
Co słychać w naszej branży.
Nowa nazwa, nowe logo

Firma Impekstir Operations Sp. z o.o. informuje o połączeniu z firmą Przedsiębiorstwo Wydobywania, Przerobu i Sprzedaży Kamienia Budowlanego „KWARC” Sp. z o.o. Poprzez połączenie, od 2 kwietnia funkcjonować będzie nowa nazwa spółki: „Kopalnia Granitu Impekstir Sp. z o.o.”.
Kopalnia granitu Impekstir kontynuować będzie działalność w branży kamieniarskiej, zajmując się wydobyciem, przerobem i sprzedażą kamienia.
Dane spółki:
Kopalnia Granitu Impekstir Sp. z o.o.
ul. Kopernika nr 27, 58-150 Kostrza
Ceramika Paradyż mecenasem sztuki

Ceramika Paradyż została partnerem wystawy w Polskim Pawilonie na Biennale w Wenecji.
Wkład firmy w tegoroczną wystawę niesie za sobą nie tylko aspekt finansowy, ale również symboliczny. Wsparcie inicjatyw, takich jak performance ukraińskiego kolektywu Open Group „Powtarzajcie za mną II” w Polskim Pawilonie, potwierdza nie tylko wrażliwość społeczną firmy, ale także znaczenie sztuki jako integralnej części naszego życia.
La Biennale di Venezia, czyli międzynarodowa wystawa sztuki, odbywa się w Wenecji od końca XIX w. i jest uważana za jedno z najważniejszych wydarzeń w świecie sztuki. Hasłem tegorocznego biennale jest „Foreigners Everywhere / Obcokrajowcy są wszędzie”, dlatego naturalną odpowiedzią dla Marty Czyż, kuratorki polskiej wystawy, było zaproszenie do współpracy ukraińskich artystów z projektem, w którym biorą udział uchodźcy z Ukrainy.
60. Międzynarodowa Wystawa Sztuki – La Biennale di Venezia, otworzy się 20 kwietnia i potrwa do 24 listopada 2024 roku.
Zjazd związku kamieniarstwa
Od 7 do 9 czerwca 2024 r. Bronisławów k. Piotrkowa Tryb. będzie gościł kamieniarzy uczestniczących w XXIX Walnym Zjezdzie Polskiego Związku Kamieniarstwa. Będzie to zjazd wyborczy, na którym będą wybierane władze Związku na kolejną kadencję.
Organizatorzy mają nadzieję na wysoką frekwencję. Z tego powodu wybrano lokalizację w centralnej Polsce z wygodnym dojazdem autostradami. Bliskość malowniczego Zalewu Sulejowskiego ma również zachęcać do spędzenia tego weekendu w kamieniarskim gronie. Zjazd obędzie się w hotelu Magellan, w którym zachętą ma też być kompleks basenowy i szeroka oferta zabiegów SPA.
Jeden ze zjazdowych dni tradycyjnie poświęcony będzie na zwiedzanie okolicy w sposób umożliwiający poszerzenie wiedzy kamieniarskiej. Program wycieczki jest jeszcze owiany tajemnicą, ale bliskość Bełchatowa i pewnej znanej wielkiej dziury w ziemi pozwala na spekulacje.
Partnerem spotkania jest firma Cosentino.
Więcej informacji: www.kamieniarze.org.pl

Włochy to jest moje miejsce na ziemi. Włoska mentalność, włoskie wino, jedzenie i rozmowy o jedzeniu. A kamień to pasja, która nadal wywołuje gęsią skórkę.
Jaka była moja droga do kamienia? Pochodzę z okolic Krakowa. Tam chodziłam do szkoły i zawsze ciągnęło mnie do nauki języków. Po skończeniu liceum wybrałam anglistykę, ale zawsze podobał mi się węgierski, więc tuż przed złożeniem dokumentów na studia naszła mnie myśl, żeby zmienić kierunek na hungarystykę. Okazało się jednak, że język węgierski mnie nie pokochał – to piękny, ale jednak bardzo trudny język. Poddałam się i porzuciłam studia. Z tamtego okresu zostało mi kilku świetnych znajomych, z którymi do dzisiaj utrzymuję kontakt.
