Reklama


Artykuły

Kumulacja

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: piątek, 22 grudnia 2023 10:05

127_kumulacja2.jpg

Są słowa, które mają co prawda wiele znaczeń lub używane być mogą w różnych kontekstach, ale w społecznym odbiorze utrwaliło się ich jedno konkretne znaczenie.

Ostatnio w wielu rozmowach – zarówno wśród znajomych niezwiązanych z kamieniarstwem, jak i branżystów – zadawałem pytanie o to, jak kojarzą słowo kumulacja. Ta moja mała ankieta przyniosła ciekawy wynik.

Otóż pierwsze skojarzenie przeważającej ilości rozmówców, to był „totolotek”. O czym to świadczy? O naszym optymizmie. Bo przecież wygrana na loterii, na dodatek ze skumulowaną nagrodą, to oczekiwanie szczęśliwych zdarzeń.
A przecież według słownika kumulacja to nagromadzenie lub skupienie się czegoś w jednym miejscu lub czasie; też: sumowanie się jakichś działań, doświadczeń itp.

Kończy się rok, który w opinii wielu branżystów był bardzo trudny. Niepewna sytuacja gospodarcza związana z wydarzeniami politycznymi w kraju i za granicami. Niepewny kurs walut, ograniczenie inwestycji, ograniczenie dofinansowań nie tylko w kamieniarstwie, ale przede wszystkim na rynku budowlanym. Wszystko to spowodowało spłycenie rynku i trudności z utrzymaniem normalnego poziomu produkcji. Medale należą się tym, którzy dali radę w takich warunkach przetrwać, a czasem nawet rozwijać swoje firmy.

Niezależnie, jak wam się udało poradzić sobie z problemami, nadal kumulacja kojarzy się z wygraną. Nawet wtedy, gdy w konkretnym dniu kumulacja to awaria maszyny, choroba najlepszego pracownika i wycofanie się inwestora z dużego zlecenia.
Optymizm jest jednym z najważniejszych elementów w budowaniu sukcesu firmy. Oczywiście tylko taki, który opiera się na racjonalnych przesłankach i aktywnym przemyślanym działaniu. Trudne czasy to właśnie ten moment, w którym aktywne działanie, mądre inwestycje i sensowne zmiany w organizacji firmy, dają świetne efekty.

Przeraża mnie, kiedy słyszę, że firmy rezygnują z działań marketingowych, niezbędnych inwestycji czy zmniejszają zatrudnienie. Redukcja kosztów za wszelką cenę to droga, która nie rozwiązuje problemów. Wręcz tworzy nowe. Jeśli w nowym roku rynek ulegnie poprawie, to ze zredukowanym zatrudnieniem nie będzie możliwości realizowania większej ilości zleceń. A chyba wszyscy przekonali się już, że o pracowników na rynku trwa walka. Jeśli redukcja dotyczyła inwestycji sprzętowych, to spadnie wydajność i jakość. Redukcja kosztów marketingowych to też droga w dół.
Jeśli mamy konkretne, atrakcyjne w naszym mniemaniu, propozycje dla rynku, ale ich nie zaprezentujemy potencjalnym klientom, to ich sprzedaż będzie prawdopodobnie niższa, niż to wynika z jej atrakcyjności. Firma z dobrym wizerunkiem, na którym zbudowała swoją pozycję na rynku, powoli zacznie tracić, jeśli nie będzie tego wizerunku podtrzymywać. Problem jest taki, że w pierwszym momencie zmiana będzie niezauważalna. Zwykle, jeśli po jakimś czasie odczujemy, że jest mniej zleceń, obarczymy winą wszystko, tylko nie zaniechania w podtrzymywanie dobrego wizerunku firmy.

Zauważcie, że tytułowe słowo „kumulacja” ma taki odbiór przez stałą promocję lotto.
Oczywiście rozumiem firmy, które szukają możliwości zmniejszenia kosztów. Patrząc w excelowe tabelki widzimy dokładne kwoty, w tym te wydatkowane na marketing. To są konkretne kwoty. Wykreślenie ich to redukcja kosztów, na której nam zależy. Ale w tych tabelkach nie widać kosztów złej organizacji pracy, nadmiaru odpadów produkcyjnych czy kosztów paliwa zużytego na źle zaplanowane wyjazdy lub montaże, na których zabrakło jednej tubki silikonu albo kleju.

