Związek Pracodawców Branży Kamieniarskiej istnieje i działa nieprzerwanie od 11 lat. Zrzesza właścicieli i kadrę kierowniczą przedsiębiorstw i zakładów branży kamieniarskiej oraz współpracujących z branżą kamieniarską producentów, dostawców i importerów maszyn, narzędzi oraz kamienia, wyrobów i półproduktów.
ZPBK jest organizacją założoną z inicjatywy pracodawców w celu zintegrowania polskiego środowiska związanego z wykorzystywaniem kamienia naturalnego.
Cele istnienia Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej (ZPBK) to głównie integracja polskiego środowiska kamieniarskiego, promowanie polskich surowców, produktów i wyrobów oraz działanie na rzecz rozwoju naszej branży. Cele to również działania na rzecz ochrony interesów swoich członków, zarówno poprzez działania lobbingowe i legislacyjne, jak i wspieranie członków w bardziej bezpośrednich działaniach prawnych Reprezentuje interesy polskiego kamieniarstwa podejmując rozmowy z władzami różnych szczebli oraz utrzymuje kontakty z krajowymi uczelniami i instytutami naukowymi. Jest ambasadorem etyki biznesowej i rzetelności zawodowej. Związek pomaga również w poszukiwaniu i utrzymywaniu kontaktów zagranicznych. ZPBK jest członkiem Euroroc – międzynarodowej federacji zrzeszającej związki kamieniarskie krajów Europy i reprezentującej branżę kamieniarską Unii Europejskiej – i reprezentuje polski sektor kamieniarski na arenie międzynarodowej oraz zarządza znakiem „Kamień naturalny” na terenie Polski (o znaku „Kamień naturalny” pisaliśmy w poprzednim numerze KK 2/2011 – przyp. red.).
Członkowie ZPBK spotykają się co najmniej dwa razy w roku. Na wiosnę organizowany jest Walny Zjazd Członków, na którym podejmowane są decyzje o kierunku rozwoju związku, omawiane sprawy programowe i, co 4 lata, wybierany Zarząd. Drugie regularne spotkanie to Kongres Kamieniarski, który odbywa się jesienią i jest imprezą otwartą dla wszystkich zainteresowanych – nie tylko członków ZPBK. W tym roku Walny Zjazd odbył się w Kielcach w czasie targów Interkamień, natomiast informacje o zbliżającym się X. Kongresie Kamieniarskim wraz z zaproszeniem znajdują się na sąsiedniej stronie. Związek organizuje również wspólne wyjazdy branżystów na targi kamieniarskiej na całym świecie. Także bierze udział w wielu imprezach targowych jako wystawca umożliwiając swoim członkom współtworzenie wspólnego stoiska i/lub prezentowanie własnej oferty na tym stoisku. ZPBK jest również organizatorem bądź współorganizatorem imprez plenerowych i festynów promujących kamień naturalny.
Dlaczego warto być członkiem ZPBK?
W połowie 2011 roku przeprowadzono badania* w gminie Strzegom, jako największym zagłębiu kamieniarstwa w Polsce, dotyczące przynależności do organizacji zrzeszających kamieniarzy. Najczęściej wymieniane powody przynależności to: integracja środowiska, wymiana doświadczeń i informacji, prestiż, nawiązanie koleżeńskich relacji z potencjalnymi kontrahentami oraz zniżki dla członków (np. na targach). Coraz silniejsza jest również świadomość, że jednoczenie się pomaga osiągać łatwiej i skuteczniej wspólne cele – w myśl zasady „duży może więcej”.
Związek organizuje dla swoich członków kursy i szkolenia oraz przygotowuje do egzaminów czeladniczych i mistrzowskich. Pomaga nawiązać współpracę między firmami częstokroć poszukującymi dość niszowych produktów czy usług. Sekretariat Związku otrzymuje na bieżąco informacje o przetargach organizowanych w Polsce i błyskawicznie przekazuje te informacje swoim członkom. Za członkostwo w ZPBK otrzymuje się dodatkowe punkty w trakcie rozpatrywania wniosków o datacje unijne. ZPBK posiada również zespół konsultantów, który udziela członkom związku porad i konsultacji w różnych dziedzinach związanych z działalnością w naszej branży. Mogą to być zarówno porady praktyczne związane bezpośrednio z wydobyciem lub obróbką, jak i porady biznesowo-zawodowe czy konsultacje finansowo- inwestycyjne. W skład zespołu wchodzą specjaliści najwyższej rangi będący równocześnie doświadczonymi praktykami.