Był 1998 rok. Trzeba było zacząć pracę. Trafiła mi się praca w Rzymie. Miałam szczęście, bo spotkałam tam świetnych ludzi – mimo to coraz bardziej odczuwałam brak rodziny i znajomych. Wróciłam do Polski, ale gdzieś wewnętrznie czułam, że Włochy to jest moje miejsce na ziemi. Zaczęłam pracę w firmie Mota-Engil. Tam pracowałam z Portugalczykami. No i spotkałam swojego męża. I tak w 2000 roku pojechałam do Włoch.
Uczyłam się wcześniej włoskiego, ale nauka języka, a posługiwanie się nim na co dzień to spora różnica. Tym bardziej, że tu ludzie często mówią w dialekcie werońskim. To był okres, kiedy bycie obcokrajowcem w innym kraju nie było łatwe, szczególnie tym ze Wschodu. Jeszcze były potrzebne pozwolenia na pobyt i inne formalne wymogi. Dodatkowo ludzie w tym rejonie byli dość zamknięci w swoim środowisku i obcokrajowcom trudno było odnaleźć się w takim otoczeniu. Dopiero poprzez rodzinę, dzieci można się było łatwiej zaadoptować i wtopić w ich świat. Ważnym etapem w relacjach był też moment, kiedy syn zaczął chodzić do szkoły. Dzięki temu poznałam wiele osób i kontakty z otoczeniem stały się dużo lepsze.
Teraz sporo się zmieniło. Mocno rozwinęła się turystyka i Włosi już akceptują obcokrajowców, nawet tych ze Wschodu. Mimo to i tak są środowiska, w których obcokrajowcy z określonych rejonów Europy czy świata, przebywający na stałe traktowani są jako ci, którzy odbierają pracę rodowitym Włochom. To poprawiło się, bo i sami Włosi wyjeżdżają do pracy za granicę – również do Polski.
Sporym ułatwieniem jest to, że Polacy dla Włochów stali się specjalnym narodem. Włosi nie lubią Francuzów, Niemców i jeszcze kilku innych narodowości, ale do nas mają dużo lepsze nastawienie. W znacznym stopniu za sprawą papieża-Polaka, ale pewnie też dzięki naszej mentalności: chęci do kontaktu, rozmowy.
Jak trafiłam do branży? Pracowałam w pewnym momencie w firmie logistycznej. Przyjaciółka, z którą tam pracowałam, dała mi znać, że jeden z kontrahentów szuka do pracy kogoś polskojęzycznego – do obsługi klientów z Europy Wschodniej. Poszłam na rozmowę, i tak trafiłam do Grein Italia. Nawiasem mówiąc, to przyszłam tam na miejsce mającej polskie korzenie Marty Zuliani, która przeniosła się do Antolini Luigi.
W Grein Italia przepracowałam 11 lat i to była dobra szkoła, a zarazem miejsce, w którym kamienie stały się dla mnie również pasją. Nie bez znaczenia było to, że wtedy Grein stawiał mocno na materiały ekskluzywne. Było sporo kamieni budzących emocje. Często, kiedy przychodziły nowe dostawy, nowe materiały, chodziłam na magazyn i podziwiałam te dzieła sztuki natury.
Zaczynałam jako asystentka, ale dość szybko zaczęłam jeździć do Polski, by odwiedzać klientów i realizować zlecenia. Wtedy u klientów decyzje podejmowało jeszcze starsze pokolenie i kontakty były bardzo serdeczne.
Kiedyś spotykaliśmy się na targach i to była okazja, żeby się poznać, porozmawiać, zrozumieć wzajemnie swoje potrzeby. Teraz młodzi wolą bardziej uproszczoną komunikację. To pokolenie Internetu i komunikatorów, gdzie cała komunikacja jest skrajnie uproszczona. Dla mnie kontakty z otoczeniem – czy prywatne, czy służbowe – są bardzo ważne, a z tym jest coraz gorzej. Wydaje mi się też, że młodzi z pokolenia Internetu, komórek i uproszczonej komunikacji są mniej odporni na problemy. Nie potrafią dyskutować i z zasady unikają konfrontacji. W kontaktach z klientami to spory problem. Jest im ciężko wymienić się poglądami i w przypadku rozbieżności uzgodnić jakiś kompromis. Ci najmłodsi handlowcy często uważają, że jeśli pojadą do klienta, przedstawią się, zaprezentują ofertę, to wystarczy, by uzyskać zamówienie. Niestety, to tak nie działa.
