Ważne imprezy targowe noszą często nazwy wiążące je z wielkim światem ponadnarodowego
biznesu. Twarde jak kamień fakty świadczą o tym, że międzynarodowość targów Kamień-Stone to coś więcej niż nazwa.
O 20% większa powierzchnia wystawiennicza i o 20% więcej zwiedzających – takim wynikiem w stosunku do ubiegłorocznej edycji mogą poszczycić się targi KAMIEŃ-STONE 2010, które odbyły się w dniach 10-13 listopada br. w Poznaniu. Organizowana wspólnie przez Międzynarodowe Targi Poznańskie i Geoservice-Christi impreza jest nie tylko najważniejszymi targami branży kamieniarskiej w Europie Środkowo-Wschodniej, lecz prawdopodobnie najbardziej międzynarodowym wydarzeniem wystawienniczym w Polsce. Ponad 60% z ponad 300 wystawców stanowili obcokrajowcy z 19 krajów świata. Najsilniej reprezentowane były światowe imperia kamienia: Włochy, Hiszpania i Chiny. Profesjonalistów z zagranicy nie zabrakło również wśród zwiedzających. Prawie 10 procent z 7500 gości targowych stanowili obcokrajowcy. Również tutaj dominowali Włosi, wyprzedzając Niemców, Litwinów, Ukraińców i Węgrów.
Dookoła kamienia
W kompleksie trzech pawilonów MTP o łącznej
powierzchni 20 tys. m2 pojawił się kamień, maszyny
do jego obróbki, a także gotowe wyroby z kamienia.
Architekci i projektanci wnętrz dokonywali na targach
KAMIEŃ-STONE zamówień płyty kamienne na elewacje,
podłogi, ściany. Dekoratorzy mogli zapoznać
się z propozycjami kamieniarskiego designu:
wannami z kamienia, kamiennymi stołami czy
elementami obudów kominkowych. Kamieniarzom
została przedstawiona niezwykle szeroka oferta
maszyn do obróbki kamienia. Wiele z nich pracowała
podczas targów. Można było zobaczyć nowoczesny
i robiący wrażenie nie tylko gabarytami sprzęt,
wycinający skomplikowane wzory w granitowych
płytach, polerujący, malujący czy grawerujący płyty
kamienne a także rzeźbiący w marmurze. Znaczącą
część targowej ekspozycji stanowiły nagrobki.

Targi innowacji
Obecne na targach firmy zgłosiły 79 nowości.
W najnowszej ofercie wystawców znalazły się
najpiękniejsze odmiany kamienia w całej gamie
barw, do różnych zastosowań, w tym kwarcyty,
wapienie, onyksy, granity, marmury, piaskowce
oraz kamienie szlachetne i półszlachetne, w postaci
slabów lub gotowych produktów i półproduktów.
Pojawiły się także ultra cienkie płyty kamienne
o grubości 3 mm, idealne do zastosowania wszędzie
tam, gdzie liczy się waga, np. w windach, jachtach
czy samolotach. Podczas targów KAMIEŃ-STONE 2010 zostały zaprezentowane również nowoczesne
rozwiązania w zakresie obróbki kamienia: urządzenia
tnące, piaskujące, płomieniujące, kruszące i
inne oraz ich elementy. Na uwagę zasługuje maszyna
do grawerowania fotografii na marmurze
czy granicie na podstawie pliku graficznego, a także
robot wykonujący trójwymiarowe rzeźby o wysokim
stopniu skomplikowania. Maszynę w akcji można
było zobaczyć w Strefie Kamienia w pawilonie 6A.
Targi wiedzy
W pawilonie 6A specjalnie dla spragnionych
branżowej wiedzy powstał Speakers’ Corner,
w którym każdego dnia odbywały się wykłady.
O postępie w technologii obróbki kamienia,
perspektywach rozwoju branży i promocji znaku
towarowego „Kamień Naturalny” opowiedział
prezes Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej
Stanisław Sitarz. Brukowanym nawierzchniom
komunikacyjnym poświęcone było seminarium dr.
Jerzego Dudy.
W zlokalizowanej obok Strefie Kamienia do dyspozycji
zwiedzających pozostawali eksperci, którzy
bezpłatnie udzielali fachowych porad w zakresie
doboru odpowiedniego rodzaju kamienia do wybranych
zastosowań, montażu kamienia, trendów
w kamieniarstwie, kamieniarskiego designu, technologii
obróbki kamienia, marketingu w branży
kamieniarskiej, geologii i petrografii, rynku kamienia
oraz zastosowań kamienia w architekturze
krajobrazu.