Związek organizuje dla swoich członków kursy i szkolenia oraz przygotowuje do egzaminów czeladniczych i mistrzowskich. Pomaga nawiązać współpracę między firmami częstokroć poszukującymi dość niszowych produktów czy usług. Sekretariat Związku otrzymuje na bieżąco informacje o przetargach organizowanych w Polsce i błyskawicznie przekazuje te informacje swoim członkom. Za członkostwo w ZPBK otrzymuje się dodatkowe punkty w trakcie rozpatrywania wniosków o datacje unijne. ZPBK posiada również zespół konsultantów, który udziela członkom związku porad i konsultacji w różnych dziedzinach związanych z działalnością w naszej branży. Mogą to być zarówno porady praktyczne związane bezpośrednio z wydobyciem lub obróbką, jak i porady biznesowo-zawodowe czy konsultacje finansowo- inwestycyjne. W skład zespołu wchodzą specjaliści najwyższej rangi będący równocześnie doświadczonymi praktykami.
* - Wyniki badań p. Moniki Wilk-Lechniak nt. „Przynależność do organizacji zrzeszających kamieniarzy w Polsce na przykładzie strzegomskich firm branży kamieniarskiej” są publikowane po raz pierwszy, ich oficjalna prezentacja nastąpi na X. Kongresie Kamieniarskim.
W dniach 9-12 listopada 2011 w stolicy Wielkopolski odbędą się Targi Branży
Kamieniarskiej KAMIEŃ-STONE. To biznesowe wydarzenie, organizowane już po raz trzeci
przez Międzynarodowe Targi Poznańskie i firmę Geoservice-Christi z Wrocławia, będzie
stanowiło okazję do poszerzenia wiedzy i spotkań entuzjastów kamienia.
Targi KAMIEŃ-STONE od swoich narodzin w 2009 roku cieszą się reputacją największego wydarzenia biznesowego dla branży kamieniarskiej w Europie Środkowo-Wschodniej. O kluczowym dla regionu, międzynarodowym znaczeniu targów świadczy ilość obcokrajowców, którzy przyjeżdżają do Poznania, by zaprezentować swoją ofertę. Poznańskie targi obecne są na światowych imprezach kamieniarskich, pisze się o nich w prasie międzynarodowej, a udział w tegorocznym show zapowiedzieli liderzy branży z całego świata.
Targi KAMIEŃ-STONE oferują znakomitą przestrzeń do prezentacji oferty, w tym maszyn przy pracy, a także do komfortowych rozmów biznesowych. Ambicje organizatorów sięgają jednak dalej. Międzynarodowe Targi Poznańskie i Geoservice-Christi stawiają także na promocję kamienia naturalnego wśród architektów, inwestorów, projektantów, a także wśród klientów indywidualnych. Tegoroczne targi KAMIEŃ-STONE będą obfitować w atrakcje, wśród których przedstawiciele tych grup odbiorców z pewnością znajdą coś dla siebie. Seminaria, wystawy, konkursy i pokazy mogą stanowić miłą, ale i bardzo użyteczną przerwę pomiędzy rozmowami biznesowymi, albo nawet być głównym celem przybycia na targi. Poniżej przedstawiamy informacje na temat tego, co przez cztery listopadowe dni będzie się działo na targach KAMIEŃ-STONE 2011.
POPYT NA PRESTIŻ
Odbywające się już po raz trzeci targi KAMIEŃ-STONE dojrzały do własnych
kamieniarskich trofeów. Wprowadzenie nagród za wyróżniające się produkty
oraz najatrakcyjniejsze projektowo stoisko to jedna z najważniejszych nowości
tegorocznych targów. Z pewnością ucieszy ona wystawców. Podczas ubiegłych
edycji mogliśmy w Poznaniu zobaczyć wiele wspaniałych produktów i wyjątkowych ekspozycji, które zachwycały na różne
sposoby: urodą, innowacyjnością, rozwiązaniami
technologicznymi czy designem. W tym roku
wyróżniające się produkty w dwóch kategoriach:
kamień naturalny oraz maszyny, urządzenia
i narzędzia, a także najładniejsze stoisko zostaną
nagrodzone „Klaudiuszami”, które wzięły swoją
nazwę od imienia patrona kamieniarzy i rzeźbiarzy.