Wracając do mojej pracy i kontaktów. Pracując w Grein Italia miałam szczęście poznać wielu fantastycznych ludzi z polskich firm. Dzięki temu, kiedy skończyłam pracę w Grein Italia w 2014 roku, praktycznie od razu podjęłam współpracę z EGA. Moim zadaniem nadal jest szukanie nowych dostawców, nowych materiałów, sprawdzanie jakości materiałów. Od niedawna pomagam też we wprowadzaniu na polski rynek produktów – nomen omen – Antolini Luigi.
Firmę oczywiście wszyscy znają, ale kojarzą ją z nie najniższymi cenami. A to nie zawsze jest prawdziwy pogląd. Dla mnie bogata gama kamieni Antoliniego, to ogromna frajda wyszukiwania propozycji dla klientów szukających materiałów innych, nietypowych.
Jedno jest pewne: po tych latach pracy z kamieniem nie wyobrażam sobie życia zawodowego bez kamienia i kontaktów w naszej branży. Dla mnie kamień naturalny ma duszę. Czasem idąc przez magazyny, widząc jakąś płytę nagle dostaję gęsiej skórki. Kamień naturalny to prawdziwa SZTUKA.
Środowisko kamieniarskie jest fantastyczne, chociaż kiedyś to był bardzo męski świat i kobietom było trudno wyrobić sobie markę fachowca. Wtedy zdarzało się, że gdy rozmawiałam z branżystami, sprawdzali, czy wiem cokolwiek o kamieniu. Teraz nas kobiet jest trochę więcej i rzadziej nas panowie tak postrzegają i testują.
Czas wolny? To dość oczywiste – mieszkam we Włoszech, w rejonie Werony, a jak mówiłam na początku rozmowy, Włochy to moje miejsce na świecie. Tu w okolicach jeziora Garda, są piękne tereny, jest gdzie chodzić i jeździć. Do tego włoskie jedzenie i wino. Ze znajomymi mamy kilka fantastycznych miejsc, w których się spotykamy.
Do Polski przyjeżdżam teraz rzadziej niż na początku współpracy z EGA – raz na dwa, trzy miesiące. To dlatego, że tu, na miejscu, mam sporo pracy. Od jakiegoś czasu przyjeżdża z Polski wielu architektów i klientów, i trzeba się nimi zająć na miejscu.
Mieszkam blisko centrum przemysłowego, i czasem słychać pracujące traki– czasem na ten szum trochę narzekam, ale kiedy była pandemia Covid i wszystko zamarło, to brak tych odgłosów był przerażający.
Wracając do tematów kulinarnych to – jako Polka we Włoszech – myślę, że Włosi mają jakiś gen, dzięki któremu odczuwają smaki jedzenia i wina w specjalny sposób. To też oczywiście tradycja. Ja się przez te lata nauczyłam od nich zwracać uwagę na to, co jem i co piję.
Wyobraź sobie, w święta w większym gronie siedzą przy stole, jedzą i jeszcze rozmawiają o jedzeniu. Tego też się nauczyłam. Teraz, jak jestem z kimś w restauracji, to dla mnie jest oczywiste, że ktoś powinien powiedzieć, czy mu smakuje, co czuje. Jak nie mówi, to dopytuję: „Co sądzisz o makaronie? A jak sos?” Włosi nauczyli mnie delektować się tym, co się spożywa. Zrozumiałam też, że na problemy i stresy najlepsze lekarstwo to świetne jedzenie, lampka dobrego wina i rozmowa ze znajomymi.

Z Rafałem Pożyczką – prezesem zarządu WKG sp. z o. o. – o małych i mikroprzedsiębiorstwach, o jednoosobowych działalnościach gospodarczych, które są motorem napędowym gospodarki – rozmawiał Paweł Szambelan
WKG znane jest w branży ze swoich usług w obróbce kamienia i jako dostawca kamienia. Wielu klientów WKG to drobni przedsiębiorcy. Jak sobie radzą w obecnej sytuacji?

Będę chwalił naszych kamieniarzy, a także wszystkie inne małe i mikroprzedsiębiorstwa w każdej branży. Bo to jest potęga naszej gospodarki. Wszyscy ci przedsiębiorcy, tak mocno dociśnięci przez współczesne regulacje – skomplikowany system podatkowy, biurokrację, składki, daniny, opłaty– stają się coraz mniej konkurencyjni na rynku. Wysokość danin wypływająca z ich kont jest ogromna. Gdybym ja miał te pieniądze w kieszeni, to kupiłbym nowe maszyny, zatrudnił więcej osób, a przez to wytworzył więcej dóbr i rozwinął swój biznes. Jednoosobowi przedsiębiorcy to ludzie bardzo pracowici, często pracują bez wytchnienia cały rok, nie jeżdżą na wakacje. Proszę mi pokazać przedsiębiorcę jednoosobowego, który spędza więcej niż dwa tygodnie w roku na wakacjach. To są nieliczne osoby. Statystyczny przedsiębiorca zasuwa po 16 godzin na dobę, 365 dni w roku. To są pasjonaci pracy. I właśnie tym ludziom najbardziej dokopano i odebrano motywację do pracy.