Kamieniarskie show Ogromnym zainteresowaniem zwiedzających cieszyły się happeningi przygotowane przez pracownię rzeźbiarską Michała Jackowskiego, odbywające się kilka razy dziennie w Strefie Kamienia. Rzeźbiarze w rytm intrygującej muzyki z samodzielnie wyprodukowanego filmu „Od dłuta do maszyny” na żywo rzeźbili w marmurze za pomocą różnych narzędzi. Wykorzystywane były dłuta, narzędzia pneumatyczne, a także... super nowoczesny robot rzeźbiarski, który na podstawie trójwymiarowego skanu sylwetki potrafi dokonać precyzyjnej obróbki kamienia z każdej strony, pozostawiając rzeźbiarzowi miejsce na artystyczny kunszt detalu. W Strefie Kamienia można było także nauczyć się samodzielnie układać mozaikę. Stowarzyszenie Polskich Artystów Mozaiki przez cały czas trwania targów tworzyło przepiękne mozaiki z otoczaków, mozaiki antyczne i mozaiki florenckie. Materiałem użytym w pracach był wyłącznie kamień naturalny. Przez cztery dni powstało również logo targów KAMIEŃ-STONE. Można było również podziwiać zapierające dech w piersiach dzieła obecnych na targach artystów. Na terenie otwartym codziennie odbywały się pokazy najbardziej nowoczesnych i funkcjonalnych wózków widłowych przy pracy. Wielbiciele wyszukanej biżuterii mogli dokonać zakupów w przestrzeni specjalnej - Giełdzie Minerałów i Kamieni Szlachetnych.
Design w kamieniu Na targach Kamień-Stone 2010 po raz pierwszy w historii zostały wręczone nagrody w konkursie „Projektowanie w Kamieniu”. Podczas uroczystej gali, która odbyła się w dniu 12 listopada, nagrodzeni zostali młodzi twórcy najlepszych projektów wzorniczych z zastosowaniem kamienia. Celem konkursu było zwrócenie uwagi na niezwykłą atrakcyjność kamiennego surowca z punktu widzenia designu. W konkursie udział wzięli studenci szkół artystycznych. Nadesłano blisko 30 projektów, spośród których jury konkursu wyłoniło do realizacji przez zakłady kamieniarskie trzy prace, których prototypy były prezentowane w Strefie Kamienia. Zwiedzający targi zobaczyli na wystawie „Projektowanie w kamieniu” płytkę okładzinową oraz umywalki z otoczaków projektu Jarosława Koska z ASP w Łodzi, a także „Abecadło” Agaty Kokoszki z warszawskiej ASP.
Kamień dla architekta Jak obchodzić się z kamieniem, jak dobierać jego rodzaj do rodzaju budynku, w jaki sposób montuje się kamienne elewacje i dlaczego warto wykorzystywać kamień w projektach budowlanych – aby poznać odpowiedzi na te pytania, wystarczyło odwiedzić Speakers’ Corner targów Kamień-Stone. Ułożone w spójny cykl spotkania ze znawcami kamienia, specjalistami w zakresie wykorzystania go w architekturze a także reprezentantami studiów architektonicznych słynących z udanych zastosowań kamienia były bardzo ciekawą propozycją dla architektów.
Powrót do natury: kamień do domu i ogrodu
Targi KAMIEŃ-STONE odkrywały piękno kamienia
także przed klientem indywidualnym. Małgorzata
Michalska z firmy Cupamat przekonywała,
że kamień to awangarda naszych czasów i że użycie
kamienia we wnętrzach jest po prostu trendy. Piotr
Batura opowiadał o możliwościach zastosowania
kamienia w okładzinach kominkowych, pokazując
ciekawe realizacje. Prof. Marek Lorenc z Instytutu
Architektury Krajobrazu Uniwersytetu Przyrodniczego
we Wrocławiu opowiedział o możliwościach
wykorzystania kamienia w ogrodzie.
Przepiękne mozaiki stosowane zarówno we wnętrzach,
jak i w przestrzeni miejskiej zaprezentował
podczas prezentacji szef Stowarzyszenia Polskich
Artystów Mozaiki Lubosz Karwat. Jak natomiast
pielęgnować kamień, by błyszczał, olśniewał
kolorem lub był bardziej chropowaty, opowiedział
Sławomir Mazurek.
Materiał prasowy Organizatorów, zdjęcia Marek Zakrzewski
Nowa folia do piaskowania Hard 0,55 firmy ABRA, której użyjesz do przygotowania napisów w kamieniu, pozwoli Ci zaspokoić oczekiwania wymagających klientów, zwłaszcza tych, którzy liczą na oryginalność i niebanalność! Folia ta pozwala piaskować na tyle głęboko, że litery, które przy jej użyciu stworzysz, będą wyglądały jak kute…
W dzisiejszych czasach o efektownym napisie w kamieniu decyduje nie tylko umiejętność oraz doświadczenie liternika. Jako rzemieślnik doskonale wiesz, jak ważne są również narzędzia ułatwiające tę trudną i ciężką pracę. To właśnie dzięki nim przygotowywanie napisu w kamieniu, będące jeszcze do niedawna dość skomplikowanym i pochłaniającym wiele czasu zajęciem, wykonać można zdecydowanie szybciej i precyzyjniej. Niekiedy także i znacznie efektowniej, na co wpływ ma m.in. użycie odpowiedniego rodzaju folii do piaskowania….
Nowe trendy w piaskowaniu!
Do niedawna większość kamieniarzy używała przede wszystkim folii cieńszych, z których można wykonać delikatnie piaskowane napisy. Moda jednak także w kamieniarstwie się zmienia. Dlatego, aby zaspokoić gusta coraz bardziej wymagających Klientów, firma Abra, lider w dostarczaniu produktów i technologii dla branży kamieniarskiej, wprowadziła do oferty grubszą folię Hard 0,55. To dzięki niej napisówki mogą być teraz zdecydowanie głębsze i oryginalniejsze i do złudzenia przypominać te, które przez wiele godzin wykuwane są ręcznie. Wszystko po to, by jeszcze bardziej ułatwić Ci pracę! I zagwarantować efekty, które zadowolą Twoich klientów!
