
Kilka tygodni temu, jako przedstawiciele PZK, braliśmy udział w eliminacjach do młodzieżowych mistrzostw świata w zawodach rzemieślniczych, które odbywały się w Gdańsku. Kamieniarstwo obecnie nie jest reprezentowane w tych zawodach, ale jest szansa to zmienić.
Nie będzie to łatwe, ale próbować warto. Przy okazji rozmowy z kolegami z francuskiego WorldSkills na temat zadania konkursowego, które na taką okoliczność należy przygotować, pojawiła się konieczność zdefiniowania umiejętności, którymi współczesny kamieniarz powinien się potrafić wykazać.
Dotychczas na podobnych wydarzeniach zawodnicy dostawali zadania wymagające dużej biegłości w ręcznej obróbce kamienia. Jeżeli pamiętacie Mistrzostwa Polski w Ręcznej Obróbce Kamienia, które organizowaliśmy na Targach Stone w Poznaniu, to były to dość podobne wydarzenia. Uczestnicy otrzymują rysunek detalu, kawałek kamienia, i dysponując podstawowymi narzędziami muszą jak najlepiej wykonać zadanie. Oceniany jest każdy etap, każda czynność: od organizacji stanowiska pracy, przez umiejętność czytania rysunków, czynności przygotowawcze, pomocnicze, dobór narzędzi i prawidłowość posługiwania się nimi, po dokładność, estetykę, bezpieczeństwo i higienę pracy. A to wszystko w ograniczonym czasie i na oczach jury oraz widzów, więc kwestia opanowania tremy i stresu jest też szalenie istotna.
Tak było do tej pory, ale czy faktycznie zadanie skupione w 100% na ręcznej obróbce kamienia odzwierciedla to, jak zawód kamieniarza wygląda w trzeciej dekadzie XXI wieku? Patrząc po większości znanych mi zakładów – nie. Jakich więc kompetencji oczekiwać od zawodników, konstruując nowe zadanie?
Współczesny zakład kamieniarski generuje wiele stanowisk pracy: trakowy, cyrkularz, operator linii polerskiej, operator centrum obróbczego (tu również pojawia się programista) czy w końcu mechatronik. Kamieniarzy obróbki ręcznej jest coraz mniej, bo coraz więcej obróbki kamienia wykonują maszyny. Czy nie należałoby w takim razie uwzględnić tego faktu w zadaniu na WorldSkills? Podczas obserwacji startujących w gdańskich zawodach stolarzy rzucało się w oczy, że zawodnicy mają do dyspozycji całkiem przyzwoity park maszynowy, a nie tylko ręczne narzędzia.
Wstępnie założono, że nowe zadanie powinno połączyć kompetencje umożliwiające przygotowanie (rysunek AutoCAD), zaprojektowanie (program pracy) i wykonanie (obsługa maszyny) elementu z wykorzystaniem obrabiarki CNC, a następnie wykończenia go ręcznie. Wydaje się, że takie zadanie odpowiada współczesnemu obrazowi kamieniarza, ale oprócz szeregu technicznych problemów, jakie należałoby rozwiązać, żeby przygotować zawody z takim zapleczem, pojawia się jeden zasadniczy: czy taki dwudziestokilkulatek, który będzie potrafił to wszystko zrobić, istnieje? W praktyce zazwyczaj poszczególne etapy wykonują różni pracownicy, a jeżeli nawet nie, jeżeli może to być jedna osoba, to ma już za sobą spory staż.
Jakkolwiek nie potoczą się prace nad zadaniem, życzmy sobie w 2022 roku wielu młodych, zdolnych i odważnych adeptów sztuki kamieniarskiej, wśród których będziemy mogli znaleźć naszego reprezentanta na EuroSkills w Sankt Petersburgu w 2023 i WorldSkills Lion w 2024!
Krzysztof Skolak
WorldSkills oraz EuroSkills to międzynarodowe, cykliczne wydarzenia, których zadaniem jest promowanie umiejętności zawodowych. To największe tego rodzaju zawody na świecie. Więcej na ten temat: https://worldskillspoland.org.pl/

Klink International był bohaterem artykułu pt. „Mistrzowie gotowego formatu” w czerwcowym Kurierze Kamieniarskim (nr 3/2021 ). Potężne centrum logistyczne w Bystrej koło Gdańska, magazyny pomocnicze w Olsztynie, Iławie i Grudziądzu, 20 punktów handlowych, 28 lat na rynku – oto Klink International – jeden największych polskich dystrybutorów kamienia naturalnego w gotowym formacie.
