Reklama


Artykuły

Strzegomskie Biennale Rzeźby w Granicie - początki

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 30 kwietnia 2014 13:53

biennale2006Już niedługo w Strzegomiu odbędzie się VI edycja Biennale Rzeźby w Granicie (znanego wcześniej pod nazwą Międzynarodowe Sympozjum Rzeźby w Granicie). Spotkanie rzeźbiarzy zaplanowano od dnia 13 lipca do 17 sierpnia. Komisarzem artystycznym tegorocznego biennale będzie prof. Jerzy Faber, a imprezę honorowym patronatem objęło Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Dotychczasowe dokonania artystów, w poprzednich edycjach były interesujące dlatego czekamy na wyniki tegorocznej pracy artystów.

 

Warto przypomnieć jakie były początki tej cyklicznej imprezy.

 

W zasadzie pomysłodawcą urządzenia pleneru rzeźbiarskiego w Strzegomiu był Zenon Kiszkiel. Będąc służbowo w Carrarze – wspomina, – wybrał się na spacer na plażę. W takiej bajecznej scenerii spotkał pracującego w plenerze rzeźbiarza. Oczywiście rzeźbił on w karraryjskim marmurze. Obserwowanie pracy spodobało się oglądającemu i pomyślał, że to nie tylko możliwość oglądania pracy twórczej, ale też fantastyczny pomysł na promocję kamienia. Od razu pomyślał o strzegomskim granicie.

 

Po powrocie do polski postanowił zorganizować takie plenerowe rzeźbienie. Nie miałby jednak szans, gdyż nie znał środowiska artystycznego.

 

Skontaktował się więc z Adamem Wyspiańskim – artystą z Bolesławic. On znał środowisko i dzięki temu w 2006 roku odbył się pierwszy plener rzeźbiarski w Strzegomiu. Jak wspomina Adam Wyspiański: warunki były spartańskie, ale wszyscy to przyjmowali i akceptowaliciesząc się udziałem w wydarzeniu. Uczestnicy mieszkali u Adama Wyspiańskiego i pracowali przy rzeźbach w zakładzie Zenona Kiszkiela, który był sponsorem pleneru. Poza Adamem Wyspiańskim, który został również komisarzem pleneru, pracowali Marcin Łuczkowski i Stanisław Wysocki. Ta pierwsza edycja zorganizowana siłami tylko tych dwóch panów stała się fantastycznym początkiem tradycji, która trwa do dziś.

 

Powstały ciekawe prace, więc w następnym roku w plenerze udział wzięło 5 artystów. Poza występującym kolejny raz również w roli komisarza Adamem Wyspiańskim z kamiennymi bryłami zmagali się Marcin Łuczkowski, Bronisław Krzysztof, Winicjusz Stosik i Janusz Tkaczuk. Nadal proces rzeźbienia odbywał się na terenie zakładu głównego sponsora Zenona Kiszkiela.

 

Dopiero w następnej edycji w 2009 roku udało się zainteresować pomysłem więcej osób w tym Burmistrza miasta Strzegom. Ale o tym w następnym odcinku wspomnień z plenerów.

 

Zapraszamy do galerii zdjęć

 Następny odcinek

 

 

przeczytaj cały artykuł

Kamieniarz czyli ostatni ciągnący za rzepkę

Autor: Jarek Mirowski   |   Data publikacji: niedziela, 30 marca 2014 21:00

Zima chyba postanowiła być normalna i pozwoli na rozpoczęcie sezonu wcześniej. Końca Kryzysu, pisanego przez duże K, wciąż nie ogłoszono, ale nadstawiając ucho w różnych miejscach da się słyszeć, że bieżący rok ma być dla całej branży budowlanej nieco łaskawszy i zaoferować nam nieco więcej pracy. Mam również nadzieję, że oprócz ilości zleceń, poprawią się również budżety budów (i planowanie), na których przyjdzie nam pracować. A wielkie założenia, stanowiące podstawy naszych wycen, będą realizowane, nie tylko w kratkach arkuszy kalkulacyjnych.