Napisy niczym kute…
Sięgając po folię Abra – Hard 0,55, możesz wreszcie spełniać marzenia swoich bardziej wymagających klientów. Pewnie zaobserwowałeś już, że coraz częściej szukają oni dziś czegoś więcej aniżeli delikatnie wypiaskowanych liter. Chcą oryginalności, której jednocześnie towarzyszy powrót do przeszłości. Znów bowiem modne są głębokie, kute napisy. Podobny efekt do tego, jaki dawniej powstawał w pocie czoła, i to przez długi czas, uzyskasz przy pomocy grubszej folii do piaskowania Hard 0,55. Litery, które powstaną podczas piaskowania z użyciem tej folii, będą wyrazistsze, głębsze i naturalniejsze. Z tą folią możesz piaskować na głębokość kilkunastu milimetrów!
Nie tylko dla mistrzów…
Jeden z ważniejszych elementów, które skłaniają do zakupu folii Hard 0,55, jest jej wytrzymałość. Dlatego jest ona materiałem, po który chętnie sięgają także początkujący liternicy. Jeśli Ty także do nich należysz – teraz możesz doskonalić swoje umiejętności bez obaw, że zepsujesz materiał czy kamień. Folia ta doskonale znosi długie piaskowanie, koryguje wady operatora piaskarki, a także – o czym niejeden początkujący liternik już się przekonał – przytrzymanie na niej głowicy piaskarki w jednym miejscu nie powoduje przebicia na polerze kamienia. To folia idealna dla początkujących, dla uczniów, jak i dla prawdziwych, doświadczonych mistrzów i artystów, których nie brak w kamieniarskiej branży.
Zalety folii Abra Hard 0,55
O tym, dlaczego warto sięgać po tę folię, przekonało się już wielu doświadczonych literników i kamieniarzy współpracujących na co dzień z firmą Abra. Czas i na Ciebie, bo folia Hard 0,55 ma wiele zalet, które z pewnością docenisz. Jest ona na tyle gruba, aby umożliwić Ci efektowne głębokie piaskowanie, i jednocześnie na tyle elastyczna, aby nie utrudniać Ci pracy. Oto najważniejsze jej cechy: - umożliwia głębokie piaskowanie – do kilkunastu milimetrów,
- wytrzymała, gruba i jednocześnie elastyczna oraz łatwa w obieraniu,
- nadaje się do ploterowego wycinania oraz wycinania ręcznego,
- jest łatwa w aplikowaniu na różne typy powierzchni,
- doskonale znosi długie piaskowanie i koryguje wady operatora,
- jest zalecana także dla początkujących operatorów piaskarek; jest na tyle odporna, że przytrzymanie głowicy piaskarki w jednym miejscu nie powoduje przebicia na polerze kamienia, - 10 metrów dłuższa niż poprzednio! (nowy rozmiar: 0,61 x 20 m),
- jej ciemnoszary kolor zapewnia wyraźny kontrast pomiędzy nacięciem z plotera,
- jest znacznie odporniejsza na temperaturę niż folia cienka (znosi upały i wysokie temperatury), - polecana zarówno do zestawu: piaskarka ze stołem do piaskowania (przy automatycznym procesie piaskowania lepiej chroni kamień), jak i do piaskowania bez użycia stołu.
Wypróbuj tę folię i daj swym klientom to, czego oczekują – oryginalność połączoną z powrotem do przeszłości. Stosując do piaskowania folię Hard 0,55, udowodnisz, że wykonywanie napisów w kamieniu to prawdziwa sztuka.

O przeniesieniu targów z Wałbrzycha i wprowadzeniu imprezy w XXI wiek rozmawialiśmy z panem Brunem Dowgirdem - prezesem Geoservice-Christi w latach 2000-2007.
Kurier Kamieniarski:
X. Międzynarodowe Targi Kamienia i Maszyn Kamieniarskich KAMIEŃ. Rok 2000. Pierwsze targi KAMIEŃ we Wrocławiu, w zabytkowej Hali Stulecia. Co było powodem przenosin z Wałbrzycha?
Bruno Dowgird:
W zasadzie nie było dyskusji - trzeba było się przenieść. Targi KAMIEŃ stały się tak dużą imprezą, że dalszy rozwój mógł nam zapewnić tylko Wrocław. Oczywiście mam na myśli to, co wielokrotnie było już mówione przy różnych okazjach i w różnych źródłach. Dolny Śląsk jest wyjątkowy w Polsce. To region o wielowiekowej tradycji kamieniarskiej i jeszcze większych zasobach kamienia jako surowca. Ponad połowę kamienia w Polsce wydobywa się właśnie na Dolnym Śląsku, czwartą część w Świętokrzyskiem, a tylko resztę w pozostałych województwach. Stąd wybór Wrocławia wydawał się naturalną konsekwencją.