Już dziś Klink International informuje o swojej gotowości na sezon zimowy i na dalsze miesiące 2022 roku.
– W 2020 r. ściągnęliśmy do Polski ponad 700 kontenerów materiału, a w 2021 r. liczbę tę powiększyliśmy do ponad 1000 kontenerów wyrobów z kamienia naturalnego z takich krajów jak Chiny, Indie, Turcja, Wietnam, Brazylia czy Hiszpania. Mimo ogromnego wzrostu kosztu frachtu morskiego, jak i niekończących się problemów w portach na całym świecie spowodowanych pandemią Covid 19, podjęliśmy ogromne ryzyko finansowo-logistyczne i dziś śmiem twierdzić, że jesteśmy jedną z najlepiej zatowarowanych firm nie tylko w Polsce, ale także na całym starym kontynencie. Posiadamy bardzo duże ilości pasów, płytek, stopnic granitowych we wszystkich możliwych dostępnych obecnie na rynku kolorach.

Ponadto oprócz materiałów granitowych naszą siłę stanowią płyty i płytki z kwarcytu i łupka. Tym rodzajem materiału, który doskonale sprawdza się na elewacjach, ścianach dekoracyjnych, klatkach schodowych, dysponujemy w ilości ponad 60 000 m2 we wszystkich dostępnych kolorach i formatach – wymienia członek zarządu i dyrektor ds. handlowych Jakub Podliński.
Gotowe elementy dla naszej branży
Firma Klink od lat przekonuje do siebie kamieniarzy – w szczególności tych budowlanych – powiększającą się gamą materiałową. Obecnie bestsellerów w ofercie Klinka jest kilka. Po pierwsze chiński granit Juparana / Viscont White New, dostępny w pasach polerowanych 2 i 3 cm grubości, płytkach polerowanych 1,0 i 1,5 cm, płytkach płomieniowanych 2 cm i stopnicach w formacie 150 x 33 x 2/3 polerowanych (plus 2 mm fazą od góry i dołu długiego boku) gotowych do bezpośredniego montażu. Ponadto indyjski granit Cielo de Marfil w wykończeniu: polerowanym i satynowym. Dostępny w płytkach 61 x 30,5 x 1 i 60 x 60 x 1,5 cm, polerowanych i satynowych, a także w stopnicach 150 x 33 x 2 polerowanych. Dodatkowo Klink International wzbogacił swoją ofertę gotowych stopnic w stałym formacie 150 x 33 x 2 lub 3 cm z Black Galaxy i Absolute Black – obok dostępnych wcześniej płytek i pasów.
Marmur i trawertyn
W 2021 roku firma postawiła na płytki, komplety rzymskie i mozaiki z marmuru i trawertynu w różnych rodzajach wykończeń.
– Obserwując ogromny wzrost sprzedaży tego asortymentu w mijającym roku, chciałbym zapewnić wszystkich odbiorców, iż w 2022 roku nadal utrzymamy bardzo wysokie stany tej grupy produktowej. Każdy z naszych partnerów handlowych będzie mógł sprzedawać je bez jakichkolwiek obaw o dostępność – zapewnia prezes zarządu Klink Int. Artur Klink.
Forniry kamienne i samoprzylepne panele kamienne 3D
Hitem w ofercie Klink International są forniry kamienne o grubości 3 mm. To doskonała alternatywa dla spieków kwarcowych, która nadaje się na okładzinę dekoracyjną ścian, sufitów, blatów, a nawet elementów kominków. Dostępna jest od 3 lat w ofercie firmy – teraz do nabycia w formatach 122 x 61 cm oraz 122 x 305 cm. W magazynach firma posiada 8 różnych kolorystyk, w tym także transparentne, głównie z łupka, kwarcytu i jeden marmurowy.

– Samoprzylepne kamienne panele Quickstone 3D powinny zainteresować wszystkich, którzy szukają najprostszej formy upiększenia wszelkiego rodzaju powierzchni pionowych. Materiał ten doskonale sprawdza się na ścianach dekoracyjnych, między blatem a szafkami, a także na klatkach schodowych i w łazienkach, gdzie jego aplikacja jest możliwa na już istniejące płytki. Na prośbę każdego z zainteresowanych firma Klink wysyła wzorniki fornirów kamiennych oraz paneli samoprzylepnych 3D – dodaje Edward Klink, viceprezes zarządu.
