Tryby, wibracje i inne wariacje

Teatr... Kino... Kościół... Oficjalna uroczystość... i nagle dzwonek telefonu. Najczęściej w najbardziej podniosłym momencie.
Jak nie najeść się wstydu? —o tym dzisiejszy tekst.
Ten tekst, w tygodniku z dużą liczbą zdjęć znanych twarzy i krzykliwymi tytułami, pewnie byłby zatytułowany „100 trików na Twojego smartfona”. Jeśli tryby pracy telefonu są Wam znane, to i tak przeczytajcie. Może choć jeden „trik” okaże się nowy i przyda się w codziennym życiu.
Aby telefon nie przeszkadzał w określonych momentach, nie trzeba go całkowicie wyłączać. Można skorzystać z „trybów pracy”, które są dostępne w każdym smartfonie wyposażonym w Androida. Jak je włączać i co potrafią? Oto kilka podpowiedzi.
Przełączanie trybów jest dostępne w menu telefonu: wchodzimy w ustawienia, wyszukujemy ustawienia trybów, potem... i jeszcze... Można prościej. Wystarczy nacisnąć i przytrzymać guzik wyłączania telefonu. Na ekranie pojawi się obraz podobny do tego na zdjęciu obok.
Domyślnie znajdujemy tam: tryb samolotowy, tryb normalny, tryb cichy oraz wibracje. W momencie kiedy potrzebujemy, żeby telefon nam nie przeszkadzał, wystarczy wybrać jeden ze domyślnych trybów.
Tryb samolotowy wyłącza działanie wszystkich nadajników i odbiorników w systemie —nie działa żadna forma komunikacji bezprzewodowej (brak sygnału GSM, WiFi, Bluetooth). W tym trybie niektóre telefony mają możliwość włączenia WiFi, wtedy znowu mamy dostęp do Internetu. Jak sama nazwa tego trybu wskazuje, korzysta się z niego w samolotach, gdzie teoretycznie sygnały radiowe z telefonu mogą zakłócić systemy nawigacyjne i komunikacyjne. Innym miejscem, gdzie konieczne jest wyłączenie smartfonu są szpitale —tam także telefony mogą spowodować zakłócenia, tym razem w działaniu aparatury medycznej. Dla takich miejsc przeznaczony jest właśnie tryb samolotowy, nie zakłócający pracy innych urządzeń. Innym powodem, dla którego warto włączyć ten tryb może być chociażby oszczędność energii. Na przykład w miejscach, gdzie nie ma zasięgu i tak nie mamy szans nigdzie zadzwonić, a wyłącznie radia pozwoli nam na zaoszczędzenie baterii, gdyż telefon nie będzie bezowocnie szukał sygnału. Ostatecznie można go użyć, gdy nie chcemy, by telefon nam przeszkadzał. Może być to na ważnym spotkaniu, czy w czasie snu. Nie dostaniemy żadnych telefonów, smsów, maili —upragniona cisza i spokój. Oczywiście jeśli jest to nam bardziej potrzebne niż pozostanie w ciągłym kontakcie ze światem zewnętrznym. To po co używać trybu samolotowego skoro praktycznie wyłącza wszystkie możliwości komunikacji? W trybie samolotowym smartfon nadal działa i wykonuje pozostałe zaplanowane zadania jak choćby przypomnienia z kalendarza czy budzik —kiedy telefon jest zupełnie wyłączony budzik zwyczajnie nie zadzwoni! Pamiętajmy o tym, gdy liczymy na skuteczne budzenie następnego ranka. No i oczywiście nadal można grać w ulubione gry, słuchać muzyki czy oglądać filmy i zdjęcia zapisane w pamięci urządzenia.
Drugim trybem, w którym może pracować nasz smartfon, jest tryb cichy. Wyłączone są w nim wszystkie dźwięki i wibracje, ale mamy stały kontakt z komórkową rzeczywistością. Przychodzące połączenia i wiadomości są sygnalizowane komunikatem na ekranie —smartfon nie wydaje żadnych dźwięków, ale ekran się włącza i widzimy kto dzwoni lub do nas pisze. Podobnie jest z trybem z włączonymi wibracjami —wszelka aktywność smartfonu jest sygnalizowana komunikatem na ekranie i drganiami urządzenia. Pierwszy tryb, cichy, przyda się w czasie spotkań z klientami lub narady u szefa. Bo, po pierwsze, widzimy na bieżąco kto dzwoni, po drugie w his-torii połączeń zostaną nieodebrane rozmowy i będzie można oddzwonić po skończeniu spotkania. Tryb z wibracjami pozwala „poczuć” aktywność telefonu, jeśli mamy go w kieszeni, czyli przyda się kiedy nie wypada położyć telefonu obok siebie na stole, a chcemy wiedzieć kiedy zadzwoni żona lub inna ważna osoba. Przewagą tych trybów jest zachowana historia nieodebranych połączeń, której niestety mieć nie będziemy, kiedy smartfon zostanie przełączony w tryb samolotowy.
Tryb normalny to tryb, w którym nasz smartfon ma włączone domyślnie wszystkie funkcje.
„Trik nr 101”: kiedy telefon dzwoni, a nie chcemy lub nie możemy go odebrać i jednocześnie nie wypada odrzucić połączenia przez naciśnięcie „czerwonej słuchawki”, to można doraźnie wyciszyć dzwonek. Wystarczy nacisnąć raz jeden z przycisków do ściszania lub zgłośniania — rozmówca nadal będzie słyszał w słuchawce sygnał wolny, na ekranie nadal będzie wyświetlona informacja o połączeniu przychodzącym, ale telefon nie będzie już hałasował. Po zakończeniu tego połączenia wszystkie ustawienia dzwonków automatycznie powrócą do stanu wcześniejszego. Przyciski do regulacji głośności najczęściej znajdują się z boku telefonu —obok przycisku do wyłączania smartfonu —zwykle tam, gdzie spoczywa kciuk w czasie normalnego użytkowania.
Właśnie zastanawiam się, czy czytalibyście teraz ten artykuł, gdyby o jego napisaniu nie przypomniał mi mój komórkowy kalendarz. Dlatego mam dylemat: czy w następnym odcinku „Oswajania smartfona” opisać funkcje kalendarza, czy jeszcze na chwilę pozostać przy ustawieniach dźwięków. Dlaczego? Bo można tak ustawić smartfon, aby przyjmował i sygnalizował tylko połączenia z wybranych numerów. Po co? Wracamy późną nocą z pracy —była do zrealizowania duża dostawa. Spać, spać, spać... Tylko jak nie wyłączę telefonu, to za chwilę ktoś mnie obudzi. A jak wyłączę, to nie będę wiedział kiedy zadzwonią dzieci z pilną sprawą albo „ochrona”, że w firmie włączył się alarm.