historia. Jedyny obiekt we Wrocławiu o wystarczającej powierzchni to Hala Stulecia (wtedy Hala Ludowa). Odbyłem rozmowę z prezesem Hali, w czasie której ustaliliśmy terminy i warunki. Wszystko było omówione, tylko podpisać stosowne dokumenty. Kiedy później przyjechałem podpisać umowę nagle okazało się, że Hala ma już podpisaną umowę na wynajęcie obiektu na ten sam termin z inną firmą. Żeby było ciekawiej impreza mająca się tam odbyć była poniekąd konkurencją dla targów KAMIEŃ. Prezes udał zdumienie i zaczął proponować mi rozwiązania alternatywne. Żadne z nich nie było satysfakcjonujące, nie wspominając już o tym, że takie propozycje były nie na miejscu. Wynajęcie Hali przez Geoservice- Christi było omówione wiele tygodni wcześniej, uczestnikami tej rozmowy było kilka osób, również z kierownictwa Hali, przygotowania do targów już ruszyły - nie zamierzałem ustapić. Sprawa się wyklarowała dopiero w momencie, kiedy poinformowałem prezesa Hali, że wybieram się do Urzędu Wojewódzkiego, do komórki nadzoru właścielskiego (miasto jest właścicielem Hali Stulecia), by wyegzekwować realizację umowy w pierwotnym jej kształcie. Skończyło się na tym, że targi KAMIEŃ zajęły główną część Hali, a druga impreza miała mieć do dyspozycji kuluary.
Rzeczywistość jednak przerosła możliwości naszego konkurenta i druga impreza wogóle się nie odbyła. Później współpraca z Halą Stulecia układa się już doskonale, wrecz wzorcowo. Zwłasza, że bardzo szybko się okazało, że KAMIEŃ staje się największą imprezą targową w mieście i regionie.
Kurier Kamieniarski:
Jak na przeprowadzkę zareagowali wystawcy?
Bruno Dowgird:
Hala Stulecia jest zdecydowanie wieksza niż wcześniej dostępne przestrzenie, więc każdy mógł swobodniej dysponować powierzchnią. Wystawcy byli zadowoleni, że nikomu już nie musimy odmawiać udziału w targach ze względu na ograniczenia miejsca i późne zgłoszenia. Pomimo pewnych niedogodności wynikających z charakt e r u b u d y n k u , r ó w n i e ż możliwości transportowe były dużo ciekawsze. Wystawcy docenili również, że mimo zmiany lokalizacji targów, nie zmieniła się atmosfera. Nadal mogli liczyć na naszą przychyl-ność i pomoc w każdej sytuacji, nadal traktowaliśmy się nawzajem jak bliscy znajomi, wręcz przyjaciele, a pobyt na targach był dla wielu jak rodzinne spotkanie. W Wałbrzychu w zasadzie wszyscy wystawcy mieszkali w jednym hotelu, wieczorami nie było żadnych rozrywek w mieście, więc również integracja przebiegała w zasadzie samorzutnie. Wrocław oferował różne atrakcje wieczorne, dawał więcej możliwości wyboru hotelu - wystawcy nie byli już wszyscy razem w jednym miejscu i to początkowo wywoływało nostalgię. Ale szybko się okazało, że Wrocław jest też wyjątkowo przyjaznym miastem - ukazał rożnorodne oblicze wielu lokali, różnorodne klimaty wielu małych i dużych restauracji i klubów oraz dostarczył więcej rozrywek. Wystawcy byli zadowoleni. To widać było też po ich twarzach każdego ranka... Zresztą do dziś, spotykając się ze znajomymi z targów, słyszę, że takich imprez jak na wrocławskiej starówce nigdzie nie ma i nie było.

Kurier Kamieniarski:
Ilu wystawców przyjechało na pierwszy wrocławski KAMIEŃ? Co było później?
Bruno Dowgird:
Na pierwsze targi we Wrocławiu zgłosiło się ponad 140 firm. Było to prawie 40-procentowy wzrost liczby wystawców. Wrocław też zauważył, że rodzi się nowa impreza o ogromnym potencjale. Honorowy patronat nad targami KAMIEŃ objął dzisiejszy minister, a wówczas prezydent miasta, Bogdan Zdrojewski oraz Witold Krochmal - wojewoda dolnośląski. Patronat władz miast i województwa stał się w zasadzie późniejszą tradycją targów podnosząc rangę imprezy. O randze również niech świadczy fakt, że z roku na rok stawała się coraz większa. Co roku mogliśmy się pochwalić wystawcami z coraz odleglejszych zakątków świata. A obecni wystawcy zabiegali o co bardziej wyeksponowane lokalizacje swoich stoisk. W roku 2001 liczba wystawców przekroczyła 200. Na trzynastych targach w roku 2003 liczba wystawców przekroczyła trzecią „setkę”, a powierzchnia Hali Stulecia stała się niewystarczająca i musieliśmy wybudować dodatkowy pawilon na placu przed Halą. Na targach dominowały już stoiska, których kształt i wystrój wyraźnie pokazywał, że zostały stworzone wyłącznie z myślą o targach KAMIEŃ. Pierwszy raz pojawiły się też ekspozycje kilku, kilkunastu firm o podobnym wystroju stoisk pod szyldami stowarzyszeń, np. stoiska włoskie i chińskie. 14. targi KAMIEŃ objęły piętrowy budynek IASE, pawilon i całą Halę Stulecia ponieważ powierzchnia z poprzedniego roku była niewystarczająca. W tym też roku pierwszy raz namówiliśmy wystawców do prezentacji niektórych eksponatów poza halami, pod gołym niebem. Rok 2005 przyniósł kolejne rekordy: ponad 7500 m2 powierzchni wystawienniczej i ponad 8500 zwiedzających. W 2006 roku KAMIEŃ miał już ugruntowaną pozycję na targowej mapie Polski i postanowiłem odejść na zasłużoną emeryturę. Od 2007 roku prezesurę w Geoservice-Christi i organizację targów przejęła moja wieloletnia współpracownica, pani Małgorzata Sołtys.