Aby wziąć udział w konkursie w kategorii najlepszy
produkt, należy zgłosić swój udział. Wręczenie
nagród będzie miało miejsce w dniu 10 listopada
2011 podczas uroczystej Gali Nagród targów
KAMIEŃ-STONE 2011.
Już po raz drugi podczas targów KAMIEŃ-STONE wręczone zostaną nagrody w konkursie „Projektowanie w Kamieniu”, którego organizatorem jest „Nowy Kamieniarz”. Wzorem roku ubiegłego zwiedzający będą mogli podziwiać realizacje nagrodzonych projektów na specjalnie przygotowanej wystawie.
Natomiast redakcja „Świata Kamienia” wyróżni najlepsze realizacje wykonane z wykorzystaniem kamienia naturalnego nagrodami „Kamień 2011”. Statuetki Kariatydy zostaną przyznane najlepszym realizacjom w trzech kategoriach: kamień w obiektach architektonicznych, pomnik nagrobny i rzeźba. Na terenie targów będzie można zobaczyć specjalną wystawę, na której zostaną zaprezentowane nagrodzone realizacje.
Przygotowano również konkurs dla profesjonalnych zwiedzających. W czasie targów kamieniarze będą mogli zmierzyć się w konkursie „Mistrz Piaskowania” na najszybsze i najlepsze jakościowo wypiaskowanie tablicy nagrobnej, zorganizowanym przez firmę Abra.
KAMIEŃ – SPEKTRUM MOŻLIWOŚCI
Targi KAMIEŃ-STONE 2011 będą także okazją
do poszerzenia wiedzy na ważkie dla branży
tematy. Wzorem poprzedniej edycji targów
w pawilonie 6A powstanie Speakers' Corner,
w którym odbywać się będą prelekcje. Wśród
prelegentów będzie m.in. Stanisław Sitarz, prezes
Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej.
W dniu 11 listopada odbędzie się cykl prelekcji
na temat znaczenia kamienia w krajobrazie.
Uznani eksperci wygłoszą seminaria na temat
badań petrograficznych w renowacji obiektów
kamiennych czy o krajobrazie wiejskim, w którym
kamień stanowi wyróżnik. Będzie mowa także
o możliwościach zagospodarowania nieczynnych
kamieniołomów.
Specjalnie dla kamieniarzy przygotowano także pokazy wózków widłowych, których możliwości przy pracy z kamieniem będzie można poznać o każdej pełnej godzinie w przestrzeni na zewnątrz pawilonów.
Przedstawicieli branży z pewnością zainteresuje także wystawa fotograficzna poświęcona kamieniarskim podróżom. Dla entuzjastów kamienia przygotowano warsztaty mozaiki oraz Giełdę Minerałów i Kamieni Szlachetnych.
Organizatorzy zastrzegają, że to dopiero pierwsze elementy programu wydarzeń, który ciągle się rozrasta (plan na następnej stronie – przyp. red.). Warto śledzić strony www.kamien-stone.pl i www.kamien-stone.mtp.pl, aby być na bieżąco
III Edycja Zlotu Pojazdów 4x4 Marcowy (war)KOT 2011 odbyła się w dniach 25-27 marca br. Termin tradycyjnie marcowy, ale miejsce zupełnie nowe. W tym roku gościny (war)KOTowi użyczyło Nadleśnictwo Prudnik i wszystko wskazuje na to, że w tej okolicy impreza zagości na dłużej. Przemawia za tym kilka czynników.