Tak zwana wykończeniówka, do której szerokiego spektrum należymy, potrafi być frustrująca i wykańczająca. Już taki nasz los. Powodów wiele – palców, by je wymienić, nie starczy. Ale wszystkie kończą się brakiem tego co nas kręci i podnieca, a znajduje się w kasie. Ustawiamy się więc grzecznie, jak w wierszu Tuwima, w kolejce za babcią, dziadkiem i wszystkimi innymi i grzecznie ciągniemy rzepkę razem z nimi – dla słusznej sprawy – licząc, że jak ją wyciągniemy, to jakiś kawałek, choćby niewielki, nam też przypadnie.

Początki
Często są piękne (choć w budowlance to nie reguła – kataklizmy potrafią się wydarzyć zanim rozpoczną się prace – do tragedii wystarczy dobry projekt): budżet, pompa, kamienie węgielne i wielkie planów arkusze. Potem małe, zielone listki uciekają z kasy na tony stali, betonu i setki innych rzeczy i działań, często równie sensownych jak wizyta naszego premiera w Nigerii bądź Peru. Kilka miesięcy później, budowa powoli ma się ku końcowi, przychodzi czas na kamieniarzy (oczywiście nie tylko – nie jesteśmy jedynymi Tantalami budowlanki): posadzki, elewacje, gzymsy i inne cuda z kamienia. Kasa pustawa, zaczyna się oszczędzanie! Wygląd rzepki staje się coraz mniej atrakcyjny – bulwa jakoś murszeje i kurczy się...

Oszczędzamy, oszczędzamy i... oszczędzamy!
Wycena pół roku wcześniej: kashmiry, gabra z Indii, Giallo Veneziano – rodzajów obróbek nie wymieniam. Teraz realia budowy: G603 (pod jakąś wdzięczną nazwą) lub G682 (pod nazwą jeszcze bardziej wdzięczną). Gdzieś trzeba ciąć koszty – czemu więc nie zaoszczędzić na kamieniu? Zaczynają się cięcia budżetowe godne rządzących naszym krajem.Niestety, tak jak i w ministerialnych gabinetach, cięcia nie dotyczą użytkowników gabinetów, lecz raczej maluczkich z samego końca. Na budowie podobnie: lepiej będzie jeśli po głowie dostanie końcówka kolejki ciągnącej za rzepkę. A końcówka, to między innymi dostawca i/lub montażysta kamienia.

Przydałby się jeszcze ktoś na przyczepkę!
Architekt jakoś to przełknął – układamy „chińczyka”. Trzeba było „przygiąć z krzyża”, pieniędzy za dużo nie było, ale jakoś damy radę. Niestety, przeważnie oczekiwania zamawiającego są niewspółmierne do ceny. Zaczynają się problemy: tu plamka, tam wyszczypek, tam zaś sztrabik. Protokół usterkowy ma grubość co najmniej pierwszej części „Potopu”. Rzepki, zza pleców przed nami stojącego, widać coraz mniej, choć i tak była licha. Na dodatek wygląda, jakby ktoś przyłączył się do ciągnięcia, wciskając się kilka osób przed nami. Prawdopodobnie przyjdzie obejść się smakiem...

Pobożne życzenia
Wiem, że to niemożliwe, ale życzę wszystkim, żeby pojawiło się rzetelne planowanie, a generalni wykonawcy nie byli permanentnie zaskoczeni kosztami na budowie, niczym drogowcy atakiem zimy. Mam nadzieję, że kiedyś to nasze wyciąganie rzepy, jeśli robimy to uczciwie i w tym kierunku co wszyscy, będzie przynosiło nam nie tylko godne pieniądze, ale i satysfakcję wykonanej pracy, która była ciekawa i unikalna. Nie zaś problemy i podziwianie rzepki z odległej perspektywy – w dodatku w momencie kiedy jest konsumowana przez innych. Tego życzę!