Tegoroczny Kongres Kamieniarski tym razem gościł w Płocku za przyczynkiem Wojciecha Popielskiego. I trzeba przyznać, że gospodarz w interesujący sposób zapełnił każdą wolną chwilę uczestników Kongresu.
W pierwszym dniu spotkania uczestnicy mieli okazję zapoznać się z ofertą firmy M+Q zaprezentowaną przez Kingę Dubiecką. Głównym punktem prezentacji było przedstawienie nowego materiału w ofercie firmy Platinum TD. W bieżącym numerze poświęcamy mu oddzielny artykuł —materiał może stać się interesującą alternatywą dla ciemnej Impali.
Drugie z wystąpień dotyczyło oferty boczkarek firmy Commanduli prezentowanej przez polskiego przedstawiciela Roberta Walczaka z firmy Mach Plus. Wiadomo, że boczkarki ułatwiają pracę i zwiększają wydajność produkcji w zakładach kamieniarskich. Dlatego możliwość podyskutowania o nich wzbudziła zainteresowanie uczestników. Commanduli jest jedną z wiodących firm a jej oferta jest na tyle przekrojowa, że rozmowa o boczkarkach dynamicznie przechodziła z zagadnienia na zagadnienie.
Na zakończenie na uczestników czekała prezentacja przygotowana przez polskich przedstawicieli firmy Caeser-stone z Izraela. Od kilku lat dziwiła mnie nieobecność na polskim rynku chyba największego producenta konglomeratów kwarco-granitowych na świecie. Oferta giganta w końcu dotarła i do Polski. Osobiście jestem ciekawy jak poradzi sobie firma na polskim rynku —czy światowy potentat zrozumie specyfikę polskiego rynku i również u nas zaznaczy swoją obecność.
Wieczorem, podczas już mniej oficjalnego spotkania, był czas do wymiany spostrzeżeń dotyczących bieżącego roku i rozmów o perspektywach jakie rysują się przed branżą na przyszłość. Rozmowy te były kontynuowane w następnym dniu, kiedy Wojciech Popielski zaprosił wszystkich do zapoznania się z bogatą historią swojego miasta Płocka. Uczestnicy poznawali miasto w czasie wycieczki barką po Wiśle oraz spaceru po starówce. Ciekawa była też wizyta na miejscowym cmentarzu. To zawsze interesujące kiedy możemy obejrzeć, to co regionalnie jest „modne” w zakresie budowy nagrobków. Niespodzianką było zaproszenie uczestników kongresu do odwiedzin w zakładzie i domu płockiego gospodarza.
Wiele osób nie docenia kongresów i zjazdów kamieniarskiej braci. A szkoda. To co urzekło mnie w branży, kiedy do niej trafiłem, to były relacje między ludźmi. Spotkania, których organizatorem jest ZPBK, niewątpliwie stwarzają szansę kultywowania tych więzi. Trzy-dniowa możliwość rozmów branżowych to także spora wiedza przekazywana sobie wzajemnie, ale i uzupełniana przez prelekcje zaproszonych gości.
Osobiście z przyjemnością będę uczestniczył w kolejnych edycjach mając nadzieję, że coraz więcej branżystów zechce w nich brać udział, dzielić się swoimi doświadczeniami i cieszyć się wspólnie spędzonym czasem.
Więcej zdjęć na:
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.760727883973791.1073741852.518722448174337&type=3

