
Na budowach powstają błędy. To się zdarza. Ważne, żeby te błędy zostały wychwycone przez pracowników, majstrów, kierowników budów, inspektorów nadzoru, inwestorów i użytkowników. #lbkik

Mam wrażenie, że często trafiamy na sytuację, w której z pewnych powodów (społecznych, politycznych, finansowych…) oko nadzoru zostaje zasłonięte i nie zauważa bubla. Jeśli jest to prywatna inwestycja – to jego sprawa i jego pieniądze. Nic nam do tego. Możemy ewentualnie się pośmiać. Gorzej jest, gdy pieniądze publiczne zostają wydane na inwestycję, której efekt w mojej ocenie jest mizerny. Mam wrażenie, że wtedy jakość wykonania jest drugorzędną sprawą – nadzorujący budowę tracą zmysł wzroku i udają, że wszystko jest świetnie.
Pamiętacie artykuł z Kuriera Kamieniarskiego (nr 4/2017, „Ukryty wróg” - przyp. red.) o rewitalizacji reprezentacyjnego deptaku w Rzeszowie? Wykonawcy koncertowo pobrudzili żywicami płyty granitowe. Wszyscy udawali, że przecież nic nie widać, tak ma być i może kiedyś zejdzie. Były wielkie obchody, świętowanie – pozostał brudny chodnik.
Mamy kolejny przykład nagłego ograniczenia zmysłu wzroku – remont Starego Rynku w Bydgoszczy. Ciekawy projekt, różne kolory granitów, wiele osób zaangażowanych w pracę. Problem znów pojawił się przy fugowaniu – na płytach pozostały ślady żywicy wokół łączeń.
Co ciekawe: w trakcie wykonywania prac problem zabrudzenia żywicą był zauważany przez lokalne portale internetowe. Władze miasta widocznie uznały, że z czasem zejdzie samo. Oglądałem Stary Rynek ponad rok po ułożeniu kamienia. Efekty zobaczcie sami....
Michał Firlej, autor tekstu, jest doradcą w zakresie oznakowania CE wyrobów z kamienia naturalnego, biegłym sądowym z zakresu kamieniarstwa, rzeczoznawcą ds. jakości produktów lub usług przy Dolnośląskim Inspektorze Inspekcji Handlowej oraz Biegłym Skarbowym.
Kontakt do autora:
tel. 695 164 288,
firlej@stoneconsulting.pl
www.stoneconsulting.pl
#michalfirlej
W wielu sytuacjach stoimy przed zadaniami, w których toczymy walkę z samym sobą.
Na przykład w procesie strojenia tytułowej choinki.
W każdym domu jest jakaś tradycja związana z wyglądem choinki: a to czerwone bombki, a to na czubku gwiazda. Niektórzy nie wyobrażają sobie choinki bez szopki obok, a inni bez ozdób zrobionych własnoręcznie. Czasem nosi nas jednak, żeby zrobić inaczej: w tym roku nie będzie gwiazdy, tylko kupimy aniołka. Rzadko jednak udaje się zrobić coś zupełnie innego.
Wiele zachowań jest tak mocno osadzonych w tradycji, że nawet drobna zmiana powoduje odczucie dokonania rewolucji – choć w gruncie rzeczy jest tylko drobną, trudno zauważalną modyfikacją. Czasem dopiero następne pokolenie potrafi coś zmienić. Nie wierzycie? To zróbcie eksperyment: pozwólcie ubrać choinkę swoim dzieciom lub wnukom. Wtedy jest szansa na istotne zmiany. Oczywiście warto to nadzorować – ale nie dążyć do tego, żeby pogodzić tę „nową” choinkę z utartą tradycją.
Podobnie jest z zarządzaniem firmą – zarządzając biznesem cały czas staramy się coś poprawiać. Zwykle są to jednak zmiany raczej minimalne, korekty. Nie jest to rewolucja. Drobna zmiana w systemie wynagradzania pracowników, nowe wytyczne dla sprzedawców, odmalowanie biura czy nowe stojaki na próbki.
