmowałam się rzeźbą w kamieniu, odtwarzaniem uszkodzonych zabytkowych detali architektonicznych, wykonywaniem obiektów małej architektury wg projektów konserwatora zabytków, a także tworzeniem elementów wyposażenia wnętrz. Najwięcej nauczyłam się za granicą od Włochów, Belgów, Czechów, a nawet od Peruwiańczyka. Współpraca z kamieniarzami, właścicielami zakładów i kamieniołomami wiele mnie nauczyła.
Podróżowanie dało mi możliwość spotykania ludzi – kamieniarzy, rzeźbiarzy, importerów, wydobywców – którzy ze swoich krajów przywozili przeróżne narzędzia i mieli swoje własne techniki obchodzenia się z materiałem.
Skupmy się jednak na współpracy z polskimi zakładami, jako że to tu powstaje najwięcej moich prac. Polska może poszczycić się bogactwem rodzimych kamieni, które bardzo cenię. Wśród nich wyróżniają się marmur ze Sławniowic czy Bolechowic, wapień pińczowski czy piaskowce. Można odnaleźć tu surowce o różnorodnych odcieniach, strukturach i właściwościach. Do moich prac pozyskuję materiały bezpośrednio z kamieniołomów, ale także korzystam z usług lokalnych zakładów kamieniarskich.
Nie każdy zakład kamieniarski specjalizuje się w rzeźbie czy ornamentach architektonicznych. Niektóre skupiają się wyłącznie na produkcji nagrobków, parapetów czy blatów ciętych z gotowych płyt. Zauważyłam, że w pewnym stopniu ogranicza to zakres wiedzy o obróbce kamienia. Bywa, że znajomi kamieniarze pytają mnie, jakiego narzędzia użyć do danego projektu. Ja z kolei czasem potrzebuję ich opinii odnośnie tego, jakiej chemii użyć do czyszczenia czy impregnacji kamienia.
Znajomości te przyśpieszają postępy prac i redukują możliwość niewłaściwego działania. Miałam okazję rzeźbić w kilkudziesięciu różnych kamieniach, każdy z nich jest inny i inaczej reaguje. Wszystkiego trzeba nauczyć się poprzez praktykę.

Autorka przy pracy, fot. FIlip Błażejowski
Trudno jest znaleźć zakłady, gdzie dostępne są bloki marmuru dedykowane pod rzeźbę. Kiedy znalazłam już kilka takich, które posiadały w swojej ofercie bloki, bywało, że współpraca nie układała się dobrze ze względu na różnice charakterów. Z czasem jednak poznałam dostawcę, z którym w tej chwili mam wręcz rodzinne relacje i nie chcę zamawiać kamienia nigdzie indziej. Do zakładu Jerzego Derenia w Sośniewicach trafiłam z polecenia. Poleciła mi go kobieta ze Strzegomia, u której kupowałam narzędzia do kamienia. Gdy znalazłam się na miejscu, od razu wiedziałam, że dobrze trafiłam. Za każdym razem, gdy jestem w Sośniewicach, na rozmowach upływa wiele godzin. To dzięki tym relacjom mogłam rozwijać swoją twórczość. Dzięki nim miałam w końcu kamień, o jakim marzyłam, osiągnęłam określony poziom swoich prac i mogłam rzeźbić na większą skalę. Oprócz marmuru z Polski i Carrary kupuję także inne kamienie, takie jak czarny marmur z Belgii. Znajomości międzynarodowe, które nawiązałam podczas pracy za granicą i rzeźbienia na sympozjach dały mi możliwość szerszego pozyskiwania materiału.

Wystawa rzeźb Julii Stachowskiej w Centrum Olimpijskim w Warszawie,
marzec 2024, fot. Magdalena Dąbrowska
Rzeźbiarze pracujący w kamieniu często są rozproszeni, co sprawia, że trudno o regularne kontakty z innymi artystami. Niektóre zakłady czy kamieniołomy udostępniają rzeźbiarzom pracownie, dzięki czemu osoby te są w stanie się poznawać i rozwijać. Dobre relacje, otwartość oraz wzajemna wymiana wiedzy pozwalają na realizację nawet najbardziej skomplikowanych projektów. To właśnie dzięki takiej współpracy można tworzyć dzieła, które łączą artystyczną wizję z techniczną precyzją zaplecza maszynowego zakładów.
Współpraca między kamieniarzami a rzeźbiarzami jest czymś, co może wiele wnieść do rozwoju obu tych gałęzi. Znajomość technik rzeźbiarskich i kamieniarskich obecnie zanika. Mamy do czynienia z ciągłym postępem w obróbce maszynowej kamienia. Maszyny są dzisiaj w stanie ciąć, polerować, a nawet rzeźbić w kamieniu. Wymiana wiedzy i doświadczeń daje jednak możliwości rozwoju w bardziej niszowych kierunkach oraz szansę na budowanie konkurencyjności poprzez tworzenie unikalnych produktów. Firmy mogą także przyciągać klientów promując sztukę w swoich siedzibach czy za sprawą otwartych pracowni rzeźbiarskich.