Nie życzę zaś...
Ciągniemy razem ze wszystkimi, ale ci wszyscy przed nami jak szarpną, to się wywalą. Na nas. A tego ani Wam, ani sobie nie życzę...

przeczytaj cały artykuł

Łaciate z jednej strony

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: niedziela, 30 marca 2014 20:56

Dawno temu, kiedy byłem na studiach, był taki przedmiot, na którym metodami analityczno-rachunkowymi projektowaliśmy organizację placu budowy. Chodziło o optymalizację lokalizacji obiektów na placu. W zasadzie system rachunkowo-analityczny się sprawdzał i lokalizacje dźwigu, placu składowego, czy szatni i toalety, wyglądały sensowne. Zmieniając warianty lokalizacje się zmieniały, ale nadal wyglądały rozsądnie. Z jednym wyjątkiem: „buda” kierownika budowy zawsze wychodziła koło składowiska śmieci i odpadów. Nawet kiedy, jako założenie podstawowe, umiejscawialiśmy kierownika koło dźwigu – to i tak wychodziło, że tuż obok ma być śmietnik.

W sumie uznaliśmy (co potwierdził wykładowca), że system obliczeniowy jest bardzo dobry, ale w warunkach rzeczywistych należy go weryfikować w oparciu o logiczne myślenie i praktykę.

Jestem przykładem typowego „ścisłowca” – miłośnikiem matematyki i informatyki, ale może właśnie dlatego wiem, że każdy system obliczeniowy, to również błędy założeń i nieświadome pominięcie niektórych parametrów. Wyniki jakie otrzymujemy, mimo że wyliczone, wcale nie muszą okazać się słuszne. Mamy w firmach komputery, a w nich programy do tworzenia arkuszy kalkulacyjnych. Nie są to trudne programy i wiele osób z nich korzysta. I tu powstaje problem – myślę czasem, że zbyt łatwo stworzyć taki arkusz i przez to stajemy się niewolnikami tabelek i kratek, a w zasadzie wyników jakie uzyskujemy.

Decydenci korzystający z wyliczeń wynikających z arkuszy zapominają, że ów system liczy w oparciu o podane założenia. Co ciekawe: im bardziej skomplikowany jest algorytm obliczeniowy, im więcej zmiennych potrzebuje do działania, tym większe zaufanie wzbudza uzyskany wynik.

Przykładowo: jedna z zaprzyjaźnionych firm planowała inwestycję w postaci zakupu maszyny za bardzo konkretne pieniądze. Stworzono skomplikowany arkusz, w kratkach którego wpisywano szereg parametrów, takich jak cena produktu wyprodukowanego przy pomocy kupowanej maszyny, wielkość planowanej sprzedaży, koszty pracy i szkoleń, koszty kredytu itd. W sumie parametrów wprowadzono kilkadziesiąt. Arkusz policzył i wyszło, że zakup jest opłacalny.

Zapatrzony w tabelkę z wynikiem właściciel firmy miał nawet odruch sprawdzenia założeń, ale żeby było jeszcze optymistyczniej zwiększył założoną wielkość sprzedaży. Wynik końcowy był teraz bardzo optymistyczny, więc decyzja zapadła i maszyna stanęła w zakładowej hali. Rezultaty były tragiczne – życie i rynek okazały się znacznie mniej optymistyczne. Po dwóch miesiącach, kiedy obyty z arkuszem właściciel sprawdził uzyskiwane wyniki i porównał je z wynikami z kratki, okazało się, że rozbieżności są ogromne. Zaczął dochodzić powodów i dopatrzył się kilku błędnych założeń – cena wyrobów była zawyżona, gdyż konkurencja sprzedawała taniej, a poziom zapotrzebowania na rynku był bardziej życzeniem niż faktem. Dodatkowo w obliczeniach nie ujęto wzrostu zużycia energii spowodowanego przyłączeniem dodatkowej maszyny, a przesunięcie jednego pracownika do pracy na nowej maszynie, zmniejszyło wolumen produkcji pozostałych, dotychczas wytwarzanych produktów.