Jeśli w firmie zaczęły pracować dzieci, dajcie im czasem wolną rękę. Niech zaproponują jakieś zmiany. Pozwólcie im coś podpowiedzieć, ale nie ograniczajcie ich podpowiedzi do drobnych korekt. Niech zaszaleją i pomysły będą rewolucyjne. Nie torpedujcie ich pomysłów. Nawet jeśli popełnią jakieś błędy, to pozwólcie im spróbować.
W większości przypadków to, co wydaje nam się błędną decyzją, okaże się dobrym pomysłem. To właśnie świeże spojrzenie pozwala stworzyć nową jakość. Jeśli okaże się, że nie mieli racji nie róbcie z tego argumentu, żeby nie próbowali dalej i wrócili do utartych metod. Za którymś razem nowy pomysł okaże się dla naszego zakładu zbawienny.
Znam zakład produkujący płyty i nagrobki, do którego trafiła córka właściciela. Fantastycznym pomysłem właściciela była dyspozycja: nie musisz robić tego co ja, spróbuj czegoś innego. Wybór padł na budowlankę. Minęło kilka lat i w tym zakładzie budowlanka to ponad 70% obrotów.
W innym przypadku syn właściciela po przyjrzeniu się pracy ludzi stwierdził, że trzeba zainwestować w urządzenia transportowe, które ułatwią pracownikom pracę. Ciekawe, że początkowo nawet pracownicy nie byli zachwyceni koniecznością zmiany technologii transportu i montażu. Dopiero gdy zauważyli, że można wstać rano bez bólu kręgosłupa, a montaż blatu zajmuje o połowę mniej czasu, to się przekonali do nowych rozwiązań.
Inny przykład, spoza naszej działki. Kolega miał kiedyś sklep z częściami samochodowymi. W sklepie obowiązywała zasada prowizji indywidualnej sprzedawców. Kiedy pracę w firmie rozpoczął jego syn, to szybko zauważył, że skutkiem tego systemu był masowy atak sprzedawców na każdego klienta, który wszedł do środka. Osaczony klient dość często uciekał w popłochu. Syn właściciela zaproponował prowizję grupową. To znaczy pracownicy z danej zmiany wypracowywali prowizję jako grupa. Problem z uciekającymi klientami przestał się pojawiać.
Co jednak robić, gdy dzieci nie są zainteresowane pracą w naszej firmie? To wcale nie jest sytuacja bez wyjścia. Wytypujmy któregoś z młodych, sprawdzonych pracowników, zróbmy z niego managera i dajmy mu prawo do zmieniania firmy.
Oczywiście ani dzieci ani pracownik nie mogą zostać bez kontroli właściciela firmy. Podobnie jak nie zostawimy bez nadzoru wnuka ubierającego choinkę. Młodość ma w sobie takie szaleństwo, że może nowa „choinka” przestanie przypominać świąteczne drzewko albo stanie do góry nogami. W przypadku choinki może się to skończyć stratą bombek i uszkodzeniami mebli – w przypadku zakładu dużymi stratami. Zatem dajmy młodym szansę i przyglądajmy się, co robią.
Życzę wszystkim firmom w nowym roku zmian, które podniosą je na dużo wyższy poziom.

– Naszym założeniem było stworzenie minimalistycznego znaku, który dzięki swej surowej formie będzie zarówno rozpoznawalny, jak i łatwy w eksploatacji. Trzy ustawione po sobie prostokąty ilustrują materiał wyjściowy i podstawową jednostkę kamieniarzy - slaby. Dzięki gradacji wielkości płaski sygnet zyskał na przestrzenności – zespół projektowy Ewelina Cis i Konrad Maciejewicz z Warszawy.
Temat nowego logotypu dla Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej (ZPBK) przewijał się od dawna. Wstrzymywano się jednak z decyzją, ponieważ było wiele wskazań, że należy również zmienić nazwę związku i równocześnie wprowadzić zmiany w statucie. Decyzja formalna zapadła w czasie ostatniego Zjazdu – przyjęto nowy statut i nową nazwę: Polski Związek Kamieniarstwa (PZK).