Współpraca z firmami kamieniarskimi
– Dlaczego firmy kamieniarskie mogą liczyć u nas na specjalne traktowanie i preferencyjne warunki handlowe? Otóż mając na uwadze panującą pandemię, zwielokrotniliśmy aktywność naszych konsultantów działających telefonicznie. Posiadamy jedne z największych stanów magazynowych w Europie, co pozwala na obsługę każdej inwestycji w przeciągu 3-4 dni roboczych. Ponadto bardzo cenimy sobie długofalową współpracę na zasadzie partnerów biznesowych. To wiąże się ze specjalnymi rabatami, bo jesteśmy w stanie zaproponować najniższą cenę w kraju. Wszelkiego rodzaju próbki i wzorniki wysyłamy w przeciągu 3 dni. Cechuje nas profesjonalny i bardzo elastyczny serwis, połączony z bardzo wysoką jakością naszych materiałów – zapewnia dyrektor ds. handlowych Jakub Podliński.


Co jakiś czas, jak bumerang, wraca pytanie: po co jest Związek? Różne wydarzenia w branży lub wokół niej uświadamiają, że dobrze by było „coś” zrobić w określonej sytuacji, że „ktoś” powinien się czymś zająć, dopilnować, wyjaśnić, lobbować, blokować, popierać, interweniować itd.
Tak, organizacja branżowa jest właśnie po to, by zrzeszać ludzi na co dzień borykających się zawodowo z podobnymi, a czasami nawet takimi samymi problemami, pomagać je definiować, poszukiwać rozwiązań, działać. Polski Związek Kamieniarstwa na pewno stara się reprezentować interesy kilkuset firm kamieniarskich, które tę organizację tworzą. Tematów do załatwienia jest sporo, a dynamicznie zmieniające się otoczenie sprawia, że oprócz sztandarowych, stałych zagadnień, pojawiają się co chwilę nowe.
I ważne jest, by zachować właściwą optykę. To nie jest tak, że jest Związek, a z drugiej strony jesteśmy my – członkowie. PZK jest sumą wszystkich firm członkowskich.
I jeszcze jeden aspekt właściwej optyki. Te wspomniane kilkaset firm, które tworzą Związek, to kropla w morzu. To zaledwie około 2% wszystkich podmiotów działających w naszej branży. Niestety, zdecydowanie za mało, by mówić o silnej organizacji. Do sprawnego i skutecznego działania potrzebujemy, między innymi, czasu i pieniędzy. Jeżeli każdy, kto już jest w PZK, poświęca miesięcznie jedną godzinę na działania wykraczające poza bieżące potrzeby swojej firmy i wpłaca 30 zł składki, to mamy potencjał miesięczny kilkuset godzin i kilku tysięcy złotych. Gdybyśmy jednak działali w tym zakresie jak nasi koledzy z Niemiec (95% przynależności do organizacji branżowej), to miesięcznie mielibyśmy potencjalnie kilka tysięcy godzin i kilkaset tysięcy złotych. Skala działania, jaką można by przy takiej powszechnej przynależności osiągnąć, jest niewspółmierna do obecnej. Kształcenie, publikowanie, lobbowanie, promowanie i dziesiątki działań, które są nam w naszej działalności bardzo potrzebne, stałyby się osiągalne i szybko dawały wymierne efekty.
Obecne działania również dają wymierne efekty, tylko… proporcjonalnie do skali. Jeśli więc chcemy, by kamieniarstwo było dostrzegalne, pozytywnie kojarzone, silne, czerpiące z tradycji, ale nowoczesne, to działajmy na dwóch frontach: indywidualnie w swoich firmach oraz wspólnie w Polskim Związku Kamieniarstwa.
Krzysztof Skolak

Długo czekaliśmy na spotkanie w Weronie, ale pandemia spowodowała nie tylko długą przerwę. Kiedy w końcu doszło do realizacji imprezy, okazało się, że sporo osób, które odwiedzały targi w poprzednich latach, zrezygnowało z udziału. Oczywiście ci najwięksi przyjechali, ale wielu przedstawicieli mniejszych firm się nie pojawiło. Również polscy branżyści byli mniej liczni.