To dla tych najmniejszych biznesów powinny być najniższe podatki. Tu powinny być największe motywacje gospodarcze czy fiskalne. Gdyby zachęcić ludzi do tworzenia jednoosobowych przedsiębiorstw, to wyszłoby to z korzyścią dla całej gospodarki. Przecież tu człowiek się uczy księgowości, uczy się finansów, rachunkowości, uczy się przepisów prawa. Bo musi się ich uczyć. I taka osoba jest dużo lepiej ogarnięta gospodarczo niż pracownik etatowy. Przedsiębiorca nie pracuje od 7.00 do 15.00, nie siedzi o 15.00 w szatni gotowy do wyjścia. Gdyby wszyscy myśleli jak przedsiębiorcy, to cała branża byłaby dużo, dużo silniejsza. I motywacja do pracy byłaby inna.
Sytuacja takich przedsiębiorstw nie jest łatwa. Rosnące koszty energii i rosnące koszty pracownicze zwiększają koszty produkcji. Zresztą dotyczy to każdego przedsiębiorstwa, każdej wielkości, nie wyłączając spółek takich jak WKG. Dodając regulacje dotyczące ochrony środowiska narzucone przez Unię Europejską widzimy, że kamień do Polski – nie tylko w blokach, ale nawet w gotowych produktach – zaczynają dostarczać dostawcy zagraniczni. A walka z konkurencją międzynarodową zaczyna wykraczać poza możliwości dostępne poszczególnym przedsiębiorcom. Tu należałoby się zastanowić nad rozwiązaniami systemowymi, na poziomie rządu, poprzez odpowiednie rozwiązania legislacyjne.
Z czego wynika niska konkurencyjność polskich firm?
Energia elektryczna w Afryce jest śmiesznie tania, w Indiach jest dwukrotnie tańsza niż w Polsce. Również siła robocza jest dużo tańsza. O ile mi wiadomo, w Angoli litr paliwa kosztuje, w przeliczeniu, 70 gr, a miesiączne wynagrodzenie pracownika to 20 dolarów. Czy mamy szanse konkurować z kamieniem płynącym choćby z tych dwóch kierunków?
Jako WKG działamy w dwóch branżach: wapienniczej i kamieniarskiej. Dzięki temu mamy szersze spojrzenie na rynek. Podobną sytuację do kamieniarskiej mamy na rynku wapienniczym. Ceny wapna w krajach ościennych – np. Białoruś czy Ukraina – są o wiele niższe niż w Polsce. Główna różnica powstaje z konieczności ponoszenia opłat za emisję dwutlenku węgla. Za każdą tonę emisji polskie zakłady muszą płacić olbrzymie sumy – w tej chwili są to sumy rzędu 70 euro za tonę. A już nasi wschodni sąsiedzi nie będący w systemie ETS (unijny system handlu uprawnieniami do emisji, np. CO2) , nie ponoszą tego wydatku, więc produkcja u nich może być dużo tańsza.
Dziś, kiedy koszt dostawy kamienia ma już mniejszy wpływ na jego cenę, trzeba mieć świadomość, że wszyscy konkurujemy na rynku ogólnoświatowym. Niestety nie jest to konkurowanie na równych zasadach. Koszty pracy, koszty energii, koszty ochrony środowiska – to składowe, którymi w innych regionach świata nikt się nie przejmuje, więc tylko dla nas stanowią one zauważalny koszt.
Przy okazji dwa słowa o egzekwowaniu prawa. Każdemu się zdarzy popełnić błąd. A nie daj Boże, że ten kamieniarz jeszcze wykonuje jakieś operacje międzynarodowe. Ściąga płyty czy bloki z zagranicy, niedokładnie policzył kubiki, źle wypełnił formularz albo przegapił jakiś termin. Aparat celno-skarbowy zaraz go dopadnie. I nie będzie to: „Popełnił pan błąd, prosimy o korektę.” Raczej: „Mamy cię, przestępco gospodarczy. Płacisz.” Urzędy nas tylko kontrolują. Nie ma mowy o wspieraniu, ani tym bardziej o edukacji. W zasadzie żyjemy w przekonaniu, że kontrola i kara będą na bank – kwestia tylko, jak dużo trzeba będzie zapłacić. Trudno jest funkcjonować w takiej przestrzeni i jeszcze konkurować z podmiotami działającymi na innych warunkach i w innych realiach.