Kurier Kamieniarski:
Wróćmy jeszcze na chwilę na początek wrocławskiej historii. Proszę o kilka wspomnień.
Bruno Dowgird:
Hala Stulecie jest zabytkiem wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dlatego nie wszystko można w niej zrobić, a niektóre rzeczy należy robić zgodnie z określonymi procedurami. Uczyliśmy się tego obiektu. A z nami nasi wystawcy. Przed targami przyjechali wystawcy z Niemiec, by obejrzeć Halę Stulecia. Zrobili zdjęcia, pomierzyli rampy, pochylnie i na targi przywieźli praktycznie wszystko wyposażone w kółka. Nie mieli żadnego problemu z rozładunkiem i transportem. Kiedyś przyjechała duża, nieporęczna w rozładunku, maszyna z Włoch, która miała stanąć na samym środku Hali. Umieszczenie jej na stoisku trwało naprawdę długo. Podobnie było po targach, kiedy maszynę trzeba było z powrotem zapakować na samochód. Na odjezdne moi pracownicy wzięli wystawcę pod rękę, zaprowadzili do Hali, pokazali możliwości oraz ograniczenia i podpowiedzieli co można zrobić, by usprawnić cały proces. Na kolejne targi ta sama maszyna przyjechała z własnymi kółkami - rozładunek i instalacja trwała kilkanaście minut i wystarczyło zaangażowanie połowy ludzi i minimum sprzętu.
Zdarzały się też zabawne sytuacje. To znaczy teraz to jest zabawne, ale wtedy powodowało mnóstwo zamieszania. To było chyba właśnie na pierwszej wrocławskiej edycji. Przychodzi do mnie rozentuzjazmowany Włoch i z iście włoskim temperamentem, za pośrednictwem tłumaczki, żąda ode mnie oddania jego skrzyń z eksponatami, towarem i ulotkami. Rozmowa kręciła się w kółko, a tłumaczka nie nadążała za wystawcą. W końcu zaczęliśmy rozmawiać po niemiecku, bez pośrednictwa tłumaczki. Chodziło o to, że wystawca wysłał do nas swoje skrzynie, ale my ich nie dostaliśmy. Zasugerowałem mu by zaczął szukać przesyłki od początku jej podróży, a nie od końca. Jak się później okazało, skrzynie zaadresowane na targi, jakieś targi, znalazły się bodajże w Warszawie. Po sprowadzeniu przesyłki do Wrocławia śmialiśmy się obaj z tej sytuacji i to stało się początkiem późniejszej przyjaźni. Inny przypadek to historia 7 skrzyń z maszynami, które musiały przejść przez urząd celny. Załatwiona była odprawa celna warunkowa. Czyli dla towaru wjeżdżającego na teren Polski w celu prezentacji i wyjeżdżającego po zakończeniu targów. Celnicy postanowili zajrzeć do jednej ze skrzyń. A tam natrafili na ulotki. W sumie jest to logiczne, że przyjeżdżając na targi przywozi się ulotki, ale ulotki chyba nie były zgłoszone. Nie pomagały tłumaczenia, że ulotki jako takie nie podlegają odprawie celnej i przez to wszystkie skrzynie musiały przejść pełną odprawę. Uruchomiliśmy wszystkie znane ścieżki, skontaktowałem się z zaprzyjaźnionymi agentami i udało nam się załatwić tą odprawę w trybie bardzo ekspresowym w 2 dni. Obecnie pewnie nie wydaje się to czymś nadzwyczajnym. Ale 10 lat temu agencje celne rządziły się jakby własnymi prawami, było ich zdecydowanie mniej, a celnikom wydawało się, że mają nieograniczoną władzę. Dlatego było prawie pewne, że w zwyczajowym trybie odprawy nie udałoby się odzyskać skrzyń nie tylko przed rozpoczęciem targów, ale pewnie i do ich zakończenia.
Kurier Kamieniarski:
Najmilsze wspomnienia?
Bruno Dowgird:
Najmilsze wspomnienia to słowa uznania od wystawców, że tak jak we Wrocławiu to nigdzie nie czuli się otoczeni opieką. Od zawsze wyznawaliśmy zasadę, że robimy wszystko co w naszej mocy, by pomóc wystawcy. W wielu sytuacjach, o których zainteresowani nawet nie wiedzą, robiliśmy rzeczy, do których dokładaliśmy. Głównym celem było stworzenie przyjaznej imprezy - zyski były na drugim planie. Mam świadomość, że nie wszystko mogło udawać się jak w innych ośrodkach targowych dysponujących infrastrukturą stricte targową. Ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nikt nie został odprawiony z kwitkiem, bo czegoś „się nie dało”. Że jak była potrzebna pomoc, to do dyspozycji wystawców oddawaliśmy swoją wiedzę, sprzęt i ludzi - w dużym zakresie bezpłatnie.