Polaków można było spotkać na stoiskach firm, które są reprezentowane na naszym rynku. Np. firma TGR zalicza udział w tegorocznych targach do udanych. Natomiast Zdzisław Nowicki rezydujący na stoisku firmy Tenax zwrócił uwagę na małą ilość azjatyckich firm i zwiedzających z dalekiego wschodu. Podobnie jak przedstawicieli sektora z Brazylii, USA, Afryki i Indii.
Byli i polscy wystawcy: firma Lubas z okolic Działdowa, Abra z Opola i Metikam Stone z Żarowa. Dla tych ostatnich był to debiut na imprezie w Weronie. Celem wyjazdu było poszukiwanie dystrybutorów w innych krajach. Okazało się, że zainteresowanie było duże i teraz trzeba kontynuować rozmowy i finalizować kontrakty.

Jak można się było spodziewać zwiedzający targi nieco narzekali na systemy bezpieczeństwa pandemicznego – kontrole na wejściu, a nawet na niektórych stoiskach – ale ze względu na mniejszą ilość zwiedzających nie stanowiło to specjalnego problemu. Według danych organizatora tegoroczna impreza gościła ponad 30 tysięcy zwiedzających ze 120 krajów świata. Swoje stoiska zaprezentował 756 wystawców, wśród których 329 było spoza Włoch, zajmując 60 tysięcy metrów kwadratowych. Jest to spory spadek porównując do poprzedniej edycji z roku 2019. Wtedy zaprezentowało się 1650 firm, których ofertę zobaczyło 69 tysięcy zwiedzających ze 155 krajów.
Podobnie jak w poprzednich edycjach organizatorzy postawili na typową dla targów w Weronie mieszankę materiałów, technologii i design. Można było zauważyć, że organizator dotrzymał słowa i przekonał wystawców do prezentowania na stoiskach swoich produktów, a nie tylko elementów dekoracyjnych.

Nowością była hala wystawowa nr 10 nazwana Marmomac + Solutions, gdzie zaprezentowano elementy z kamienia naturalnego w połączeniu z innymi materiałami z dziedziny architektury, designu i urbanistyki.
Istniejący na targach od 2015 roku Włoski Teatr Kamienia został przeniesiony z hali 1 do hal 11 i 12, zyskując więcej przestrzeni na prezentację. O ile na poprzedniej edycji tematem Włoskiego Teatru Kamienia była naturalność kamienia, to w tym roku ekspozycja przygotowana była pod hasłem „Czas”. W przeciwieństwie do często nietrwałych produktów, według organizatorów, kamień naturalny jest materiałem wytrzymałym i określającym styl, który przetrwa długo. Pokazano innowacyjne i eksperymentalne projekty.

Cieszy, że impreza przetrwała i może za rok do Werony, jak to było w poprzednich edycjach, zawitają tłumy. Kolejny Marmomac odbędzie się w dniach 27-30 września 2022 roku – to pewna zmiana, bo przyszła wystawa będzie trwać od wtorku do piątku.

Lipiec 2011 – zaczęliśmy działać w RPA, dziesięć lat później, w 2021, obchodzimy pierwszą okrągłą rocznicę na Czarnym Lądzie istnienia naszych firm oraz naszego obcowania z Afryką. Patrząc, jak operatorzy „jackhammerów” ramują blok, który przed chwilą został odstrzelony od calizny, i widząc sprzęt, który odwozi te bloki pod suwnice do Zenon Granite, zadaję sobie pytanie: czy to już? Czy to już ten moment, w którym mogę powiedzieć, że frycowe zostało zapłacone?
Czy nie powtórzą się historie z poprzednich lat, w których najmniejszą śrubkę trzeba było kupować z przedpłatą? Czy nieufność ludzi wobec nas – obcych – już się skończyła? Czy to tylko cisza przed burzą, która zmiecie wszystkie klocki tak skrupulatnie przez nas układane? Czy historie o prądzie albo walka z ludnością, która twierdzi, że ziemie, na których prowadzimy eksploatacje, należą do nich, bo to były ziemie ich pradziadów, już się zakończyły?
Wtedy czuję jak ktoś klepie mnie w plecy i mówi: „Jedziesz ze mną do miasta? Muszę odebrać silnik elektryczny, który zawiozłem do przewinięcia”. Ten głos rozpoznaję od razu: „Pewnie Mietek! Lecim na Szczecin!”.