Co możemy w tej sytuacji zrobić?
Głośno wołać. I liczyć.
Działalność WKG w branży wapienniczej pozwoliła mi zauważyć, że tam działają prężne stowarzyszenia, które reprezentują interesy tych branż. Są aktywne zarówno wewnątrz swoich struktur, jak i na zewnątrz: spotkania z urzędnikami na różnych szczeblach nie wyłączając ministerialnych, proponowanie zmian prawa, które podnoszą konkurencyjność na rynku. Takich działań nie widzę w stowarzyszeniach skupiających firmy kamieniarskie. Nie słyszałem o działaniach na poziomie rządu czy parlamentu, o rozmowach z poszczególnymi posłami, o działaniach pro legislacyjnych. A może warto by pomyśleć o cłach na sprowadzane płyty czy gotowe nagrobki, o jakiejś pomocy dla przedsiębiorstw związanej z nierówną konkurencją?
Jestem daleki od tego, żeby oczekiwać, że państwo będzie udzielało jakiejś pomocy bezpośredniej. Wystarczyłoby, żeby nie przeszkadzało. Przecież to my, przedsiębiorcy, jesteśmy dla państwa partnerami, klientami. Ja wychodzę do swoich klientów z pytaniem: „Czego wam potrzeba? Co mogę dla was zrobić?” – podobnych działań oczekiwałbym od rządzących. Jak możemy wam pomóc, żeby wam się łatwiej funkcjonowało, żebyście tworzyli więcej miejsc pracy, żebyście płacili więcej pracownikom?
Nie uważam, żebyśmy byli słabsi od wapna czy cementu – musimy się tylko zjednoczyć, bo uważam, że jest nas więcej. Przecież w każdej gminie jest kilku, kilkunastu kamieniarzy. To są małe rodzinne przedsiębiorstwa, zwykle jednoosobowe działalności gospodarcze, które ryzykują całym swoim majątkiem. I oni zrobią wszystko, żeby tylko wyprodukować i sprzedać produkt, bo od tego zależy, czy ich rodzina będzie miała co jeść. Nie mamy innego wyjścia, jak zjednoczyć się.
Druga sprawa to brak świadomości kosztów. Po prostu w małych firmach nie zlicza się wszystkich wydatków wpływających na wysokość kosztów. Przede wszystkim nie liczy się kosztów własnej pracy. To bardzo proste. Pieniądze, które są na koncie firmowym, to są moje pieniądze, więc zrobię wszystko, żeby na koncie te pieniądze były. I tyle.
A przecież wypłata dla właściciela niczym nie różni się od wypłaty dla pracownika. Jest obciążona tymi samymi podatkami i składkami, w ten sam sposób wpływa na bilans całej firmy. W dużych przedsiębiorstwach w koszty wliczane są wszystkie elementy – nie wyłączając narzędzi, amortyzacji, kosztów pracowniczych, wypłat dla pracowników produkcyjnych, biurowych i zarządu, wyposażenia warsztatu i biura czy znaczka na list lub przysłowiowej zapałki do odpalenia palnika do promieniowania.
Stowarzyszenia wapiennicze pewnie mają większe środki. Co my, branża kamieniarska – często bardzo rozdrobniona – mamy szansę zrobić?
To nie jest tylko kwestia pieniędzy. Możemy aktywnie działać w stowarzyszeniu – to wybuduje siłę tego stowarzyszenia – a z silnym partnerem trzeba się liczyć w rozmowach. Wspólne dążenie do wspólnych celów. Działać, po prostu działać – to najprostsza odpowiedź. Przecież my Polacy jesteśmy najsprytniejsi. Zawsze musieliśmy jakoś sobie dać radę. Przez lata zaborów, okupację, komunizm, początki kapitalizmu rozwinęliśmy w sobie ogromny spryt. Mamy to w genach, musimy mieć tylko możliwość do jego pokazania. Byle tylko nikt nam nie przeszkadzał i nie tworzył kolejnych przeszkód.