Rzeźba pt. What if...? w Parku Rzeźby w Orońsku, marmur Sławniowice, 2024
Będąc za granicą zauważyłam, że coraz więcej firm związanych z wydobyciem i obróbką kamienia dostrzega wartość sztuki jako narzędzia promocji swojego przedsiębiorstwa. Przykładem może być włoska firma Henraux, która od dziesięcioleci kolekcjonuje rzeźby artystów, prezentując je w biurach i na zewnątrz budynku. Dla odwiedzających jest to okazja do obcowania z dziełami, ale też do odkrywania możliwości, jakie kryje w sobie kamień. Takie działanie ściąga ludzi niezwiązanych z kamieniem do miejsca jego składowania i ekspozycji. Pozwala im to lepiej zrozumieć istotę jego wykorzystania.
W Polsce istnieje jeszcze przestrzeń do dalszego rozwijania świadomości na temat wartości kamienia (zarówno jako materiału artystycznego, jak i rzemieślniczego). Jednak nawiązując współpracę opartą na zaufaniu, rzeźbiarze i kamieniarze mogą przyczynić się do popularyzacji tego surowca wprowadzając innowacyjne produkty czy prowadząc działalność edukacyjną.
Julia Stachowska – rzeźbiarka i historyk sztuki. Członkini kieleckiego Związku Artystów Rzeźbiarzy. Autorka teoretycznych prac z zakresu historii sztuki.
Jako artystka specjalizuje się w rzeźbie kamiennej. Regularnie uczestniczy w sympozjach rzeźbiarskich (Orońsko, Brno, Dubenec, Vellano) i wystawach swoich prac. Jej pracownia rzeźbiarska mieści się na Śląsku.
Rzeźbiąc w kamieniu stara się wykorzystywać naturalny kolor i strukturę materiału. Kształty tworzone przez artystkę zacierają granice pomiędzy kamieniem a elastyczną, płynną materią. Współpracuje z wieloma uznanymi projektantami wnętrz; jej rzeźby znajdują się w prywatnych kolekcjach w Polsce, Belgii, Włoszech oraz Czechach.

Od 21 do 23 czerwca 2024 roku mieliśmy przyjemność uczestniczyć w VIII Zjeździe Kamieniarskim, organizowanym przez Kamienny Świat Łukasza Gajdy i sponsorów: Architype, Mekanika oraz Granity Skwara. Zjazd miał miejsce na urokliwych Mazurach w obiekcie Trzy Jeziora, zlokalizowanym w miejscowości Wierzba.
Wydarzenie zgromadziło łącznie 60 kamieniarzy z całej Polski, którzy podczas dwóch spędzonych wspólnie dni mogli dzielić się między sobą doświadczeniami, pomysłami oraz wiedzą dotyczącą branży, w której funkcjonują. Całe spotkanie odbywało się w przyjemnej atmosferze, pełnej gwaru rozmów, śmiechu i ciekawych opowieści.

Zjazd rozpoczęliśmy uroczystą kolacją, na której uczestnicy mogli lepiej się poznać. Następnie wspólnie oglądaliśmy mecz Polska-Austria w ramach Euro 2024. Po tej emocjonującej rozgrywce czekała nas wspólna zabawa do samego rana z zespołem muzycznym, który grał dla nas na żywo.
Drugi dzień również obfitował w ciekawe doświadczenia. Choć powitał nas deszczem, nasze dobre humory błyskawicznie przezwyciężyły kiepską aurę. Już w trakcie wspólnego rejsu statkiem mogliśmy cieszyć się promieniami słońca. Zabawa była doskonała! Szczególnie, że po powrocie czekał na nas smakowity i aromatyczny grill, a po nim kolejny wieczór wspólnej zabawy.