Innym przykładem, gdy wyliczenia prowadzą na manowce, jest zakładanie poziomu sprzedaży w oparciu o dane statystyczne. Oczywiście tu też nieuwzględnione w analizie parametry mogą doprowadzić do nierealnych wyników, ale dochodzi często jeszcze jeden istotny czynnik. Statystyka to kapitalna sprawa pod warunkiem, że dotyczy dostatecznie wielu danych wejściowych. Przykładowo: jeśli firma ma 50 handlowców, a każdy z nich ma do czynienia z kilkuset klientami, z którymi realizuje rocznie kilka tysięcy transakcji, można przyjąć, że statystyczny handlowiec, w określonej sytuacji rynkowej, ma obrót roczny czy miesięczny na wyliczonym poziomie.

Rozmawiałem ostatnio z producentem nagrobków, który próbował używać danych statystycznych do planowania sprzedaży – tyle że miał dwóch handlowców, a każdy z nich współpracował z 15 zakładami nagrobkowymi. W takim przypadku liczenie statystycznych parametrów typu średnia sprzedaż jednego handlowca, czy średni obrót z jednym klientem ma taką wartość, jak to, że rzucając dwa razy monetą raz wypadnie orzeł, a raz reszka. Spróbujcie – za każdą próbą szansa na taki rozkład wynosi 50%

Oczywiście należy korzystać ze statystyki i planować, ale tylko na poziomie maksymalnego uogólnienia i na przestrzeni wystarczająco długiego okresu czasu. Zakładanie, że jeśli konkretny klient przez 3 miesiące z rzędu zamawiał po 5 nagrobków, to do końca roku też będzie zamawiał po 5 ma małe szanse na realizację. Korzystajmy z arkuszy kalkulacyjnych, ale niech nam kratki, w które wpisujemy dane, nie zastępują realnej oceny rzeczywistości i uwarunkowań rynkowych – bo kiedy podczas podróży pociągiem zobaczymy 3 łaciate krowy możemy nabrać przekonania, że pomiędzy Warszawą a Gdańskiem pogłowie rogacizny to trzy sztuki. A wszystkie łaciate – przynajmniej z jednej strony.

 

 

 

 

 

 

przeczytaj cały artykuł

Dlaczego tak?

Autor: Bogusław Skolak   |   Data publikacji: niedziela, 30 marca 2014 20:29

Dolny Śląsk jest znany również z tego, że wydobywa się tu ponad połowę polskiego kamienia, a Strzegom uznawany jest za kamieniarską stolicę regionu. Mówi się o nim Granitowe Serce Polski. W okolicy działa ponad 300 firm kamieniarskich, a branżowe tradycje przekazywane są z pokolenia na pokolenie.

...a przecież wystarczył by dobrze przygotowany projekt.

Na strzegomskim Rynku stoi fontanna. Interesująca w formie i solidnie wykonana. Jednak pierwsze co rzuca się w oczy, to schody wokół fontanny – jakby doklejone na siłę, kształtem nie pasujące do kształtu basenu fontanny. Z tego powodu fontanna sprawia wrażenie jakby była nie na miejscu, jakby wystawała swymi gabarytami poza przestrzeń, którą zajmuje. Poza tym jest wysoka. A przecież cała frajda z fontanny jest taka, żeby nawet dziecko mogło podejść do niej i pochlapać wodą chodnik wokoło (i oczywiście siebie przy okazji również). Kolejna myśl, która się nasuwa, to dlaczego schody są okładzinowe i do tego cięte pod kątem 45 stopni na tzw. szregę? W tym miejscu ukruszenie narożnika było wyłącznie kwestią czasu. I kolejne refleksje... Dlaczego schody były łatane – trudno to nazwać remontem czy reperaturką – przy pomocy fugi o tak kontrastującym kolorze? Dlaczego fugą próbowano maskować rozchodzące się we wszystkie strony podstopnice? Dlaczego pierwszy bieg schodów – mimo że blokowych – również rozchodzi się na wszystkich spoinach? Dlaczego schody są „podosuwane” dookoła fontanny zamiast być ułożone pod nią? Tytułowe pytanie aż samo ciśnie się na usta: dlaczego tak?

przeczytaj cały artykuł

Leasing czy kredyt?