Wydaje się, że największe rezerwy w kamieniarstwie to pozyskiwanie zleceń, które trafiają do branży ceramicznej. To ogromny rynek, w którym drzemią wielkie rezerwy dla naszej branży. Ale niestety to wymaga inwestycji marketingowych. Tworzenia luksusowych ekspozycji, prezentowania kamienia w bardzo wielu miejscach i udziału w różnych imprezach targowych. Za chwilę nadejdzie nowy rok, nowy sezon i nowe wyzwania. Zadbajmy w tym nowym sezonie, żeby słowo „kamień” stało się jak „kumulacja” i miało same pozytywne skojarzenia – luksus, piękno, łazienka, parapety, posadzki. Bo na razie, dla większości ludzi, to po prostu coś, co leży na ich drodze.

przeczytaj cały artykuł

TIA cz. 21 Koniec roku – koniec kłopotów?

Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data publikacji: piątek, 22 grudnia 2023 09:50

127_60_1.jpg

Chciałbym, żeby tak było! Zamykasz rok – wszyscy wypłacają się na zero, ty jesteś w stanie wypłacić innych – górka zostaje i każdy jest szczęśliwy!

Kiedyś ktoś mi fajnie powiedział, że wypłatę, którą się dostaje za przepracowany okres, można rozbić na przepracowane tygodnie. Pierwszy tydzień ma zabezpieczyć twoje koszty związane z rachunkami za dom czy mieszkanie. Drugi tydzień pracy powinien pokryć potrzeby wyżywienia i zakupów, trzeci powinien pokryć wydatki na zachcianki czy fanaberie, a czwarty tydzień pracy to pieniądze, które mają zabezpieczyć twoje oszczędności lub inwestycje, jakie by one nie były. Tyle w teorii – jak jest w praktyce, każdy dobrze wie. I w ten sposób chcę was przenieść w realia afrykańskie, gdzie sformułowanie „Cash is King” – w przenośni: kto płaci, ten rządzi – czuć w każdym miejscu na Czarnym Lądzie.

W biznesie nie ma sentymentów. I przyjaciół niestety. A Afryka tym bardziej to uwydatnia. To, że nas traktują jak bankomat, na wszystko jest potrzebna kasa, i że nie ma takiej gotówki, której by nie wydali, już zdążyłem się nauczyć. Odciąłem ich też już dawno od swobodnego wydawania pieniędzy na lewo i prawo. Czasy, kiedy w pewnym sensie byłem uległy wobec ich potrzeb i ciągłej presji, że to czy tamto jest niezbędnie potrzebne, już mam za sobą. Nie zwracam już uwagi na to, jak mi marudzą, że czegoś im brakuje i coś potrzebują „na pilnie”. Nauczyliśmy się używać jednego zwrotu: „tomorrow” – dzień, który nigdy nie nastąpi.

No i teraz przechodzimy do sedna – moich pracowników, którzy ciężko przepracowali cały rok i, przebierając nóżkami, czekają na 15 grudnia. W RPA to data, która rozpoczyna okres urlopowy trwający aż do 15 stycznia. Czyli miesiąc czasu wolnego od pracy i zasłużony czas odpoczynku. Warto przypomnieć, że jesteśmy po drugiej stronie równika i w RPA to najgorętszy środek lata. Pojawia się więc problem, z którym muszę się mierzyć co roku...

Przychodzi do mnie delegacja Czarnych, którzy chcą, aby im wypłacić podwójną pensję przed Świętami Bożego Narodzenia akordem stycznia. Odpowiadam im krótko: to najgorszy okres dla mnie na dodatkowe wydatki, zima za pasem. Jednak dużo większy problem to uzmysłowienie im, że nie patrzą w przyszłość. Jeżeli teraz wypłacę wynagrodzenie za styczeń, to następną wypłatę zobaczą dopiero 25 lutego, czyli za ponad dwa miesiące. Znam ich i wiem, że kiedy wrócą do pracy 15 stycznia, będą goli i weseli i od razu przyjdą po pożyczki do firmy, bo nie będą mieć co jeść. Nie pierwszy raz już to przerabiałem.