Te małe przedsiębiorstwa są potęgą naszej gospodarki. One tworzą ekosystem gospodarczy, w którym działamy. To one powinny być najsilniej wpierane. Tylko muszą zostać usłyszane.
Takie możliwości daje współpraca wszystkich przedsiębiorców. Działanie w stowarzyszeniu i apelowanie do władz na wszystkich szczeblach, aby traktowali przedsiębiorców jako swoich klientów. Przecież żyjemy w symbiozie – bez nas nie ma gospodarki, bez gospodarki nie ma biznesu. Niech władza spojrzy na nas jak na swoich klientów, niech zadba jak o swoich klientów. Na poziomie ogólnokrajowym: by zabezpieczyć zdrową konkurencję międzynarodową. Oraz na poziomie lokalnym: jak uprościć procedury i ułatwić życie. Czasem wystarczy dostarczyć brakujące media, zadbać o odprowadzenie ścieków, może poprawić infrastrukturę drogową, wybudować jakieś małe rondo, znieść ograniczenie na lokalnym mostku. Wiele takich małych rzeczy, które można zrobić dla lokalnego przedsiębiorcy po to, aby on mógł ograniczyć swoje koszty produkcji i mógł wygrać w globalnej konkurencji, na rynku światowym.
Dziękuję za rozmowę.

Kiedy dostaliśmy informację o kolejnym zjeździe kamieniarskim, po prostu zrobiliśmy to, co zawsze. Bez dłuższego zastanawiania wysłaliśmy kartę zgłoszeniową i zarezerwowaliśmy nocleg. Pomimo, że Międzyzdroje to drugi koniec Polski, ani przez chwilę nas to nie zniechęciło. Od momentu deklaracji uczestnictwa do docelowej daty spotkania zawsze jest wystarczający czas, aby zorganizować pracę w taki sposób, by móc jechać ze spokojną głową.
Poza tym spotkania są weekendowe, więc szczerze powiedziawszy, nie ma nas w firmie tylko w piątek. W poniedziałek jesteśmy z powrotem na stanowiskach, zmotywowani i gotowi do dalszej pracy i rozwoju. Tak właśnie działają na nas zjazdy organizowane przez Polski Związek Kamieniarstwa, ale o tym za chwilę.

Może kilka słów o nas… Mówię cały czas w liczbie mnogiej, ponieważ od początku tworzymy firmę razem z żoną. Jesteśmy niewielką pracownią kamieniarską na Podhalu i budujemy swój biznes krok po kroku razem. Gdyby nie nasza wspólna ciężka praca, firma nie przetrwałaby trudnych czasów związanych z brakiem pracowników. Firmę założyliśmy w 2011 roku. Zaczynaliśmy od produkcji i montażu nagrobków. Z biegiem lat bardzo rozwinęła się u nas strefa budowlana, czyli blaty, schody, parapety itp. Przez około 10 lat praca w zakładzie pochłonęła nas w 100 procentach. Mamy pracownię przy domu rodzinnym, więc spędzaliśmy tam bardzo dużo czasu – chyba nawet za dużo. Niewątpliwie firma, która jest budowana od absolutnych podstaw, wymaga ogromnego wkładu własnego i samozaparcia w dążeniu do celu, ale to historia na inny artykuł.
Przez te wszystkie lata udało nam się wyjechać kilka razy na targi kamieniarskie do Wrocławia czy Poznania. I to był szczyt naszych branżowych destynacji. Nie mieliśmy żadnych głębszych relacji z innymi kamieniarzami z Polski. Wracaliśmy z targów z torbą gazetek reklamowych i chińską tarczą pod pachą. Gazety lądowały na półce, a chińska piła bardzo szybko na złomie.
Do związku zapisałem się w 2021 roku przy okazji zdawania egzaminu mistrzowskiego. Była pandemia, więc spotkania były ograniczone. Na pierwszy zjazd wybraliśmy się do Wieliczki, a potem na kolejny do Wrocławia. W tym roku uczestniczyliśmy w trzecim spotkaniu w Międzyzdrojach i z niecierpliwością czekamy na kolejne propozycje.