W październiku ogłoszono konkurs na stworzenie kompletnego systemu identyfikacji wizualnej dla PZK. Ten system obejmował: logotyp, wizytówkę, papier firmowy, kopertę i szablon prezentacji PowerPoint. Do biura związku wpłynęło 61 prac na ten konkurs.
Prace oceniło jury w składzie:
Krzysztof Skolak – prezes PZK,
Klaudia Matusiak – członek PZK,
Tomasz Rogala – członek PZK,
Paweł Rosiński – projektant, grafik,
dr hab. Krzysztof Chróścielewski – projektant, grafik,
Wojciech Domagalski – projektant, grafik.
Poza wymogami formalnymi oceniano oryginalność, czytelność i jakość podania graficznego oraz funkcjonalność.
W rezultacie wyłoniono zwycięską pracę, która będzie stanowić podstawę dla nowego znaku Związku. Praca ta została zgłoszona przez zespół projektowy Ewelina Cis i Konrad Maciejewicz z Warszawy. Przyznano również wyróżnienie – otrzymał je Andrzej Dobosz z Poznania.
Zgodnie z regulaminem zwycięzca konkursu otrzymał 5000 zł, a autor wyróżnionej pracy 2000 zł. Środki na nagrody pochodziły z wpłat dokonanych na ten cel przez członków Związku.
Oceniający prace stwierdzili, że poziom złożonych projektów był wysoki, a wybrany projekt będzie dobrze służył związkowi w następnych latach.


Zacznijmy od początku. No może nie całkiem od początku. Odpuścimy sobie historie „krajzegi” z przesuwanym za pomocą łańcucha stołem i skoncentrujemy się na maszynach bardziej współczesnych.
Standardowe maszyny „kartezjańskie”*) możemy podzielić na 3 grupy: maszyny 3-osiowe, 4-osiowe i 5-osiowe. Oczywiście mówimy tutaj o osiach interpolowanych – czyli takich, które pozwalają na jednoczesny przesuw we wszystkich osiach jednocześnie.
Już podstawowe maszyny 3 osiowe (X,Y,Z) są w stanie wykonać większość prac:
– wiercenie,
– polerowanie krawędzi i otworów,
– wykonanie płaskorzeźb,
– polerowanie boków tablicy nagrobkowych,
– kucie liter, również na profilach typu książka,
– rzeźbienie umywalek, brodzików itp.,
– polerowany ociekacz – bez spadku.
Piły 3-osiowe
Działające w osiach X/Y/Z:
X – ruch lewo-prawo
Y – ruch przód-tył
Z – ruch góra-dół
Z reguły mogą być wyposażone w:
– stół obrotowy (obracany ręcznie lub automatycznie) w zakresie 0-360°,
– uchylną przy pomocy korbki głowicę w zakresie 0-45° lub 0-90°,
– obrót głowicy 0-90° dla wykonywania cięć prostopadłych,
– możliwość profilowania.
Ze względu na swoją prostotę i cenę te maszyny dominują w polskich zakładach kamieniarskich.

Centra obróbcze 3-osiowe
Z reguły nieświadomy klient obawia się tego typu maszyn: „Dlaczego tylko 3 osie? Co ja na tym będę mógł zrobić? Czy mi to wystarczy?”
Maszyny te pracują również w osiach X/Y/Z i pozwalają na pracę w zakresie wiercenia, frezowania, obróbki krawędzi i powierzchni oraz rzeźbienia i pisania w granicie, marmurze, ceramice oraz materiałach syntetycznych.
Maszyna ta wykona „na gotowo” 90% zleceń oczekiwanych przez klientów. Blaty z otworami i krawędziami polerowanymi, wiercenia, obniżenia pod płytę indukcyjną. Nie boi się polerowania schodów po łuku, może wyżłobić umywalkę czy brodzik łazienkowy. Dzięki zastosowaniu odpowiednich narzędzi może też skalibrować, polerować czy wyszczotkować powierzchnie płyty.