Tłumaczę więc im ich podejście do pieniędzy i wiem, że historia się powtórzy. Bo jeśli w styczniu przyjdą po pożyczkę do firmy, to firma nie będzie miała z czego im pożyczyć. Już to przerabiałem. Więc będą przychodzić na fochu do pracy, a ja będę się wkurzał, że robią tzw. włoski strajk.
Szczerze: przestałem się już tym martwić, i ostatnia rzecz jaką chcę i mam zamiar robić, to układać się z Czarnymi! Zasada: wyciągnij do nich dłoń, a przy następnej okazji urwą ci rękę, jest naprawdę aktualna! Indolencja mojej kadry zarządzającej czasami jest porażająca. Nieprzejmowanie się problemami dnia codziennego jest u nich codziennością, ale niestety kreowanie z małych problemów dużych – ba, nawet eskalowanie ich do miana nie do rozwiązania – czasami mam wrażenie, że oni się cieszą tym, że coś mi się nie udaje czy jest przerwana produkcja z powodu czynników zewnętrznych.

Nie mogę powiedzieć: kiedy wszystko idzie zgodnie z planem i wszystko się układa, praca jest przyjemnością. Można wtedy tylko się przyglądać, jak firma oddycha i ma się dobrze. Ale przychodzi ten koniec roku i miesiąc przerwy. I muszę przyznać, że chyba z tych wszystkich osób, które pracują lub są związane z Afryką, to ja czekam najbardziej na wolne! Czekam na to, żeby chwilę odpocząć. Nie mieć telefonów o 5 rano, bo ktoś zapomniał, że w Polsce czas jest przesunięty o godzinę. Nie musieć się martwić przez ten jeden miesiąc, że coś się odj...ie w Afryce na tyle mocno, że awaryjnie będę musiał wskoczyć w samolot i szybko tam polecieć! Jeden miesiąc, w którym głowa jest wolna od Afryki.

Jedyne, czego można w tym czasie im zazdrościć, i czego bardzo brakuje w Polsce, to słońca i pięknej pogody. 35 stopni, dzień, który trwa ponad 12 godzin i kolory otoczenia trochę inne niż paleta barw szarości. Cóż...
Święta Bożego Narodzenia jednak kojarzą się ze śniegiem i rodzinnym klimatem. Dlatego tym bardziej się cieszę, że będę mógł je spędzić w spokoju, a głowa nie będzie musiała być 12 000 km stąd, na Czarnym Lądzie. TIA – This is Africa.

przeczytaj cały artykuł

RODO: Wyciek danych – jak się zabezpieczyć post factum

Autor: Artur Majchrzycki   |   Data publikacji: piątek, 22 grudnia 2023 09:42

127___data.jpg

W każdej organizacji prędzej czy później dochodzi do wycieku danych, najczęściej spowodowanego przez niefrasobliwość pracownika lub niewystarczające środki bezpieczeństwa. W pierwszym przypadku mówimy tutaj o zaniechaniu lub ignorowaniu instrukcji dotyczących bezpieczeństwa danych przez pracownika, w drugim – o niewystarczających kompetencjach osób zarządzających systemami bezpieczeństwa lub braku możliwości technicznych zabezpieczających dane w organizacji, wskutek czego dochodzi do włamania do systemów informatycznych.

Niedawno w mediach informowano, iż w wyniku działania ransomware (szkodliwego oprogramowania) z systemu informatycznego podmiotu wykonującego badania medyczne skradziono ok. 50 tysięcy (tyle ujawniono) wyników badań i udostępniono je w internecie. Ransomware to drugie, po działaniach phishingowych, co do popularności działanie hackerów. Istnieją oczywiście systemy, które chronią dane, jednak jak się można domyśleć, nie ma 100% skuteczności.

W opisanym przypadku wyciek danych jest dosyć niebezpieczny dla osób, których dane zostały upublicznione, z uwagi na ich krytyczność. Mówimy tu o znajdujących się na wypisach z wynikami badań danych takich jak: imię i nazwisko, płeć, adres zamieszkania, PESEL, wiek oraz dane medyczne. Niestety wymienione informacje mogą posłużyć do, mówiąc wprost, kradzieży pieniędzy lub zaciągnięcia kredytu.
Jako osoba fizyczna niewiele możemy zrobić, aby zweryfikować poziom zabezpieczeń w organizacjach, które przetwarzają nasze dane. Tutaj, jak na zawołanie, przychodzi nam z pomocą możliwość zastrzeżenia swojego numeru PESEL.