Jak co roku zjazd był dla nas bardzo wartościowy. Tworzą się tam zdrowe relacje, które potem owocują w codziennym życiu. Pamietam, jak kupowaliśmy pierwszą piłę, a potem kolejną maszynę, nie mieliśmy do kogo zadzwonić, aby się poradzić. Od zeszłego roku planujemy zakup kolejnej piły. Ten proces wygląda już teraz całkiem inaczej. Jesteśmy bardziej świadomi swoich potrzeb, a dzięki relacjom związkowym, możemy w każdej chwili skorzystać ze wsparcia bardziej doświadczonych kolegów z branży, którzy chętnie dzielą się z nami swoją wiedzą. Związek zrzesza bardzo duże firmy kamieniarskie z wieloletnim doświadczeniem w różnych dziedzinach kamieniarstwa oraz mniejsze pracownie, takie jak nasza. Każdy znajdzie dla siebie partnerów do rozmów i wymiany doświadczeń.

Program zjazdu jest tak skonstruowany, aby była przestrzeń na kwestie merytoryczne, szkoleniowe oraz typowo towarzyskie. Dzisiaj używamy ładnego, anglojęzycznego słowa „networking”. Co to dla nas znaczy? To nic innego jak otwartość, tworzenie relacji, czerpanie wiedzy z doświadczeń innych ludzi oraz dawanie tego samego w zamian. Jest to potrzebne w każdym środowisku. Zjazdy to również wspólny czas przy stole, jak w najbliższej rodzinie. Z tą tylko różnicą, że domownicy średnio mają ochotę na słuchanie o Twoich problemach związanych z prowadzeniem działalności i dla bezpieczeństwa lepiej nie poruszać tego tematu zbyt często. Na zjazdach można zrealizować tę potrzebę. Wspólne rozmowy mogą się czasem przedłużyć nawet do późnych godzin nocnych.
Zjazd to również za każdy razem inny zakątek Polski. Organizator – PZK – dba o uczestników, abyśmy poznawali swój piękny kraj oraz architekturę. W tym roku mieliśmy wycieczkę autokarową z sympatycznym przewodnikiem po wyspie Uznam oraz odwiedziliśmy Cesarskie Uzdrowiska Ahlbeck i Heringsdorf.
Zjazd to również kolejne grupowe zdjęcie. Mamy ich już kilka w albumie. Oczywiście na każdym z nich jesteśmy coraz młodsi.
Mamy nadzieję, że nie zabraknie nas również na kolejnym spotkaniu. Jak zawsze zabierzemy ze sobą oscypka i ruszymy w drogę z radością. Gdziekolwiek trzeba będzie.

Jednym z najbardziej widocznych wydarzeń w czasie minionych targów STONE 2023 był Kongres Kamieniarski. Był pierwszym tego typu wydarzeniem na branżowej imprezie w Poznaniu. Inicjatorem tej imprezy było Ogólnopolskie Stowarzyszenie Producentów Wyrobów z Kamienia. Zarząd Stowarzyszenia zaproponował Międzynarodowym Targom Poznańskim organizację tego wydarzenia podczas targów STONE 2023 i zaprosił do współorganizowania Polski Związek Kamieniarstwa.
Prelekcje
Kongres rozpoczął się prelekcjami geologów na tematy związane stricte z kamieniem i jego pochodzeniem geologicznym oraz jego zastosowaniem w branży budowlanej.
Prelekcje o charakterze geologicznym wygłosił prof. dr hab. Andrzej Solecki, tytuł wykładu „Skały krystaliczne jako materiał budowlany” oraz prof. dr hab. Błażej Berkowski, tytuł wykładu „Skamieniałe życie w wapiennych płytach”.
Następnie dr hab. Małgorzata Szczepaniak, prof. UAM, zabrała nas na spacer po Poznaniu i opowiedziała o kamieniu – głównie piaskowcu – zamontowanym na znanych i rozpoznawalnych obiektach budowlanych w architekturze Poznania.
Po przerwie na scenie pojawił się prof. nadzw. UAP dr hab. inż. arch. Stanisław Sipiński, architekt znany w całej Polsce, a szczególnie rozpoznawany na poznańskim rynku, który praktycznie w każdym swoim projekcie stosuje kamień. Jest pasjonatem kamienia, jego niepowtarzalnej urody i unikatowości. Profesor wygłosił wykład pod tytułem „Architektura, kamień, muzyka”, ponieważ te trzy obszary są dla niego szczególnie ważne i przenikają się w jego życiu.
Kolejnym prelegentem był Jacek Olesiak, specjalista z firmy Remmers, który opowiedział o technologiach renowacji i konserwacji kamienia w architekturze.