PPierwszym jest świetna baza noclegowa w pięknej miejscowości Pokrzywna. Nie było chyba uczestnika, który nie doceniłby tegorocznego komfortu noclegu i doskonałej kuchni. Jedzenia było w bród, a przy tym niezwykle pyszne i podawane przez nieustannie uśmiechnięty personel. Moim zdaniem, było to niebagatelnym wysiłkiem, zwłaszcza w późnych godzinach wieczornych... a w zasadzie we wczesnych godzinach porannych. Także lokalna społeczność zapałała ciepłymi uczuciami do organizatorów i uczestników (war)KOTu. Strażacy wynajęci do obsługi prób przeprawowych, pomimo chłodu, przemoknięcia i zmęczenia, wyrażali się o imprezie w samych superlatywach, a kiedy w regionalnej prasie ukazała się notka o (war)KOCie, z dumą oświadczali „Pisali dziś o NASZEJ imprezie!”. Ale nie to jest przecież najważniejsze. Ponieważ najistotniejszymi elementami są przepiękne trasy, głównie leśne, oraz życzliwość Nadleśnictwa, dzięki której mieliśmy możliwość poznania tych tras. Nie dziwi zatem fakt, że ilość załóg przeszła najśmielsze oczekiwania. Zamiast planowanych 60 załóg, na starcie pojawiło się przeszło 80 – z czego ponad połowa startowała w klasie przeprawowej, trudniejszej. Tłok mógł stworzyć ograniczenia czasowe na próbach, jednak dzięki dobrej organizacji, a przede wszystkim wysokiej kulturze i sprawności samych uczestników, obyło się bez większych zatorów. Trasa turystyczna, jak zapowiadali organizatorzy, była znacznie dłuższa (przeszło 100 km), trudniejsza i bardziej zróżnicowana niż ubiegłoroczna. Spore ułatwienia zapewniła piękna, słoneczna pogoda w czasie dni poprzedzających (war)KOT. Poziom wody w strumykach spadł, a ścieżki leśne, bardzo bagniste przy tyczeniu trasy, znacznie podeschły. Dzięki temu większość załóg zaliczyła wszystkie punkty kontrolne.
Jak obiecywali organizatorzy, na trasie turystycznej znalazły się przeprawy przez wodę, trochę głębszego błota oraz kilka miejsc, które sprawiły trudności na tyle duże, że niektórzy uczestnicy rezygnowali z prób ich pokonania. I nie zaskoczyło mnie, że w większości rezygnowali właściciele nowych, błyszczących samochodów. Chciało by się rzec: „A czego się spodziewaliście na zlocie samochodów terenowych? Myjni, asfaltu i wybrukowanego miejsca na grilla?” Jednak sądząc po entuzjastycznych wypowiedziach przy wieczornym ognisku, są dwa warianty: przyjadą odpowiednimi pojazdami albo od samego początku zapiszą się do „klasy grillowej”. Cóż... każdy ma swój sposób na udział w zlocie 4x4. Absolutnym zaskoczeniem „klasy turystycznej” byli zwycięzcy tej konkurencji. Dwaj młodzi mężczyźni przybyli aż z Trójmiasta, pożyczonym samochodem. Jak wyjawili podczas spotkania integracyjnego w wieczór poprzedzający rajd, była to ich pierwsza przygoda z off roadem. W piątkową noc byli niepewni, stremowani i zdezorientowani. W sobotni wieczór, uśmiechnięci od ucha do ucha, brylowali w towarzystwie z radością powtarzając słowa Juliusza Cezara: „veni, vidi, vici” (przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem). Nie ma chyba wątpliwości, że za rok spotkamy się z nimi ponownie.
Byli i tacy, którzy narzekali, że trasa turystyczna była mało ciekawa i nie stanowiła żadnego wyzwania. Zostali zaproszeni na następną imprezę do klasy przeprawowej. Tam na pewno atrakcji nie zabraknie. Trasa przeprawowa była stosunkowo niedługą petlą, jednak stopień trudności był już bardzo duży. Uczestnicy mieli do zdobycia punkty na próbach przeprawowych zbierając pieczątki na karcie uczestnictwa. Część prób odbywała się w lesie, część na żwirowni „Skrzypiec”. W obu miejscach, pomimo niesprzyjającej pogody, zgromadziły się prawdziwe tłumy obserwatorów, którzy z zapartym tchem podziwiali wyczyny uczestników. Doskonale przygotowane, wyposażone w przeróżne gadżety samochody startujące w tej klasie dokonywały niebywałych wyczynów. A to znikając niemal całkowicie pod wodą na kilka minut, a to wspinając się na niemal pionową ścianę żwirowni, a to grzęznąc w błocie sięgającym połowy drzwi. Już samo patrzenie wywoływało dreszcz emocji. Można więc sobie łatwo wyobrazić jak bardzo ekscytujące było uczestniczenie w tych próbach i ile radości sprawiała zdobyta pieczątka.