VIII Zjazd Kamieniarski na Mazurach na długo zapadnie w naszej pamięci. Poznaliśmy wielu wartościowych ludzi, wysłuchaliśmy niezwykle ciekawych i inspirujących wypowiedzi, spędziliśmy czas w fenomenalnym miejscu. Dlatego z całego serca dziękujemy wszystkim uczestnikom za udział, oraz sponsorom za doskonałą pomoc w przygotowaniu całego wydarzenia!
Kolejne takie spotkanie to tradycyjna już Barbórka, która w tym roku odbędzie się od 6 do 8 grudnia w Zakopanem.

O firmie Metikam Stone pisaliśmy już w 2020 roku (Kurier Kamieniarski nr 2/2020). Tym razem spotkaliśmy się na kawie z jej właścicielami Rafałem Kulbidą i Bartłomiejem Świderskim, aby porozmawiać o właśnie zakończonej inwestycji – budowie nowej siedziby.
Od dawna inwestowaliśmy w maszyny, w zasadzie prawie od początku działalności. Te urządzenia ze względu na wielkość wymagają przestrzeni. Dlatego powstała druga siedziba. Na jakiś czas to starczyło, ale dotarliśmy do momentu, kiedy nie było już miejsca na dalszą rozbudowę parku maszynowego. Rozpoczęliśmy starania o powiększenie terenu – nie powiodły się.

W planach inwestycyjnych nie mieliśmy budowy nowej siedziby, ale nie było innych możliwości – trzeba było stworzyć kolejną, trzecią lokalizację. Uznaliśmy, że w takim razie trzeba tę kolejną siedzibę stworzyć w miejscu, gdzie w przyszłości będzie możliwość rozbudowy. Chodziło o to, żebyśmy za kilka lat nie stanęli po raz kolejny przed problemem. I tak zapadła decyzja o inwestycji w Wałbrzyskiej Strefie Ekonomicznej. Przy powierzchni 3,5 ha nie musimy się martwić o możliwości rozbudowy przez długie lata. Natomiast w przyszłości być może pomyślimy o przeniesieniu w jedno miejsce wszystkich dotychczasowych biur i hal produkcyjnych.
Na razie funkcjonujemy w trzech lokalizacjach. To oczywiście czasem stwarza pewne problemy, ale postaraliśmy się, aby procesy produkcyjne dla konkretnych produktów były zlokalizowane w jednym miejscu. Przykładowo, w zakładzie na ul. Kwiatowej obsługiwane są duże seryjne produkcje dla klientów z branży wentylacyjnej i klimatyzacyjnej. Na ulicy Chemików produkujemy urządzenia do branży kamieniarskiej , natomiast w nowej lokalizacji na ul. Strefowej odbywa się produkcja dla branży automotiv i przemysłowej.
Ułożenie tego było bardzo ważne, bo chcieliśmy uniknąć problemów i kosztów logistycznych. Mając już teraz trzy siedziby sporo czasu i energii poświęciliśmy na wdrożenie systemu zarządzania opartego o systemy CRM. Udało nam się to dobrze zorganizować i to jest powód do zadowolenia. Ważnym ogniwem tego zarządzania są kierownicy, którzy mają u nas duże kompetencje. Chociaż ten proces przekazywania kompetencji nadal trwa.
Oczywiście w każdej lokalizacji potrzebne są przykładowo wózki widłowe czy media – które powielają koszty stałe , a których nie da się uniknąć. Dzięki nowej inwestycji dysponujemy łącznie ponad 8000 m2 powierzchni hal produkcyjnych i magazynowych. To pozwoliło na sensowne ustawienie maszyn i zlokalizowanie miejsc magazynowych.
Zatrudnienie? Oczywiście, że wzrosło – to naturalne przy rozbudowie. W tej chwili mamy około 80 pracowników, chociaż automatyka w naszym zakładzie jest zaawansowana.
Inwestycja w Strefie Ekonomicznej to też konieczność ponoszenia opłat na rzecz strefy. Przed podpisaniem umowy sprawdzaliśmy wszystkie aspekty. Okazało się, że inwestycja w strefie to też pewne ulgi podatkowe, więc te koszty częściowo się rekompensują. Dodatkowo odkryliśmy, że obecność w Strefie daje coś więcej. Firmy w niej to pewna społeczność. Strefa dla nich organizuje szereg spotkań i szkoleń. W wielu już uczestniczyliśmy, bo to są znaczące spotkania niosące sporą wiedzę. Poza tym przedstawiciele Strefy kontaktują się z nami, pytają, w czym mogą pomóc. Stanowią realne wsparcie. To nas pozytywnie zaskoczyło. W swoich działaniach prowadzą też działania promujące firmy ze Strefy.