Przy okazji wspomnień pozwolę sobie też powiedzieć, że żal mi trochę, iż władze miasta nie wykorzystały lepiej faktu, że mają na swoim terenie dużą imprezę, o ogromym potencjale. Kilkakrotnie podejmowaliśmy próby zwrócenia uwagi, że miasto potrzebuje poważnego obiektu targowego. Odrobiną optymizmu powiało, kiedy Wrocław podjął próby starania o organizację Expo 2012. Ale, niestety, nie udało się. Mam jednak cichą nadzieję, że może jeszcze kiedyś Wrocław będzie gościł polski rynek kamieniarski w tak licznej i reprezentatywnej grupie.
Kurier Kamieniarski:
Powody do dumy?
Bruno Dowgird:
Kontynuowaliśmy konkurs zapoczątkowany w Wałbrzychu w roku 1996. Nagradzaliśmy uczestników targów w dwóch kategoriach: „Maszyny, urządzenia i technologie” oraz „Wyroby z kamienia i akcesoria”. Później dołaczyła jeszcze Nagroda Prezesa dla eksponatów cechujących się impresyjną wyjątkowością. Odczuwam wielką przyjemność ogladając zdjęcia tych nagród prezentowane przez uhonorowane firmy na swoich stronach internetowych. Albo chwalące się tymi nagrodami w reklamach prasowych czy publikacjach na temat firmy lub danego produktu. W zasadzie nie trzeba też chyba wspominać, iż targi KAMIEŃ we Wrocławiu z początku XXI wieku stały się areną dla wielu debiutów i premier. Nowe maszyny, nowe materiały, nowe specjalistyczne grupy usług - nigdy później chyba nie było już widać tak dynamicznego rozwoju w branży. Powoli również zaczęliśmy wpływać na postrzeganie kamienia. Wśród końcowego odbiorcy przestał się już kojarzyć wyłącznie z nagrobkami, a stawał się atrakcyjnym materiałem budowlanym, wykończeniowym i ozdobnym. Targi właśnie pokazały jak jest pięknym i wcale nie takim drogim materiałem jak głosiła fama.
Kurier Kamieniarski:
Dziękuję za rozmowę.
Pod koniec maja oczy całego europejskiego
kamieniarstwa były zwrócone na Carrarę we
Włoszech. Tam, po raz trzydziesty, spotkali
się przedstawiciele branży na targach
Carrara Marmotec.
Była to pierwsza edycja wystawy w nowym cyklu - w roku 2008 organizatorzy podjęli decyzję, że targi będą odbywać się co dwa lata. I może dzięki temu odnosiło się wrażenie, że wszyscy byli bardziej zaangażowani w przygotowania i udział w targach, pokazane ekspozycje i prezentacje budziły szczere zainteresowanie, a same stoiska robiły zdecydowanie mocniejsze wrażenie.
Była to również jubileuszowa, trzydziesta edycja targów. Uczczono to między innymi spotkaniem na wieczorze branżowym zorganizowanym na Piazza Alberica w Carrarze. Uroczystości towarzyszył multimedialny pokaz na ścianach budynków okalających plac, przeplatany występami tancerzy i uzupełniony grą świateł z ognisk i kamiennych lampionów rozmieszczonych w pobliżu.

Targom towarzyszyły wystawy rzeźbiarzy i architektów pracujących w materiale z okolicznych kamieniołomów. A także wspaniała prezentacja użytkowego łączenia kamienia i drewna. Ciekawostką były 100-letnie gipsowe figury, które służyły jako modele do rzeźbienia w marmurze, a jako markery do pobierania miary służyły powbijane w nie gwoździe.
Tradycyjnie można było również wziąć udział w wycieczce do kamieniołomu, w którym marmur wydobywa się systemem korytarzowym, pozostawiając nienaruszoną linię horyzontu. Tworzy to ogromne wolne przestrzenie we wnętrzu góry. Przy kamieniołomie istnieje również muzeum pokazujące codzienne życie, pracę i pasje pracujących tam górników.

Wystawa zajęła 45.000 m2, na których pokazało swoją ofertę 326 wystawców z 21 krajów. Spotkaliśmy kilka nowych firm oraz kilka firm, które wróciły na Carrara Marmotec po kilkuletniej nieobecności. Kilka firm zmieniło lokalizację swoich stoisk zamieniając niemalże tradycyjne miejsce na terenach otwartych na ekspozycję wewnątrz hal.
Najlepszym podsumowaniem targów niech będą słowa prezesa targów Carrara Marmotec, Giorgio Bianchini, który mówił w czasie otwarcia, że targi odbywają się w trudnym okresie dla branży i firmy, które biorą w nich udział potwierdzają wiarę w przyszłość uczestnicząc w wydarzeniu, które nie ogranicza się tylko do aspetku handlowego, ale łączy design i użytkową kulturę kamienia.
Międzynarodowe Targi Kamienia i Maszyn Kamieniarskich KAMIEŃ to prawie dwie dekady historii rozwoju polskiego kamieniarstwa. O tym jakie były początki imprezy rozmawialiśmy z panią Krystyną Banaszczyk - prezes Geoservice-Christi, organizatora pierwszych edycji targów.
Kurier Kamieniarski:
Nawiązując do poprzedniej naszej rozmowy (Kurier Kamieniarski 1/2010), proszę opowiedzieć o pierwszych targach KAMIEŃ.