Debata
W końcowej części Kongresu zorganizowano debatę pod tytułem „Od projektowania do praktyki – przyszłość kamienia”, w której projektanci i praktycy rozmawiali o kamieniu i jego zastosowaniu w budownictwie i architekturze. Po stronie projektantów wystąpił prof. Stanisław Sipiński oraz architekt Krzysztof Miruć, znany z programów telewizyjnych „Zgłoś Remont” i „Weekendowa Metamorfoza”. Z kolei po stronie praktyków pojawił się Włodzimierz Ratajczak z firmy WRIMAR oraz Bogusław Solima, Prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Producentów Wyrobów z Kamienia.
Uczestnicy debaty zgodzili się co do tego, że projektant koniecznie powinien zasięgać rady i opinii kamieniarza w zakresie zastosowania kamienia i możliwości jego montażu dla projektowanego obiektu. Nie zawsze koncepcje projektowe są możliwe do wykonania w całości, ale tutaj ważna jest rola praktyków, którzy wskażą możliwe rozwiązania techniczne. Ważne jest, aby wypracować kompromis, który z jednej strony zachowa projekt możliwie blisko założeń koncepcyjnych, a z drugiej strony będzie możliwy do technicznego wykonania i będzie bezpieczny dla użytkowników obiektu.
Padło również pytanie od praktyka do projektantów, dlaczego kamień jest tak mało widoczny w mediach i jak do tej pory jest stosunkowo rzadko wykorzystywany w projektach, zwłaszcza projektach wnętrz. W tym zakresie nadal bardzo popularne są produkty sztuczne, czyli beton, płytki ceramiczne, spieki itp. Projektanci byli zgodni co do tego, że budżet inwestora wyznacza w dużej mierze zakres projektu, jeśli chodzi o zastosowanie kamienia. Na koszt prac kamieniarskich składa się nie tylko koszt samego surowca, ale również koszt jego montażu wraz z całym koniecznym okotwieniem, co czasami znacznie podnosi koszty realizacji całego projektu. Inną sprawą jest również to, że klienci często wymagają, aby kamień nie zużywał się w trakcie użytkowania i pozostał przez wiele lat w takim stanie, jak w dniu montażu, co w przypadku kamienia nie jest możliwe. Kamień zużywa się, a cały jego urok jest w tym, że z czasem pięknie patynuje i nabiera wręcz szlachetności. Kamień „żyje” i czasami bywa nieprzewidywalny, a ta cecha nie zawsze jest mile widziana przez inwestora.
Prelegenci zgodzili się co do tego, że konieczne jest ciągłe zwiększanie świadomości inwestorów i klientów, a także projektantów, na temat kamienia, jego cech i zastosowania.
W trakcie debaty pojawiła się również kwestia rozpoznawalności branży kamieniarskiej. Projektanci zwrócili uwagę na to, że firmy – korporacje, które produkują np. płytki ceramiczne, po pierwsze oferują produkt wykonany na linii produkcyjnej, o stosunkowo powtarzalnej kolorystyce i strukturze oraz parametrach fizyko-chemicznych, a po drugie mają olbrzymie budżety na kampanie reklamowe we wszelkich mediach.
Branża kamieniarska z kolei ma zupełnie inną specyfikę. Tutaj zdecydowana większość firm to mniejsze firmy rodzinne, gdzie wiedza przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Projektanci zauważyli, że nie ma w zasadzie szkół, które nauczałyby specjalistów w tej branży. To jest praca stricte pokoleniowa i tylko w ten sposób młodzi ludzie mogą nauczyć się fachu. Również projektanci mogą pozyskiwać wiedzę o kamieniu w zasadzie tylko od osób pracujących w tej branży, którzy przez lata praktyki nabyli doświadczenie i wiedzą, jak zachowuje się kamień i jak należy z nim pracować. Kamień bywa czasami dość nieprzewidywalny. Nawet doświadczeni kamieniarze mogą zetknąć się z sytuacjami, które ich zaskakują. Dlatego w tej branży potrzebne jest bardzo duże doświadczenie praktyczne, aby wiedzieć, jak można w praktyce zastosować określone skały.
Zakończenie
Kongres zamknęła prelekcja prof. dr hab. Henryka Mruka pod tytułem „Lider – charakter wykuty w kamieniu.” Profesor Mruk z humorem wprowadził słuchaczy w świat budowania zespołu, w którym lider – szef firmy nie jest „tyranem”, ale jest osobą godną zaufania i lubianą przez pracowników, a co za tym idzie, pracownicy z chęcią identyfikują się z firmą, której szefem jest taka osoba.