Autor: Krzysztof Fornal   |   Data publikacji: niedziela, 30 marca 2014 20:14

Samochód w firmie. Osobowy czy „ciężarowy”? Na raty czy na wynajem? Z kratką czy bez?

Przedsiębiorca, stając przed wyborem formy finansowania zakupu samochodu, często zastanawia się, który wybór będzie dla niego korzystniejszy z podatkowego punktu widzenia. Nie sposób jednak zwięźle omówić wszystkie warianty, dlatego autor skupił się na wskazaniu skutków podatkowych wyboru dwóch z najbardziej popularnych form finansowania – kredytu oraz leasingu operacyjnego1).

Zatem leasing czy kredyt? Nie można jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie, bowiem wiele zależy, m.in. od tego, jakie korzyści podatkowe chce osiągnąć przedsiębiorca. Dlatego poniżej, biorąc pod uwagę rozmaite czynniki, przedstawiono korzyści płynące z wyboru jednej z tych form finansowania.

Wartość samochodu
Decydując się na zakup samochodu osobowego o wartości powyżej 20.000 euro, przedsiębiorca winien pamiętać, że w kosztach, łącznie, ujmie kwotę nie wyższą niż równowartość owych 20.000 euro (w przeliczeniu na złote polskie według kursu średniego NBP z dnia przyjęcia samochodu do używania).

Przykład
Jeśli przedsiębiorca nabył samochód o wartości początkowej 150.000 zł, a limit kosztów podatkowych (po przeliczeniu na złote polskie) wyniesie 80.000 zł, to po całkowitym zamortyzowaniu tego samochodu (20% rocznie) przedsiębiorca utraci łączny koszt w kwocie 70.000 zł. Utracona korzyść podatkowa wyniosła 12.600 zł (18% od nieodliczonej kwoty 70.000 zł ).

Można zatem wnioskować, że w przypadku samochodów osobowych o wysokiej wartości, z podatkowego punktu widzenia, leasing operacyjny będzie lepszym wyborem, bowiem opłaty leasingowe nie są wyłączane z kosztów.

Typ pojazdu
Pojazdy samochodowe, co do zasady, amortyzowane są liniowo wg 20% rocznej stawki amortyzacji. Jednak w przypadku samochodów ciężarowych istnieje możliwość jednorazowej amortyzacji. Mały podatnik2) może dokonać jednorazowej amortyzacji do wysokości nie przekraczającej kwoty 211.000 zł (w roku 2014).

Przykład
Przedsiębiorca, który jest małym podatnikiem, do końca czerwca 2014 r. osiągnął łączny dochód w kwocie 350.000 zł. W lipcu 2014 r. przedsiębiorca zakupił samochód ciężarowy o wartości początkowej 180.000 zł – całą tę kwotę będzie można jednorazowo zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów.

Okres użytkowania
W niektórych przypadkach jednak kredyt może okazać się korzystniejszą formą zakupu samochodu osobowego o wartości początkowej powyżej 20.000 euro. Jeżeli przedsiębiorca nie uzna zakupionego samochodu za środek trwały, tj. gdy nabędzie go z zamiarem używania przez okres nie dłuższy niż 1 rok (i faktycznie sprzeda go przed upływem roku) – ów samochód należy uznać za wyposażenie, a wydatek na jego zakup można w całości (bez ograniczenia do limitu 20.000 euro) odnieść bezpośrednio w koszty.