Krystyna Banaszczyk:
Już wspominałam, że w latach osiemdziesiątych założyłam firmę zajmującą się geodezją, geologią i techniczną obsługą budownictwa. Później nastąpił okres przemian ustrojowych w Polsce. Słynny plan Balcerowicza, raczkujący kapitalizm, nowe sytuacje społeczne i gospodarcze. Otwierały się nowe możliwości, inne zamykały, a jeszcze inne skręcały na zupełnie nowe tory. W budownictwie wiele się pozmieniało. Zgłosił się do mnie Australijczyk polskiego pochodzenia, który bardzo chciał zainwestować w kamieniarstwo w Polsce. W tym czasie to było coś nowatorskiego, nawet dziwnego, bo kamieniarstwo wtedy było kojarzone praktycznie wyłącznie z nagrobkami. Po wielu zmianach koncepcji zorganizowaliśmy pierwsze, próbne targi dla branży kamieniarskiej - miejscem wystawy hala w byłej jednostce Armii Czerwonej w Jaworze na Dolnym Śląsku uczestniczyło w nich około 30 firm.
Później młody polski kapitalizm pokazał kły. Inflacja spowodowała, że inwestor zagraniczny wycofał się z interesów w Polsce. Zostałam na gruzach, ale z pewnym rozeznaniem w branży. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, co będzie dalej. Zaczęli do mnie jednak przyjeżdżać i dzwonić uczestnicy targów w Jaworze dopominając się o kontynuację. Pomyślałam, że może warto spróbować. Na targach w Jaworze była pani Holländer z niemieckiej gazety Naturstein, która napisała o nich bardzo pozytywny artykuł. Znałam ówczesnego prezydenta Wałbrzycha, pana Grzemajmę, więc wzięłam pod pachę Natursteina, pojechałam do Wałbrzycha i złożyłam ofertę. Wałbrzych, podobnie jak Jawor był wyborem świadomym - w sercu zagłębia kamieniarskiego. Prezydent podchwycił temat i tak mieliśmy plan: zorganizować targi kamieniarskie!
Strasznie to przeżywałam, bo Geoservice-Christi miał ograniczone środki. Nie było pieniędzy na promocję, więc chałupniczymi metodami przygotowywaliśmy ulotki, powielane na ksero, i rozsyłaliśmy do firm. A potem było już tylko czekanie. Czekanie na zgłoszenia, zapisywanie każdego telefonu, znów czekanie, nieustanna nerwówka podsycana przez powtarzające się telefony z wałbrzyskiego ratusza z pytaniami o liczbę zgłoszonych wystawców. Niby zainteresowanie nie było najgorsze, ale tak naprawdę to pierwsza była firma, do dziś to pamiętam, Lebau Granit. Zgłosili się i od razu wpłacili zaliczkę. Kilka tysięcy marek niemieckich. Zaliczka została od razu wydana na kolejne działania promocyjne. I od tego momentu zaczęły się konkretne zgłoszenia. Spodziewałam się, że może uda nam się osiągnąć liczbę 20 wystawców, ale rzeczywistość przygotowała mi wielką niespodziankę. Na pierwsze Wałbrzyskie Targi Kamienia i Maszyn KAMIEŃ w listopadzie 1993 roku przyjechało 54 wystawców!
Kurier Kamieniarski:
Jakie oceny wystawili pierwsi wystawcy?
Krystyna Banaszczyk:
Wałbrzyska hala sportowa OSiR, bo tam odbywały się pierwsze targi, była w całości rozplanowana pod stoiska. Ale wystawcy, zwłaszcza zagraniczni, przyjeżdżali i łapali się za głowę. W standardach międzynarodowych hala OSiR wyraźnie odstawała od warunków, do których przywykli. Usłyszałam, że to kurnik, że zabudowa trzyma się chyba na sznurki, że warunki mniej niż prymitywne... Cóż, dziś mam świadomość, że rzeczywiście tak mogło wyglądać. Ale ci sami wystawcy przychodzili do mnie w czasie targów i z entuzjazmem mówili: „Pani Krystyno! Może warunki okropne, może hala nędzna, ale ludzie wspaniali! Tacy ludzie mają przyszłość!”. Tak mi mówili!
Kurier Kamieniarski:
Co Pani wspomina z tamtego czasu?
Krystyna Banaszczyk:
Napięcie. Chwile kiedy zaczęły przyjeżdżać pierwsze ciężarówki wypakowane maszynami, sprzętem i kamieniem pamiętam do dziś. Pamiętam jak osobiście pilnowałam rozładunków do późnych godzin nocnych, jak robiłam kawę dla wystawców, jak rodziły się nowe znajomości, a wręcz przyjaźnie, zawarte w płatkach śniegu. Bo w zasadzie tradycją było, że kiedy w Wałbrzychu były targi, to zawsze padał śnieg. Ale przede wszystkim atmosferę. Rodzinną, przyjacielską, niemalże domową. To, co przetrwało do ostatniej wrocławskiej edycji. „Familien Messe” - jak mówili Niemcy, którzy stanowili znaczącą grupę wystawców. Wszyscy byli dla siebie i gościem i gospodarzem. I tak do siebie się odnosili.