W nowej lokalizacji część maszyn to maszyny przeniesione ze starych hal, ale pojawiła się też nowa duża wycinarka laserowa. Duża nie tylko ze względu na pole robocze 6 x 2,5m, ale również moc. Ta 8-kilowatowa wycinarka potrafi ciąć stal do grubości 35 mm. Wcześniej takie cięcia wykonywaliśmy wycinarką plazmową, ale laserowa jest dużo dokładniejsza. Duże pole robocze to również możliwość zmniejszenia ilości odpadów, co obniża koszty produkcji.
Dzięki przeniesieniu części maszyn do nowej lokalizacji uzyskaliśmy trochę miejsca w dwóch pozostałych lokalizacjach. Umożliwi to na przykład powiększenie lakierni proszkowej. To ważne, bo mamy coraz więcej zleceń na produkty lakierowane proszkowo i musimy posiłkować się kooperantami, a to wiadomo, że podnosi koszty.

Jeśli chodzi o nową halę, to powstała w znacznym stopniu w systemie gospodarczym. To naturalne – w końcu zajmujemy się obróbką metali, więc hala została zaprojektowana jako konstrukcja stalowa, której wiele elementów wykonaliśmy w naszym zakładzie.
Tak, mamy spore możliwości produkcyjne i produkujemy również dla klientów branż niezwiązanych z kamieniem. Nadal jednak produkcja dla kamieniarstwa to co najmniej połowa naszych obrotów. Ten rynek jest dla nas bardzo ważny. W końcu od urządzeń dla kamieniarstwa zaczęliśmy naszą działalność. Dodatkowo nasze produkty dla kamieniarstwa znalazły klientów poza Polską. W Niemczech mamy swojego partnera, który sprzedaje nasze produkty na tamtejszym rynku. Poza tym sprzedajemy również do Hiszpanii, Portugalii i Słowenii. Są też sprzedaże poza Europę. Eksport zawdzięczamy wysoko ocenianej jakości naszych produktów i pełnej certyfikacji.
Największa sprzedaż dotyczy podnośników próżniowych i żurawików, ale też suwnic aluminiowych, które sprzedajemy również poza kamieniarstwem. Sporym zainteresowaniem cieszą się stoliki warsztatowe ze zmienną wielkością pola roboczego i wysokości. Cały czas jest też zapotrzebowanie na stojaki do płyt. Nieustająco planujemy wprowadzanie kolejnych produktów, dlatego sporo energii poświęcamy na rozmowy z klientami o ich potrzebach. To najlepsze metoda na zaprojektowanie takich produktów, które będą się sprzedawały. Aktualnie pracujemy nad kolebami wysypowymi i chwytakami do spieków. Są też spore potrzeby w zakresie logistyki, dotyczące optymalizacji składowania czy pakowania towarów.
By utrzymać odpowiednią jakość produktów, proces ich projektowania i wdrażania do produkcji musi trochę trwać. Dlatego od pomysłu do gotowych do sprzedaży produktów mija czasem sporo czasu. Mamy tego świadomość, ale dzięki temu produkty są dopracowane od pierwszego egzemplarza i sprawy reklamacyjne są wyjątkowo rzadkie.
Nasze plany? Wdrażanie kolejnych produktów. No i docelowo przeniesienie całości produkcji w jedną lokalizację. Ale wszystko w sposób przemyślany i przeanalizowany.

Słysząc KAMIENIARSTWO, od razu w głowie mamy kategorie: nagrobki, budowlanka, schody, parapety… A co jeśli chcę być kamieniarzem, ale nie do końca przekonuje mnie produkcja blatów czy krawężnika? Czy branża z tak długimi tradycjami ma jeszcze nieodkrytą wolną przestrzeń? Czy w ogóle warto jej szukać? Czy opłaca się ponosić ryzyko, szukając swojego miejsca?