Do Brits jest około 15 minut jazdy – mam czas na myślenie, wracam znów myślami do tego frycowego. I wtedy zatrzymujemy się pod sklepem „Jaco rewind”.
– Pomóc ci? Przecież nie znasz angielskiego, będę tłumaczył – mówię do Mietka.
– Jacek, jakbym potrzebował twojej pomocy, to bym o nią poprosił. Idę tylko silnik odebrać. Co w tym trudnego? – odpowiada Mietek.
Po kilku minutach Mietek wraca z silnikiem: – Jak zawsze na przelew na 14 dni – mówi dając mi fakturę. – Jedziemy do Medibang. Musimy spray kupić, maski dla operatorów i potrzebuje zamówić nowe zawiesia łańcuchowe do suwnicy.
Parkując pod sklepem, znów proponuję pomoc w tłumaczeniu. Mietek spogląda na mnie i mówi:
– Widzę, że ci się nudzi. To chodź, może przydasz się do czegoś.
Wchodząc do sklepu rzucamy afrykanerskie „Goeie more” (czytaj: hure more). Zza kasy pada „cesc” – prawie po polsku. Jestem zdziwiony, ale nie kryję uśmiechu. Mietek od razu łapie katalog i szuka potrzebnych części. Gadka-szmatka, przygotują kwotacje i wyślą na mejla: „We will send to you, Jasek?”. „Yes, send to Jasek” odpowiadam. W drodze powrotnej zaliczamy jeszcze ze dwa sklepy: ze śrubami i z hydrauliką. W obu rozmowy przebiegają podobnie…
Wracamy szybko na kopalnię – dzwonił Frederick, mój spedytor. Chce się ze mną pilnie spotkać, bo ma jakiś problem z blokami: ciężary się nie zgadzają i „tiry” muszą zawracać z wagi z powrotem na kopalnie w celu przeładowania. Wjeżdżając na kopalnię, z daleka widzę auto Federicka i jego samego – Frederick to mój rocznik, ale nie moja waga: typowy Bur, który kiedyś grał w rugby – postura duża, ale już zaniedbana, stanowczo za dużo kilogramów.
– Dawaj. Gdzie jest problem? – mówię.
Federick pokazuje mi blok, który na pewno nie waży tyle, ile jest na nim napisane. Wołam Glorię i pytam, kto jej dał listę do opisywania bloków.
– You, boss – odpowiada.
Biorę listę do ręki i od razu wyłapuję błąd – Gloria po prostu przeskoczyła o jeden numer na liście, co spowodowało, że blok, który ważył 22 tony, miał napisane 8 ton, a blok o wadze 8 ton był opisany 22 ton itd.
W Afryce możemy wozić ładunki dwoma rodzajami aut: tri-axle i links. Tri-axle to auta ciężarowe podobne do tych w Polsce, ale o dopuszczalnej ładowności do 30 ton. Zestawy „links” składają się z auta, przyczepy lub naczepy i mogą na raz zabrać 32 tony ładunku. W RPA, jak i w Polsce, bardzo surowo jest karane przeładowywanie aut, więc prosto z kopalni ciężarówki jadą na certyfikowaną wagę, która pokazuje nacisk na każdą oś z osobna – jeśli masa odpowiada przepisom, auto jedzie do portu Richards Bay, w przeciwnym wypadku wraca na kopalnię.
Rozmowy z Frederickiem kończę obietnicą, że dzisiaj zacznę płacić fakturę transportową za poprzedni statek. De facto statek wypłynął już ponad dwa tygodnie temu. Zwiezienie 1500 ton kamienia do portu trwa od 2 do 3 tygodni. Do tego trzeba dodać czas załadunku i czas na wyjście z portu, co powoduje, że od pierwszego auta, które wyjechało spod suwnicy, mija prawie 5 tygodni. Więc Federick, jako spedytor, kredytuje mnie i mój biznes.
Kolejny telefon, kolejna sprawa:
– Jacek przyjedź, bo przyjechał nasz stały klient, który odbiera duże ilości bloków na lokalny rynek – mówi Thys, quarry man (kierownik kamieniołomu).
Od razu wiem, o kogo chodzi. Riaan. Też Bur, ale już inna higiena pracy i życia. Rocznikowo młodszy ode mnie o jakieś 3 lata. Typowy pracoholik. Prowadzi swój biznes razem z swoim rodzeństwem – dwoma braćmi i dwiema siostrami – i muszę przyznać, że idzie im dobrze.