W listopadzie udostępniono bardzo ciekawą i przydatną funkcjonalność ograniczającą skutki kradzieży tożsamości poprzez zastrzeżenie własnego numeru PESEL, minimalizując tym samym ewentualność zaciągania zobowiązań np. kredytowych przez podszywających się pod nas przestępców.
Niestety dopiero od 1 czerwca 2024 banki, instytucje kredytowe czy notariusze będą zobowiązani do weryfikacji rejestrów przed podjęciem określonej czynności w celu sprawdzenia, czy nasz numer PESEL został zastrzeżony.

Ciekawa jest odpowiedzialność powyższych instytucji: zgodnie z regulacją, nie poniesiemy odpowiedzialności za zobowiązania, które zostały zaciągnięte bez naszej zgody w trakcie istniejącego zastrzeżenia numeru PESEL.
Już teraz zachęcam do zastrzeżenia swojego numeru PESEL. Warto też sprawdzić, czy nasze dane są bezpieczne na stronie https://bezpiecznedane.gov.pl/

 


Artur Majchrzycki – Inspektor Ochrony Danych, jest ekspertem ds. ochrony danych osobowych. Specjalizuje się w problemach związanych z wdrażaniem przepisów ochrony danych osobowych. Posiada wieloletnie doświadczenie związane z zabezpieczeniami informatycznymi w ochronie danych. Audytor Wewnętrznych Systemów Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji zgodnego z ISO/IEC 27001.
Kontakt do autora:
tel. 501 15 11 15
email: a.majchrzycki@moment24.pl

 

przeczytaj cały artykuł

Dlaczego nikt nam nie powiedział o mediacji?

Autor: Monika Hernik-Oko   |   Data publikacji: piątek, 22 grudnia 2023 09:29

127_56_1.jpg

Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Fabrycznej Wydział Gospodarczy skierował niedawno do mediacji sprawę o zapłatę kwoty 1.734,19 zł. Sprawa pomiędzy przedsiębiorcami, obie strony zgodziły się na mediację.

Podczas posiedzenia mediacyjnego okazało się, że w wyniku nietrafionych inwestycji dłużnik wpadł w kłopoty finansowe, co spowodowało brak zapłaty za wykonaną przez wierzyciela usługę. Dłużnik zaproponował spłatę w częściach, strony doszły do porozumienia w zakresie wysokości poszczególnych spłat i ich terminów. Wszystko wskazywało, że sprawa zakończy się ugodą. Jednak wierzyciel stwierdził, że chciałby również zwrotu kosztów procesu – opłaty sądowej i zastępstwa procesowego – na co dłużnik nie chciał się zgodzić, gdyż wynosiły one łącznie na początkowym etapie sprawy sądowej 750,00 zł, czyli prawie połowę dochodzonej kwoty.

Warto tu zaznaczyć, że koszt mediacji ze skierowania sądu przy kwocie 1.734,19 zł to... 173,42 zł. Co ciekawe to wierzyciel powiedział mediatorowi, że gdyby wcześniej usłyszał o mediacji, to spróbowałby skorzystać z niej, zanim wystąpił na drogę sądową. A dłużnik potwierdził, że gdyby została zaproponowana mu mediacja, przystąpiłby do niej, gdyż mając wiedzę o zasadach obowiązujących w mediacji, nie obawiałby się spotkania z wierzycielem i jego prawnikami, ponieważ sam profesjonalnego pełnomocnika nie miał. W tej sprawie postępowanie mediacyjne trwa nadal i nadal jest szansa na jej polubowne rozwiązanie.
W sprawach gospodarczych zazwyczaj jest dużo mniej emocji niż w sprawach rodzinnych czy sąsiedzkich. Jedna z ostatnich spraw, która została skierowana do mediacji – i niestety nie zakończyła się ugodą – dotyczy zapłaty kwoty 40 000 zł i toczy się pomiędzy osobami, które przez wiele lat były przyjaciółmi.