Projekt Granitowa Galeria to miał być trochę test, eksperyment, może nawet w jakimś stopniu udowodnienie sobie i innym, że największe naturalne bogactwo Strzegomia – granit – to sam w sobie doskonały produkt lokalny i wymaga tylko delikatnego dopracowania - aby był przyjaźniejszy i bardziej akceptowalny dla szerszego i innego niż dotychczas, grona odbiorców. Granit kojarzony dość monumentalnie, surowo, po wielu próbach, testach, ujęty w maleńką kilkumilimetrową kuleczkę, wywoływał już zupełnie odmienne od dotychczasowych reakcje.
Jak ta kuleczka powstała? Metodą prób i błędów, szukania maszyn, urządzeń, dostosowywania ich do obróbki granitu. Od początku wiedziałam, że to musi być bardziej kamieniarstwo niż jubilerstwo, nawet jeśli kamieniarska obróbka stawiała przed nami zupełnie nowe wyzwania. Bo jak zaakceptować, stosowaną przy produkcji kamiennych elementów tolerancję, kiedy granitowa kuleczka ma mieć 4mm, być wypolerowana i przewiercona… Do produkcji tak małych detali typowe kamieniarskie maszyny już się nie sprawdzały, natomiast te stosowane w jubilerstwie były zbyt delikatne. Pierwsze zadowalające elementy sprawiły jednak, że rósł apetyt na więcej, a kolejne małe sukcesy – nowe formy, nowe dolnośląskie skały ujęte w kolejne wzory biżuterii, galanterii czy pamiątkowych drobiazgów, spowodowały, że początkowo hobbistyczne zajęcie stało się pełnowymiarową działalnością. Takim kobiecym kamieniarstwem.
Dla wielu nie do przeskoczenia była myśl, że z takich pospolitych skał można robić biżuterię. Na ten nietuzinkowy wyrób kamieniarski częściej uwagę zwracają kobiety. Jednym granitowa biżuteria się podoba, innym nie, ale bezdyskusyjnie w morzu świecących błyskotek, uwagę przykuwa zawsze. Dotyczy to również mężczyzn, bo oni coraz chętniej noszą biżuterię. Ja już nawet nie podejmuję się klasyfikować, co jest biżuterią męską, a co damską. Patrząc na wybory klientów czy realizując specjalne zamówienia, przyjemnie jest obserwować coraz większą odwagę i coraz rzadsze zwracanie uwagi na stereotypy.
Kamieniarstwo to nie jest typowo kobieca branża, ale ja od dziecka mieszkam w Strzegomiu, kamień w moim życiu był obecny zawsze. Tato, brat, mąż, teść… oni wszyscy swoją zawodową działalność związali z kamieniem… A ja? Jakoś nasiąkałam tymi kamieniarskimi klimatami i podoba mi się, że znalazłam swoje miejsce w tym męskim świecie. To moje kobiece kamieniarstwo jest bardzo nietypowe i nierzadko zdarza mi się łapać wzrokiem dowody na to, że fascynuje nie tylko mnie… bo przyjdzie taki fachowiec z wieloletnim stażem, weźmie tę kuleczkę w palce, przez które niejedna tona kamienia już przeszła i obraca to maleństwo i zagląda przez tę milimetrową dziurkę i cmoknie, i pogładzi, bo ona idealnie kulista, wypolerowana i spojrzy wnikliwym, badawczym wzrokiem i czasem nawet spyta – jak ona to, kurna, zrobiła?
W zasadzie od początku, równolegle z produkcją nietypowych kamiennych elementów i nietuzinkowych wyrobów, w których znalazły one zastosowanie, moim marzeniem było utworzenie miejsca, w którym produkty te można będzie znaleźć. 10 lat temu zapadła decyzja o otwarciu w Strzegomiu niewielkiego sklepiku, w którym lokalny granit będzie zajmował najważniejsze miejsce. Od początku przyjęty został niezwykle ciepło, z zaciekawieniem, niedowierzaniem, zachwytem, zarówno przez mieszkańców Strzegomia, jak i przez kamieniarzy czy odwiedzających nasze miasto turystów. To motywowało i wciąż motywuje do dalszej pracy, jest niezwykle inspirujące i uzmysławia, że wciąż więcej jeszcze do odkrycia niż tego już dokonanego. Dlatego ciągle się uczę, testuję nowe rozwiązania, próbuję realizować kolejne pomysły. Wiąże się to z poznawaniem kreatywnych i twórczych ludzi, opracowywaniem nowych produktów, tworzeniem kolejnych projektów czy wydarzeń i to jest cudowne w tej pracy! Bo ludzie z pasją, dobrą energią przyciągają się i nakręcają do działania.
Żeby tak było, za działalnością i marką musi stać konkretny człowiek. Często to osoba właściciela, twórcy nadaje autentyczności, charakteru całej działalności. Nie inaczej było w moim przypadku. Powód, dla którego zrezygnowałam z pracownika, był trudnym momentem – pandemia.