Po wyposażeniu maszyny w opcję uchylenia głowicy (oś T) w zakresie 0-3 stopni zyskujemy możliwość wykonywania ociekaczy i brodzików, również pod kątem. Bez osi T też jesteśmy w stanie je wykonać, ale tylko i wyłącznie w linii prostej. Uwaga: oś T to nie jest czwarta oś!
W produkcji nagrobków centrum 3-osiowe wytnie frezem kształt tablicy napisowej, wypoleruje jej boki „wałkami” i wykona napis na jej powierzchni w każdej dostępnej czcionce z programu Word. Wykona także płaskorzeźbę.
Jak widać centrum obróbcze 3-osiowe ma spore możliwości i nie ma powodu obawiać się o jego przydatność w zdecydowanej większość prac kamieniarskich.
Piły 4-osiowe
Działające w osiach X/Y/Z oraz w osi C – obrót głowicy.
Oś C pozwala na obrót głowicy, a co za tym idzie na pracę z agregatami do:
– cięcia tarczą, także cięcia krzywoliniowego,
– cięcia pod stałym kątem 44 stopnie,
– wykonywania spolerowania otworów wewnętrznych na ostro,
– wykonanie spolerowanych rowków ociekowych,
– rzeźbienie dłutem pod kątem 90 stopni.
Te maszyny mogą być również wyposażone w oś T.
W odróżnieniu od maszyn 3-osiowych, te piły poruszają się dodatkowo w czwartej osi, nazywaną osią C lub osią W. To oś odpowiedzialna za obrót głowicy.
Piła 4-osiowa pozwala na cięcia łukowe: schody, koła, wielokąty. Należy pamiętać, że maszyny 4-osiowe tną wyłącznie łuki zewnętrzne – łuki wewnętrzne wymagają interpolowania piątej osi. W maszynach tego typu stół jest nieobrotowy, bo obraca się głowica. Opcjonalnie piła może być wyposażona w uchylną przy pomocy korbki głowicę w zakresie 0-90° oraz możliwość pracy frezem.
Maszyny czteroosiowe pozwalają między innymi na:
– cięcia wielokrotne, także w przejściach wielokrotnych,
– cięcia podłużne, poprzeczne, prostopadłe,
– cięcia pod kątem i skośne interpolowane w osiach,
– cięcia uchylne, także przy przejściach wielokrotnych,
– cięcia po łuku, eliptyczne, po okręgu, wielokątne,
– obróbka zgrubna i wygładzanie profili.
Centra obróbcze 4-osiowe
Oprócz wymienionych wyżej czynności maszyn 3-osiowych maszyna XYZC ma możliwość obrotu osi, która umożliwia pracę z agregatami, czyli swoistego rodzaju przystawkami z przekładnią kątową.
Wyróżniamy kilka rodzajów agregatów:
– agregat do cięcia tarczą (tarcze małej średnicy),
– agregat do cięcia tarczą pod stałym kątem 44°,
– agregat do wykonywania polerowanych rowków ociekowych,
– agregat do pisania pod kątem 90°,
– agregat do wykonywania polerowanych otworów pod kątem 90°,
– agregat do wiercenia od dołu,
– agregat do pracy z tarczą garnkową,
Należy pamiętać, że agregat tnący – mimo że wykonuje cięcie – to nie jest piła. Służy głównie do „docinek” materiału, a nie cięcia ciągłego.

Piły 5-osiowe
Działające w osiach X/Y/Z/C oraz osi A odchylającej głowicę od 0 do 90 stopni.