Przykład
Przedsiębiorca opodatkowany podatkiem progresywnym, w sierpniu 2014 roku przekroczył dochód w kwocie 85.528 zł i w konsekwencji jego dochody od tego momentu podlegają opodatkowaniu stawką w wysokości 32%. Przedsiębiorca w kolejnym miesiącu osiągnął dochód w kwocie 200.000 zł, ale jednocześnie nabył samochód osobowy o wartości początkowej 170.000 zł, który zaliczył do wyposażenia, uzyskując w tym momencie korzyść podatkową w kwocie 54.400 zł (170.000 zł x 32%). Przedsiębiorca na kolejny rok, składając stosowne oświadczenie do 20. stycznia 2015 r., wybrał opodatkowanie podatkiem liniowym i sprzedając ów samochód po upływie 10 miesięcy za kwotę 140.000 zł zapłacił 26.600 zł podatku (140.000 zł x 19%). W ten sposób przedsiębiorca osiągnął łączną korzyść podatkową w kwocie 27.800 zł (54.000 - 26.600).

Dochody przedsiębiorcy
Wybierając formę finansowania zakupu samochodu należy przyjrzeć się dochodom uzyskiwanym przez przedsiębiorcę. Jak wskazano powyżej, wybierając kredyt przedsiębiorca może szybko wygenerować bardzo wysokie koszty. Jeśli jednak biznes w danym roku nie przynosi dochodów i ze względu na innego rodzaju inwestycje na najbliższe lata nie przewiduje się dochodów, wybór kredytu może okazać się nietrafny. Zakup samochodu w takim przypadku jedynie pogłębiłby stratę podatkową, którą można rozliczyć przez 5 kolejnych lat, ale jeśli i w tych latach biznes również będzie przynosił straty lub stosunkowo niewielkie dochody, wybór kredytu może powodować utratę korzyści podatkowych. W takim przypadku, aby nie podjąć niewłaściwej decyzji, należy rozważyć wybór leasingu operacyjnego.

A co z VAT…
W odróżnieniu od dotychczasowych przepisów, po 1 kwietnia 2014 r. – ze względu na zmiany w podatku VAT – różnice pomiędzy kredytem a leasingiem operacyjnym będą niewielkie. Po nabyciu samochodu osobowego przedsiębiorcy będzie pr zysługiwało prawo do odliczenia 50% VAT. Ten limit nie będzie, jak obecnie, ograniczony kwotowo (do 6.000 zł).

Podsumowując: przedsiębiorca stając przed wyborem formy finansowania zakupu samochodu musi wziąć pod uwagę wiele czynników oraz okoliczności w jakich podejmowana jest decyzja. Wyborem najlepszym będzie bowiem ten, który przyniesie najlepsze korzyści. W odróżnieniu od dotychczasowych przepisów, po 1 kwietnia 2014 r. – ze względu na zmiany


1) pominięto leasingi finansowe ze względu na duże podobieństwo do kredytów.

2) w tym roku mały podatnik to przedsiębiorca, u którego wartość przychodu ze sprzedaży wraz z VAT nie przekroczyła w 2013 roku kwoty 5.068.000 zł.


Krzysztof Fornal, autor tekstu, pracuje na stanowisku Głównego Księgowego w Kancelarii Księgowych Sp. z o.o. z siedzibą w Strzegomiu, świadczącej m.in. usługi w zakresie doradztwa podatkowego na rzecz podmiotów gospodarczych.

Kontakt do autora:
e-mail: biuro@kancelariaksiegowych.pl
tel./fax: (74) 649 22 22(74) 649 22 22
www.kancelariaksiegowych.pl

przeczytaj cały artykuł
Strona 219 z 241
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Domeny na sprzedaż
2026-08-26 00:00:00
DOMENY NA SPRZEDAŻ spiekikwarcowe.com.pl, marmur-granit.com ZAPROPONUJ SWOJĄ OFERTĘ malwinawyrwiak@sole.pl, tel. 510 047 890

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.