Mimo wszystko, a może pod wpływem tej atmosfery, nadal miałam wątpliwości co do oceny targów. Pomogła mi dopiero rozmowa z jednym z wystawców z Niemiec, którego nazwisko ciepło wspominam. Stwierdził, że targi to sukces przez duże „S”, bo w Norymberdze na pierwszych targach było 20 wystawców. U nas było 54 wystawców i to przekonało mnie do kontynuowania pomysłu targów kamieniarskich.
Kurier Kamieniarski:
Jak rynek zareagował na nowe targi?
Krystyna Banaszczyk:
W znaczeniu lokalnym i regionalnym targi były istotnym wydarzeniem. Media każdorazowo nagłaśniały ich rozpoczęcie. Telewizja relacjonowała kolejne dni, a radio prowadziło audycję na żywo. Każdego roku jeden dzień w Radio Wałbrzych był tzw. dniem targowym. Tego dnia na gorąco komentowałam wydarzenia na targach w trakcie kilku bezpośrednich wejść „na żywo”. Do dziś przechowuję kasetę z zapisem audycji radiowej nadawanej przez całe targi w 1996 roku. Natomiast zainteresowanie targami ze strony zwiedzających z całej Polski potwierdziło, że taka wystawa była potrzebna. Owszem, pojawiały się jakieś lokalne imprezy, często powiązane z targami o innej, nierzadko odległej, tematyce. Ale nasze targi były pierwszymi stricte kamieniarskimi targami w Polsce, a nawet w tej części Europy. Po targach niejednokrotnie dzwonili do mnie wystawcy pytając o kolejne edycje ponieważ zauważyli znaczący wzrost obrotów po powrocie z targów.
Kurier Kamieniarski:
Co przyniosły kolejne edycje targów KAMIEŃ?
Krystyna Banaszczyk:
Z roku na rok zainteresowanie targami było coraz większe. W 1996 stało się jasne, że wałbrzyska hala sportowa już nie wystarcza na potrzeby targów. Giełdę minerałów, stanowiącą nieodłączny element targów od początku ich istnienia, upychaliśmy po kątach, na balkonach, galeriach i na widowni, a i tak miejsca było zbyt mało. Z żalem musiałam odmawiać wystawcom, którzy zgłosili się późno. W roku 1997 obok hali OSiR postawiliśmy pawilon. To poprawiło tylko trochę sytuację, mogliśmy przyjąć ponad 70 wystawców. W roku 1998 oprócz pawilonu, targi zajęły nowootwarte Centrum Targowo-Wystawiennicze, które mieściło się 100 m od hali OSiR, po drugiej stronie skrzyżowania. Dzięki temu mieliśmy ponad 50-procentowy wzrost wynajętej powierzchni wystawienniczej. W tym też roku po raz pierwszy w Polsce zaprezentowali swoją ofertę wystawcy z Indii i Kanady. W roku 1999 przekroczyliśmy „setkę” i podobnie jak 3 lata wcześniej osiągnęliśmy stan całkowitego nasycenia. W targach wzięło udział 109 wystawców, których ofertę obejrzało ponad 3200 zwiedzających. I podobnie jak 3 lata wcześniej musieliśmy odmawiać firmom, które zgłosiły się zbyt późno.
Kurier Kamieniarski:
To był ostatni KAMIEŃ w Wałbrzychu?
Krystyna Banaszczyk:
Tak. Kiedy po tych targach zastanawiałam się co dalej począć, przyszedł do mnie mój zastępca, Bruno Dowgird, i wyznał: „Nie wiem co na to powiesz, ale zarezerwowałem Halę Ludową*”. I to przesądziło o przeniesieniu targów KAMIEŃ do Wrocławia. Bruno przejął też obowiązki organizacyjne, zajął się wszystkimi sprawami związanymi z targami, więc postanowiliśmy, że on przejmie również ster firmy. Objął stanowisko prezesa Geoservice-Christi, a ja mogłam odpocząć od pełnej aktywności zawodowej i w końcu zająć się sprawami duchowymi.
Kurier Kamieniarski:
Najmilsze wspomnienie z pierwszych edycji?
Krystyna Banaszczyk:
Myślę, że mogę zaryzykować stwierdzenie, że nasze targi stały się dźwignią rozwoju kamieniarstwa w Polsce. Po pierwszej edycji targów odwiedziliśmy kilka firm kamieniarskich w Europie Zachodniej. Porównanie metod pracy niestety nie dawało powodów do dumy: tam komputeryzacja i mechanizacja, w Polsce ręczne, siermiężne metody bez mała walki z kamieniem. Ale po kolejnych targach zauważyłam coraz większe zainteresowanie nowymi technologiami, pierwsze zamówienia na zaawansowane narzędzia, kontrakty na pierwsze importowane maszyny. Początkowo używane, ale z czasem również i nowe. Jednak najsilniejsze wspomnienia to mimo wszystko atmosfera. Trudno dodać coś więcej do tego, co powiedziałam wcześniej, by się nie powtarzać. Ale taka jest właśnie atmosfera niektórych wydarzeń i miejsc - trudno ją czasem wyrazić, opisać, choć się jej nie zapomina i tęskni się za nią. Cieszę się, że udało się przenieść ją do Wrocławia. I cieszę się, że nabrała tam kształtu, który wspomina każdy z kim mam okazję rozmawiać, a kto był choć raz na targach KAMIEŃ we Wrocławiu.
Kurier Kamieniarski:
Dziękuję za rozmowę.