Kolejną nowością są trasy. W odróżnieniu od poprzednich edycji, trasa turystyczna będzie w tym roku wymagała więcej zaangażowania ze strony kierowcy i pilota. Zaplanowane są np. przeprawy wodne, co stanowi już pewne wyzwanie, zarówno dla pojazdu, jak i dla załogi.
Ostatnim nowum są warunki mieszkaniowo- żywieniowe. Organizatorzy postanowili ofiarować uczestnikom rajdu odrobinę luksusu. Zapewnili zakwaterowanie w ośrodku hotelowym „Sudety” w Pokrzywnej (www.sudetypokrzywna. pl) oraz wyżywienie w wersji „jesz i pijesz ile chcesz”. Warto podkreślić, że to rzadkość na tego typu imprezach. Wszystkie wprowadzone zmiany są zapowiedzią udanej imprezy w bieżącym roku oraz dalszego rozwoju (war)KOTu w latach kolejnych.
Trzecią grupą były quady. Była to najmniej liczna grupa, w której startowało jedynie 8 pojazdów. Quady miały do pokonania trasę pokrywającą się praktycznie z pętlą przeprawową. Niestety, deszcz, który rozpadał się w połowie dnia, mocno dał się we znaki quadowcom. Jednak uczestnicy, niezrażeni warunkami atmosferycznymi, walczyli dzielnie do końca. I, jak wynika z rozmów przy ognisku, pomimo zmęczenia, przemarznięcia i przemoknięcia, doskonale się bawili.
Załogi klasy przeprawowej muszą tworzyć idealnie zgrany zespół składający się z kierowcy, pilota oraz pojazdu. I każdy element zespołu powinien być równie niezawodny. Oczywiście, nie zawsze jest. Czasem błąd popełni kierowca, czasem pilot, a czasem samochód „zastrajkuje”. Jednak zawsze liczyć można na pomoc kolegów. Najpiękniejszą bowiem zasadą rajdów off road jest zasada fair play. Zgodnie z nią naganne jest pozostawienie bez pomocy załogi, która „wkleiła”*, której zepsuł się samochód czy przytrafił inny pech. I co roku przyznawana jest specjalna nagroda „Fair Play” dla załogi, która na trasie reprezentowała najbardziej honorową postawę, nawet jeśli zmniejszało to ich szanse na zwycięstwo.
Tegoroczny (war)KOT na pewno można zaliczyć do wyjątkowo udanych imprez. Zadowoleni są z jego przebiegu wszyscy, zarówno organizatorzy, jak i uczestnicy, a także okoliczni mieszkańcy, Nadleśnictwo i władze powiatu. Można powiedzieć, że dzięki (war)KOTowi Prudni pokochał off road, zaś wiele osób z różnych stron Polski miało możliwość zakochać się w Ziemi Prudnickiej. A to oznacza, że za rok, mniej więcej o tej samej porze, na terenie Nadleśnictwa Prudnik, odbędzie się czwarta już edycja (war)KOTu.
Ja będę tam na pewno. Do zobaczenia. Kasia
Więcej zdjęć, informacje na temat klasyfikacji, a także filmy znaleźć można na stronie organizatorów www.opole4x4.pl P.S. Jak zapowiadaliśmy w poprzednim numerze, w (war)KOCie uczestniczyła także załoga Kuriera Kamieniarskiego. Nasz pojazd zamykał trasę rajdu pełniąc jednocześnie zaszczytną funkcję pomocy offdrogowej. Czyli, krótko mówiąc, wyciągaliśmy oraz holowaliśmy samochody innych uczestników rajdu, którzy mieli nieszczęście utknąć – z powodów sprzętowych lub na przeszkodach terenowych. Efektem tej działalności była gruba warstwa błota, która otuliła nasze auto. Zniknęły więc wszystkie znaki rozpoznawcze: napisy, numery, kolor nadwozia i naklejki z logiem (oczywiście nowym) Kuriera... Wkrótce kolejne imprezy dla miłośników off roadu. Najbliższe plany ulegają ciągłym zmianom i modyfikacjom. Dlatego zapraszamy na stronę www.opole4x4.pl – tam zawsze są najaktualniejsze informacje o datach i miejscach.