Od kilku laty na rynku trudno o nowe materiały. Pewnie z powodu kryzysu. Oczywiście pojawia się trochę ciekawostek, które wzbogacają rynek, ale nie wpływają na strukturę sprzedaży. Zwykle też są to materiały luksusowe i przez to drogie.
Z tym większą przyjemnością należy zauważyć wprowadzenie na rynek nowego materiału przez firmę M+Q. Przedmiotowy materiał to Platinum TD.
Nowy materiał został zaprezentowany na Kongresie Kamieniarskim ZPBK w Płocku. Propozycja wydaje się interesująca zarówno dla producentów nagrobków jak i dla firm dostarczających kamień dla „budowlanki”.
Materiał jest bardzo ciemny i wygląda, że może być niezłym zamiennikiem dla Impali, której ciemniejsze wersje są coraz trudniejsze do pozyskania. Cena nowego materiału, też pozwala na traktowanie go jako konkurenta dla wspomnianej Impali. Jak deklaruje wyłączny dostawca, firma M+Q, będzie on oferowany w cenie niższej od Impali Dark o około 10% .
Dostawca gwarantuje też stałą dostępność materiału. Wydobycie w kopalni umożliwia pozyskiwanie około 1.000 m3 miesięcznie. Przy czym warto odnotować, że kopalnia ma bardzo wysoki uzysk bloków przy wydobyciu —prawie pięciokrotnie wyższy niż ze złóż Impali.
Materiał jest sprowadzany z Afryki Południowej i chociaż w nomenklaturze światowej traktowany jest jako granit, to według przyjętych w Europie norm należy określać go jako anortozyt. Podstawowym składnikiem są plagioklazy zasadowe —podobnie jak w powszechnej na rynku Impali (którą jednak zalicza się do skały typu gabro). Plagioklazy to szereg minerałów skałotwórczych, o składzie mieszanym z grupy skaleni. Mają one skomplikowaną budowę wewnętrzną, w związku z czym ich podział na po-szczególne minerały ma charakter umowny. W anortozytach występują również w śladowych ilościach minerały takie jak pirokseny, ilmenity, magnetyty i oliwiny.
W nowym materiale występują intruzje labradoru —podobnie jak w popularnych na rynku labradorytach, ale nie są tak intensywne jak np. w znanym Blue Pearl. Intruzje labradoru to właśnie te błyszczące elementy skały nazywane popularnie „pawie oczka”, tak charakterystyczne dla znanych labradorytów.
Platinum TD posiada ciężar właściwy to 2880 kg/m3 i wytrzymałość na ściskanie ok. 252 MPa, ścieralność —3,58 mm, a nasiąkliwość —0,09%. Liniowy współczynnik rozszerzalności termicznej wynosi 0,00769 mm / moC.
Mając na uwadze takie parametry, wygląd i cenę można spodziewać się dobrego przyjęcia przez rynek tego nowego materiału.

„Pani kierowniczko, ja to wszystko rozumiem! Ja rozumiem, że wam jest zimno! Ale jak jest zima, to musi być zimno, tak? Pani kierowniczko, takie jest odwieczne prawo natury!” (cytat z filmu „Miś” —reż. Stanisław Bareja, 1980.)
Pamiętam jak rozpoczynałem swoją przygodę z kamieniarstwem to bardzo często słyszałem słowo „NATURA”. Jako adept absolutnie nawet nie starałem się zastanawiać nad tym magicznym słowem-wytrychem, które oznacza w skrócie tyle, że kamienia nie przewidzi się i nigdy nie wiadomo co z niego wyjdzie, a jak już coś wyjdzie to po czasie może się zmienić. I to jest właśnie taka wredna natura tego kamienia i każdy powinien to zaakceptować i być wręcz dumnym z tego.
Oczywiście absolutnie nikt nie odmawia kamieniowi kobiecości i zmienności, ale nie możemy nigdy zapominać o kliencie i jego pewnych prawach. Gdy myślę o tym, to przypominają mi się 3 sprawy, na jakie napotkałem w okolicznościach związanych z nagrobkami.
Sytuacja 1
Kamieniarz zbudował nagrobek z Vangi, dostał za to wynagrodzenie w wysokości kilkunastu tysięcy złotych. Klientka —wdowa —odkładała tą bajońską sumę pieniędzy przez wiele lat, oszczędzając często na podstawowych swoich potrzebach. Pech jednak chciał, że już po kilku tygodniach na powierzchni polerowanej płyty nakrywowej zaczęły pojawiać się małe ubytki —miękkie i podatne na działanie czynników atmosferycznych minerały zaczęły się wykruszać tworząc dosyć gęsto utkaną sieć odprysków.
Kamieniarz orzekł, że przecież dla Vangi to normalne i to nie jego wina.