Obecnie jest to najbardziej pożądana i najczęściej sprzedawana na rynku maszyna, w której oś A odpowiada za uchylenia osi w zakresie 0-90°. Pozwala to na cięcie pod dowolnym kątem bez zatrzymywania maszyny i przestawiania głowicy ręcznie. Możemy mówić o maszynie 5-osiowej interpolowanej tylko w momencie, kiedy ruch głowicy w każdej osi może odbywać się w tym samym czasie. Czyli maszyną 5-osiową nie jest maszyna, która porusza się w 4 osiach, ale uchylenie głowicy jest możliwe tylko po zatrzymaniu maszyny i odbywa się ręcznie.
Maszyna jest w stanie wykonać cięcia łukowe zewnętrzne i wewnętrzne. Tu właśnie znajduje zastosowanie piąta oś: uchylenie głowicy pozwala na wykonanie prostopadłej krawędzi na łuku wewnętrznym. Przy wyposażeniu takiej maszyny w odpowiednie oprogramowanie można nawet wykonywać przy jej pomocy skomplikowane rzeźby.
Dodatkowe wyposażenie piły w możliwość pracy frezem palcowym powoduje, że maszyna ta nie dość, że w trybie autonomicznym przetnie elementy, to dodatkowo może wykonać otwory np. pod baterię, a nawet wykonać obniżenie pod płytę indukcyjną, frezować ściankę napisówki. Tym prostym zabiegiem można zmniejszyć obłożenie pracą centrum CNC.

Centra obróbcze 5-osiowe
Centra obróbcze działają w takich samych zakresach jak piła, ale mają dodatkowo możliwość polerowania.
CNC 5-osiowe sprawdzą się w następujących zastosowaniach:
– wykonanie zmiennej fazy na tablicy nagrobkowej,
– praca tarczami garnkowymi,
– wiercenie i rzeźbienie narzędziem pod kątem 90 stopni (bez użycia agregatów),
– wykonywanie rzeźb „na stojąco”,
– zamontowanie agregatu tarczy tnącej.
*„kartezjańskie” – dotyczące kartezjańskiego układu współrzędnych, czyli prostokątnego układu współrzędnych służący do opisu umieszczenia punku na płaszczyźnie lub w przestrzeni za pomocą, odpowienio, dwóch lub trzech współrzędnych.
Podstawowe osie:
– oś X wzdłużna,
– oś Y poprzeczna,
– oś Z pionowa (góra/dół),
– oś C obrót głowicy oraz możliwość
pracy agregatami,
– oś A odpowiada za uchył
głowicy 0-90 stopni (bywa
oznaczana również jako B).
Możemy mówić o maszynie 5-osiowej interpolowanej tylko w w momencie, kiedy każda z tych osi ma możliwość poruszania się w tym samym czasie (interpoluje). Istnieją na rynku rozwiązania typu 4 osie interpolowane + 1 oś uchylna automatycznie lub ręcznie. Matematycznie 4+1 daje 5, ale nie może się to nazywać maszyną 5-osiową.
Wymienia się również oś szóstą obsługującą toczenie.
Dodatkowo maszyna może mieć oś uchylną T odpowiadająca za uchylenie głowicy od 0 do 5 stopni – przydatne do wykonania ociekacza, odpływu umywalkowego lub brodzika ze spadem umożliwiającym spływanie wody.

Targi mają bardzo długą historię. Wystarczy odnotować, że w Polsce pierwsza wzmianka o targach pojawia się w zapisach z 1065 roku. Prawo do organizowania targów należało do podstawowych przywilejów miejskich. Czasem odbywały się raz, a czasem dwa razy w tygodniu. W tych czasach można było zdefiniować targi jako formę sprzedaży i kupna.
Kiedy narodził się kapitalizm, targi dość szybko ewaluowały. W miejsce jarmarków towarowych pojawiły się „wystawy wytwórczości” i „wystawy powszechne” – jak je wtedy nazywano. Były to według ówczesnych określeń targi „prób” i „wzorów”. Na lata 1900 – 1920 przypada okres powstawania największych ośrodków organizacji wystaw – Paryż, Lyon, Mediolan, Kolonia i wiele innych. Wtedy też powstały targi w Poznaniu (1920).