Posiedzenia mediacyjne, ze względu na poziom wzajemnego żalu, odbywały się wahadłowo – mediator spotykał się osobno ze stronami. W trakcie spotkań każda ze stron pokazała ze swojej perspektywy, co sprawiło, że osoby spędzające dotąd ze sobą czas wolny, wyjeżdżające na wspólne wakacje, sprawiające sobie prezenty urodzinowe i świąteczne, nie potrafiły ze sobą porozmawiać i dlaczego trafiły do sądu. Istotne w tej sprawie jest to, że strony zostały skierowane do mediacji dopiero w postępowaniu odwoławczym.
Jedna ze stron, argumentując brak zgody na wspólne spotkanie mediacyjne, powiedziała, że gdyby zostali skierowani do mediacji na etapie rozstrzygania sprawy w I instancji, to byłaby szansa na porozumienie. Jednak po wydaniu przez sąd orzeczenia w I instancji nastąpiły wydarzenia, które przekreśliły możliwość rozmowy. Według nich ich konflikt był już w miejscu, z którego nie ma możliwości wycofania.

Przywołując model eskalacji konfliktu stworzony przez austriackiego psychologa Friedricha Glasla spadli na najniższy stopień schodów. Glasl podzielił konflikt na trzy fazy, zawierające trzy poziomy.

Każda z faz została opisana następująco:
I FAZA
1. 1. Dyskusja, usztywnienie – strony utwierdzone we własnych poglądach, strony zajmują pozycje, koncentrują się na negatywnych opiniach o drugiej stronie.
2. Debaty, spory, polemiki – strony zajmują stanowiska przeciwne, rozpoczynają walki słowne, mieszają się argumenty racjonalne z emocjonalnymi; od współpracy przechodzą do walki.
3. Czyny zamiast słów – strony tracą wiarę w możliwość werbalnego rozwiązania sporu, koncentrują się na własnych celach, postrzegają drugą stronę jako przeciwnika, a nie partnera w rozmowach; pojawia się w nich chęć zdominowania przeciwnika, osiągnięcia własnych celów jego kosztem.
II FAZA
4. Utrwalenie, koalicje – pojawiają się zachowania odwetowe i karzące; na pierwszy plan wysuwa się obrona własnej reputacji.
5. Utrata twarzy – oczekiwanie zachowań upokarzających drugą stronę o charakterze publicznym.
6. Strategie gróźb, zastraszanie – utrata kontroli przez strony, realne oraz publiczne groźby.
III FAZA
7. Pojedyncze akty destrukcji – przejście od gróźb do niszczących czynów.
8. Zniszczenie przeciwnika – głównym celem staje się zniszczenie przeciwnika.
9. Razem na dno – wyniszczenie stron, bezwzględna walka.

127_55_1.jpg

Ryc. Model eskalacji konfliktu wg Friedricha Glasla
Materiały szkoleniowe przygotowane w ramach projektu: „Upowszechnienie alternatywnych metod rozwiązywania sporów poprzez podniesienie kompetencji mediatorów, utworzenie Krajowego Rejestru Mediatorów (KRM) oraz działania informacyjne”, POWR.02.17.00-00-0001/20.

Zgodnie z powyższym podziałem osiągnięcie porozumienia jest możliwe w fazie pierwszej. Gdy konflikt osiągnie fazę drugą, powrót do fazy pierwszej jest bardzo trudny, zaś w fazie trzeciej zazwyczaj jest niemożliwy. Dlatego pierwszy z opisanych powyżej przypadków – który umiejscowiony jest nadal na samej górze schodów Glasla – ma szansę na szybkie zakończenie, zadowalające obie strony.

Wiedza o możliwości polubownego rozwiązania sporu nie jest powszechna ze szkodą dla mediacji, ale też ze szkodą dla sądownictwa. Ogromna liczba spraw wpływa na przedłużanie się czasu oczekiwania na rozprawy, a postępowania trwają latami. Brak wiedzy i edukacji o mediacji szkodzi również społeczeństwu, zniecierpliwionemu oczekiwaniem na sprawę, z rozstrzygnięcia której niezadowolona jest co najmniej jedna ze stron.

Dzięki mediacji można uniknąć ścieżki sądowej, stresu w oczekiwaniu na rozprawę oraz rozstrzygnięcie, niezadowolenia z rozstrzygnięcia oraz oczywiście niepotrzebnych kosztów. Mediacja pozwala też na uniknięcie upadku na ostatni stopień „schodów Glasla”, z którego bardzo trudno wrócić stopień wyżej, tak jak w drugim z opisywanych wyżej przypadków.


mgr inż. Monika Hernik-Oko
prawnik, mediator, Członek Zarządu Stowarzyszenia #wartomediować
tel. 661 860 393
www.wartomediowac.pl

 

39 mediatorów w całej Polsce:
www.wartomediowac.pl/znajdz-mediatora/

 

 

 

przeczytaj cały artykuł

Kamienie jako waluta

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: piątek, 22 grudnia 2023 08:32

127_52_1.jpg

Mogłoby się wydawać, że wirtualne pieniądze i karty bankomatowe to współczesny wynalazek. W zasadzie codziennie posługujemy się pieniędzmi, które znajdują się nie w naszym portfelu, a w bankach. Historia jednak pokazuje, że koncepcja pieniądza wirtualnego jest dużo starsza.