Kupując samochód terenowy zakładamy, przynajmniej teoretycznie, że będziemy nim jeździli w terenie.
W tym celu nasz samochód musi spełniać kilka podstawowych warunków.
Zapraszam do lektury kolejnego odcinka mojego mini-poradnika: jak zacząć przygodę zwaną off road.
pierwszej części naszego cyklu, trzeba być przygotowanym na ubytki w lakierze oraz różnych wystających częściach pojazdu typu lusterka, relinngi czy anteny. Miałam okazję spotkać się z właścicielami pięknych, błyszczących autek, którzy po wjechaniu kilku metrów w wąską leśną dróżkę płakali jak dzieci widząc rysy na lakierze czy wgniecenia po nieoczekiwanym acz bezpośrednim kontakcie z drzewem. Także wnętrze samochodu ulega zniszczeniu podczas zabawy na bezdrożach. W bagażniku wozić musimy osprzęt, który może spowodować uszkodzenia powierzchni, a na pewno jej solidne zabrudzenie. Nie wyobrażam sobie bowiem nikogo, kto używszy np. saperki do wykopania się z błota, fatygowałby się do pobliskiego rowu, aby ją dokładnie wyszorować przed wrzuceniem do bagażnika. Również dywaniki kierowcy i pasażera po kilku wyprawach w teren, zwłaszcza przy deszczowej pogodzie, mogą nadawać się jedynie do wyrzucenia. To są fakty, z którymi, niestety, trzeba się pogodzić. Można też starać się ochronić samochód przed zabrudzeniami i uszkodzeniami. W sukurs przychodzą nam osiągnięcia techniczne. Aby zabezpieczyć karoserię przed błotem i zarysowaniami możemy wykorzystać jedno z dwóch rozwiązań: folia ochronna lub powłoka polimerowa. Pierwsze rozwiązanie jest zdecydowanie tańsze. Folia ochronna, bezbarwna, występuje w dwóch wariantach: – folia sztywna, do płaskich powierzchni, o grubości 0,07-0,10 mm, odporna na rozerwanie, którą możemy nabyć w cenie od 5 do 15 zł za m2, – folie wylewane, o grubości około 0,05 mm, które można kształtować na aucie, w cenie nawet do 100 zł za m2.
Folię pierwszego typu można nakleić samemu. Wymaga to wprawy i cierpliwości, ale da się zrobić. Brak wprawy w nakładaniu folii objawi się zapewne w pominięciu zabezpieczenia głębokich przetłoczeń (np. pod klamką). Dlatego szczerze namawiam do skorzystania z pomocy doświadczonego „wyklejacza”. Na pewno pozytywnie wpłynie to na końcowy efekt estetyczny. Drugi typ folii z założenia wymaga doświadczonej ręki oraz sprzętu do podgrzewania folii w trakcie aplikacji. Jednak atutem profesjonalnie naklejonej folii jest to, że jest ona praktycznie niewidoczna. W tym przypadku do ceny materiału należy dodać koszty robocizny osiągające od 30 do 120 zł za m2 powierzchni. Biorąc pod uwagę, że samochód terenowy to od 15 do 30 m2, wybrawszy folię wylewaną należy przygotować się na niemały wydatek. Ale ma to również swoje plusy. Folię można zadrukować. Więc zabezpieczenie folią staje się również nośnikiem informacji np. o nas lub o naszej firmie. Koszt jest niewiele większy, zaś nasz samochód zyskuje zupełnie nowe oblicze. Marki folii polecane przez specjalistów to m.in. Oracle, 3M, Mactac, Avery Dennison. D r u g i m ro z w i ą - z a n i e m s ą p o w ł o k i polimerowe. Speedliner. Ten amerykański wynalazek stosowany był m.in. w myśliwcach F-16. Taka powłoka jest trwała i doskonale z a b e z p i e c z a p r z e d u s z k o d z e n i a m i mechanicznymi, wilgocią, itp. Początkowo zabezpieczano nią skrzynie ładunkowe pickupów, ale coraz częściej wyko-rzystywana jest do ochrony karoserii. Często także wnętrza samochodów terenowych, zwłaszcza jeżdżących w klasie extreeme.