Czeka na mnie na magazynie bloków trzeciego i czwartego gatunku, zaraz przy środkowej górze. Riaan jest bezpośredni i szybko przechodzi do konkretów:
– Słuchaj, Jacek, jak ciebie nie było, to kupiłem nową wielolinę z Chin. 32-linową maszynę. Potrzebuję jeszcze więcej bloków od ciebie. Ile możesz mi dawać miesięcznie?
Długo nie musiał czekać na moją odpowiedź. Mamy parę miejsc na kamieniołomie, które szybko możemy otworzyć i zwiększyć produkcję na rynek lokalny. Warto tu dodać ważną rzecz: każdy, kogo by nie zapytać, na czym się robi największą kasę na kopalniach różnych surowców skalnych, odpowie to samo: na materiałach wadliwych i odpadzie. Czysty materiał to tylko wisienka na torcie. Tak jest i u nas. Żeby wydobyć 1000 ton czystego materiału, trzeba przerzucić ponad 10 000 ton urobku. Łatwo policzyć, że tylko 10% nadaje się na eksport do Polski. Z pozostałej części – w zależności jak się prowadzi kamieniołom – można osiągnąć odpadowość na poziomie 40-50%, czyli od 40% do 50% to III i IV klasa, którą można sprzedać lokalnie.
Pamiętam, kiedy zaczynaliśmy pracować w RPA, każdy z naszych byłych menadżerów mówił, że w RPA nie ma lokalnego rynku – trzeba to wszystko wyrzucać na hałdy i zapomnieć o tym. Dziwiło nas to, ale cóż, byliśmy obcy. Akceptowaliśmy taką kolej rzeczy. Przełomem był rok 2018, kiedy poznałem Riaana i Natashe. W sumie to oni nas znaleźli, przyjechali do mnie na kopalnie i zrobiliśmy „pierwszy deal”. Teraz mamy rok 2021 i nasza współpraca trwa w najlepsze. Zarówno on, jak i my, idziemy do przodu.
– Daj mi 2-3 tygodnie. Postaram się zwiększyć produkcję o kolejne 100 m3 dla ciebie – odpowiadam na jego pytanie.
– Super! Dobre informacje. Widzimy się na braaiu w piątek u mnie na farmie? – podsumowuje Riaan podając mi rękę.
– Z przyjemnością – odpowiadam. – Shap! – co po afrykanersku znaczy: „jasne, spoko”.
Wsiadł w auto i odjechał, ja miałem tylko parę kroków, żeby wrócić na kopalnię. Idąc zobaczyłem, że Pokathan – nasz człowiek-oczko, który ma szukać wad w materiale i oznaczać je żółtymi liniami – macha do mnie i krzyczy: „Boss! Boss!”. Widzę jego uśmiech na twarzy i wskazujący palec podniesiony do góry. Już wiem, co to znaczy: mamy tę wisienkę.
Wracam do miejsca, w którym stałem parę godzin wcześniej i patrzę dalej na to, co się dzieje na przodku. Uśmiecham się sam do siebie. Chyba ten czas frycowego się skończył, a chyba mało osób wierzyło w to, że Zenon wytrzyma w RPA tyle lat. I mogę to powiedzieć z całym szacunkiem: osiągnął sukces. W końcu jesteśmy tutaj 10 lat, wyrobiliśmy sobie jakąś tam markę, która pozwala nam funkcjonować w tym biznesie. Ta marka pozwala nam poruszać się po mieście, które, jak na afrykańskie warunki nie jest duże, ale jednak ma te 100 tys. mieszkańców. I co ważne: czuć się swobodnie mimo wielu przeszkód. Nie mówiąc o tym, że nawet Mietek, choć nie zna języka, jako technik i inżynier zawsze dogada się ze swoimi kolegami po fachu.
Tylko wiem, że to jest RPA. Tu świat może się zmienić nie do poznania w przeciągu 10 dni. Tak też było tym razem. Po zamknięciu w więzieniu byłego prezydenta Jacoba Zumy RPA zatrzymało się, stanęło na dobre 2 tygodnie! Zamieszki spowodowały zamknięcie kraju, kryzys na rynku ropy i wyjście wojska na ulice miast. Dlatego nigdy nie używam słów: „mam coś pod kontrolą”. Bo zdarzenia lub siły niezależne od nas szybko mogą to zweryfikować!
This is Africa – TIA!