Sytuacja 2
Piękny nagrobek wykonany z popularnego indyjskiego materiału. Forma została indywidualnie dobrana, cała kompozycja i jakość wykonania tworzy bardzo korzystne wrażenie. Klientka zauważyła jednak, że na napisówce pojawiają się pęknięcia, które tworzą w niektórych miejscach łuski, a następnie małe fragmenty kamienia w kształcie blaszek odpadają.
Przedstawiciel kamieniarza w trakcie rozmowy powiedział, że Kashmir tak już ma.

Sytuacja 3
Został wykonany nagrobek z szarego polskiego granitu. Prosta forma, bez specjalnych udziwnień. Po niewielu miesiącach pojawiły się rude zmiany w postaci kilkunastu okręgów średnicy do 5 cm.
Kamieniarz zwalił winę na naturę, przecież nie miał wpływu na pojawienie się przebarwień.

We wszystkich trzech sytuacjach kamieniarze mieli racje wskazując na naturalne właściwości materiałów jako czynników sprawczych. Niestety —dla kamieniarza —klient również nie jest niczemu winien i jego żądania nie są pozbawione sensu. To sprzedawca w tym wypadku odpowiada za wyrób, zna jego przeznaczenie i powinien w trakcie zawierania umowy uprzedzić klienta o ewentualnych zmianach i zalecić odpowiedni sposób pielęgnacji.
Część tych problemów można by uniknąć sezonując płyty, a nie bezpośrednio po rozcięciu bloku skalnego obrabiać i montować je w formie nagrobka na cmentarzu.
O sezonowaniu materiału mówi też Józef Piekoszewski w rozmowie z Kurierem Kamieniarskim na stronie 26 tego wydania Kuriera Kamieniarskiego —przyp. red.
#michalfirlej

Królewska Męcina to kamień z charakterem, o wyjątkowych cechach. Bardzo podobny do piaskowców typu Brenna niebieska czy Pietra Serena ma jedną ważną zaletę: jest dostępny „od zaraz”, na miejscu, w każdej ilości.
Królewska Męcina jest wyjątkowo wytrzymałym materiałem dlatego wykonuje się z niego elementy do zastosowań nie tylko wewnętrznych, ale i zewnętrznych. A jego wyjątkowe parametry fizyczne i chemiczne pozwalają na zastosowanie do produkcji tak wymagających odporności elementów jak krawężniki i płyty chodnikowe.
Jest jednym z najtwardszych piaskowców w Polsce. Dzięki temu poddaje się każdemu rodzajowi obróbki —również polerowaniu.
Jest materiałem coraz bardziej znanym i cenionym przez architektów i projektantów. Nie boją się go stosować, bo ma bardzo dobre parametry i są to parametry powtarzalne.
Każda partia materiału opuszczającego kopalnie jest skrupulatnie badana pod kątem najwyższej jakości.
Również w obmiarze sprzedawanego materiału stosowana jest zwyczajowa normatywna zasada cala roboczego, czyli płacenia wyłącznie za to, co można wykorzystać.
Królewska Męcina jest wydobywana w Męcinie koło Limanowej, 75 km od Krakowa. Dla odbiorców oznacza to przewidywalne warunki logistyczne i umiarkowane odległości transportu —zamówiony kamień może być dostarczony w każde miejsce w Polsce w ciągu, dosłownie, kilku —kilkunastu godzin.
Królewska Męcina doskonale komponuje się z innymi piaskowcami. Jej szara barwa staje się atutem w połączeniu z żółcią „Długopola” czy czerwienią „Paterka”. A przy tym wszystkie są drobnoziarniste prezentując nie-ograniczone możliwości ciekawych zestawień kolorystycznych w obrębie jednakowej faktury. Granit, przy całym bogactwie kolorów i odcieni, zwykle różni się wielkością ziarna —nie ma więc takich możliwości wykorzystania jednolitej faktury.