Granitowe drobiazgi nie były produktem pierwszej potrzeby. Nie było gości, turystów, uroczystości, a więc zapotrzebowania na takie wyroby. W konsekwencji – zwyczajnie – tabelki zysków i strat przestały się spinać. Czy samemu trudno było ogarnąć wszystko? Oczywiście, ale jeśli chodzi o rozwój Granitowej Galerii, decyzja ta okazała się wyjątkowo korzystna. Osobisty kontakt z klientem okazał się niewiarygodnie cenny dla całości funkcjonowania GG. Kryzysowe, niezależne ode mnie zdarzenie, choć trudne, w efekcie przyniosło nowe możliwości. Kolejną korzyścią, która z konieczności została wypracowana w pandemii, okazało się położenie większego nacisku na działania w świecie wirtualnym – internetowy sklep, spójny autentyczny wizerunek w social mediach – to wtedy był czas, aby się nad tym naprawdę pochylić, a to niezbędne, aby móc zaistnieć nie tylko w lokalnym środowisku.
Chyba po tych dziesięciu latach mogę się odważyć na określenie, że Granitowa Galeria to nie tylko nazwa działalności, ale marka. To, co udało się stworzyć, to nie tylko autorski produkt lokalny, ale też ważne miejsce na mapie Strzegomia. Z jednej strony to coś nowego, wyjątkowego, czego nie było wcześniej, a z drugiej przecież bardzo naturalnego, oczywistego – bazującego na wykorzystaniu lokalnie występującego surowca. Rozpoczęcie projektu GG wiązało się z wejściem na rynek… który właściwie nie istnieje… Zadawałam sobie mnóstwo pytań: czy pomysł na bazaltowe kolczyki, granitowe bransoletki, naszyjniki z serpentynitu, medale, breloczki, magnesy będzie trafiony? Jak szybko ludzie nasycą się takiego rodzaju koralikami?
Czy takie gadżety są faktycznie potrzebne, czy to może tylko taka moja bardzo subiektywna potrzeba, wręcz fanaberia? Te10 lat pokazuje, że ta pozornie maleńka nisza jest bardzo pojemna. Obchodzony jubileusz – słowa zachwytu, podziwu, wsparcia, gratulacje, życzenia powodzenia i obchodzenia kolejnych jubileuszy – słyszane od tak licznie przybyłych gości są potwierdzeniem tego, że to wszystko ma sens i jest ważne nie tylko dla mnie.

Nadawanie kamiennym elementom form nieoczywistych, zaskakujących, takie trochę odczarowywanie kamienia, od początku działalności było bliskim mojemu sercu kierunkiem, ale też zawsze jakimś wyzwaniem. Cieszę się więc, że głównym artystycznym wydarzeniem tego małego jubileuszu był wernisaż wystawy rzeźb Alberta Wrotnowskiego „Życie jest niepewne, najpierw zjedz deser”.
Wystawa ta doskonale wpisuje się w to nieszablonowe podejście do ciężkiej zimnej, surowej materii jaką jest kamień. Kamienne landrynki, pączki, eklerki – rzeźby tak realistyczne, tak apetyczne, że aż ślinka leci i nie sposób przejść obok nich obojętnie. A jednocześnie rozmawiając z ich autorem, czytając menu, które jest katalogiem do wyjątkowej wystawy, nie sposób już obojętnie na nie patrzeć.
Cukiernicza z pozoru wystawa zaczyna być mocno… słodko – gorzka. Równolegle też zaczyna budzić jeszcze większy podziw – już nie tylko dla wyjątkowego rzemiosła, kunsztu rzeźbiarza i doskonale wykonanej kamieniarskiej pracy, ale też dla wrażliwości twórcy na społeczne sytuacje, zjawiska, dla wnikliwego obserwatora otaczającej nas rzeczywistości.
Każda praca jest bowiem odpowiedzią na konkretną sytuację współczesnego świata - efekt naszych żądz, słabości, emocji.
foto: Sebastian Tyniecki