Okazało się, że formuła umożliwiająca kontakty kupieckie została świetnie przyjęta. W 1923 roku w Europie istniały już 454 ośrodki targowe. Potem koncepcja targów, jako miejsca kontaktów bezpośrednich, została wykorzystana przez rozwijający się marketing, i tak powstały targi, jakie znamy dziś.
Współcześnie dużych centrów targowych na świecie jest ok. 2500. Organizatorami, w większości, są firmy komercyjne. Tyle tytułem wstępu.

Współczesne targi to wystawy, na których producenci i dystrybutorzy towarów prezentują swoje oferty, a zwiedzający podpisują kontrakty. Jest to też miejsce, gdzie można promować określone kierunki rozwoju, również w projektowaniu i designie. Powstaje pytanie: na ile takie imprezy są obecnie atrakcyjne dla wszystkich uczestników?
Targi rozwijały się dynamicznie w określonych warunkach zewnętrznych. Miały się dobrze w czasach, gdy komunikacja i transport były mocno ograniczone, a ludzie wysoko cenili sobie możliwość kontaktu bezpośredniego, dającego znacznie więcej niż rozmowa telefoniczna o raczej miernej jakości.

Technologie komunikacyjne w ostatnich latach bardzo się rozwinęły. W zakresie możliwości prezentacji oferty istnieją nieznane wcześniej możliwości. Firmy mają strony internetowe czasem bardzo rozbudowane, publikują w sieci już nie tylko parametry, oferty i zdjęcia, ale również filmy i interaktywne prezentacje.
Co do samej komunikacji, też doszło do poważnych zmian. Współczesne technologie umożliwiają połączenia wideo między rozmówcami, więc wrażenie kontaktu bezpośredniego jest prawie namacalne.
Dziwne jest to, że w kontekście zmian technologicznych organizatorzy targów niespecjalnie poszukiwali nowych motywacji do udziału w targach dla zwiedzających, a w rezultacie i dla wystawców. Nieustannie panuje pewien standard oferty: jakiś bankiet, kilka wykładów, jakaś wystawa, czasem prelekcja wygłoszona przez znaną osobę… Wyraźnie brakuje ciekawej i konsekwentnie realizowanej misji organizacji – jakiegoś kierunku działania.
Do zmian nie doszło z roku na rok. To był wieloletni proces. W naszej branży chyba tylko włoski Marmomac odrabiał zadanie. Mocno ukierunkował się na wspieranie i prezentowanie nowych pomysłów w designie i technologiach umożliwiających ich realizację. Angażuje się również w wiele działań wspierających branżę kamienia.

Oczywiście targi to możliwość „fizycznego” dotknięcia oferowanego towaru. I pewnie to było uzasadnieniem dla drogi obranej przez większość organizatorów wystaw: sprzedać jak największą powierzchnię wystawienniczą jak najmniejszym kosztem. Tylko czy możliwość „dotknięcia” oferty przez klientów jest warta wysokich kosztów udziału w targach?
Nie można zapominać o wspomnianych wcześniej spotkaniach bezpośrednich. Dość ważnym elementem, który przyciąga zwiedzających na targi, jest potrzeba bezpośrednich kontaktów społecznych. Podczas wizyty na wystawie spotykamy sporo znajomych, których widujemy okazjonalnie. Takie spotkania są atrakcją targów. Jest możliwość rozmowy twarzą w twarz. Jest też szansa na wymianę doświadczeń. A swobodna atmosfera sprzyja dzieleniu się sekretami, o których przez telefon raczej się nie rozmawia.
Ten rok raczej targom się nie przysłużył. Zaistniała sytuacja związana z pandemią doprowadziła organizatorów targów do stanu dramatycznego. Większość z nich to duże firmy z dużymi kosztami stałymi, a kolejne imprezy są przenoszone na następny rok.