Jest w Mikronezji wyspa Yap, na której istnieje nietypowa waluta Rai. Są nią kamienne dyski z wapienia. Niektóre z nich tak duże, że nie można ich przenieść.
Kamienna waluta jest już w użyciu od kilkuset lat. Setki tych niezwykłych dysków skalnych wielkości człowieka są rozsiane po całej wyspie. A w każdej wiosce znajduje się kamienny „bank” pieniędzy. Na terenie tanecznym wioski (malau) znajdują się kamienne dyski należące do konkretnych rodzin. Ciekawe, że kamienie te były przywożone z odległego o 400 kilometrów Palau, gdzie wydobywa się wapień, z którego powstają te nietypowe monety.

>Yap nie mieli u siebie ani trwałych skał ani kamieni szlachetnych, które mogłyby stać się walutą. Ale miejscowi żeglarze pływali do Palau i przywozili wapień z kamieniołomów. Najpierw były to dary dla wodzów, ale później ewaluowały i stały się walutą. Stało się to tak popularne, że pod koniec XIX wieku w kamieniołomach Palau pracowało 400 Yapes – wtedy cała populacja tego narodu wynosiła 7 tysięcy ludzi.

Kiedy marynarze przywozili kamienie, największe i 2/5 małych stawały się własnością wodzów. Wodzowie nadawali niektórym kamieniom imiona – zwykle wybierając własne lub krewnych – i podawali ich wartość opartą na jeszcze starszym systemie walutowym: yar (pieniądze z muszli perłowych). Kamienie mogły następnie wejść do obiegu i zostać kupione przez każdego.
Obecnie pieniądze kamienne w codziennych transakcjach zostały zastąpione dolarem amerykańskim.

Jednak w przypadku bardziej koncepcyjnych wymian – takich jak prawa czy zwyczaje – kamienie pozostają istotną walutą dla 11 000 mieszkańców Yap.
Monety wyceniane są ze względu na wielkość – średnice wahają się od 7 cm do 3,6 m – a także skalę dekoracji, a nawet samą trudność w zdobyciu skały.

127_53_4.jpg

Ile warta jest moneta, zależy także od tego, komu ją dajesz i za co. Ich wartość zależała nie tylko od wagi i wielkości, ale również od tego, jak wielu ludzi zginęło podczas transportowania rai z Palau na Yap (albo – to również oznaczało wysoką wartość – gdy nikt nie zginął) lub czy daną „monetę” sprowadził ktoś znaczący. Jeśli w czasie transportu wielka „moneta” zsunęła się z tratwy i wpadła w głębinę, nie wyłączało jej to z użycia. Mieszkańcy Yap wiedzieli przecież, że ona, choć niewidoczna, nadal gdzieś tam jest, więc zatopiony kamień mógł mieć swojego właściciela i być używany w transakcjach.

127_53_2.jpg

Yapese przekazują ustną historię każdego kamienia, ponieważ nie ma zapisanych informacji o tym, co należy do kogo. Rodziny rzadko opuszczają swoje wioski, a starsi plemienni z około 150 wiosek przekazują informacje o każdym kamieniu, co oznacza, że przypominają o przeszłości i pomagają wzmacniać relacje i transakcje sięgające czasów wojowników i klanów. W niektórych przypadkach na kamieniach znajdują się ryciny upamiętniające bitwy sprzed ponad 200 lat.

127_53_3.jpg

 

 

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 41 z 241
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Fartuchy wodoodporne dla kamieiarzy
2026-08-18 10:17:44
Producent fartuchów i rękawów wodoodpornych dla kamieniarzy. Sprzedaż wysyłkowa – błyskawiczna wysyłka pocztą lub kurierem. Strzegom, ul. Św. Anny 1/6, www.fartuchywodoodporne.pl, tel. 60 34 26 223, tel./fax 74 8 551 472

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.