19 kolorów fabrycznych lub zamówić własny kolor. Są łatwe do utrzymania w czystości oraz trwałe. Niestety, powłoki polimerowe muszą być nanoszone przez specjalistyczne zakłady, co znacznie podwyższa koszt operacji. Obecnie cena pokry- cia 1 m2 wynosi ok. 500 zł (materiały i robocizna). Kolejnym warunkiem, który musi spełnić nasz samochód jest odpowiednie oprzyrządowanie. Nie mówimy tu na razie o żadnych fanaberiach przydatnych w jeździe ekstremalnej. Spójrzmy na absolutne minimum, które umożliwi nam wydostanie się z ewentualnych opresji po „wklejeniu”* w błotko, wpadnięciu do rowu czy zawieszeniu się na jakimś progu. Podstawą są zaczepy. Zaczepy powinny znaleźć się zarówno z przodu, jak i z tyłu samochodu, gdyż nigdy nie wiadomo skąd i w którym kierunku będziemy wyciągani. Najlepiej, aby do zaczepu przymocowana była do niego szekla o minimalnej wytrzymałości dwukrotnej masy naszego pojazdu. Koszt takiego zestawu – – 2 zaczepy plus 2 szekle – to od 300 do 500 zł. Kolejnym elementem naszego „niezbędnika” są 8-metrowe liny dynamiczne (kinetyki) lub zawiesia, czyli pasy będące wyposażeniem dźwigów, także 8 metrowe. Minimum jedna, najlepiej dwie sztuki.
Należy pamiętać, że jeśli posiadamy jedynie liny, zwłaszcza stalowe, których absolutnie nie wolno oplatać wokół drzewa, musimy zaopatrzyć się w pas o długości ok. 1,5-2 m, służący do zabezpieczania drzew przed uszkodzeniem w momencie, kiedy wyciągamy pojazd przypinając się do drzewa. Koszt liny / zawiesia to ok. 150-200 zł, pas zabezpieczający kolejne 50- 100 zł. Jeśli w czasie naszego szaleństwa po bezdrożach utkniemy w miejscu, z którego jest w stanie wyciągnąć nas inny samochód, a posiadamy wyżej wymieniany sprzęt, nie powinny pojawić się większe trudności. Jednak bywają sytuacje, a sama ich doświadczyłam, że nasz wóz „wklei” w miejscu, do którego nikt nie jest w stanie dojechać albo, co gorsza, samochód, który miał przybyć na ratunek, także utknie gdzieś w błocie. Wtedy z pomocą przychodzi sprzęt zwany wyciągarką.
Oczywiście najwygodniejsze są automatyczne, np. hydrauliczne. Jednak ich koszt to bardzo poważny wydatek oscylujący między 3 a 30 tys. zł. Tańsze są wyciągarki elektryczne, które kosztują już od ok. 250 zł. Jednak kupienie sprzętu godnego zaufania w takiej cenie jest mało prawdopodobne, zatem także trzeba liczyć się w wydaniem na taką wyciągarkę ok. 3-4 tys. zł. A jeśli chcemy ograniczyć koszty, na pierwsze wyprawy warto zaopatrzyć się przynajmniej w wyciągarkę ręczną – prostą w obsłudze i tanią (koszt od 70 do 1500 zł). Przyda się też zblocze, które pozwala podwoić siłę wyciągarki lub zmienić kierunek liny. Koszt to ok. 50-300 zł.