Pojawiły się pomysły budowania platform cyfrowych i organizowania targów „on-line”. Taką wersję zaproponował Marmomac – cyfrowe targi odbyły się pod nazwą Marmomac ReStart. Sądząc po trudności w znalezieniu opinii na temat tej imprezy – na kanałach oficjalnych, nieoficjalnych i platformach społecznościowych – wielkiego sukcesu nie było. Lista wystawców kończyła się na liczbach stanowiących mniej więcej 10% normalnej imprezy targowej. Trudno się dziwić. Nie potrzeba żadnego specjalnego systemu, aby się komunikować on-line. Oferenci i klienci kontaktują się ze sobą bez konieczności korzystania z pośrednictwa platform targowych. To trochę tak, jakby teraz ktoś zaproponował sieć telefoniczną, w której rozmowy trzeba zamawiać.
Ciekawe, jak potoczą się losy targów? W najbliższym czasie raczej nie widać perspektyw spotkania się w halach targowych. Targi STONE zostały przeniesione na jesień 2021 roku. Inne imprezy – polskie i zagraniczne, w różnych branżach, nie tylko kamieniarskich – planowane na wiosnę również są odwoływane lub przenoszone na dalsze terminy.
Jaki będzie wpływ braku w tym roku imprezy w Poznaniu na rynek, można spróbować przewidzieć.
Pierwsze, co przychodzi do głowy, to brak chińskich sprzedawców narzędzi. Nie będzie masowego robienia zakupów, co musi zaowocować zwiększeniem zamówień u polskich dostawców – również tych, którzy oferują narzędzia z Chin. Być może wtedy chętni na zakupy na targach przekonają się, że krajowi dostawcy, może i w nieco wyższej cenie, dostarczają taki towar, który ma przewidywalny standard produkcji i stabilną jakość.
Mało kogo interesuje, że sprzedaż na stoisku targowym często odbywała się poza oficjalnym systemem fiskalnym – stąd zaniżona cena. Ważna jest możliwość tanich zakupów. Może jednak do wyobraźni (i kieszeni) kupujących przemówi argument, że za nieco wyższą cenę u polskich dostawców kupują również serwis pozakupowy i możliwość skorzystania z gwarancji. Kupując na chińskim stoisku targowym szans na reklamację nie mają.
W związku z brakiem targowej komunikacji marketingowej firmy, które chcą utrzymać dotychczasowe poziomy sprzedaży, powinny szukać innych metod komunikacji z rynkiem. Zadanie jest pilne. Targów nie będzie, a znajdujemy się w okresie, w którym należy zadbać o materiały i narzędzia, z którymi rozpoczniemy następny sezon.
Ostatnie tygodnie pokazały, że zamówienia przychodzące z rynku są prawie na poziomie z poprzednich lat, więc pracować można. Pojawiły się natomiast problemy z dostawami – o tym pisaliśmy w poprzednim wydaniu Kuriera Kamieniarskiego. Wydaje się, że aby następny sezon zamknął się na dobrym poziomie, należy uruchomić szereg działań zapewniających komunikację z rynkiem. W końcu na udział w targach chcieliśmy przeznaczyć pewne środki. W przypadku wystawców całkiem niemałe. Część z nich warto poświęcić na budowanie relacji.
Co można zrobić?
Na pewno zwiększyć ilość kontaktów telefonicznych. Być może ofertę przygotowywaną na targi przedstawić w postaci ulotek, reklam prasowych, publikacji w mediach społecznościowych i czasopismach branżowych. Generalnie trzeba zwiększyć swoją aktywność, aby w ciągu miesiąca ilość kontaktów z klientami była taka, jaką zwykle mamy podczas udziału w targach.
Ze stałymi klientami kontakty mamy – trzeba tylko je odnowić. Być może dobrym pomysłem będą kontakty wideo realizowane przez komunikatory internetowe (WhatsApp, Skype, Messenger). Nowe kontakty nawiążemy natomiast poprzez czasopisma i aktywność na portalach społecznościowych.
Jeśli wykonamy taką pracę, to pomimo braku spotkań targowych na pewno dobrze przygotujemy się do kolejnego sezonu.