Ostatnim, aczkolwiek wcale nie najmniej ważnym czy przydatnym, elementem jest urządzenie zwane Hi-Lift*, czyli podnośnik o uniwersalnym zastosowaniu. Gabaryty aut terenowych wymagają podnośników większych niż standardowe lewarki. Dzięki high-liftowi można podnieść lub przesunąć w bok samochód zawieszony na progu, czy też utopiony w błocie. Koszt tego urządzenia wynosi od ok. 160 wzwyż, w zależności od parametrów (m.in. wysokość podnoszenia i obciążenie). W ten sposób niemal skompletowany został podstawowy osprzęt konieczny do poruszania się po bezdrożach, bez większych obaw, że utkniemy w środku jakiegoś lasu, „wklejeni” w miłym błotku leśnej ścieżynki. Brakuje jedynie (poza standardowym wyposażeniem każdego samochodu, czyli koła zapasowego, narzędzi, apteczki, latarki, itp.) pary wytrzymałych rękawic roboczych, wysokich butów, łopaty, saperki, siekierki, a także, zwłaszcza w zimie, czegoś ciepłego do przykrycia, ubrania na zmianę oraz napoi – gorących lub zimnych w zależności od preferencji lub aury. Aha, i telefonu komórkowego z wpisanymi w książkę adresową numerami do życzliwych osób, które, w razie potrzeby, przybędą z pomocą. Doświadczenie mówi, że najlepiej, aby osoby te były przypadkiem właścicielami... ciągnika.
Założycielem firmy Marmur-Płytki
Pińczowa jest Jan Łata – z wykształcenia krawiec z tytułem
mistrzowskim, potem taksówkarz, a także hodowca drobiu.
W 1989 roku wpadł na pomysł, że założy zakład
kamieniarski. Natchnieniem były pokłady kamieni pod
stopami i przedwojenne tradycje Pińczowskich Zakładów
Kamienia Budowlanego. Do kurnika wstawił pierwsze
maszyny zbudowane garażowymi sposobami: piłę f1200,
obcinarkę poprzeczną do płytek oraz polerkę przyścienną.
I tak to się zaczęło.
Od początku firma była nastawiona na dostarczanie produktów z lokalnego kamienia naturalnego dla sektora budowlanego. W ciągu kilku lat ruszył również handel materiałem z całej Polski, a zatrudnienie wzrosło do ok. 20 osób. Pierwsze poważne zlecenie pojawiło się w połowie lat 90- tych: dostawa kamienia do remontu budynku Poczty Głównej w Warszawie. Firma nabrała rozpędu. Pojawiły się „nowe” używane maszyny i nowa hala.
W 1994 roku Jacek, syn założyciela, skończył szkołę
średnią i rozpoczął pracę w zakładzie ojca, początkowo
przy maszynach, potem, po skończeniu studiów ekonomicznych,
coraz częściej przy sprzedaży i zaopatrzeniu.
– Do dziś pamiętam płytki wycinane na ówczesnej
docinarce poprzecznej – wspomina dzisiejszy szef.
Zapotrzebowanie na produkty firmy Marmur-Płytki
było ogromne. Około roku 2002 firma pracowała już na
trzy zmiany. Zakup polerki przelotowej, oprócz wzrostu
prędkości i dokładności pracy, stworzył nadmiar mocy
przerobowych i wytworzył potrzebę zakupu kolejnych pił.
W ostatnich latach firma wybudowała nową, prawie 500-
metrową halę i wymieniła na nowy cały park maszynowy.
Zakupiła również najnowocześniejszą w Polsce linię
polerską i otworzyła kopalnię wapienia pińczowskiego.
Jako źródło swojego sukcesu Jacek Łata podaje systematyczną
pracę, osobiste doglądanie zakładu i unikanie
inwestycji w krótkotrwałe mody.
– Od początku trwamy przy kamieniach polskich i „budowlance”.
To wdzięczny, ciepły materiał, o ugruntowanej
pozycji w budownictwie historycznym. Brakuje go na rynku,
bo większość kopalni świętokrzyskich jest nastawiona
na materiał przemysłowy, kruszywa. Jestem przekonany, że
wróci do łask budownictwa współczesnego jak tylko kopalnie
rozpoczną wydobycie bloków. I z takim właśnie pomysłem
planuję w niedalekiej przyszłości uruchomić drugą
kopalnię.
W opinii pana Jacka kamienie świętokrzyskie mają bardzo dobre własności – wystarczy dobrać odpowiedni materiał do odpowiedniego zastosowania – i są konkurencyjne dla materiałów importowanych.
